Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     Koszty przekopu Mierzei wyniosą 880 mln zł. To 2x mniej niż opłaty za niewykorzystany kredyt MFW zaciągnięty przez ekipę Tuska
wpis 23/10/2017

 

Publiczne pieniądze mogą być wydawane zarówno na coś konkretnego, albo w zupełną próżnie. Najlepszym przykładem tego drugiego było podpisanie przez rząd PO (razem z Meksykiem i Kolumbią - nikt inny na to się nie zdecydował) umowy o linię kredytową w MFW. Z linii tej nasz kraj nigdy nie skorzystał, a mimo to musieliśmy płacić za nią olbrzymie opłaty. W efekcie przepadło co najmniej 1,4-1,6 mld zł, za które nie uzyskaliśmy nic w zamian. Za te pieniądze można by zbudować nowy kanał przez Mierzeję Wiślaną i pokryć koszty jego funkcjonowania na 50 lat do przodu.

Przypomnijmy - rok temu Urząd Morski w Gdyni ogłosił przetarg na wykonanie projektu przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Cała inwestycja ma kosztować ok. 880 milionów złotych. Obejmuje budowę kanału łączącego Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską, w tym m.in. śluzy z konstrukcją zamknięć, portu postojowego od strony Zalewu, nowych połączeń drogowych, dwóch mostów. Dodatkowo zmodernizowane ma być wejście do portu w Elblągu. W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej ogłosiło dokładną lokalizację przekopu (miejscowość Nowy Świat).

W dyskursie publicznym funkcjonują różne opinie na temat projektu przekopu Mierzei. Jedno jest jednak pewne - kwota 880 mln zł nie zostanie wyrzucona w próżnie. Powstanie nowa droga wodna, która w istotny sposób wpłynie na funkcjonowanie portu w Elblągu. Będą mogły tam wpływać statki do 4 metrów zanurzenia, 100 metrów długości i 20 metrów szerokości. Obecnie do Elbląga mogą wpływać statki dwukrotnie mniejsze. Powyższe będzie miało znaczenie na ilość przeładunków w elbląskim porcie. W tej chwili to zaledwie 300 tys. ton w ciągu roku, jednak po wybudowaniu przekopu terminal ten mógłby przeładowywać nawet 3,5 mln ton towarów rocznie.

Budowa nowego kanału przez Mierzeję Wiślaną, pogłębienie toru wodnego do portu w Elblągu oraz sama jego rozbudowa będą realną konsekwencją wydania 880 mln zł. Za te pieniądze powstanie konkretna infrastruktura, która będzie mogła wpłynąć na rozwój gospodarczy Elbląga oraz całego regionu.

Publiczne pieniądze można też wydawać w zupełnie inny sposób. Przykładem jest tutaj słynna już umowa między polskim rządem, a Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) na specjalną linię kredytową. Zgodnie z treścią tej umowy międzynarodowi bankierzy zobowiązali się, że udzielą nam wielomiliardowej pożyczki, gdy tylko o to poprosimy. Za to zobowiązanie do udzielenia pożyczki mieliśmy płacić po kilkaset milionów złotych rocznie. 

W ten sposób przez 9 lat (umowa zaczęła funkcjonować w 2009 roku) na poczet opłat za utrzymywanie tej linii kredytowej (a w istocie na podtrzymywanie zobowiązania międzynarodowych bankierów, że w razie czego udzielą nam odpowiednio wysokiego kredytu) wydaliśmy od 1,4 do 1,6 mld zł. W zamian nie otrzymaliśmy nic, bo ani razu nie wnieśliśmy o uruchomienie kredytu w MFW. W podobny sposób sfrajerowały się jeszcze tylko dwa rządy na świecie - Meksyku i Kolumbii. Nikt inny nie nabrał się na "elastyczną linię kredytową" serwowaną przez MFW.

Pieniądze przepadały i nic z tego nie mieliśmy. I pomyśleć, że za te środki mogliśmy już dawno wybudować przekop przez Mierzeję oraz pokryć koszty jego funkcjonowania na 50 lat do przodu. Rząd Tuska wolał jednak wydać je w próżnię międzynarodowej finansjery.

 

Źródło: Stanislas Balcerac (Twitter.com)
Źródło: Przekop przez Mierzeję Wiślaną ruszy w Nowym Świecie najpóźniej za rok (PolskieRadio.pl)

wpis 23/10/2017

  


r e k l a m y


    

     Kolejny miesiąc zadłużenie Polski spada. W ciągu ostatniego półrocza zmniejszyło się już o 8,6 mld zł. I to jest "dobra zmiana"
wpis z dnia 20/10/2017

 

Resort Finansów opublikował dziś najnowszy raport na temat stanu polskiego długu. Okazuje się, że odnotowano kolejny w tym roku miesiąc, w którym zadłużenie naszego kraju spadało. W sierpniu obniżyło się o 3,4 mld zł, a biorąc pod uwagę sześć ostatnich raportowych miesięcy, dług Polski zmniejszył się o 8,6 mld zł. Tak dobrego okresu w zakresie zmian salda polskiego zadłużenia nie notowano od co najmniej 15 lat!

Zgodnie z najnowszymi statystykami opublikowanymi przez Ministerstwo Finansów - zadłużenie Skarbu Państwa na koniec sierpnia 2017 r. wyniosło dokładnie 936.501,5 mln zł. W samym sierpniu odnotowano spadek salda zadłużenia o 0,4 proc. m/m, co nominalnie oznacza spadek o ponad 3,4 mld zł. Licząc od początku tego roku dług Polski co prawda wzrósł o 0,8 proc. wobec stanu z końca 2016 roku (tj. o 7,8 mld zł), jednak gdyby brać pod uwagę tylko ostatnich sześć raportowych miesięcy, to saldo zadłużenia w tym okresie zmniejszyło się aż o 8,6 mld zł. 

Okazuje się, że to najlepsze odczyty dotyczące długu od co najmniej 15 ostatnich lat. W powiązaniu z rekordowo niskim deficytem budżetowym oraz dobrymi efektami walki z mafią wyłudzającą zwroty podatku VAT (której działalność, jak do tej pory, miała największy wpływ na budżet naszego kraju) może się okazać, że cały rok 2017 zakończy się rekordowo niskim przyrostem polskiego zadłużenia.

Poniżej prezentuje oficjalne dane Ministerstwa Finansów na temat zmian salda polskiego zadłużenia, jakie zachodziły od stycznia do sierpnia między rokiem 2002 a 2017. Niestety na stronie resortu finansów nie ma danych sprzed 2002 roku, stąd statystyka kończy się na tymże roku.

 

I - VIII 2017: +7.835,3 mln zł (+0,8 proc. r/r)
I - VIII 2016: +64.650,2 mln zł (+7,7 proc. r/r)
I - VIII 2015: +39.224,7 mln zł (+5,0 proc. r/r)
I - VIII 2014: +47.871,5 mln zł (+5,7 proc. r/r)
I - VIII 2013: +48.157,5 mln zł (+6,1 proc. r/r)
I - VIII 2012: +16.472,8 mln zł (+2,1 proc. r/r)
I - VIII 2011: +54.579,3 mln zł (+7,8 proc. r/r)
I - VIII 2010: +65.200,9 mln zł (+10,3 proc. r/r)
I - VIII 2009: +50.169,8 mln zł (+8,8 proc. r/r)
I - VIII 2008: +13.198,8 mln zł (+2,6 proc. r/r)
I - VIII 2007: +8.999,7 mln zł (+1,9 proc. r/r)
I - VIII 2006: +33.521,7 mln zł (+7,6 proc. r/r)
I - VIII 2005: +33.146,3 mln zł (+8,2 proc. r/r)
I - VIII 2004: +31.996,3 mln zł (+8,4 proc. r/r)
I - VIII 2003: +32.656,9 mln zł (+10,0 proc. r/r)
I - VIII 2002: +44.371,1 mln zł (+15,6 proc. r/r)

 

Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa (Mf.gov.pl)

wpis z dnia 20/10/2017

   


r e k l a m y


    

     Wystarczy przestać kraść: Luka VAT zmniejszy się w tym roku aż o 25 proc. To największy spadek w historii III RP!
wpis z dnia 20/10/2017

 

Luka w VAT to różnica między realnymi wpływami z tego podatku do budżetu kraju, a wpływami możliwymi do osiągnięcia. Jeszcze w 2007 roku Polska miała jedną z najniższych luk w całej UE. W ciągu kolejnych 8 lat luka VAT - głównie poprzez działalność mafii wyłudzającej nielegalne zwroty tego podatku - urosła do monstrualnego poziomu ponad 50 mld zł. W 2016 roku udało się powstrzymać dalszy jej wzrost, jednak dopiero rok 2017 ma się zakończyć prawdziwym sukcesem - luka VAT, w porównaniu do roku 2016, ma się zmniejszyć aż o 13 mld zł!

"Ten rząd przez półtora roku zrobił więcej w zakresie uszczelniania systemu VAT niż poprzednicy przez dziesięć lat" - twierdził w maju br. Tomasz Kassel, partner w PwC (firmy audytorsko-doradczej). Wczoraj PwC opublikowała raport, z którego wynika, że na koniec 2017 r. luka podatkowa VAT w Polsce spadnie do 39 mld zł z 52 mld zł w 2016.

"Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy podjęto działania regulacyjne, które pozwoliły skutecznie zmniejszyć skalę wyłudzeń VAT na szczególnie wrażliwym asortymencie. Dobrym przykładem jest tutaj tzw. pakiet paliwowy" - czytamy w raporcie przygotowanym przez PwC. 

Zdaniem ekspertów PwC, za wzrost dochodów VAT w tym roku odpowiada zarówno wzrost dochodów brutto, jak i spadek zwrotów. Wspominany powyżej pakiet paliwowy istotnie wpłynął na działalność mafii paliwowej. Dzięki temu znacząco zwiększyła się sprzedaż legalnego paliwa, a przez to wzrosły również wpływy z podatku VAT. Działalność Krajowej Administracji Skarbowej, jej skuteczność w walce z tzw. mafią VAT oraz podniesienie kar za to przestępstwo, wpłynęła z kolei na ograniczenie ilości zwrotów tego podatku. Mniej ludzi ryzykuje próbę wyłudzenia zwrotu podatku VAT, kiedy grozi im za to kara 25 lat pozbawienia wolności i przepadek całego posiadanego mienia.

W kontekście powyższego powstaje pytanie - dlaczego realną walkę z luką VAT, czyli de facto z działaniami przestępczymi prowadzonymi na masową skalę, podjęto dopiero w 2016 roku? Dlaczego dopuszczono, aby skumulowane straty państwa z tego tytułu w latach 2008 - 2015 wyniosły 262 mld zł (tyle wyniosła skumulowana wartość luki VAT za ten okres)? Gdzie dziś byśmy byli, jako kraj na tle innych państw UE, gdyby nie dopuszczono do złodziejstwa na taką skalę, jaka zupełnie przypadkowo funkcjonowała w latach rządów PO-PSL?

 

Źródło: PwC: Luka podatkowa VAT w Polsce spadnie do 39 mld zł w 2017 z 52 mld zł w 2016 (Stooq.pl)

wpis z dnia 20/10/2017

   


  

     Niemcy krytykują nas za przyjęcie Erdogana. Sami sprzedają mu broń i technologie
wpis z dnia 19/10/2017

 

W ciągu ostatnich dni Niemcy ostro krytykowali Polskie władze za to, że zorganizowały w Warszawie wizytę prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Paul Fluckiger, pracujący dla kontrolowanej przez niemiecki rząd agencji Deutsche Welle, w tekście przeznaczonym do mediów polskojęzycznych podkreślał, że nasz kraj jest pierwszym państwem UE, które po autorytarnej próbie przebudowy Turcji przyjmuje jej kontrowersyjnego prezydenta. Co ciekawe - Fluckiger nie napisał, że wcześniej Erdogan wizytował u Merkel, a Niemcy ciągle sprzedają mu broń wartą kilkadziesiąt milionów euro.

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - tekst Paula Fluckigera, dziennikarza pracującego dla kontrolowanej przez niemiecki rząd agencji Deutsche Welle, miał wzbudzić wśród Polaków swego rodzaju pedagogikę wstydu. Oto do Warszawy przyjeżdża kontrowersyjny prezydent autorytarnego kraju, który odpowiada za śmierć lub represje wielu osób. Do tego Polska ma być pierwszym państwem UE, które po ubiegłorocznym krwawym stłumieniu wojskowego puczu, przyjmuje z oficjalną wizytą Recepa Tayyipa Erdogana.

To, że Polska wcale nie była pierwszym krajem, który po "autorytarnej próbie przebudowy Turcji" przyjął prezydenta Turcji, udowodniłem już wczoraj. Fluckiger albo nie posiadał w tym względzie elementarnej wiedzy, albo najzwyczajniej w świecie kłamał w celu podkręcenia pedagogiki wstydu u polskich czytelników.

W przeznaczonym do mediów polskojęzycznych tekście zabrakło również informacji o tym, że Niemcy wciąż eksportują mnóstwo broni do rządzonej przez Erdogana Turcji. Władze federalne w Berlinie do końca sierpnia br. wydały 99 zezwoleń na sprzedaż Turcji broni o łącznej wartości 25,36 mln euro. Rok wcześniej takich zezwoleń było 158 o łącznej wartości 69,32 mln euro.

Mając na uwadze powyższe można zaryzykować stwierdzenie, iż Fluckiger dostrzegł drzazgę w oku sąsiada, lecz belki we własnym nie zauważył. Skoro "kontrowersyjną" ma być wizyta prezydenta Turcji w Warszawie, to jak można traktować sprzedaż uzbrojenia do tego państwa przez Niemcy?

 

Źródło: Niemcy sprzedają do Turcji broń za miliony euro (Dw.com)

wpis z dnia 19/10/2017

   


  

     Wszystkie dyrektywy korzystne dla starej UE działają bez zarzutu. Dyrektywa korzystna dla krajów nowej UE kuleje
wpis z dnia 18/10/2017

 

Kraje starej Unii nie są w stanie zaakceptować nas jako równoprawnych członków Wspólnoty - twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Pracodawców Polskich. Na dowód tego podaje następujący przykład: "Bezbłędnie działają wszystkie dyrektywy (praca, kapitał, towary) korzystne dla starej Unii. Nie działa tylko dyrektywa usługowa - korzystna dla państw nowej Unii. Wiemy, że przeciw nam są szykowane jeszcze gorsze dyrektywy (socjalna, podatkowa) i jeśli teraz bardzo ostro nie zareagujemy, to grozi nam trwały status kolonii".

Zgodnie z art. 26 ust. 2 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej poprzez unijny rynek wewnętrzny rozumie się "obszar bez granic wewnętrznych, na którym zostaje zapewniony wolny przepływ towarów, osób, usług i kapitału". Zgodnie z tą definicją, aby rynek taki mógł zaistnieć muszą być zapewnione cztery podstawowe zasady: 1) swobodnego przepływu osób, 2) swobodnego przepływu kapitału, 3) swobodnego przepływu towarów oraz 4) swobodnego przepływu usług.

Tak się akurat złożyło, że pełne funkcjonowanie trzech pierwszych zasad jest korzystne dla gospodarek tzw. "starej UE". Swobodny przepływ osób zapewnia im dostęp do zarówno taniej siły roboczej, jak i wykwalifikowanych specjalistów. Z kolei swobodny przepływ kapitału i towarów zapewnia gospodarkom starej UE nielimitowaną ekspansję (a w konsekwencji pomnażanie kapitału) na rynkach nowej UE.

Oczywiście Polska też może wykorzystywać wspomniane zasady, nie mniej w rzeczywistości - poprzez uwarunkowania finansowe oraz ograniczone możliwości kapitałowe - ekspansja polskich firm (lub jakichkolwiek innych z naszego regionu) na rynkach zachodnich nie może się równać ekspansji firm zachodnich na rynkach "nowounijnych".

W takich okolicznościach pozostaje nam budować przewagę gospodarczą przede wszystkim na bazie zasady numer 4), czyli swobody przepływu usług pomiędzy państwami UE. W największym skrócie - swoboda świadczenia usług oznacza prawo świadczenia usług przez podmiot, który ma swoją siedzibę w jednym z krajów Unii Europejskiej, na rzecz podmiotów z innych krajów członkowskich, bez potrzeby posiadania w tych krajach jakiegokolwiek stałego zakładu pracy/filii/przedstawicielstwa. Niestety, to co jest dla nas korzystne (przewagę konkurencyjną budujemy na tym, że usługi świadczone przez nasze firmy są dużo tańsze od takich samych usług świadczonych przez firmy zachodnioeuropejskie), nie jest korzystne dla gospodarek państw "starej UE". Efekt jest taki, że poszczególne państwa na Zachodzie (np. Francja czy Niemcy) dążą do ograniczenia funkcjonowania na ich terytoriach zasady swobody przepływu usług.

W kontekście powyższego racje ma Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Pracodawców Polskich, który komentując unijne regulacje w sprawie tzw. pracowników delegowanych, stwierdził rzecz następującą: "Kraje starej Unii nie są w stanie zaakceptować nas jako równoprawnych członków Wspólnoty. Bezbłędnie działają wszystkie dyrektywy (praca, kapitał, towary) korzystne dla starej Unii. Nie działa tylko dyrektywa usługowa - korzystna dla państw nowej Unii. Polski rząd powinien symetrycznie i adekwatnie zareagować na działania Francji. Jeśli polskie firmy nie mogą konkurować we Francji, to retorsja nasuwa się sama. Jeśli teraz bardzo ostro nie zareagujemy, to grozi nam trwały status kolonii".

 

Źródło: ZPP (Twitter.com)

wpis z dnia 18/10/2017

   


   

     Historia pewnej linii kredytowej z MFW, czyli jak polskie państwo wydojono na 1,4 mld zł!
wpis z dnia 17/10/2017

 

Polska ma dostęp do Elastycznej Linii Kredytowej MFW od 2009 r. Problem w tym, że ani razu z niej nie skorzystała, mimo iż opłaty za sam tylko dostęp do tej usługi kosztowały nas po kilkaset milionów zł rocznie. Minister Morawiecki zapowiedział, że Polska zrezygnuje z tej umowy. Super. Szkoda tylko, że nie tak dawno sam wydłużył jej funkcjonowanie do początku 2019 r. Reasumując - wydaliśmy mnóstwo kasy (ok. 1,4 mld zł) na bezwartościowy dla nas produkt, który bankierom z MFW udało się wcisnąć jeszcze tylko dwóm państwom na świecie: Meksykowi i Kolumbii.

Polska o dostęp do elastycznej linii kredytowej po raz pierwszy wystąpiła do MFW w 2009 roku. Międzynarodowa finansjera się zgodziła, ale w zamian za roczny dostęp do linii wzięła równowartość ok. 182 mln zł.

Wczesną wiosną 2010 roku, ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek uznał, że sytuacja polskiej gospodarki i systemu finansowego jest na tyle dobra, że nasz kraj nie potrzebuje już potencjalnego wsparcia MFW w postaci możliwości korzystania z elastycznej linii kredytowej. Zupełnie odmiennego zdania byli premier Donald Tusk oraz minister finansów Jan Vincent Rostowski, którzy bardzo mocno naciskali na to, aby Polska przedłużyła umowę z MFW dotyczącą linii kredytowej.

10 kwietnia 2010 Sławomir Skrzypek ginie w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Co ciekawe - jedną z pierwszych decyzji wybranego w pośpiechu na miejsce Skrzypka głosami PO i SLD Marka Belki było podpisanie wniosku o... przedłużenie linii kredytowej w MFW. Kilka miesięcy później - w styczniu 2011 r. - Polska złożyła wniosek o wydłużenie o kolejne dwa lata okresu obowiązywania elastycznej linii kredytowej. MFW wyraził na to zgodę i wziął za to równowartość ok. 340 mln zł (107 mln USD). To samo miało miejsce w 2012, kiedy umowa została przedłużona o kolejne 2 lata (w zamian na konta MFW poleciało 110 mln USD, czy ok. 350 mln zł). W 2014 roku rządzący naszym krajem po raz kolejny zawnioskowali o dostęp do linii kredytowej MFW. Koszt? Ok. 69 mln USD (240 mln zł).

Co się jednak dzieje pod koniec 2016 r.? Wydawało się, że "dobra zmiana" zakończy żywot tego bezsensownego dla nas produktu. Nic bardziej mylnego. Wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki oraz prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński występują 19 grudnia z wnioskiem do MFW o odnowienie dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej od połowy stycznia 2017 r. na kolejne dwa lata. Oficjalne komunikaty nie mówiły nic o koszcie dostępu, niemniej należy sądzić, że za kolejne dwa lata będzie on wynosił równowartość około 200 - 250 mln zł.

Teraz minister Morawiecki mówi, iż Polska planuje rezygnację z Elastycznej Linii Kredytowej w MFW, bowiem pozwala na to stabilna sytuacja finansowa i makroekonomiczna polskiej gospodarki. Oficjalna narracja Ministerstwa Finansów wskazuje na to, że linia z MFW odegrała ważną rolę z punktu widzenia zewnętrznej stabilizacji polskiej gospodarki, ochrony wartości polskiej waluty oraz wiarygodności Polski na międzynarodowych rynkach finansowych. W to jednak absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć. Choćby przez fakt, iż międzynarodowym bankierom udało się wcisnąć ten produkt jeszcze tylko dwóm państwom na świecie - Meksykowi i Kolumbii. 

W kontekście bardzo wątpliwych korzyści dla naszego państwa (szczególnie patrząc przez pryzmat gigantycznych opłat) powstaje pytanie - kto był rzeczywistym beneficjentem umowy o linię kredytową z MFW? Dlaczego władze naszego kraju zdecydowały się na zawarcie, a potem wielokrotnie przedłużały trwanie bezsensownej (a kosztującej mnóstwo pieniędzy) umowy?

 

Źródło: Morawiecki: Polska planuje rezygnację z Elastycznej Linii Kredytowej MFW (Stooq.pl)

wpis z dnia 17/10/2017

   


  

     Ekipa Tuska zamiast repolonizować, sprzedawała polskie banki. Aby nie rzucało się w oczy robili to po kawałku
wpis z dnia 16/10/2017

 

Od czasu przejęcia przez PZU i Polski Funduszu Rozwoju kontroli nad włoskim PEKAO S.A. (grudzień 2016), wartość rynkowa tego ostatniego wzrosła o ponad 5 proc. (+1,74 mld zł). Po pierwszym półroczu 2017 r. PEKAO miał 885 mln zł czystego zysku. Co istotne - większość tych środków nie będzie już transferowana za granicę lecz zostanie w Polsce. Zupełnie inną filozofię uprawiano w czasach rządów ekipy Donalda Tuska. Wówczas kontrolowane lub współkontrolowane przez Skarb Państwa polskie banki były sprzedawane, a pieniądze z zysków w większości transferowano poza granice Polski.

Przypomnijmy, że 18 lipca 2012 r. ekipa Tuska zdecydowała się sprzedać poprzez Giełdę Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie 7,6 proc. akcji kontrolowanego przez Skarb Państwa banku PKO BP S.A. Znajdujący się w fatalnym stanie budżet kraju został wówczas zasilony kwotą 3,087 mld zł. Kilkanaście dni później, tj. 2 sierpnia 2012 r. ekipa Tuska robi to samo z akcjami Banku Gospodarki Żywnościowej S.A. Za sprzedaż 25,49 proc. akcji otrzymuje 797,2 mln zł.

Kilka miesięcy później rząd Tuska decyduje się na sprzedaż kolejnego pakietu akcji PKO BP S.A. Tym razem 2,02 proc. akcji spieniężono na GPW za kwotę 856,2 mln zł.

Filozofia wyprzedaży części polskiego sektora bankowego była bardzo krótkowzroczna. Prawda jest taka, że traciliśmy w ten sposób (jako państwo) trwały i przynoszący gigantyczne (w postaci dywidend) zyski majątek, a kasę jaką dostaliśmy w zamian topiliśmy na bieżące wydatki lub na spłatę odsetek od pozaciąganych wcześniej pożyczek.

Zupełnie inne konsekwencje niesie ze sobą idea tzw. repolonizacji sektora bankowego w Polsce. Zakładając, że będzie ona wyglądać tak, jak w przypadku PEKAO SA (kontrolę nad bankiem przejmuje bezpośrednio PZU, czyli pośrednio Skarb Państwa), to w praktyce większość z gigantycznych zysków generowanych i wypłacanych przez banki w postaci dywidend pozostanie w naszym kraju. 

Powstaje pytanie - co kierowało ekipą Donalda Tuska, że masowo wyprzedawali majątek Skarbu Państwa? Przypomnijmy, że w latach 2008-2014 ówczesne władze naszego kraju sprzedawały nie tylko banki, ale również kopalnie, fabryki czy zakłady produkcyjne. Łącznie pozbyto się majątku za kwotę 58,615 mld zł. O ile w kilku przypadkach procesy prywatyzacyjne były pożądane, to w przypadku np. banków, wyprzedaż części PKO BP lub BGŻ z perspektywy czasu wydaje się być nieracjonalna.

 

Źródło: Licznik prywatyzacyjny (MSP.gov.pl)

wpis z dnia 16/10/2017

   


  

     W latach 2008-14 zlikwidowano 1146 szkół, a z pracy musiało odejść 47 tys. nauczycieli. Warto przypomnieć co niektórym członkom ZNP
wpis z dnia 13/10/2017

 

Z uwagi na zbliżający się Dzień Edukacji Narodowej, w kontekście sporu o gimnazja warto przypomnieć o tym, co działo się w polskiej oświacie w latach 2008 - 2014. Otóż zamknięto wówczas aż 1146 szkół, a z pracy musiało odejść 47 tys. nauczycieli. Co istotne - nie odbywała się wówczas żadna reforma systemu edukacji. Szkoły były likwidowane, gdyż rząd zmniejszał dofinansowanie i najzwyczajniej w świecie nie było pieniędzy na ich utrzymanie. Warto, aby co niektórzy rozpolitykowani członkowie ZNP o tym pamiętali.

Pisałem o tym już kiedyś, ale z okazji dnia nauczyciela chyba warto przypomnieć. Zgodnie z danymi, do których udało mi się dotrzeć, w latach 2008 - 2011 z polskiego krajobrazu zniknęło 595 szkół (podstawowych, gimnazjów i średnich). W latach 2012 - 2014 ilość likwidowanych placówek oświatowych przyspieszyła. W ciągu trzech lata zamknięto łącznie 551 szkół. Razem, w latach 2008 - 2014, zlikwidowano aż 1146 szkół.

Powyższe nie było efektem reformy systemu oświaty. Szkoły były likwidowane, gdyż rząd zmniejszał dofinansowanie i najzwyczajniej w świecie nie było pieniędzy na ich utrzymanie. Niejako "przy okazji" z pracą pożegnało się wówczas 47 tysięcy nauczycieli. 

W tym kontekście zawsze zastanawiała mnie jedna kwestia... Dlaczego media mainstreamowe nie robiły wówczas z tematu masowo likwidowanych szkół oraz tracących pracę nauczycieli, stałego tematu "topowego", na bazie którego można by "grillować" rząd i krytykować jego poczynania w dziedzinie oświaty i szkolnictwa? Czyżby kwestia ta stała w zbyt dużej sprzeczności do polityki "ciepłej wody w kranie"?

Powyższe pytanie wydaje się być istotne szczególnie dziś, kiedy reforma systemu edukacji oraz likwidacja gimnazjów wywołała w tych samych mediach gigantyczne wręcz zainteresowanie.

 

Źródło: Szkoły - akcja likwidacja (Wyborcza.pl)
Źródło: Ile naprawdę zamknięto szkół w Polsce (Ibe.edu.pl)
Źródło: Szkoła według SIO: o 7 tys. mniej nauczycieli, 349 zlikwidowanych szkół, spadająca liczba uczniów (Wip.pl) 
Źródło: Zalewska: Nikt nie stracił pracy w wyniku reformy edukacji (PAP.pl)

wpis z dnia 13/10/2017

   


  

     USA wycofują się z planu ograniczenia emisji CO2. Europa (UE) znowu wystawiona do wiatru!
wpis z dnia 12/10/2017

 

Światowy system ograniczania emisji CO2 ma sens tylko wtedy, gdy wszyscy kluczowi gracze do niego przystąpią. W każdym innym przypadku państwa, które inwestują grube miliardy w "zieloną energię" lub są do tego zmuszane (np. Polska) będą frajersko rozgrywane przez państwa, które limity i ograniczenia mają głęboko gdzieś. USA (nominalnie drugi największy truciciel na świecie) właśnie podjęły decyzję, aby wycofać się z tzw. "Planu Czystej Energii". W uzasadnieniu stwierdzono, iż plan ten sprowadzał "niszczycielskie skutki" w sferze "obciążenia amerykańskich obywateli".

Przyjęty za kadencji prezydenta Baracka Obamy tzw. "Plan Czystej Energii" (CPP) miał w założeniu zredukować emisję dwutlenku węgla z elektrowni, ze szczególnym uwzględnieniem elektrowni węglowych poprzez zwiększenie wykorzystywania znacznie kosztowniejszych odnawialnych źródeł energii (w tym przede wszystkim elektrowni wiatrowych). 

Pod tym względem Stany Zjednoczone miały się stać Niemcami Ameryki Północnej. Kosztowne elektrownie wiatrowe miały istotnie wpłynąć na ograniczenie emisji CO2 przez elektrownie węglowe. 

Plan zaczął jednak wywoływać poważne kontrowersje. Chodziło o jego koszty realizacji, których wielkość zaczęła przerażać nawet jego samych pomysłodawców. Sprawa była na tyle poważna, że w 2016 roku wypowiedział się w niej oficjalnie amerykański Sąd Najwyższy. Sędziowie nakazali zawieszenie realizacji planu do czasu, aż sądy niższych instancji rozpatrzą wszystkie skierowane przeciwko niemu pozwy cywilne.

Przysłowiowy "gwóźdź do trumny" dla "Planu Czystej Energii" wbił we wtorek Scott Pruitt - szef podległej rządowi USA Agencji Ochrony Środowiska. Wystąpił on z wnioskiem o jego całkowite uchylenie. Uzasadniając swoją decyzję Pruitt stwierdził: - "Administracja Obamy w przypadku CPP tak znacząco przekroczyła swoje kompetencje, że Sąd Najwyższy orzekł historyczne zawieszenie blokujące jego wykonywanie i zapobiegające obciążeniu amerykańskich obywateli jego niszczycielskimi skutkami na czas rozpatrywania sprawy tego planu przez sąd".

Warto przypomnieć, że USA nie są pierwszym krajem, który wycofuje się z realizacji ambitnych celów ograniczenia emisji CO2. Wcześniej (w 2014 r.) specjalny "podatek od emisji CO2" postanowiła zlikwidować Australia. Władze tego kraju stwierdziły wówczas, że podatek ten był bez sensu, gdyż osłabiał krajową gospodarkę i nie miał wpływu na ochronę środowiska.

Co na to wszystko UE, której władze nadal brną w kosztowną "politykę klimatyczną"? Czy elity brukselskie, narzucające swoje rozwiązania na wszystkie państwa UE, w końcu zrozumieją, że są frajersko rozgrywane przez kraje, które limity i ograniczenia mają głęboko gdzieś?

 

Źródło: USA wycofują się z Planu Czystej Energii (Stooq.pl)

Źródło: Australia zniosła kontrowersyjny podatek od emisji CO2 (Wnp.pl)

wpis z dnia 12/10/2017

   


  

     Na początku pracę miało stracić 37 tys. nauczycieli. Potem już tylko 10 tys. Teraz 6,5 tys. Czy ZNP się w końcu zdecyduje?
wpis z dnia 11/10/2017 r.

 

Straszenia reformą edukacji nie było końca. Prezes ZNP Stanisław Broniarz jeszcze rok temu twierdził, że w wyniku likwidacji gimnazjów pracę straci 74,5 tys. osób (37 tys. nauczycieli, 7,5 tys. dyrektorów i 30 tys. pracowników administracji). Z czasem jednak szacunki ZNP zaczęły się zmniejszać, tak że sierpniu br. Broniarz wskazywał już tylko na 10 tys. nauczycieli. Dziś ZNP mówi jedynie o 6,5 tys. MEN zapewnia jednak, że żaden nauczyciel w "wyniku reformy pracy nie stracił" i przypomina, że za poprzednich rządów z pracy w szkołach musiało odejść 47 tys. nauczycieli.

W kontekście reformy systemu edukacji warto przypomnieć kilka wypowiedzi. Jeszcze w sierpniu 2016 r. Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) wyliczał, że w wyniku reformy edukacji pracę straci łącznie 74,5 tys. osób. Wśród nich miało być 37 tys. nauczycieli, 7,5 tys. dyrektorów i 30 tys. pracowników administracji. - "Te wyliczenia nie mają na celu wzbudzenia strachu w kimkolwiek. Chcemy tylko poinformować nauczycieli o zagrożeniu. Taka jest nasza rola" - mówił wówczas prezes ZNP Stanisław Broniarz.

Rok później, ten sam Stanisław Broniarz, na pytanie ilu konkretnie nauczycieli straci pracę w wyniku zmian w edukacji, odpowiadał już w sposób następujący: - "Według informacji zebranych pod koniec czerwca na podstawie arkuszy organizacyjnych szkół, bez pracy może pozostać blisko 10 tysięcy nauczycieli, a wielu pracować może w niepełnym czasie pracy".

W ostatni poniedziałek prezes ZNP podał, że w wyniku reformy edukacji pracę straciło 6,5 tys. nauczycieli. Większości miano nie przedłużyć czasowych umów o pracę.

W kontrze do oświadczenia Broniarza wystąpiła minister edukacji Anna Zalewska, która stwierdziła wprost: "Nikt nie stracił pracy w wyniku reformy edukacji". Natomiast ewentualne zwolnienia (polegające na nieprzedłużaniu czasowych umów o pracę), to raczej efekt niżu demograficznego. Jednocześnie dodała, że za poprzednich rządów z pracy w szkołach musiało odejść 47 tys. nauczycieli.

Kto w tym sporze ma rację? Nie zaryzykuje jednoznacznego opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron. Jedno jest jednak pewne - żadnej apokalipsy w zatrudnieniu w związku z reformą systemu edukacji, z pewnością nie było i nic nie wskazuje, aby miała ona nastąpić.

 

Źródło: Związek Nauczycielstwa Polskiego oblicza: pracę straci 37 tys. nauczycieli (Wp.pl)
Źródło: Prezes ZNP: 10 tys. nauczycieli straci pracę (Rp.pl)
Źródło: ZNP: 6,5 tys. nauczycieli straciło pracę w wyniku reformy (GazetaPrawna.pl)
Źródło: Zalewska: nikt nie stracił pracy w wyniku reformy edukacji (PAP.pl)

wpis z dnia 11/10/2017 r.

   


   

     Polska jest przykładem dla naprawdę wielu państw, które w powszechnej opinii uchodzą za "postępowe" i "nowoczesne"
wpis z dnia 10/10/2017

 

Warto, aby o poniższe informacje przyswoiły sobie feministki, które na ulicach często wykrzykują hasła o "piekle kobiet" w Polsce. Oficjalne dane UE potwierdzają, że nasz kraj jest najbezpieczniejszym państwem dla kobiet na terenie całej Wspólnoty. Różnice pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn są jednymi z najniższych w Europie, a odsetek kobiet wśród menedżerów jest jednym z najwyższych na świecie. Polska powinna być przykładem dla naprawdę wielu państw, które w powszechnej opinii uchodzą za "postępowe" i "nowoczesne".

Jeśli chodzi o zachowanie nietykalności cielesnej i seksualnej Polska jest dla kobiet najbezpieczniejszym państwem w całej UE. Tak przynajmniej wynika z badania przeprowadzonego przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej (European Union Agency for Fundamental Rights). 

W naszym kraju jedynie 19 proc. przedstawicielek płci pięknej doświadczyło w ciągu swojego życia przemocy fizycznej lub seksualnej. O wiele gorzej statystyki te prezentują się w przypadku "postępowych" państw Europy Zachodniej. W Niemczech 35 proc. kobiet jest ofiarami przemocy. W Luksemburgu - 38 proc. We Francji i Wlk. Brytanii po 44 proc. populacji kobiet doświadczyło przemocy. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Holandii - 45 proc., Szwecji - 46 proc. oraz Finlandii - 47 proc. Najgorzej w Unii Europejskiej jest pod tym względem w Danii, gdzie aż 52 proc. kobiet padło ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej.

W opublikowanym kilka miesięcy temu raporcie "Women in Work Index 2017", przygotowanym przez firmę doradczą PriceWaterhouseCoopers (PwC), zanalizowano sytuację kobiet na rynku pracy w 33 krajach OECD. Okazuje się, że nasz kraj w najnowszej edycji rankingu awansował o 3 pozycje i znalazł się na 9. miejscu. W porównaniu z ostatnim odczytem udało nam się bezpośrednio przeskoczyć nad Szwajcarię, Kanadę i Belgię.

W uzasadnieniu do raportu analitycy PwC napisali, że awans Polski jest związany z obniżającym się wśród kobiet bezrobociem oraz jedną z najmniejszych różnic pomiędzy wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn zajmującymi takie same stanowiska. Wskaźnik tzw. pay gap (czyli procentowa różnica w osiąganych zarobkach między kobietami i mężczyznami) w naszym kraju wynosi obecnie 7 proc. Zupełnie odmiennie wygląda to w innych, wydawałoby się znacznie bardziej postępowych, krajach Europy. Współczynnik "pay gap" we Francji i Szwecji wynosi 15,2 proc., w Holandii - 16 proc., w Danii - 16,4 proc., w Hiszpanii - 19,3 proc., a w Niemczech aż 21,6 proc.!

Jakby tego było mało w rzekomo patriarchalnej Polsce odsetek kobiet wśród menedżerów jest jednym z najwyższych na świecie. Zgodnie z najnowszymi odczytami w naszym kraju współczynnik ten wynosi 40 proc. Tymczasem w "postępowej" Francja - 32 proc., w Niemczech - 30 proc., a w często nas pouczającym Luksemburgu zaledwie 18 proc.

Warto, aby powyższe dane przyswoiły sobie czarne feministki wykrzykujące na ulicach naszych miast o "piekle kobiet". Może część z nich ujęłaby się za kobietami na zachodzie Europy?

 

Źródło: Violence against women: an EU-wide survey (FRA.europa.eu) 
Źródło: Rynek pracy coraz przyjaźniejszy dla kobiet. Awans Polski w rankingu PwC Women in Work Index (pwc.pl)
Źródło: Polska z najniższą w UE różnicą w zarobkach kobiet i mężczyzn (Pb.pl)
Źródło: Piotr Wójcik (Twitter.com)

wpis z dnia 10/10/2017

                          


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2011: 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Niemców w Polsce jest 150 tys. i mają status mniejszości. Polaków w Niemczech jest 800 tys. i mogą zapomnieć o takim statusie

Żyjących w Polsce osób deklarujących narodowość niemiecką jest około 150 tys. Mają oni oficjalnie status mniejszości narodowej oraz swojego reprezentanta w polskim parlamencie. W Niemczech żyje obecnie około 800 tys. osób, które deklarują narodowość polską (najczęściej mają podwójne obywatelstwo). Mimo to nie mogą oni liczyć na status mniejszości narodowej. Co ciekawe - przed II wojną światową Polaków z Zagłębia Ruhry zaliczano oficjalnie do mniejszości narodowej. Obecnie jednak władze w Berlinie nie chcą słyszeć o takim rozwiązaniu.

(23/10/2017)

 

     Historia z happy endem: Za Tuska LOT był "studnią bez dna" przeznaczoną na sprzedaż. Dziś jest nadal państwowy i generuje miliony zł zysku

Jeszcze nie tak dawno, bo w 2013 roku, ówczesny premier Polski Donald Tusk twierdził, że PLL LOT jest "studnią bez dna", a jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów miała być prywatyzacja. Ledwie 3 lata później LOT przewiózł w ciągu roku rekordową w historii liczbę pasażerów (6,89 mln osób) i za cały rok osiągnął ok. 200 mln zł zysku. W tym roku, od stycznia do lipca osiągnął już ok. 150 mln zł zysku na czysto. Co takiego się stało, że ze "spółki specjalnej troski" LOT stał się wiodącym przewoźnikiem regionu?

(6/09/2017)

 

     Minister w rządzie PiS nie chce ujawnić informacji, bo... tak samo robił B. Komorowski. Ręce opadają

Fundacja "Przestrzeń dla Edukacji" zawnioskowała do Ministerstwa Edukacji Narodowej o ujawnienie listy nazwisk autorów podstaw programowych. MEN uparło się, że z jakiś powodów tego nie zrobi. Poszła skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i ten nakazał MEN ujawnić tę listę. Wczoraj minister Anna Zalewska powiedziała, że nadal tego nie zrobi i powołała się na - uwaga - Bronisława Komorowskiego, który w podobnej sytuacji również tego nie zrobił. Pani minister - nie tędy droga! Dlaczego powtarzacie błędy swoich politycznych przeciwników, którym wyborcy dali już czerwoną kartkę?!

(20/10/2017)

 

     Córka ministra z rządu PO przejmowała kamienice? Nie dziwmy się, że wg elit prawniczych zwroty tych kamienic są "niekonstytucyjne"

Kiedy powoływano Komisję Weryfikacyjną d/s zbadania reprywatyzacji, cała elita prawników III RP usilnie nas przekonywała na antenie TVN24, że "zgodnie z prawem" i "konstytucją" nie można odebrać adwokatom przejętych przez nich kamienic. Słowa te nabierają nowego znaczenia szczególnie teraz, kiedy na jaw wychodzi sprawa córki Zbigniewa Ćwiąkalskiego. W czasie kiedy był on ministrem w rządzie PO-PSL, miała ona wziąć udział w procesie przejęcia kamienicy w centrum Warszawy metodą na kuratora osoby nieznanej z miejsca pobytu, która w rzeczywistości nie żyła od 50 lat.

(20/10/2017)

 

     Wiatraki zrujnują Polskę! Kolejne zagraniczne firmy chcą od nas wielomiliardowych odszkodowań za brak zysków

W tej sprawie skupia się co najmniej kilka patologii ostatnich lat - począwszy od forsowania rozwoju nierentownej zielonej energii, poprzez traktowanie naszego kraju, jako dostarczyciela kapitału, wykorzystywanie neokolonialnych umów o ochronie inwestycji, a skończywszy na niespójnym prawodawstwie serwowanym przez rodzimych posłów. Zagraniczni inwestorzy, którzy chcieli na wiatrakach zarobić sporo pieniędzy ostro się przeliczyli. Tylko w ubiegłym roku farmy wiatrowe wygenerowały aż 3 mld zł strat. Teraz chcą od polskich podatników gigantycznych odszkodowań.

(19/10/2017)

 

     Pomoc publiczna dla banków w strefie euro wyniosła 2 biliony €. Tymczasem Bruksela zakwestionowała 150 mln € dla polskich stoczni

To chyba mało znany fakt, a bardzo ciekawy w kontekście różnego podchodzenia Komisji Europejskiej do kwestii tzw. pomocy publicznej. Okazuje się, że w latach 2008 - 2010 banki i instytucje finansowe funkcjonujące w strefie euro, otrzymały od swoich rządów 2 biliony 36 miliardów € pomocy publicznej. Pomoc ta została zatwierdzona przez unijnych urzędników. W tym samym czasie (2008 r.) Komisja Europejska zakwestionowała i nakazała zwrot ok. 150 mln € pomocy jaką otrzymały polskie stocznie. Kwota ta była o 13,5 tys. razy mniejsza od kwoty uzyskanej przez banki.

(19/10/2017)



     Erdogan w Polsce? Skandal! - grzmiały mainstreamowe media. Co innego, kiedy spotykał się z Merkel, Tuskiem czy Macronem

Wczoraj większość polskojęzycznych mediów lewicowo-liberalnych oraz spora grupa polityków "totalnej opozycji" grzała temat rzekomego skandalu, jakiego miały się dopuścić polskie władze za to, że przyjęły z wizytą prezydenta Turcji Recepa Erdogana. Problem w tym, że te same media milczały, kiedy Erdogan wizytował u Angeli Merkel, gdy Tusk z Junckerem zaprosili go do siebie do Brukseli, czy też gdy uściskał się z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Wówczas to nie był skandal tylko dyplomacja.

(18/10/2017)

 

     Wielki przekręt na zielonej energii! Amerykanie mieli mieć zyski. Teraz żądają od Polski 2,5 mld zł odszkodowania!

Amerykańska spółka energetyczna Invenergy chce od nas ok. 2,5 mld zł odszkodowania! Powód? Chodzi o konsekwencje decyzji z lat 2010-14 podejmowanych przez "ekspertów" z Tauronu (spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa). Zgodzili się oni wówczas na zawarcie z Amerykanami sztywnego kontraktu cenowego na dostawy tzw. "zielonej energii". Cena dostarczanej przez Amerykanów energii miała być stała przez 15 lat! Efekt był taki, że już po 2 latach Tauron miał potężne straty i musiał zrywać kontrakt. Teraz Invenergy chce od Polski odszkodowania za utracone zyski w kwocie 2,5 mld zł!

(18/10/2017)

 

     Fatalne dane za 2016 r.! Więcej Polaków wyemigrowało niż przyjechało do Polski. Lukę zapełniają Ukraińcy

Okazuje się, że na koniec 2016 roku poza granicami Polski przebywało czasowo około 2.515 tys. mieszkańców naszego kraju, tj. o 118 tys. (4,7 proc.) więcej niż w 2015 roku - poinformował wczoraj GUS. Co jest tego powodem? Nie mam wątpliwości, że to wciąż problem niskich zarobków, który dotyczy większości grup społecznych i zawodowych. Beneficjentem tej nierówności jest stara UE, która wciąga i drenuje z naszego kraju nie tylko kapitał finansowy, ale także i ludzki. Lukę wypełniają póki co Ukraińcy, ale czy tak będzie zawsze?

(17/10/2017)

 

     Był pucz grudniowy, był zamach lipcowy, ale dopiero bunt październikowy (lekarzy) może realnie zagrozić władzy PiS

Dla większości Polaków nie miały znaczenia kłótnie polityków o to, kto i kiedy może przemawiać z sejmowej mównicy, jak i która partia ma obsadzać stanowiska w sądowej KRS. Dlatego też "pucz grudniowy" oraz "zamach lipcowy" (używając terminologii "pasków" z TVP Info) od samego początku były skazane na porażkę. Co innego protest lekarzy, który w istocie swojej dotyczy kwestii fundamentalnej dla zwykłych ludzi, czyli braku środków na finansowanie służby zdrowia. Spłycanie go do kolejnego tylko frontu politycznej walki może mieć dla PiS fatalne konsekwencje.

(17/10/2017)

 

     Niemiecki biznes spotyka się z Putinem, aby dogadywać gigantyczne interesy. Oto europejska solidarność w praktyce

Politycy z Niemiec często oskarżają Polskę o sprzyjanie Putinowi. Powiem krótko - niech się pukną w głowę i odpowiedzą sobie na trzy proste pytania: kto przez ostatnie lata realizował gigantyczne kontrakty biznesowe z Putinem? Kto zgodził się na budowę Nord Streamu? Kto sprzeciwiał się rozlokowaniu wojsk NATO w Polsce? Odpowiedź na każde z tych pytań jest oczywista - to Niemcy swoimi decyzjami wspierali kremlowski reżim, jak mało które państwo w Europie. Dziś przedstawiciele niemieckiego biznesu lądują na herbatce u Putina dogadywać nowe interesy.

(16/10/2017)

 

     HGW przyznała, że w ratuszu działała "grupa przestępcza". Problem w tym, że sama rządzi tym ratuszem od 11 lat!

Nie mam co do tego już żadnych wątpliwości - jeśli PO nie wyprze się Hanny Gronkiewicz-Waltz, to ta ściągnie PO na samo dno. Prezydent Warszawy przyznała pod koniec ubiegłego tygodnia, że w stołecznym ratuszu działała grupa przestępcza. Problem w tym, że Gronkiewicz-Waltz rządzi nieprzerwanie Warszawą od 11 lat, a w latach 2012-2014 osobiście nadzorowała Biuro Gospodarki Nieruchomościami, gdzie dochodziło do największych wałków reprywatyzacyjnych. Stąd aż się prosi zadać pytanie - skoro w ratuszu działała "grupa przestępcza", to kto stał na jej czele?

(16/10/2017)

 

     Jeszcze więcej rezolucji przeciwko Polsce, jeszcze więcej bogatych i utuczonych liderów antyrządowych protestów, a PiS przebije 50 proc.

Z kilku ostatnich sondaży wyłania się jasny obraz - poparcie społeczne dla PiS wciąż rośnie. Z najnowszego sondażu CBOS wynika, że na partię J. Kaczyńskiego zagłosowałby dziś niemal co drugi Polak. PiS mógłby bowiem liczyć na 47 proc. poparcia. Plasująca się na drugim miejscu PO mogłaby liczyć na 3x gorszy rezultat (16 proc.). Jaki z tego morał? Niech PO i N przyjmują jeszcze więcej antypolskich rezolucji, a na liderów antyrządowych protestów niech nadal stawiają zakłamanych lub obleśnie bogatych ludzi, to PiS niebawem przebije granicę 50 proc.

(14/10/2017)

 

     PiS chce zmienić ordynację, aby łatwiej wygrać najbliższe wybory? Przecież to polityczna patologia w czystej postaci!

Zmiany miały być dobre dla Polski, a z wypowiedzi ludzi zbliżonych do PiS wynika, że mają być dobre przede wszystkim dla partii J. Kaczyńskiego. Portal braci Karnowskich (wPolityce.pl) doniósł, że w kierownictwie PiS myśli się o tym, aby wybory parlamentarne 2019 odbyły się na nowych zasadach. Dlaczego? Chodzi o to, by niemal "systemowo" wyciąć z konkurencji mniejsze partie i przy poparciu rzędu 40-43 proc. zdobyć w Sejmie ponad 3/5 głosów. Nie wiem jak dla państwa, ale dla mnie kombinowanie przy ordynacji w taki chamski sposób to polityczna patologia w czystej postaci.

(13/10/2017)

 

     PO i Nowoczesna zagłosowały za rezolucją Rady Europy przeciwko Polsce, mimo iż na sali było tylko 51 z 636 delegatów!

Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek dlaczego Platforma Obywatelska i Nowoczesna tak bardzo dołują w sondażach, to tu jest odpowiedź. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję nt. rzekomo zagrożonej praworządności w Polsce. Na sali było 51 z 636 delegatów. Za rezolucją głosowało 42 delegatów, w tym wszyscy przedstawiciele... PO i Nowoczesnej. I właśnie z tego powodu (podejmowanie decyzji przeciwko swojemu krajowi) partia Schetyny ma dziś mniej niż 20 proc., a partia Petru ociera się o granicę progu wyborczego.

(13/10/2017)

 

     Jak wyłudzali kamienice, to wszystko było zgodne z konstytucją. Jak zaczęto je odbierać oszustom, to stwierdzili że sprzeczne

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej autorstwa Patryka Jakiego i dr Kamila Zaradkiewicza, to coś na co Polska musiała czekać 28 lat. Przewiduje on, że prawo do rekompensaty będzie przysługiwało tylko byłym właścicielom i ich spadkobiercom. Handlarze roszczeń i innej maści pośrednicy zostaną z niczym. Nie mam wątpliwości, że ustawa ta, gdy tylko wejdzie w życie, będzie świetnym uzupełnieniem działań Komisji Weryfikacyjnej, która dziś odbiera kamienice oszustom (co dla wielu jej krytyków miało być - uwaga, uwaga - sprzeczne z konstytucją!).

(12/10/2017)

 

     Górnicze "święte krowy". Kopalniani emeryci dostaną dodatkowe 2 mld 350 mln zł. Na rezydentów brakuje 300 mln zł

Kwestia wyjątkowych przywilejów rodem z PRL dla poszczególnych grup zawodowych to niewątpliwie jeden z największych problemów III RP. PiS forsuje projekt ustawy o świadczeniu rekompensacyjnym w wysokości 10 tys. zł dla każdego górniczego emeryta, który utracił prawo do otrzymywania bezpłatnego węgla. Do końca roku budżet naszego państwa ma być z tego tytułu obciążony kwotą 2 mld 350 mln zł. Powyższe brzmi fatalnie w kontekście protestu lekarzy rezydentów. Do zaspokojenia ich roszczeń wystarczyłaby bowiem prawdopodobnie kwota ok. 300 mln zł rocznie...

(12/10/2017)

 

     Ciekawostka: Pensja rezydentów ani drgnęła w latach 2009-16. Dopiero, gdy w 2017 zaproponowano podwyżki zaczęli strajk

W kontekście lekarzy rezydentów życzę im jak najlepiej i chciałbym, aby zarabiali więcej niż obecnie. Nie mniej zastanawia mnie jedna sprawa. Ostatni raz otrzymali oni podwyżkę 8 lat temu. Mimo upływu kolejnych lat bez podnoszenia pensji zasadniczej, nie organizowali oni jednak protestów. Rozpoczęli je dopiero w 2016 roku, a w 2017 - po tym jak resort zdrowia wydał komunikat o podwyżkach - rezydenci rozpoczęli strajk i zażądali podwyżek o ponad 120 proc.

(11/10/2017)

 

     Za pomysłem zakazu hodowli zwierząt futerkowych stoją zagraniczni lobbyści. Zrobią wszystko, aby przejąć gigantyczne zyski do siebie

Fakty są następujące - Polska jest światowym liderem produkcji futer ze skór zwierząt hodowlanych. Rocznie na samym tylko eksporcie skór za granicę zarabiamy ponad dwa miliardy złotych! Teraz w sejmie pojawił się pomysł, aby na terytorium naszego kraju całkowicie zakazać hodowli zwierząt futerkowych. Wykorzystując słabość prezesa PiS do zwierząt, ktoś chce przejąć potężny rynek produkcyjny. Aby dowiedzieć się kto to taki, wystarczy sobie uświadomić, że najbardziej z decyzji o zakazie cieszyć się będą producenci z Danii, Niemiec oraz Rosji.

(10/10/2017)

 

     Dziś na ulice Francji przeciwko Macronowi może wyjść nawet 5 mln ludzi. Informuję, bo nie wszędzie mogą o tym powiedzieć

Sposób, w jaki Emmanuel Macron prowadzi politykę (przepycha ustawy przez mało demokratyczne dekrety bez głosowania w parlamencie) wzbudza u Francuzów coraz większą niechęć. Ostatnio podpisał dekret w sprawie reformy kodeksu pracy, który rewolucjonizuje dotychczasowe relacje między pracownikami, a pracodawcami. I właśnie z tego powodu zjednoczyły się wszystkie francuskie organizacje związkowe skupiające 5,4 mln ludzi. Strajk generalny i masowe protesty mają dziś sparaliżować całą Francję.

(10/10/2017)

 

     Biczowanie się na ulicy w Niemczech z powodów religijnych jest OK. Publiczne odmawianie różańca w Polsce jest "kontrowersją"

Reakcje zagranicznych serwisów informacyjnych na akcję "Różaniec do granic" mogą szokować. Dla przykładu - brytyjskie BBC nazwało tę inicjatywę Polaków mianem "kontrowersyjnej". Z kolei niemiecki "Der Spiegel" dopatruje się w tej akcji motywów antyislamskich. Nie wiem jak państwo, ale dla mnie kontrowersyjne to może samo postrzeganie "Różańca do granic" jako kontrowersji właśnie. Szczególnie przez tych, którzy nie widzą nic kontrowersyjnego, kiedy kilka tysięcy mężczyzn zaczyna się samookaleczać na ulicy w centrum niemieckiego Bonn.

(9/10/2017)

 

     Niemcy znowu prowokują. Nazwali Górny Śląsk jednym z największych separatystycznych ognisk w Europie!

Ruch Autonomii Śląska doniósł wczoraj z dumą, iż niemiecki dziennik "Die Welt" uznał Górny Śląsk za jedno z potencjalnych separatystycznych ognisk w Europie. Niemal natychmiast zapaliła mi się czerwona lampka. Dlaczego jedna z najbardziej opiniotwórczych gazet w Niemczech akurat teraz wspomina o separatyzmie Górnego Śląska? Czy nie jest tak, że ewentualne osłabienie związków tego regionu z Polską byłoby na rękę, no właśnie, Niemcom? Czy niebawem możemy się spodziewać znacznie większej ilości tekstów w podobnym duchu?

(9/10/2017)

 

     Brat Ziobry zatrudniony jako doradca zarządu PEKAO SA. "Dobra zmiana" inaczej?

- "To nie jest dobry standard" - takimi słowami zareagował Henryk Kowalczyk (szef stałego Komitetu Rady Ministrów) na wieść o tym, że młodszy brat Zbigniewa Ziobry, Witold, dostał fuchę doradcy zarządu Banku PEKAO SA. Okazuje się, że to nie pierwszy bliski obecnego ministra sprawiedliwości, który zaczął pracę w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa w okresie, kiedy rządzi PiS. Wcześniej pracę w spółkach Grupy PZU znaleźli również żona Zbigniewa Ziobry Patrycja Kotecka oraz były adwokat Zbigniewa Ziobry Bartłomiej Litwińczuk.

(6/10/2017)

 

     Luksemburg patronował podatkowym przekrętom - orzekła KE, na której czele stoi premier Luksemburga, który to robił

Ujawniona jakiś czas temu afera LuxLeaks potwierdziła, że malutki Luksemburg był istną wylęgarnią nielegalnych optymalizacji podatkowych. Korporacje uciekały tam ukrywać swoje zyski przed innymi państwami, na których terytorium działały. Teraz urzędnicy Komisji Europejskiej potwierdzili, że Luksemburg był w zmowie z Amazonem, wskutek czego niemal 3/4 zysków tej spółki w Europie nie było opodatkowanych. Co ciekawe - wszystkie nieprawidłowości miały miejsce za czasów, gdy premierem Luksemburga był... Jean-Claude Juncker - obecny szef Komisji Europejskiej!

(6/10/2017)

 

     Petru z Balcerowiczem muszą być załamani. Zdaniem Moody's sytuacja polityczna w Polsce nie ma wpływu na inwestycje

Jedną z przyczyn, dla których partia Ryszarda Petru obija się dziś o granice progu wyborczego, było nachalne straszenie, że PiS rozwali polską gospodarkę. Gdy po dwóch latach nieustającego donoszenia i straszenia okazało się, że gospodarka ma się świetnie, a wpływy do budżetu są rekordowo wysokie, niespodziewany cios, który ostatecznie rozwalił w pył narrację tworzoną przez duet Petru/Balcerowicz, przyszedł ze strony agenci ratingowej Moody's. Jej analitycy stwierdzili bowiem, że "sytuacja polityczna w Polsce nie ma i prawdopodobnie nie będzie mieć wpływu na napływ nowych inwestycji do Polski".

(6/10/2017)

 

     Niemieckich supermarketów w Polsce jest już 2500. Polskich w Niemczech jest zaledwie 20. Z czego wynika tak duża różnica?

Lidlów, Rossmannów, Kauflandów, Praktikerów, Schleckerów i innych niemieckich sklepów o charakterze supermarketów jest już w Polsce ok. 2500. Co istotne - ich liczba stale rośnie. W każdym segmencie sprzedaży detalicznej (artykuły spożywcze, drogeryjne czy elektronika) osiągają one istotne, jeśli nie największe udziały w rynku, dzięki czemu generują przychody rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych w skali roku! Osiągnięcie dominacji było możliwe dzięki całkowitemu otwarciu polskiego rynku, specjalnym zwolnieniom podatkowym oraz wsparci międzynarodowych instytucji finansowych.

(5/10/2017)

 

     Polska od 16 lat buduje najdroższy patrolowiec świata. To jakaś kompletna paranoja!

Historia korwety "Gawron", przemianowanej z czasem na patrolowiec "Ślązak", jest porażająca. Pokazuje, że coś w naszym kraju poszło jednak nie tak, jeśli przez 16 lat nie byliśmy w stanie wybudować jednego, podkreślam - JEDNEGO - tylko statku patrolowego dla Marynarki Wojennej. I to mimo, iż na ten cel wydano i zakontraktowano już ponad 1 mld 160 mln zł! Co gorsze - Inspektorat Uzbrojenia MON właśnie stwierdził, że koszty dokończenia budowy tego patrolowca są de facto nieznane i na tę chwilę nie ma możliwości ich szczegółowego określenia. Ręce opadają...

(4/10/2017)

 

     Dyrektorem Sądu Okręgowego został... bankrut! Miał decydować o tym jak dysponować milionami złotych z budżetu państwa

Zgodnie z ustawą o ustroju sądów powszechnych dyrektor sądu kieruje działalnością administracyjną sądu, a ponadto wykonuje zadania przypisane kierownikowi jednostki w zakresie finansowym, gospodarczym, kontroli finansowej, gospodarowania mieniem oraz audytu wewnętrznego. Okazuje się w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze na stanowisko dyrektora, czyli kogoś kto ma pieczę nad państwowym majątkiem liczonym w milionach złotych, została powołana osoba, wobec której kilka miesięcy wcześniej ogłoszono... upadłość konsumencką!

(3/10/2017)

 

     Po tym jak Niemcy zlikwidowali większość cukrowni w Polsce, Bruksela znosi limity na produkcję cukru w Unii

W 2001 roku na terytorium Polski funkcjonowało 78 cukrowni. W krótkim okresie czasu większość z nich została przejęta przez trzy niemieckie spółki: Pfeifer & Langen Polska, Suedzucker Polska i Nordzucker Polska. Okazało się, że przejmowane przez Niemców cukrownie bardzo często były likwidowane. W ten sposób w 2013 roku liczba działających w Polsce cukrowni spadła do zaledwie 18. Co ciekawe - w tym samym 2013 roku UE podjęła decyzję o reformie wspólnotowej polityki rolnej, której jednym z efektów jest obecnie zniesienie funkcjonujących od 50 lat limitów na produkcję cukru!

(2/10/2017)

 

     Merkel zawiedziona poziomem totalnej opozycji w Polsce. - "Czy oni naprawdę nie mają się czym zajmować?!"

Nie tylko my czujemy się zdegustowani tym, co w polskiej polityce wyprawia tzw. "totalna opozycja". Okazuje się, że także kanclerz Niemiec Angela Merkel jest naszymi "totalsami" od Petru i Schetyny mocno zniesmaczona i rozczarowana. Podczas ostatniej wizyty w Polsce miała mocno nalegać na spotkanie z opozycją. Potem mocno tego żałowała. Na spotkaniu została bowiem wciągnięta w jakieś zupełnie absurdalne dyskusje (np. o poszerzeniu granic Opola). Do Berlina wróciła wściekła, a wszystko skwitowała słowami: "Czy ta opozycja naprawdę nie ma się czym zajmować?".

(2/10/2017)

 

     Reprywatyzacyjne piekło: HGW oddaje kamienicę adwokatowi od rzekomo żyjącego 128-latka, a sąd to zatwierdza!

"Dziennik Gazeta Prawna" opisał wczoraj kolejny element patologicznej układanki, obrazujący czym była dzika reprywatyzacja w Warszawie. W grudniu 2011 roku zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami, w imieniu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, wydał decyzję o zwrocie kamienicy przy ul. Łochowskiej 38. Kamienica trafia w ręce adwokata, który obwołał się kuratorem "nieznanego z miejsca pobytu" byłego właściciela, a sąd to klepną, mimo iż były właściciel w rzeczywistości nie żył od... 62 lat!

(29/09/2017)

 

     Kiedyś wystarczyły niskie płace, aby przyciągnąć inwestora. Dziś trzeba jeszcze zwalniać go z płacenia podatków

Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) w 1990 roku ostrzegał Polaków: "Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć takie same reguł gry, jakie obowiązują Polaków, nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych". Ogłoszona kilka dni temu decyzja o tym, że amerykański JP Morgan zbuduje w Warszawie swoje centrum usług w zamian za odpowiedni "grant rządowy", stoi w sprzeczności z powyższym ostrzeżeniem Friedmana.

(29/09/2017)

 

     HGW ciągnie PO na dno. Wypłynęła kolejna faktura za prawników prezydent stolicy. Tym razem na 100 tys. zł

Prestiżowa kancelaria prawna z Warszawy, która została wynajęta do reprezentowania prezydent Warszawy przed Komisją Weryfikacyjną ds. dzikiej reprywatyzacji, właśnie wystawiła kolejną fakturę za swoje usługi. Tym razem w wysokości 100 tys. zł. Koszty tej faktury oczywiście zostały przerzucone na podatników. Takimi działaniami Hanna Gronkiewicz-Waltz sprowadza, i tak słabą ostatnio, Platformę Obywatelską na dno społecznego poparcia.

(28/09/2017)

 

     Państwo polskie podjęło przeciwko Autostradzie Wielkopolskiej działania egzekucyjne. Chodzi o zaległe 1,2 mld zł

Wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit poinformował wczoraj w Senacie, iż państwo polskie podjęło wobec spółki Autostrada Wielkopolska (w 43 proc. spółka należy do rodziny Kulczyków) działania egzekucyjne, aby odzyskać niesłusznie przelaną na jej konta przez rząd SLD kwotę 895 mln zł. Jeśli doliczyć do tego zaległe odsetki (około 300 mln zł), w grę wchodzi łącznie 1,2 mld zł, które Autostrada Wielkopolska powinna zwrócić na konta Krajowego Funduszu Drogowego.

(28/09/2017)

 

     To niesamowite jak jeszcze 2 lata temu pompowali Ryszarda Petru! Nazywali go nawet "polskim JFK" (sic!)

W grudniu 2015 roku pojawił się sondaż Ibris zrobiony dla "Super Expressu", w którym Nowoczesna wyszła na pozycję lidera społecznego poparcia. Chciało na nią głosować 30,9 proc. respondentów. Drugi wówczas PiS mógł liczyć na poparcie jedynie 27,3 proc. badanych. Środowiska liberalne piały z zachwytu. Co jednak gorsze - dalej bezmyślnie pompowały postać Ryszarda Petru. Zaczęli go nawet nazywać "polskim Kennedym". Już wkrótce okazało się, że lider Nowoczesnej nie jest żadnym "Kennedym" lecz wielkim balonem, który pod naporem gaf, wtop i kompromitacji w końcu musiał eksplodować.

(27/09/2017)

 

     Polskie Azoty chcą przejąć giganta nawozowego z Chorwacji. Brawo! I pomyśleć, że jeszcze za Tuska Azoty były wyprzedawane

Tak powinna wyglądać ekspansja polskich championów za granicą - Grupa Azoty złożyła ofertę przejęcia udziałów chorwackiej spółki nawozowej Petrokemija. - "Chcielibyśmy kontrolować ten podmiot. Nie ma mowy o pakiecie mniejszościowym" - stwierdził wiceprezes Grupy Azoty Witold Szczypiński. I pomyśleć, że jeszcze wiosną 2013 roku ekipa Donalda Tuska wyprzedała spory pakiet akcji Azotów, czego konsekwencją było obniżenie udziału Skarbu Państwa w tej spółce z 45 do 33 proc. i ryzyko przejęcia przez rosyjskich konkurentów. Na szczęście te czasy minęły bezpowrotnie.

(26/09/2017)

 

     W 1944 r. Rosjanie i Żydzi dokonali pogromu polskiej wsi Koniuchy. W odróżnieniu od Jedwabnego zbrodnia ta nie wywołuje jednak większego zainteresowania

Wczesnym rankiem 29 stycznia 1944 roku uzbrojone grupy partyzanckie Rosjan i Żydów wspierane przez Litwinów postanowiły dokonać pogromu zamieszkałej przez Polaków wsi Koniuchy. Chałupy, w których żyli nasi rodacy były podpalane. Jeśli ktoś próbował uciec z palącego się domu musiał liczyć się z tym, że napastnicy otworzą do niego ogień z pistoletów i karabinów. W ten sposób zginęło 38 osób - mężczyzn, kobiet i dzieci. W odróżnieniu od Jedwabnego zbrodnia ta nie wywołuje jednak większego zainteresowania...

(27/09/2016)

 

     CPK to wielka konkurencja dla lotniska pod Berlinem. No i się zaczyna: "Fakt" pisze o "rozpaczy Polaków" z powodu CPK

Kilka dni temu pojawiła się informacja, iż w gminie Baranów (ok. 40 km na zachód od Warszawy) powstanie jedno z największych przesiadkowych lotnisk w Europie. Centralny Port Komunikacyjny (CPK), bo tak oficjalnie nazywa się ten projekt, jako największy hub przesiadkowy w Europie Środ.-Wsch., miałby konkurować przede wszystkim z wciąż jeszcze budowanym lotniskiem przesiadkowym pod Berlinem. Długo nie trzeba było czekać na reakcję. Należący do niemieckiego koncernu medialnego dziennik "Fakt" właśnie wypuścił artykuł o "rozpaczy Polaków" z powodu budowy CPK.

(25/09/2017)

 

     Wszystkim zachwyconym AfD warto przypomnieć, że jej lider jest dumny z dokonań Wermachtu w trakcie II wojny światowej

Nie wiem jak można się cieszyć z wyniku wyborczego partii, której jeden z liderów i współzałożycieli jest dumny z "dokonań Wermachtu w trakcie II wojny światowej" i zapowiada koniec polityki wstydu za lata 1933-45? Jak można się cieszyć z tego, że partia, która wręcz programowo chce dogadywać się z Kremlem ponad głowami Polaków, będzie miała teraz realny wpływ na niemiecką politykę? Racje ma premier Czech, który zauważa, iż kto się cieszy z wyniku AfD nie widzi dalej niż czubek swojego nosa. Bowiem "dziś celem UE i uchodźcy, jutro celem Czesi i Polacy".

(25/09/2017)

 

     Wypuszczają zmyślony cytat z przeklinającego Kaczyńskiego, a następnie dodają: "Tak to mogło wyglądać"

Co krzyczał wściekły Kaczyński? - Pyta w nagłówku WP.pl i od razu odpowiada: "Mocne słowa". Po kliknięciu w artykuł widzimy wypowiedź jakiegoś nieznanego bliżej krytyka PiS, który wkłada w usta Kaczyńskiego ostrą wypowiedź ("i macie, k...wa, wyegzekwować od niego zmianę decyzji!"), a następnie dodaje: "Tak to mogło wyglądać". Oto jak prezentują się obecnie publikacje na WP.pl. Czy naprawdę jesteśmy już skazani na zmyślone informacje, fake-newsy i ostre manipulacje?

(23/09/2017)

 

     Port w Gdańsku coraz groźniejszy dla niemieckich portów. W 2009 r. przeładowano w nim 18,9 mln/t. towarów. W '17 r. będzie to już 39 mln/t.!

Jeszcze w 2009 r. przeładunek w gdańskim porcie wyniósł zaledwie 18,9 mln ton. Piszę "zaledwie", gdyż w ciągu kilku kolejnych lat udało się podwoić ten wynik do 37,3 mln ton (2016 r.), a w tym roku sięgnie on już blisko 39 mln ton, zaś łączna wartość przeładowanych towarów przekroczy 240 mld zł. W tym kontekście Gdańsk wyrasta na prawdziwą "gwiazdę" południowego Bałtyku, a podjęta w tym roku decyzja o jego rozbudowie to potężny cios dla konkurencyjnych portów niemieckich.

(22/09/2017)

 

     Buta i arogancja HGW przestają się opłacać, gdy państwo działa sprawnie. US zajął jej zaległe 12 tys. zł

Urząd Skarbowy zajął na prywatnym rachunku bankowym prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz (HGW) ponad 12 tys. zł. Chodzi o zaległe grzywny (powiększone o odsetki karne) jakie nałożyła na nią komisja weryfikacyjna ds. stołecznej reprywatyzacji za niestawiennictwo na czterech rozprawach. HGW nadal jednak brnie w butę i arogancję. - "Przyjdą takie czasy, że te pieniądze będą musiały wrócić ze Skarbu Państwa z odsetkami na moje konto" - stwierdziła prezydent Warszawy.

(22/09/2017)

 

     Tusk w 1993 r.: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane"

Dojście do władzy ludzi pokroju Tuska, Balcerowicza i Lewandowskiego rozpoczęło niespotykany nigdy wcześniej w historii etap wyprzedaży majątku narodowego za bezcen. Dla zagranicznych firm zaczął się "złoty okres". Widząc, że nad Wisłą rządzą ludzie zakompleksieni wobec Zachodu i "zaczadzeni" neoliberalnymi frazesami, rozpoczęli oni prawdziwe łowy. Okazja goniła okazję, a uruchomiony wówczas proces drenażu kapitału doprowadził do trwałego uzależnienia naszej gospodarki od "zagranicznych inwestorów". I to jest prawdziwa wina Tuska i jego kumpli.

(20/04/2017)

 

     W Niemczech wzrasta liczba antysemickich przestępstw. Czy postępowe media odczepią się od Polski i zauważą, że to Niemcy nam "brunatnieją"?

Zgodnie z oficjalnymi statystykami w Niemczech w sposób drastyczny wzrasta liczba przestępstw o charakterze antysemickim i antyizraelskim. W pierwszej połowie 2017 roku zarejestrowano 681 takich przestępstw. To sporo, jeśli uwzględnimy statystyki Mosze Kantor Center, zgodnie z którymi w 2014 roku na całym świecie doszło łącznie do 766 antysemickich incydentów o charakterze kryminalnym (napaści, ataki na mienie, niszczenie miejsc kultu). Czy postępowo-lewicowe media odczepią się na tym tle od Polski i zauważą, że to Niemcy nam "brunatnieją"?

(21/09/2017)

 

     Rtm. Pileckiego torturował Eugeniusz Chimczak. Ten ubecki sadysta aż do śmierci w 2012 dostawał od III RP emeryturę pułkownika

Witold Pilecki został aresztowany w maju 1947 r. W areszcie UB był torturowany przez jednego z najokrutniejszych śledczych - Eugeniusza Chimczaka. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: "Oświęcim to była igraszka". Rok później został stracony i do dziś nie wiadomo, gdzie leżą jego zwłoki. Chimczak za swoje okrucieństwo został w 1996 r. skazany na 7,5 roku więzienia. Nie odbył jednak ani jednego dnia kary. Podobno ze względu na zły stan zdrowia. Zmarł spokojnie w 2012 roku do końca otrzymując od III RP wysoką emeryturę.

(20/09/2017)

 

     Bezrefleksyjna jak pierwsza prezes Sądu Najwyższego. Takiego samozaorania nie było od czasów słynnej "kasty"!

PiS nie musi robić żadnych kampanii na temat konieczności reformy sądownictwa w Polsce. Wystarczy, że nie będzie przeszkadzało sędziom w formułowaniu swobodnych wypowiedzi, a ludzie sami dostrzegą, że coś jest nie tak. Po tym, jak część totalsów zarzuciła Małgorzacie Gersdorf "zdradę", ta odpowiedziała, że uczestnictwo w zaprzysiężeniu nowego sędziego TK było jednak "bezrefleksyjne". Od czasu słynnej wypowiedzi Ireny Kamińskiej (sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego), o tym, że sędziowie to "nadzwyczajna kasta ludzi", nie słyszałem nic bardziej żenującego.

(20/09/2017)

  

Przegląd wiadomości:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu