Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     To jest HIT! Urzędnicy prezydent Warszawy podpytują blogerkę o kryzysy w social-mediach. Blogerka wystawia rachunek - 7380 PLN!
wpis z dnia 19/08/2017

 

Oto kolejny przykład na to, jak w Warszawie wydawane są pieniądze podatników. Użytkownik twittera o nicku Antyleft_ ujawnił najnowszą umowę, jaką Biuro Marketingu warszawskiego magistratu podpisało z blogerką Moniką Czaplicką. Zakresem umowy jest "przeprowadzenie konsultacji w zakresie kryzysów w mediach społecznościowych" (sic!). Za wspomniane konsultacje blogerka wystawiła fakturę w wysokości... 7.380,00 PLN. Koszty oczywiście przerzucone na podatników. 

Użytkownik twittera o nicku Antyleft_ ma wyraźnie upodobanie do śledzenia i ujawniania umów jakie zawierają urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Kilkanaście dni temu wyśledził, że Biuro Prawne stołecznego magistratu wynajęło prestiżową kancelaria prawną do reprezentowania prezydent Warszawy przed Komisją Weryfikacyjną. Oczywiście nic za darmo. Kancelaria wystawiła fakturę - 86,1 tys. zł. Kwota do opłacenia przez podatników.

Teraz Antyleft_ znalazł kolejną "perełkę". Biuro Marketingu Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy zawarło umowę o "konsultację z blogerką Moniką Czaplicką w zakresie kryzysów w mediach społecznościowych". Jestem niezmiernie ciekawy, jak wygląda to "konsultowanie", szczególnie, że faktura blogerki opiewa na kwotę 7380 zł. 

Co ciekawe - Antyleft_ spróbował zapytać o to samą blogerkę. Zadał jej następujące pytanie: "Może Pani przybliżyć szczegóły tych konsultacji? Są to konsultacje stacjonarne/online? Ile osób w nich uczestniczy?" Pani Monika Czaplicka odpowiedziała: "Nie mam przy sobie umowy, a nie wiem ile informacji mogę podać publicznie. Najlepiej poprosić o informację Urząd Miasta".

Hanna Gronkiewicz-Waltz przynajmniej politycznie odpowiada za nieprawidłowości, do jakich dopuszczali się urzędnicy podległego jej magistratu w zakresie reprywatyzacji. Szkoda, że koszty ogarnięcia wynikających z tego konsekwencji (prawnicy z renomowanej kancelarii, a teraz blogerka doradzająca jak opanować kryzys wizerunkowy w mediach społecznościowych) przerzucane są na barki (a raczej kieszenie) podatników.

 

Źródło: Antyleft_ (Twitter.com)

wpis z dnia 19/08/2017

   


r e k l a m y


  

     Największe korporacje wyją na alarm. Będą musiały ujawnić, jakie w Polsce płacą (lub nie płacą) podatki
wpis z dnia 18/08/2017

 

Blady strach padł na co niektórych przedstawicieli największych firm i korporacji działających na terytorium Polski. Najnowszy projekt Ministerstwa Finansów zakłada ujawnianie opinii publicznej danych finansowych i wysokości podatków płaconych przez 4,5 tys. największych firm w Polsce. Ministerstwo tłumaczy, że chodzi o zwiększenie tzw. kontroli społecznej. Suchej nitki na projekcie nie pozostawiają organizacje przedsiębiorców. Nie ma się co dziwić - reprezentowane przez nich korporacje będą musiały ujawnić, jak wysokie (a może raczej - jak niskie) płacą w Polsce podatki.

Resort finansów chciałoby, aby 1 proc. największych firm w Polsce (według kryterium osiąganych przychodów) miał obowiązek ujawniania opinii publicznej informacji na temat osiąganych wyników finansowych oraz płaconego z tego tytułu podatku CIT (podatek dochodowy dla firm i korporacji). Organizacje zrzeszające największych przedsiębiorców na ministerialnym projekcie nie pozostawiają suchej nitki. Twierdzą, że znalezienie się na liście 4,5 tys. podmiotów może wytwarzać błędne wrażenia, że unika się opodatkowania lub kombinuje, aby zapłacić państwu jak najmniej. Mając to na uwadze przedstawiciele tych organizacji chcieliby zachować status quo, czyli sytuację w której informacje o płaconych w Polsce podatkach pozostają tajemnicą (znaną tylko urzędom skarbowym), a opinia publiczna nie ma prawa posiąść, porównywać i przetwarzać takich danych.

W kontekście powyższego warto przypomnieć raport Komisji Europejskiej z 2015 roku, w którym stwierdzono, że z tytułu agresywnej optymalizacji podatkowej, stosowanej najczęściej przez zagraniczne spółki i koncerny, Polska może tracić wpływy budżetowe na poziomie od 30 nawet 46 miliardów złotych w skali roku!

Na czym polega wspomniana "agresywna optymalizacja"? Najczęściej to sztuczne generowanie kosztów funkcjonowania danego przedsiębiorstwa, które na papierze zmniejsza jego dochody, a przez to wpływa na wysokość płaconego podatku CIT (czyli podatku płaconego od dochodu, a nie przychodu). Szacuje się, że duże firmy i korporacje korzystają nawet z kilkuset skomplikowanych konstrukcji prawnych pozwalających na obniżanie podatku, jaki mają zapłacić polskiemu fiskusowi.

Raport Komisji Europejskiej we wnioskach współgrał z raportem NIK z 2015 roku na temat kontroli firm z udziałem kapitału zagranicznego. W raporcie tym stwierdzono, że organy podatkowe nie są należycie przygotowane do weryfikowania prawidłowości rozliczeń pomiędzy zagranicznymi podmiotami, a budżetem państwa, dzięki czemu możliwe jest uchylanie się od opodatkowania przez zagraniczne koncerny i skuteczne transferowanie dochodów poza polski system podatkowy.

Mając na uwadze powyższe nie mam wątpliwości, że najnowszy pomysł Ministerstwa Finansów, aby zmusić największe firmy do ujawnienia informacji nt. płaconych w Polsce podatków, powinien być wdrożony czym prędzej w życie. Jeśli oficjalne dane mówią, że z powodu agresywnych optymalizacji podatkowych tracimy, jako państwo, od 30 do 46 miliardów złotych rocznie, to taki element "kontroli społecznej", aby dosłownie każdy mógł sprawdzić ile w podatkach zostawia w Polsce dana korporacja, powinien funkcjonować już od dawna.

 

Źródło: Podatki gigantów jednak do lustracji (Pb.pl)
Źródło: Tax Reforms in EU Member States 2015 (ec.europa.eu)
Źródło: NIK o kontroli firm z udziałem kapitału zagranicznego (Nik.gov.pl)
Źródło: Wielkie holdingi realizują w Polsce agresywną optymalizację podatkową, nawet 46 mld zł strat (Wyborcza.biz)

wpis z dnia 18/08/2017

  


r e k l a m y


  

     Wykup długów Niemiec kreowanymi przez EBC pieniędzmi nielegalny? "Narusza zakaz monetarnego finansowania budżetu"
wpis z dnia 17/08/2017

 

Coś zaczyna pękać. Do tej pory bankierzy z Europejskiego Banku Centralnego nieprzerwanie od 2,5 roku drukowali (kreowali) setki miliardów euro tylko po to, by skupować za nie długi państw strefy euro. Największym beneficjentem tej polityki były - a jakżeby inaczej - Niemcy. Szacuje się, że naszym zachodnim sąsiadom wykupiono w ten sposób już ok. 400 mld euro długu. Ta sielanka może się jednak niebawem skończyć - sędziowie z niemieckiego TK stwierdzili bowiem, że spłata długów Niemiec drukowanymi przez EBC pieniędzmi narusza zakaz monetarnego finansowania budżetu.

Zgodnie z komunikatem, jaki we wtorek pojawił się na stronie internetowej niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego: "Ważne powody przemawiają za (uznaniem), że decyzje, na których opiera się program skupu obligacji, naruszają zakaz monetarnego finansowania budżetu i wykraczają poza mandat EBC do prowadzenia polityki walutowej, a tym samym ingerują w kompetencje krajów członkowskich". 

Mając na uwadze powyższe niemiecki TK skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu (TS UE) wniosek o przeprowadzenie przyspieszonego postępowania zgodnie z art. 105 regulaminu TS UE i rozstrzygniecie czy prowadzona przez Europejski Bank Centralny akcja skupowania papierów dłużnych z rynku jest zgodna z unijnym prawem.

Na łamach tego bloga pisałem już wielokrotnie o niesprawiedliwości polityki "luzowania ilościowego", jaką EBC prowadzi od marca 2015 r. Przypomnijmy, że polityka ta polega na tym, że EBC drukuje (kreuje) setki miliardów euro, za które skupuje obligacje skarbowe wyemitowane przez kraj należący do strefy euro. Skutek tej księgowej operacji jest taki, że skupowane papiery dłużne przestają generować odsetki. Można powiedzieć, że są one de facto umarzane, a poszczególne gospodarki eurolandu otrzymują w zamian potężną dawką pieniędzy. 

Obecnie tempo druku nowych euro bankierzy z Frankfurtu (gdzie mieści się siedziba EBC) ustalili na 60 mld euro miesięcznie. Większość z tych pieniędzy przeznaczana jest na wykup niemieckich obligacji. Szacuje się, że naszym zachodnim sąsiadom wykupiono w ten sposób już ok. 400 mld euro długu. Problem polega na tym, że EBC tak intensywnie pomaga Niemcom, że za chwile na rynku zacznie brakować niemieckich długów od odkupienia! 

Powstaje pytanie - skoro dodrukowywanie co roku przez EBC setek miliardów euro w celu skupowania długów państw eurolandu nie jest niedozwoloną pomocą publiczną, to dlaczego za taką niedozwoloną pomoc uchodzi dotowanie (i to nie sztucznie wykreowanymi pieniędzmi) przemysłu stoczniowego w Polsce, który mógłby stanowić realną konkurencję dla np. stoczni niemieckich? W tym kontekście dobrze się stało, że prawnicy z niemieckiego TK dostrzegli problem w polityce "luzowania ilościowego". Jestem ciekawy rozstrzygnięcia TS UE - czy sędziowie podzielą obawy TK z Karlsruhe i zagrają na nosie bankierom z Frankfurtu, czy też potulnie skulą ogon pozwalając na dalsze trwanie tego procederu?

 

Źródło: Niemiecki TK zgłasza zastrzeżenia do skupu obligacji przez EBC (ObserwatorFinansowy.pl)

wpis z dnia 17/08/2017

   


  

     Polityka klimatyczna to potężny biznes. Ochrona środowiska ma z tym niewiele wspólnego
wpis z dnia 16/08/2017

 

"Musimy pożegnać się z iluzją, że międzynarodowa polityka klimatyczna jest polityką ochrony środowiska. To nie ma prawie nic wspólnego z polityką ochrony środowiska" - stwierdził Ottmar Edenhofer, wicedyrektor Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem, przewodniczący jednej z grup roboczych Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Trudno nie przyznać mu racji. Handel prawami do emisji, który przerodził się w biznes-patologię czy promowanie kosztownych "eko-technologii", przy produkcji których generuje się mnóstwo CO2, tylko potwierdzają jego słowa.

Unijni pomysłodawcy Europejskiego Systemu Handlu Emisjami CO2 (UE ETS) stworzyli genialną platformę do wyłudzania pieniędzy. System ten zakłada, że za każdą wyemitowaną do atmosfery tonę CO2 trzeba uiścić opłatę. Wyjątkiem jest pula tzw. darmowych uprawnień. Problem w tym, że często są one przyznawane firmom-słupom, które w ogóle z nich nie korzystają. Z racji tej, że darmowe uprawnienia są niezwykle pożądane, firmy te odsprzedają je za grube miliony podmiotom, które ich autentycznie potrzebują. Szacuje się, że od początku istnienia UE ETS (2008 rok) przehandlowano już w ten sposób nawet 8 mld euro (dane za 2015 rok)!

Ale to nie koniec faktów potwierdzających, że polityka klimatyczna to przede wszystkim potężny biznes, który z ochroną środowiska ma nie wiele wspólnego. Szwedzki Instytut Badań nad Środowiskiem na zlecenie rządu Szwecji oraz Szwedzkiej Agencji Energetycznej przeprowadził badania na temat wpływu, jaki na środowisko wywiera proces produkcji baterii litowo-jonowych, które są używane w uchodzących za ekologiczne samochodach elektrycznych. Wyniki tych badań są co najmniej zaskakujące. O ile pojazdy elektryczne w trakcie ich użytkowania rzeczywiście nie emitują do atmosfery żadnego CO2, to produkcja wykorzystywanych w tych samochodach baterii generuje olbrzymie ilości dwutlenku węgla. Zgodnie z raportem ww. Instytutu stworzenie baterii do eko-samochodu generuje ilość dwutlenku węgla zbliżoną do emisji, jakie powstają przez ponad 8 lat użytkowania auta z silnikiem spalinowym diesla!

W kontekście powyższego nie powinny nas dziwić wypowiedzi takie jak tak, którą Ottmar Edenhofer - wicedyrektor Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem, a jednocześnie przewodniczący jednej z grup roboczych Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) - udzielił gazecie "Neue Zürcher Zeitung". W wywiadzie dla tej szwajcarskiej gazety nie owijał w bawełnę: "Trzeba sobie jasno powiedzieć: za pomocą polityki klimatycznej dokonujemy de facto redystrybucji bogactwa światowego (...) Musimy pożegnać się z iluzją, że międzynarodowa polityka klimatyczna jest polityką ochrony środowiska. To nie ma prawie nic wspólnego z polityką ochrony środowiska".

Trudno odmówić Edenhoferowi racji. Współcześni eko-lancerzy poprzez swoje wyśrubowane limity, patologie związane z handlem emisjami CO2 czy promowanie ultra drogich eko-technologii, sprawiają że światowe bogactwo pozostanie tam, gdzie jest dzisiaj, czyli na tzw. Zachodzie. Jego redystrybucja na inne regiony świata zostanie istotnie spowolniona pod płaszczykiem polityki klimatycznej, która z realną ochroną środowiska ma niewiele wspólnego.

 

Źródło: Klimapolitik verteilt das Weltvermögen neu (NZZ.ch)
Źródło: Czy europejski przemysł obłowił się na systemie ETS? (WysokieNapiecie.pl)

wpis z dnia 16/08/2017

    


  

     Szyszko chce w 10 lat wyciąć 188 tys. m/3 drzew. Weekendowa nawałnica w ciągu jednej nocy przewróciła 7 mln m/3 drzew!
wpis z dnia 15/08/2017

 

Przypomnijmy, że w nagłaśnianym już do oporu sporze o Puszczę Białowieską chodzi o wycinkę 188 tys. m/3 drzew w ciągu 10 lat. Średniorocznie z obszaru Puszczy ma być pozyskiwanych po 18,8 tys. m/3 drzew. Dla uzmysłowienia skali warto wiedzieć, że nawałnica jaka w ostatni weekend nawiedziła województwa pomorskie oraz kujawsko-pomorskie w ciągu jednej tylko nocy przewróciła lub połamała aż 7 mln m/3 drzew! To ponad 37 razy więcej niż Szyszko chce pozyskać z Puszczy Białowieskiej (z terenu jej lasów gospodarczych, nie rezerwatów!) w ciągu 10 lat.

Cała akcja wokół Puszczy Białowieskiej zaczęła się po tym, jak Ministerstwo Środowiska zmieniło 10-letni plan gospodarczy dla tego lasu. Decyzją ministra Szyszki zwiększono limity dla pozyskiwania drzew z 6,4 do 18,8 tys. m/3 w ciągu roku, tak aby w planie na lata 2012-2021 pozyskać z terenów gospodarczych Puszczy łącznie 188 tys. m/3 drzew. Należy też zwrócić uwagę na to, iż wspomniany limit wycinki rzędu 18,8 tys. m/3 rocznie jest i tak o połowę mniejszy od tego, jaki przewidywał plan wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej w latach 2002-2011 (co ciekawe - wówczas jednak ekolodzy nie protestowali, a Komisja Europejska nie wszczynała postępowań przeciwko Polsce).

Aby lepiej uświadomić sobie jak wycinka wspomnianych 18,8 tys., w dużej części zaatakowanych przez kornika, drzew jest niewielką ingerencją w drzewostan Puszczy (której 80 proc. terytorium stanowią lasy zasadzone przez człowieka, mające charakter gospodarczy, co wiąże się z ich cykliczną i fragmentaryczną wycinką oraz nasadzaniem nowych drzew), warto wiedzieć, że nawałnica, która z piątku na sobotę przeszła nad lasami województw pomorskiego i kujawsko-pomorskiego przewróciła aż 7 mln. m/3 drzew! To ponad 37 razy więcej niż Szyszko chce pozyskać z Puszczy Białowieskiej w ciągu 10 lat.

 

Źródło: Lasy Państwowe: 30 tys. ha lasów do całkowitego odnowienia, 7 mln m sześc. połamanych drzew (Stooq.pl)
Źródło: 10 faktów o Puszczy Białowieskiej... (Lasy.gov.pl)

wpis z dnia 15/08/2017

     


  

     Obalamy mity założycielskie III RP: Dlaczego wybory z 1989 r. nie były ani wolne, ani demokratyczne?
wpis z dnia 14/08/2017

 

Spora grupa przedstawicieli politycznego establishmentu III RP utrzymywała, że wybory z 4 czerwca 1989 r. były "pierwszymi demokratycznymi wyborami po upadku PRL". W zdaniu tym są co najmniej dwa kłamstwa. Po pierwsze: nomenklaturowy PRL w 1989 roku wcale nie upadł, a co najwyżej zaczął się przeobrażać w nomenklaturowy kapitalizm. Po drugie: jeśli ktoś twierdzi, że wybory z 4 czerwca 1989 r. były "wolne i demokratyczne", to ciekawe jak nazwałby wybory, w których PiS - niezależnie od wyniku - ustawowo rezerwuje dla siebie 65 proc. mandatów?

U większości sympatyków KOD-u, Tuska, Petru, Jaruzelskiego czy szeroko rozumianych eurofili chłonących bezrefleksyjnie wszystko to, co napisze na swoich łamach "Gazeta Wyborcza", data 4 czerwca 1989 roku kojarzy się z okazją do świętowania. Świętowania wolności i demokracji. W rzeczywistości jednak data ta wyjątkowo nie nadaje się do jakiegokolwiek celebrowania.

Polityczny establishment III RP, który wraz z komunistami "ułożył się" przy okrągłym stole, promuje narrację zgodnie z którą 4 czerwca 1989 roku doszło do "pierwszych demokratycznych wyborów po upadku PRL". Narracja te jest zwykłym kłamstwem, z czego jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę. 

Otóż wspomniane wybory nie były ani "wolne", ani tym bardziej "demokratyczne". Fakty są takie, że PRL-owscy komuniści zarezerwowali sobie, że - niezależnie od wyników głosowania - otrzymają w Sejmie 65 proc. miejsc. Jeśli pomimo tego, ktoś nadal twierdzi, że wybory te były "wolne i demokratyczne", to niech spróbuje sobie wyobrazić, że PiS zmienia ordynację wyborczą i ustala, że podczas wyborów w 2019 roku, niezależnie od tego jaki wynik rzeczywiście otrzyma, ustawowo rezerwuje dla siebie 65 proc. miejsc w parlamencie. Czy wówczas sympatycy KOD-u, Tuska, Petru oraz czytelnicy "Gazety Wyborczej" też uważaliby, że wybory te są "wolne i demokratyczne"?

Prawda jest taka, że pierwsze po II wojnie światowej całkowicie wolne wybory parlamentarne w naszym kraju odbyły się nie 4 czerwca 1989 r., lecz dopiero 27 października 1991 r. W ich efekcie premierem został znienawidzony przez komunistów Jan Olszewski, którego rząd został obalony w wyniku spisku młodego Tuska, Pawlaka, prezydenta Wałęsy i wspomnianych komunistów w dniu... 4 czerwca 1992 r.

wpis z dnia 14/08/2017

    


  

     Niższy wiek emerytalny dla kobiet występuje w wielu państwach UE, ale tylko Polsce Bruksela robi problemy
wpis z dnia 11/08/2017

 

Według Komisji Europejskiej powrót do poprzedniego wieku emerytalnego w Polsce (60/65) ma znamiona dyskryminacji. Co ciekawe - przez wiele lat żadnemu urzędnikowi z Brukseli różnica w wieku emerytalnym kobiet i mężczyzn nie przeszkadzała. O sprawie tej eurokraci sobie przypomnieli dopiero, gdy ustawa 67/67 została zniesiona i powrócono do poprzednich rozwiązań. Syczenie Komisji Europejskie wobec Warszawy może dziwić tym bardziej, że niższy wiek emerytalny dla kobiet i wyższy dla mężczyzn funkcjonuje obecnie aż w 12 krajach UE!

Przypomnijmy - kilka dni temu Komisja Europejska wysłała list do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej w sprawie różnicy w wieku emerytalnym kobiet i mężczyzn w Polsce. Zdaniem eurokratów z Brukseli, odmienny wiek emerytalny kobiet (60 lat) i mężczyzn (65 lat) w Polsce jest formą dyskryminacji.

Co ciekawe - przez wiele lat (od momentu wejścia Polski do UE) kwestia różnicy w wieku emerytalnym dla kobiet i mężczyzn nie była dla eurokratów problemem. Nawet, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekał w 2010 roku, iż zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn jest zgodne z konstytucją, nikt z brukselskich urzędników tego nie kwestionował. 

Trybunał Konstytucyjny stwierdził wówczas, że zróżnicowanie powszechnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn nie powoduje dyskryminacji kobiet, natomiast stanowi uprzywilejowanie wyrównawcze usprawiedliwione w świetle norm konstytucyjnych i wcześniejszego orzecznictwa Trybunału. Trybunał wskazał, że mimo zachodzących przemian społecznych oddziałujących na zrównywanie ról obu płci w społeczeństwie, również obecnie można mówić o występowaniu różnic wynikających z pełnienia przez kobiety szczególnej roli w społeczeństwie i rodzinach. Dotyczy to zwłaszcza pełnionych przez kobiety funkcji macierzyńskich i wychowawczych w rodzinie, a także równoczesnego obciążenia kobiet zarówno pracą zawodową, jak i obowiązkami rodzinnymi (sprawa o sygnaturze K 63/07).

Czasy jednak się zmieniają. W Warszawie nie rządzą już kuple Jean-Claude Junckera z Europejskiej Partii Ludowej (to frakcja europarlamentu do której należy Platforma Obywatelska), dlatego też można sobie było przypomnieć, że niższy wiek emerytalny dla kobiet i wyższy dla mężczyzn to dyskryminacja przecząca idei Unii Europejskiej. Szykując kolejny atak na Polskę brukselscy eurokraci zapomnieli jednak, że taka sama sytuacja występuje obecnie w 11 innych państwach UE. 

Szkoda, że Komisja Europejska nie stosuje takiej samej miary wobec wszystkich państw UE.

 

Źródło: Retirement Ages in Member States (Etk.fi)

wpis z dnia 11/08/2017

    


  

     Salon wyje, że nie ma szczytów Trójkąta Weimarskiego. W latach 2008-15 był jeden. Zupełnie pozbawiony znaczenia

wpis z dnia 10/08/2017

 

Dziennikarze i politycy pragnący tego, by "było tak, jak było" kolportują ostatnio narrację o tym, że Polska jest ignorowana, bowiem Francja i Niemcy nie chcą z nami organizować wspólnych szczytów "Trójkąta Weimarskiego". Warto zatem przypomnieć tymże dziennikarzom i politykom, że w ciągu 8 lat rządów koalicji PO-PSL taki szczyt w klasycznej formule zdołano zorganizować raptem jeden raz - w 2011 roku. Niestety był on zupełnie pozbawiony konkretów i znaczenia, a jedynie co z niego zostało to medialna afera "parasolowa". 

Przypomnijmy - formuła Trójkąta Weimarskiego została zainicjowana 28 sierpnia 1991 r. w Weimarze przez ministrów spraw zagranicznych Polski - Krzysztofa Skubiszewskiego, Francji - Rolanda Dumasa i Niemiec - Hansa-Dietricha Genschera. Początkowo nieformalne spotkania przekształciły się z czasem w regularne trójstronne konsultacje. Obecnie działalność Trójkąta Weimarskiego sprowadza się do organizowania corocznych spotkań na szczeblu ministrów spraw zagranicznych (ostatnie miało miejsce w sierpniu 2016 r.) oraz szczytów z udziałem przywódców krajów członkowskich. 

Ostatni szczyt w formule prezydent Polski + prezydent Francji + kanclerz Niemiec miał miejsce 7 lutego 2011 roku w Warszawie. Powyższe warto przypomnieć tym wszystkim dziennikarzom i politykom, którzy kolportują ostatnio narrację o tym, że Polska jest ignorowana, bowiem Francja i Niemcy nie chcą z nami organizować wspólnych szczytów "Trójkąta Weimarskiego". Co istotne - wspomniany szczyt z 2011 roku był pozbawiony jakichkolwiek konkretów, a to co po nim zostało to zdjęcia z medialnej afery "parasolowej".

 

Źródło: Piotr Semka (Twitter.com)

 

wpis z dnia 10/08/2017

    


  

     Rządy Tuska i Kopacz wyprzedały majątek narodowy za 59,04 mld zł. Rząd Szydło za 0,06 mld zł
wpis z dnia 9/08/2017

 

Jest jedna, zasadnicza różnica między rządami PO-PSL a PiS - tą różnicą jest podejście do kwestii wyprzedaży majątku narodowego. W latach rządów Tuska / Kopacz trwała gigantyczna wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw. Fabryki, kopalnie, banki sprzedawano w całości lub częściami. Od początku 2008 do końca 2015 roku łączne wpływy budżetowe z tego tytułu wyniosły aż 59,04 mld zł! Od kiedy koalicja PO-PSL została odsunięta od władzy procesy prywatyzacyjne praktycznie ustały. W ciągu 2 lat rządu Szydło sprywatyzowano majątek o wartości zaledwie 0,057 mld zł.

Jeśli ktoś zapytałby się mnie z czym kojarzy mi się okres rządów PO i PSL, to bez wahania odpowiedziałbym, że z masową wyprzedażą majątku narodowego. W okresie kiedy krajem kierowała ekipa podległa Tuskowi, konsekwentnie dokonywano prywatyzacji majątku należącego do Skarbu Państwa. Oficjalne statystyki dostępne na stronach Ministerstwa Skarbu Państwa są zatrważające. W latach 2008 - 2015 wyprzedano majątek za łączną kwotę 59,040 mld zł! Warto podkreślić, że spora część tych pieniędzy szła na spłatę bieżącego zadłużenia. Traciliśmy w ten sposób trwały i przynoszący gigantyczne (w postaci dywidend) zyski majątek, a kasę jaką dostaliśmy w zamian topiliśmy w spłacie odsetek od pozaciąganych wcześniej pożyczek.

Sytuacja zaczęła się zmieniać po tym, jak Donald Tusk złożył dymisję i wyjechał na synekurę do Brukseli (2014), a na dobre procesy prywatyzacyjne zostały zastopowane po odsunięciu ekipy PO-PSL od władzy. Co prawda zgodnie z oficjalnymi statystykami już w 2015 roku przychody Skarbu Państwa z tytułu prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw wyniosły tylko 44 mln zł, jednak nie uwzględniały one ostatniej dużej wyprzedaży rządu Kopacz, czyli prywatyzacji PKP Energetyki (sprzedana 1,5 mld zł). Dochody z tej prywatyzacji nie zasiliły bowiem formalnie Skarbu Państwa (zostały rozliczone na poczet historycznych długów PKP). 

Poniżej prezentuję oficjalne dane na temat kwot z tytułu procesów prywatyzacyjnych uzyskanych przez Skarb Państwa w poszczególnych latach. Dodam, iż dane za 2017 roku są szacunkowe. Ich źródłem jest ustawa budżetowa. Dane za pozostałe lata pochodzą ze strony internetowej Ministerstwa Skarbu Państwa:

 

2008 - 2,372 mld zł
2009 - 6,970 mld zł
2010 - 22,037 mld zł
2011 - 13,059 mld zł
2012 - 9,158 mld zł
2013 - 4,396 mld zł
2014 - 1,004 mld zł
2015 - 0,044 mld zł
2016 - 0,044 mld zł
2017 - 0,013 mld zł*

 

* szacunek zapisany w ustawie budżetowej na 2017 r.

 

Źródło: Licznik prywatyzacyjny (MSP.gov.pl)

wpis z dnia 9/08/2017

   


   

     Oto jak postępowy Zachód Europy dyskryminuje ze względu na płeć. Kiedy sprawą zajmie się KE z Timmermansem?
wpis z dnia 8/08/2017

 

Polska może być stawiana jako wzór do naśladowania dla całej UE w kwestii równouprawnienia kobiet i mężczyzn w osiąganych zarobkach. Obecnie różnice dla osób zajmujących takie same stanowiska wynoszą u nas jedynie ok. 6-7 proc. Co istotne - prawdopodobnie będziemy pierwszym krajem w Europie, gdzie różnice te praktycznie znikną (jeśli trend się utrzyma osiągniemy to ok. 2021 roku). Dla porównania - w sąsiednich Niemczech różnice w zarobkach wynoszą ok. 22 proc. i przy obecnym tempie niwelowania różnic potrzebnych będzie tam jeszcze 300 lat, aby osiągnąć równouprawnienie.

W opublikowanym kilka miesięcy temu raporcie "Women in Work Index 2017", przygotowanym przez firmę doradczą PriceWaterhouseCoopers (PwC), zanalizowano sytuację kobiet na rynku pracy w 33 krajach OECD (najbardziej rozwinięte gospodarki świata) pod takimi względami jak: poziom bezrobocia, stopa zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin czy różnice w zarobkach w porównaniu z mężczyznami zajmującymi takie same stanowiska. Okazuje się, że nasz kraj w najnowszej edycji rankingu awansował o 3 pozycje i znalazł się na 9. miejscu spośród wszystkich 33 państw skupionych w OECD. W porównaniu z ostatnim odczytem udało nam się bezpośrednio przeskoczyć nad Szwajcarię, Kanadę i Belgię. 

W uzasadnieniu do raportu analitycy PwC napisali, że awans Polski jest związany z obniżającym się wśród kobiet bezrobociem oraz jedną z najmniejszych różnic pomiędzy wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn zajmującymi takie same stanowiska. Wskaźnik tzw. pay gap (czyli procentowa różnica w osiąganych zarobkach między kobietami i mężczyznami) w naszym kraju wynosi obecnie 7 proc. Co jednak istotne - jeśli obecny pozytywny trend równania zarobków utrzyma się na tym samym poziomie, to różnicę w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w Polsce zajmujących takie same stanowiska uda się zniwelować do 2021 r. – najszybciej spośród wszystkich wszystkich państw biorących udział w badaniu!

Zupełnie odmiennie wygląda to w innych, wydawałoby się znacznie bardziej postępowych, krajach Europy. Współczynnik "pay gap" we Francji i Szwecji wynosi 15,2 proc., w Holandii - 16 proc., w Danii - 16,4 proc., w Hiszpanii - 19,3 proc., a w Niemczech aż 21,6 proc.! W przypadku naszych zachodnich sąsiadów istotne jest również obecne tempo równania płac. Jeśli miałoby się ono utrzymywać na dzisiejszym poziomie, to nasi zachodzi sąsiedzi będą potrzebowali jeszcze około 300 lat, aby płace kobiet zrównały się z wynagrodzeniami mężczyzn zajmującymi dokładnie takie same stanowiska i wykonującymi taką samą pracę.

Powstaje pytanie - kiedy sprawie przyjrzy się Komisja Europejska? Wszak zróżnicowanie w zarobkach między kobietami a mężczyznami to, według feministek i lewaków, jeden z największych problemów w procesie równouprawnienia płci.

 

Źródło: Rynek pracy coraz przyjaźniejszy dla kobiet. Awans Polski w rankingu PwC Women in Work Index (pwc.pl)
Źródło: Polska z najniższą w UE różnicą w zarobkach kobiet i mężczyzn (Pb.pl)

wpis z dnia 8/08/2017

   


  

     Wstydliwa historia USA. Statek z żydowskimi uchodźcami odesłali do Europy. Większość została zamordowana
wpis z dnia 7/08/2017

 

Dla 937 żydowskich uchodźców z III Rzeszy podróż statkiem "St. Louis" z portu w Hamburgu do Ameryki miała być ostatnią szansą na uratowanie przed tragicznym losem. Za bilety w jedną stronę zapłacili majątek. Gdy odpłynęli z niemieckiego portu poczuli ulgę. Cóż jednak się okazało, gdy statek dotarł do portu w Miami? Amerykańska straż graniczna wysłała kapitanowi jednoznaczny komunikat: "Statek 'St. Louis' nie otrzyma zgody na cumowanie tutaj, ani w żadnym innym porcie Stanów Zjednoczonych". Po kilku tygodniach tułaczki musieli wrócić do Europy.

Różne grupy interesu wypominają Polakom różne historie z czasów II wojny światowej. Niektóre z nich są zupełnie zmyślone. Inne - smutne i prawdziwe. Wśród wielu ludzi sprawiedliwych, znaleźli się i tacy, co z Niemcami współpracowali, donosili czy wręcz razem z nimi zabijali. Nie zmienia to jednak faktu, że polski rząd (w odróżnieniu od np. rządu Francji) nigdy nie zdecydował się na jakąkolwiek formę współpracę z nazistowskimi najeźdźcami.

Francuzi tej historii nie lubią eksponować. To zupełnie naturalne - któż bowiem chciałby się tłumaczyć z milionów kolaborantów, którzy zdecydowali się stworzyć podległy Hitlerowi rząd w Vichy. 

Tak jak Francuzi nie eksponują historii z rządem w Vichy, tak Amerykanie jak ognia unikają historii ze statkiem St. Louis. 13 maja 1939 r. wyruszył on w nietypowy rejs. Miał on wywieźć do Hawany na Kubie grupę 937 Żydów, którym za sporą opłatą pozwolono uciec z coraz bardziej antysemickiej III Rzeszy. Dwa tygodnie później statek dopłyną do kubańskiego portu. Tam okazało się jednak, że przez niejasne prawo dotyczące imigrantów oraz skorumpowanych urzędników, na ziemię zeszło jedynie 22 Żydów. 2 czerwca statek odpłyną dalej. Obrał kurs na port w Miami. 

U wybrzeży Florydy statek został zatrzymany przez amerykańską straż graniczną. Kapitan "St. Louis" otrzymał wówczas jasny komunikat: "Statek nie otrzyma zgody na cumowanie tutaj [Miami], ani w żadnym innym porcie Stanów Zjednoczonych". Decyzję o tym, aby odmówić przyjęcia nieco ponad 900 uciekających z Niemiec Żydów podjął ówczesny prezydent USA - Franklin Delano Roosevelt. Uznał on ich za "element niepożądany". Kluczowa okazała się obawa, że Żydzi staną się obciążeniem dla budżetu Ameryki...

Ostatnią próbę ratowania Żydów podjęto w Kanadzie. Tam również przestraszono się tego, kto utrzyma Żydów, gdy wysiądą oni na ląd. Z uwagi na fakt, że na statku kończyły się już zapasy jedzenia i słodkiej wody, jego kapitan podjął decyzję o powrocie do portu w Hamburgu.

Ostatecznie żydowskiej organizacji Joint udało się wynegocjować z rządami Wlk. Brytanii, Francji, Belgii i Holandii, że Żydzi znajdujący się na pokładzie "St. Louis" znajdą schronienie w tych właśnie krajach. Historia wkrótce pokazała, że życie ocalili jedynie ci, którzy trafili do Wlk. Brytanii. Kilkuset pasażerów, którzy trafili do Francji, Belgii i Holandii kilkanaście miesięcy później podzieliło los innych Żydów. Wywołaną przez Niemcy wojnę przeżyło niewielu z nich.

 

Źródło: Stany Zjednoczone nie przyjęły żydowskich uchodźców z III Rzeszy (Wp.pl)

wpis z dnia 7/08/2017

      


    

     W Poczdamie Polska uzyskała 1) granicę na Odrze oraz 2) PRAWO DO REPARACJI. To drugie ZSRR zamienił nam na 6 mln książek o marksizmie
wpis z dnia 4/08/2017

 

Trzeba to sobie jasno wyjaśnić - na konferencji pokojowej w Poczdamie nasz kraj uzyskał granicę z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej. Ponadto przyznano nam prawo do reparacji wojennych od Niemiec. Co istotne - realizacja postanowień w zakresie zdobyczy terytorialnych na zachodzie i północy nie może być utożsamiana z ograniczaniem lub rezygnacją z prawa do reparacji, a wymuszone przez ZSRR na rządzie Bieruta "oświadczenia" o rezygnacji z reparacji w zamian za dostarczenie 6 mln szt. książek o marksizmie, leninizmie oraz historii WKP(b) jest po prostu śmieszne.

Zadajmy sobie trzy podstawowe pytania: Czy Niemcy w 1939 r. zaatakowali Polskę i przez kolejne lata ją regularnie rabowali i niszczyli? Czy Niemcy zabili w tym czasie miliony obywateli naszego kraju? Czy konsekwencją wywołanej przez Niemców wojny, był to, że po 1945 roku zapanował "nowy ład", który na 45 lat wepchnął nas w morderczy uścisk ZSRR? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: TAK. Odpowiedzialni za atak na Polskę, za zniszczenia, śmierć milionów oraz "nowy ład" są Niemcy. A teraz zadajmy sobie jeszcze jedno pytanie - czy Niemcy kiedykolwiek nam za to zapłacili? Odpowiedź brzmi: NIE.

Konferencja pokojowa w Poczdamie zakończyła się dla nas tym, że 1) uzyskaliśmy nową zachodnią granicę, która miała przebiegać na Odrze i Nysie Łużyckiej ORAZ 2) przyznano nam prawo do reparacji wojennych od Niemiec. O ile punkt pierwszy został zrealizowany, to punkt drugi do 1953 roku był realizowany w formie karykaturalnej. Polska otrzymywała bowiem "reparacje" poprzez ZSRR. W ramach tych "reparacji" dostarczono do naszego kraju m.in. 5 mln sztuk dzieł klasyków marksizmu-leninizmu oraz 1 mln sztuk "Krótkiego Kursu Historii WKP(b)" autorstwa Stalina. Książki te zostały wydrukowane w NRD (dlatego zaliczano je do "reparacji"). Co ciekawe - aby korzystać z tego "dobrodziejstwa" musieliśmy ZSRR przekazywać węgiel wydobywany na Śląsku po cenach znacznie niższych niż rynkowe.

Aby było śmieszniej 23 stycznia 1953 r. rząd Bieruta wydaje oświadczenie o zrzeczeniu się reparacji od Niemców. Problem (dla Berlina) w tym, że oświadczenie to może być podważone. Było ono bowiem skutkiem dyktatu ZSRR, który naruszał suwerenność państwa polskiego oraz stawiał ówczesny rząd PRL w pozycji nierównoprawnego partnera stosunków międzynarodowych. I właśnie dlatego można uznać, że istnieją poważne przesłanki przemawiające za tezą o nieważności oświadczenia z 23 stycznia 1953 r., a co za tym idzie - koniecznością nowego (i ostatecznego) uregulowania kwestii reparacji wojennych, które miałyby być wypłacone przez rząd w Berlinie.

To wszystko powoduje, że temat reparacji wojennych ma prawo nadal funkcjonować w dyskursie publicznym i wcale bym się nie zdziwił, gdyby w najbliższym czasie uległ on przekształceniu w konkretne roszczenia wobec Berlina.

 

Źródło: Prof. Stanisław Żerko (Twitter.com)
Źródło: Nieważność zrzeczenia się przez Polskę reparacji wojennych a niemieckie roszczenia odszkodowawcze (repozytorium.amu.edu.pl)

wpis z dnia 4/08/2017

                                                   


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2011: 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Magdalena Środa i milion zł z budżetu na jej "Kartografie obcości, inności i w(y)kluczenia. Perspektywa filozofii i sztuki współczesnej"

O Magdalenie Środzie zrobiło się ostatnio znowu głośno za sprawą jej wypowiedzi na temat defilady z 15 VIII. Według tej filozofki przemarsz kompanii reprezentacyjnych ulicami Warszawy w święto Wojska Polskiego obnaża "militarno-nekrofilny charakter patrialchalnego społeczeństwa". Jej poglądy. Jej problem. Tak przy okazji przypomniało mi się, że Środa za czasów PO-PSL otrzymała ministerialny grant naukowy w wysokości 1 059 537 zł na pracę pt. "Kartografie obcości, inności i w(y)kluczenia. Perspektywa filozofii i sztuki współczesnej". I to już może bardziej boleć...

(18/08/2017)

 

     Latają za nasze sędziowie SN. Latają i posłowie RP. Zagraniczne podróże naszych polityków mogą szokować

Kilka dni temu na jaw wyszło zamiłowanie niektórych sędziów Sądu Najwyższego do organizowania sobie zagranicznych podróży służbowych w co odleglejsze regiony świata. Kierunki takie jak Tajlandia, Korea Południowa czy Chiny mogą z pewnością wzbudzać pewne wątpliwości o zasadność takich podróży. A co z posłami? Okazuje się, że nie są wiele gorsi. Nasi parlamentarzyści latali w 2016 r. do Australii, Meksyku, Chin, Kenii czy Tanzanii. Najbardziej szokująca była jednak podróż 15 posłów do Turcji, aby wziąć udział w "międzyparlamentarnym meczu piłki nożnej".

(18/08/2017)

 

     Pod pozorem "ochrony środowiska" wyłudzili miliardy euro. Wszystko w ramach unijnego handlu emisjami CO2

Okazało się, że wymyślony przez UE system płatnych uprawnień do emisji CO2, to doskonała platforma do wyłudzania miliardów euro. Zakłada on, że za każdą wyemitowaną do atmosfery tonę CO2 trzeba uiścić opłatę. Wyjątkiem jest pula tzw. darmowych uprawnień. Problem w tym, że unijna biurokracja często przyznawała takie uprawnienia firmom-słupom, które w ogóle ich nie potrzebowały. Firmy te następnie za grube miliony sprzedawały je podmiotom, które ich autentycznie potrzebowały. W ten sposób przehandlowano już łącznie 8 mld euro, a przy okazji wyłudzono mnóstwo lewego VAT-u!

(17/08/2017)

 

     Może te 10 tys. zł, których Neumann nie chciał wpłacić do budżetu, wpłaci teraz na pomoc ofiarom wichury?

Poseł Sławomir Neumann mocno zaangażował się w nagłaśnianie tragedii związanej z potężnymi wichurami, jakie przeszły przez Pomorze. Nie powinno to nas dziwić. Wszak pochodzi on z tamtych rejonów. Przy okazji pojawiła się dla posła Neumanna pewna propozycja - może te 10 tys. złotych, których nie chciał wpłacić do budżetu kraju za przegrany "zakład o budżet" z Szałamachą, wpłaci teraz na pomoc ofiarom wichury? Zachowa się chwalebnie, a przy tym wyjdzie z twarzą z kompromitującej go sytuacji, która nie przystoi ludziom posiadającym honor.

(17/08/2017)

 

     Sprzedali duży polski bank za bezcen. Sprawa trafiła do sądu, a ten... umorzył postępowanie!

Prywatyzacja Banku Śląskiego, to przykład jak nie powinna wyglądać sprzedaż majątku należącego do Skarbu Państwa. Rząd SLD w 1994 r. podjął decyzję o sprzedaży pakietu kontrolnego akcji tego banku holenderskiemu ING. Ustalono wówczas, że za 1 akcję Holendrzy będą musieli zapłacić 0,5 mln starych zł (dzisiejsze 50 zł). Kilka tygodni później akcje Banku Śląskiego debiutują na giełdzie w Warszawie. W dniu debiutu za 1 akcję trzeba było zapłacić - uwaga - 6,75 mln zł (dzisiejsze 675 zł)! Ta ponad 13-krotna przebitka pokazuje, że rządzący sprzedali Holendrom Bank Śląski za bezcen.

(16/08/2017)

 

     Rząd Tuska sprzedał radomską Fabrykę Łączników za 1,43 mln zł. Potem stwierdzono, że była warta... 40 mln zł!

Państwową Fabrykę Łączników rząd Tuska sprywatyzował w sierpniu 2010 r. Spółka, która ją kupiła została założona kilka miesięcy wcześniej, z minimalnym kapitałem zakładowym (5 tys. zł). Za pakiet kontrolny (85 proc. akcji) zapłaciła łącznie 1,43 mln zł. Nowy właściciel zaciągnął mnóstwo kredytów i szybko zadłużył Fabrykę, a po roku ogłosił upadłość. Pracę w straciło około 400 osób. Syndyk masy upadłości, który przejął kontrolę nad fabryką po ogłoszeniu upadłości, oszacował jej całkowity majątek na... 40 mln zł!

(14/08/2017)


LISEKFINANSOWY.PL


     Ta konstrukcja w 1937 r. wygrała światową wystawę w Paryżu. Żadne reparacje nie zwrócą nam utraconego potencjału

Prof. Kazimierz Zembrzuski w ciągu 9 miesięcy zbudował prototyp parowozu aerodynamicznego, który w 1937 roku za swoją konstrukcję i wygląd został odznaczony złotym medalem na Światowej Wystawie w Paryżu. Jak na ówczesne czasy parowóz ten mógł rozwinąć zawrotną prędkość 150 km/h. Niestety, agresja i okupacja naszego kraju przez Niemców i Rosjan całkowicie zniweczyła prace rozwojowe nad tym prototypem. Efekt tego był taki, że przez kolejne 70 lat pociągi jeżdżące po polskich torach nie jeździły szybciej niż... 140 km/h.

(11/08/2017)

 

     Tak postkomuniści z SLD dbali o esbeków. Tuż po przejęciu władzy w 1993 dali im wielkie podwyżki emerytur, które utrzymały się przez 23 lata!

Dziś to już mało znany fakt, ale w kontekście ostatnich "depresji esbeków" warto przypomnieć: We wrześniu 1993 roku wybory parlamentarne w Polsce wygrali postkomuniści (SLD). Wraz z PSL stworzyli koalicję rządową. Jedną z pierwszych decyzji, jakie wspólnie podjęli, były zmiany w ustawach o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji oraz żołnierzy zawodowych. Efekt? Kilkadziesiąt tysięcy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej / ZOMO, esbecji, ubecji i innych służb mundurowych PRL otrzymało podwyżki swoich emerytur. Niektórzy z nich nawet o 300 proc.!

(11/08/2017)

 

     Byli SB-cy mają załamania nerwowe, bo ich emerytury nie przekraczają 2 tys. zł. Takie emerytury pobiera 4,3 mln Polaków

Gazeta Wyborcza donosi, że spora grupa byłych SB-ków objętych ustawą dezubekizacyjną przeżywa załamania nerwowe, bowiem ich emerytury wynoszą dziś maksymalnie 2 tys. zł. Pytanie - co ze zwykłymi Polakami, którzy od zawsze otrzymywali takie świadczenia? Zgodnie z oficjalnymi danymi ZUS emeryturę niższą niż 2 tys. zł pobiera obecnie prawie 4,3 mln Polaków (tj. ok. 59 proc. wszystkich emerytów). Co z ich zdrowiem psychicznym? Kto im zafunduje wsparcie psychologa?

(10/08/2017)

 

     TVP otrzyma gigantyczną pożyczkę od rządu Szydło. Pytanie - po co?

W ubiegłym roku TVP zanotowała wpływy w wysokości 872 mln zł z tytułu reklam i 365,5 mln zł z tytułu abonamentu. Łącznie - ponad 1 mld 237 mln zł. Pomimo tak wielkich wpływów TVP i tak przyniosła straty. Wydatki państwowej telewizji było aż o 180 mln zł większe od wspomnianych wpływów. Powstaje pytanie - po co TVP gigantyczna pożyczka rzędu 800 mln zł wypłacona przez Skarb Państwa, skoro zarząd TVP już teraz nie potrafi ogarnąć bilansu spółki mając do dyspozycji olbrzymie wpływy z reklam i abonamentu?

(10/08/2017)

 

     Skarga polskiego FAKRO na duński VELUX od 5 lat czeka na rozpatrzenie przez KE. Komisarzem decydującym o przyjęciu skargi jest... Dunka

Największy polski producent okien (FAKRO) uważa, że jego główny konkurent na europejskim rynku (duński VELUX) dopuszcza się praktyk o charakterze nieuczciwej konkurencji i nadużywa dominującej pozycję na rynku. Skargę w tej sprawie do Komisji Europejskiej Polacy wnieśli 5 lat temu. Niestety do dziś nie została ona rozpatrzona. Co ciekawe - europejskim komisarzem ds. konkurencji, który podejmuje decyzje w zakresie tego, jakie skargi złożone przez przedsiębiorców będą rozpatrywane, a jakie muszą czekać w kolejce, jest... Dunka - Margrethe Vestager.

(9/08/2017)

 

     Coraz większe koszty uparcia H. Gronkiewicz-Waltz. Właśnie wpłynęła nowa faktura na 86,1 tys. zł

Hanna Gronkiewicz-Waltz z tytułu niestawiennictwa przed Komisją Weryfikacyjną ds. reprywatyzacji w Warszawie generuje podatnikom coraz większe koszty do zapłaty. I nie są to już tylko kwoty z tytułu nakładanych na nią grzywien. Właśnie się okazało, że prestiżowa kancelaria prawna wynajęta do reprezentowania prezydent Warszawy przed Komisją Weryfikacyjną wystawiła fakturę za swoje usługi w wysokości 86,1 tys. zł. Urzędnicy M.St. Warszawy przerzucili koszty tej faktury na... podatników!

(9/08/2017)

 

     Czy niemieckie koncerny motoryzacyjne były w zmowie kartelowej, aby ograniczyć pozaniemiecką konkurencję?

Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" ujawnił, że przedstawiciele koncernu Volkswagena (oraz należących do niego spółek Audi i Porsche), BMW i Daimlera (producent Mercedesa) od lat 90-tych spotykali się w ramach tajnych grup roboczych. Chodziło o wspólne ustalanie sposobów "wygaszania konkurencji". Na spotkaniach dyskutowano m.in. jak projektować pojazdy, produkować silniki, skrzynie biegów i inne podzespoły, jakich wybierać dostawców oraz jakie płacić im ceny. Czyż nie jest to przypadkiem naruszenie zasad wspólnotowego rynku?

(8/08/2017)

 

     Przejazd A2 do granicy z Niemcami i z powrotem to koszt równy winiecie na cały rok w Szwajcarii!

Po tym jak 1 marca doszło do kolejnej podwyżki opłat pobieranych na bramkach wjazdowych na A2, łączny koszt podróży tą autostradą ze Świecka (granica z Niemcami) do węzła Stryków (pod Łodzią) wynosi 84,90 zł. W dwie strony robi się już prawie 170 zł. O tym, że to absurdalnie wysoka kwota niech świadczy fakt, iż w Szwajcarii za jej równowartość można kupić całoroczną winietę na nielimitowane przejazdy wszystkimi autostradami (1763 km) i drogami głównymi (ponad 3000 km)!

(8/08/2017)

 

     Aktywne naruszenia prawa UE wg KE: Grecja - 186, Portugalia - 179, Niemcy - 146, (...) Polska - 130

Słuchając niektórych polskich mediów i polityków można odnieść wrażenie, że prawo UE naruszane jest głównie przez Polskę i Węgry. Nic bardziej mylnego! Jeśli spojrzymy na oficjalne statystyki Komisji Europejskiej, to okaże się, że jest sporo państw UE, wobec których toczy się znacznie więcej aktywnych procedur dot. naruszenia unijnego prawa, niż wobec Polski. Liderem jest Grecja - 186 czynnych naruszeń unijnego prawa. Potem Portugalia (179) i Hiszpania (171). Wobec Niemiec jest otwartych obecnie 146 procedur. Polska "dopiero" na 7. miejscu - 130 naruszeń.

(7/08/2017)

 

     Tak wygląda dewastacja Puszczy Białowieskiej. Oto dlaczego ekolodzy i eurokraci nie mają racji

Leśnicy już w 2012 roku alarmowali o potrzebie zwiększenia limitu wycinki drzew w obrębie Puszczy Białowieskiej. Ówczesny minister środowiska z PO zgodził się na wycinkę 60 tys. m3 drzew. Leśnicy twierdzili, że aby skutecznie walczyć z plagą kornika dewastującego las limit wycinki trzeba podnieść jeszcze trzykrotnie. Inaczej z naszą Puszczą stanie się dokładnie to samo, co stało się z Lasem Bawarskim w Niemczech. Tam początkowo władze słuchały ekologów. Widząc jednak skalę dewastacji lasu, ekologom grzecznie podziękowano za dalszą współpracę.

(7/08/2017)

 

     Podobno jest decyzja w/s atomu. Może warto wrócić do sprawy kontaktu z WorleyParsons za 253 mln zł?

Media donoszą, że po 8 latach zastanawiania się i bezefektywnego wydawania pieniędzy obecny rząd podjął decyzję o budowie elektrowni atomowej. Skoro temat został przywołany, to może warto wrócić do sprawy podpisanego jeszcze w 2013 roku kontraktu z prywatną firmą WorleyParsons na konsulting, doradztwo i "badania lokalizacyjno-środowiskowe" dla planowanej elektrowni za - uwaga - 253 mln zł! Co ciekawe - kontrakt ten podpisano (2013) mimo, że ABW ostrzegała aby tego nie robić. Dwa lata później umowę trzeba było wypowiadać w trybie pilnym, ale co zdążyli wziąć to ich.

(4/08/2017)

 

     Gronkiewicz-Waltz nie chce płacić nakładanych na nią grzywien. Chce, aby zrobili to podatnicy!

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, mimo otrzymywanych wezwań do stawiennictwa przed Komisją Weryfikacyjną ds. reprywatyzacji w Warszawie, konsekwentnie odmawia dzielenia się wiedzą i - póki co - przed oblicze Komisji nie stawiła się ani razu. Komisja nie pozostaje bezczynna i nakłada na prezydent Warszawy kolejne grzywny. Do zapłaty zebrało się już 12 tys. zł. Gronkiewicz-Waltz chce się jednak "wycwanić". Wynajęła renomowaną kancelarię prawną, która usilnie przekonuje członków Komisji, że za nakładane grzywny będą odpowiedzialni podatnicy, a nie prezydent Warszawy!

(4/08/2017)

 

     Oto jak Niemcy ignorowali niekorzystne dla siebie postanowienie Trybunału Sprawiedliwości UE w/s gazociągu OPAL

Minister Szyszko zapowiedział, że pomimo postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE nasz kraj nadal będzie prowadził prace na terenie lasów Puszczy Białowieskiej. Sytuacja ta do złudzenia przypomina sprawę niemieckiego gazociągu OPAL (lądowa odnoga gazociągu Nord Stream). TSUE nakazał Niemcom (w dokładnie takim samym trybie jak w przypadku Puszczy) zawiesić decyzję o zwiększeniu przepustowości OPAL dla gazu z Rosji. Jednak nasi zachodni sąsiedzi początkowo zupełnie zignorowali to postanowienie! Dopiero po kilku tygodniach upomnień i monitów łaskawie zaczęli je realizować.

(3/08/2017) 

 

     Okropna narracja należącego do Niemców tygodnika. Sugeruje, że za zniszczenie Warszawy odpowiedzialni są... Polacy!

Na profilu kontrolowanego przez niemiecki kapitał tygodnika "Newsweek Polska", gdzie redaktorem naczelnym jest kontrowersyjna postać Tomasza Lisa, ukazał się post sugerujący, że za zniszczenie przez Niemców Warszawy odpowiedzialni są... Polacy! Jestem w stanie pojąć różne spojrzenia na kwestię zasadności decyzji o wybuchu Powstania, ale niezaprzeczalnym faktem jest to, że Warszawę zniszczyli Niemcy, a naród napadnięty zawsze ma prawo się bronić. Tu nie można sugerować innych narracji!

(3/08/2017)

 

     Upór Szyszki może zagrozić polskiej racji stanu! Czas najwyższy, aby na Nowogrodzkiej ktoś to w końcu zrozumiał

Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał wstrzymać wycinkę na terenie Puszczy Białowieskiej do czasu wydania ostatecznej decyzji w tej sprawie. W odpowiedzi na to postanowienie Jan Szyszko stwierdził, że prace w Puszczy nie zostaną przerwane. Niestety, takie zachowanie jest niezwykle groźne dla polskiej racji stanu. Za pomocą tego samego Trybunału Polska stara się bowiem udaremnić realizację projektu Nord Stream 2. Nierespektowanie postanowienia w/s Puszczy stawia nas w trudnej pozycji w dużo poważniejszej sprawie dot. rosyjsko-niemieckiego gazociągu.

(2/08/2017)

 

     Mafie paliwowe i VAT-owskie zaczęły tracić miliardy złotych. Ile milionów przeznaczą, aby obalić rząd i znowu kraść więcej?

Przedstawiciel międzynarodowej firmy doradczej PwC nie ma wątpliwości: "Ten rząd przez półtora roku zrobił więcej w zakresie uszczelniania systemu VAT niż poprzednicy przez dziesięć lat". Mafie paliwowe i VAT-owskie zaczęły tracić miliardy złotych. Legalna sprzedaż paliw wzrosła o 1/4, a tzw. luka z tytułu nieściągniętego podatku VAT pierwszy raz od wielu lat się obniżyła. I właśnie dlatego przestępcy będą gotowi wyłożyć każde pieniądze, aby znów "było tak, jak było".

(2/08/2017)

 

     UE chce blokować konta bankowe zwykłych ludzi dla ratowania upadających banków!

Już dwa lata temu Komisja Europejska przyjęła dyrektywę pt. "Bank Recovery and Resolution Directive" (BRRD), która umożliwiła przejmowanie przez upadające banki środków finansowych swoich klientów (depozyty powyżej równowartości 100 tys. euro). Obecnie rozważany jest pomysł wprowadzenia "czasowych" zamrożeń rachunków bankowych zwykłych ludzi (już od najmniejszych kwot), tak aby nie można było z nich wypłacać żadnych środków w przypadku, kiedy bank prowadzący dany rachunek byłby zagrożony upadłością. To się nazywa dbanie o bankowy interes!

(1/08/2017)

 

     Straty spowodowane przez Niemców po stłumieniu Powstania Warszawskiego wyniosły 45,3 mld $. Nikt nam za to nie zapłacił

W 2004 roku, na polecenie Lecha Kaczyńskiego - ówczesnego prezydenta M. St. Warszawy - przygotowano ekspertyzę dotyczącą wysokości rachunku jaki potencjalnie można by wystawić Niemcom za zniszczenia dokonane w Warszawie w latach 1944-45. Opiewał on na gigantyczną kwotę: 45,3 mld $! I chodzi tylko o straty materialne (zniszczone budynki, infrastruktura)! Nikt nie podjął się bowiem próby wyliczenia finansowych odszkodowań za mordy dokonane na bezbronnych cywilach.

(1/08/2016 + update 1/08/2017)

 

     Rząd w Paryżu nacjonalizuje największą francuską stocznie, by zablokować jej przejęcie przez Włochów. To się nazywa euro-hipokryzja!

- "Liberalizm, Europa, wszystko pięknie, ale najważniejsze są strategiczne interesy Francji" - tak francuska telewizja BFM skomentowała decyzję rządu Francji o "tymczasowym upaństwowieniu" stoczni STX France w Saint Nazaire, by zapobiec jej przejęciu przez włoską spółkę. A teraz spróbujmy sobie wyobrazić w jaką histerię wpadłaby Bruksela, gdyby rząd w Warszawie podjął decyzję o "tymczasowej nacjonalizacji" któregoś polskiego przedsiębiorstwa, aby zablokować jego przejęcie np. przez niemiecki kapitał.

(29/07/2017)

 

     Dlaczego spekulanci chcą kryzysu? Bo gdy w końcu nastąpi zarobią miliardy dolarów!

Chciwość międzynarodowych inwestorów doprowadziła do powstania na rynku długu wielu skomplikowanych "instrumentów pochodnych", które dają zyski tylko wtedy, gdy wydarzy się coś złego. Kilka miesięcy temu ujawniono, iż należący do Georga Sorosa fundusz inwestycyjny "Soros Fund Management" postawił 764 mln dolarów na to, że indeksy giełdowe w USA zaczną nagle spadać. Zarobi miliardy dolarów, gdy na amerykańskiej giełdzie dojdzie do krachu. Powstaje pytanie: czy podobne instrumenty są wykorzystywane wobec Polski i czy ktoś przypadkiem nie zaczął właśnie "grać" na ich realizację?

(24/07/2017)

 

     Niezależność sędziowska? To przypomnijcie sobie pewnego sędziego "na telefon" z Gdańska

Tyle ostatnio mówi się o zagrożeniu niezależności sędziowskiej. Przypomnijmy zatem jak w tej kwestii było jeszcze kilka lat temu. W 2012 roku do Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, zadzwonił dziennikarz który podawał się za pracownika kancelarii premiera Tuska. W trakcie tej prowokacji Milewski przyjmował od dziennikarza instrukcje oraz zapewniał, że wyznaczony przez niego skład do sprawy Amber Gold jest "zaufany", i że premier "nie musi się martwić". Oto jak wyglądała niezależność, która rzekomo teraz miałaby być zagrożona.

(20/07/2017)

 

     Sędzia TK, a wcześniej czł. Rady Dyrektorów ITI, orzekł iż komisja przed którą zeznawał szef ITI była niekonstytucyjna

Historia sprzed paru lat, ale myślę, że warto ją znać, gdyż pokazuje jak sądownictwo, polityka, wielki biznes i jego interesy były ze sobą splątane. W marcu 2006 r. Sejm powołał komisję śledczą, która miała wyjaśnić okoliczności dzikiej prywatyzacji sektora bankowego w Polsce. Jednym z pierwszych świadków wezwanych przed komisję był Wojciech Kostrzewa - ówczesny prezes ITI. Komisji tej nie było jednak dane długo popracować - TK szybko uznał bowiem, że jest... niekonstytucyjna. Sędzią, który podejmował decyzję był Mirosław Wyrzykowski - wcześniej członek Rady Dyrektorów ITI.

(20/07/2017)

 

     CNN znowu wypuszcza FAKENEWS. Tym razem o 'polskim obozie koncentracyjnym'

W całym tym wczorajszym zamieszaniu związanym z procedowaną w Sejmie reformą sądownictwa oraz inicjatywą prezydenta Dudy, umknął nam jeden poważny fakenews, jaki zaserwowała stacja telewizyjna CNN. Poinformowała ona swoich widzów o tym, że brytyjska para książęca Kate i William przybyła do "polskiego obozu koncentracyjnego"! Na tzw. pasku informacyjnym CNN pojawił się wczoraj napis: "ROYALS VISIT POLISH CONCENTRATION CAMP", gdy w rzeczywistości chodziło o niemiecki obóz koncentracyjny w Sztutowie. Trump miał rację: CNN = fakenews.

(19/07/2017)

 

     Jak Niemcy pozbywają się resztki polskich udziałowców z polskich (już tylko terytorialnie) cukrowni

W wyniku prywatyzacji niemiecki kapitał przejął kontrolę nad większością cukrowni zlokalizowanych na terytorium naszego kraju. Spółki Pfeifer & Langen Polska, Suedzucker Polska i Nordzucker Polska konkurują dziś już tylko z Krajową Spółką Cukrową, czyli jedynym państwowym graczem w branży, który jakimś cudem unikną prywatyzacji. Produkcja cukru rośnie z roku na rok i przynosi coraz większe zyski. W takich okolicznościach kuszące jest posiadanie nie tylko większościowego, ale całego pakietu akcji danej spółki. Aby to osiągnąć trzeba jednak najpierw "wycisnąć" mniejszościowych akcjonariuszy.

(19/07/2017)

 

     Polskę nadal obowiązują postkolonialne umowy BiT. Właśnie przegraliśmy na tej podstawie spór o 2,13 mld zł!

Powołując się na zawartą w latach 90-tych postkolonialną umowę bilateralną (BiT) pomiędzy rządem RP a rządem Królestwa Belgii i rządem Wlk. Ks. Luksemburg, Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie uznał, że Polska jest odpowiedzialna wywłaszczenia zagranicznego inwestora z akcji FM Banku PBP bez odszkodowania (absurd!). W najgorszym przypadku będziemy musieli wyłożyć z naszych podatków na rzecz zarejestrowanego w Luksemburgu funduszu Abris kwotę 2,13 mld zł. To doskonały argument, aby wypowiedzieć wszystkie BiT-y, stawiające zagraniczne korporacje w uprzywilejowanej pozycji.

(18/07/2017)

 

     Sędzia wydalona z zawodu za jawny przekręt odwołuje się do SN, a ten ją przywraca. "To zupełnie nadzwyczajna kasta"

Sędzia Beata R. z Poznania zasądziła ugodę alimentacyjną, której celem było ukrycie majątku przed wierzycielami. Sprawa wyszła na jaw i Beata R. została wydalona z zawodu za - tu cytat - "rażące niedbalstwo" oraz "dotkliwe skutki wizerunkowe dla wymiaru sprawiedliwości". Sędzia odwołała się od tej decyzji do Sądu Najwyższego. Ten potwierdził jej niedbalstwo, ale jednocześnie... przywrócił do zawodu sędziego (sic!). Beata R. powróciła do orzekania. Po dwóch sprawach przeszła w stan spoczynku. Dożywotnio będzie otrzymywać 75 proc. pensji.

(8/06/2017)

 

     Miał być "zamach lipcowy". Wyszła komedia. Tak to jest, gdy tłum ma porwać wykładowca problemów marksizmu-leninizmu

Wczorajsza demonstracja pod Sejmem nie była przyczynkiem do żadnego puczu czy zamachu stanu. Była za to niezłym kabaretonem. Tłum głównie starszych osób miał porwać były pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. W obronie praworządności przemawiał typ okradający własną rodzinę na alimentach i własną organizację na lewych fakturach. Na koniec zaś wystąpił jakiś prawnik, który wykrzykiwał, że Duda pójdzie siedzieć, gdy podpiszę ustawę reformującą sądownictwo. Kto by się spodziewał, że "zamach lipcowy" okaże się być doskonałą komedią.

(17/07/2017)

 

     W Niemczech 32 członków tamtejszego Sądu Najwyższego powołują politycy. Czy tam również dokonano zamachu stanu?

Mało kto wie, że niemiecki Sąd Najwyższy (Federalny Trybunał Sprawiedliwości) jest wybierany w połowie przez polityków, którzy zasiadają Bundestagu (16 sędziów) i w połowie przez polityków, którzy piastują landowe urzędy ministrów sprawiedliwości (16 sędziów). To oznacza, że u naszych zachodnich sąsiadów również doszło do "zamachu stanu". Wszak zgodnie z definicją serwowaną przez członków Platformy Obywatelskiej, taki "zamach" ma miejsce, gdy to politycy (a nie sędziowska korporacja) wybierają członków Sądu Najwyższego.

(17/07/2017)

 

     Aktywista ekologiczny pobił pracownika Lasów Państwowych! Ekoterroryzm w praktyce?

Jest zaskakująca kontynuacja sprawy ekologów, którzy nielegalnie blokowali wycinkę chorych drzew w Puszczy Białowieskiej. Przypomnijmy - Lasy Państwowe postanowiły obciążyć protestujących kosztami ich zachowania i wysłały 78 wezwań do zapłaty na kwotę 10.560 zł. Dzisiaj jeden z wezwanych odwiedził dyrektora Zakładu Transportu i Spedycji Lasów Państwowych w Giżycku. Niestety spotkanie to nie zakończyło się dobrze dla dyrektora, który został przez ekologa pobity. Ten bezsensowny akt przemocy paradoksalnie pokazuje bezsilność napastnika. Wszak ekoterroryzmem nie wskóra on nic dobrego.

(14/07/2017)

 

     Gdyby media grillowały Tuska za podwyżki podatków, tak samo jak krytykują PiS za opłatę drogową, to dziś PO by nie istniała

Ekipa Tuska, kiedy rządziła krajem, miała w mediach wyraźną "taryfę ulgową". Widać to szczególnie teraz, gdy PiS próbuje przeforsować ustawę o Funduszu Dróg Samorządowych. Media mainstreamowe słusznie grillują partię Kaczyńskiego za to posunięcie. A teraz spróbujmy sobie przypomnieć, czy TVN-y, Wyborcze oraz inne media uchodzące za "wiodące i opiniotwórcze" tak samo mocno jechały po Platformie, gdy posłowie tej partii podnosili akcyzę na paliwo, podatek VAT, składkę rentową dla przedsiębiorców czy likwidowali ulgi budowlane/internetowe?

(14/07/2017)

 

     Sadurska zrezygnowała z 90 tys. zł wynagrodzenia w PZU. A co zrobił Grad, gdy go Tusk wstawił do PGE?

Małgorzata Sadurska, która miesiąc temu została powołana do zarządu PZU, miała miesięcznie zarabiać 90 tys. zł. Póki co nie otrzymała jednak ani złotówki. Powód? Okazało się, że była szefowa kancelarii prezydenta Dudy podjęła decyzję o rezygnacji z pobierania tak wysokiego wynagrodzenia. Rzecznik prasowy PZU potwierdził, że Sadurska nie zamierza pobierać pensji do czasu wprowadzenia w spółce zasad tak zwanej nowej ustawy kominowej. A teraz przypomnijmy sobie jak Aleksander Grad rezygnował z pensji, gdy poszedł "sprawdzić się" do biznesu w państwowym PGE?

(14/07/2017)

 

     To będzie prawdziwa "opcja nuklearna" w/s Sądu Najwyższego! PiS nie bierze tutaj żadnych jeńców

Wczoraj późnym wieczorem na stronach Sejmu pojawił się zgłoszony przez grupę posłów PiS projekt nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Projekt ten przewiduje, że wszyscy obecni sędziowie SN przejdą w stan spoczynku. Wszyscy, oprócz tych których wskaże minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Możliwość taką daje PiS-owi obecna... Konstytucja. Przewiduje ona bowiem, że w razie ustawowej zmiany ustroju sądów (co właśnie nastąpi) sędziego można przenosić w stan spoczynku.

(13/07/2017)

 

     Poseł Dolata (główny orędownik ustawy "PaliwoPlus") wziął w ub. roku ponad 36 tys. zł zwrotu na paliwo!

Forsowanie takich ustaw jak "PaliwoPlus" wkurza co najmniej z dwóch powodów: Po pierwsze - to jawne dążenie do zwiększenia obciążeń finansowych wobec zwykłych ludzi. Po drugie - takimi decyzjami partia Kaczyńskiego znacząco pomaga Platformie wygrać wybory i powrócić do władzy przy najbliższej możliwej okazji. Wszystko to wkurza dwa razy mocniej, gdy okazuje się, że poseł Zbigniew Dolata, który jest głównym orędownikiem i sprawozdawcą PiS w/s wspomnianej ustawy, w ubiegłym roku wyciągnął z kancelarii Sejmu ponad 36 tys. zł na zwrot kosztów przejazdów samochodem...

(13/07/2017)

 

     Niemcy chcą mieć w Polsce własną kopalnie. Twierdzą, że wydobywanie węgla może być opłacalne jeszcze przez 40-60 lat

Niemiecka firma Bergbau zamierza złożyć wniosek o koncesję na wydobycie węgla kamiennego w ramach projektu Orzesze. Prezes tej firmy Heinz Schernikau zapewnia, że inwestycja będzie opłacalna, a kopalnia nie będzie miała problemów ze sprzedażą węgla. Zapowiada, że zatrudnienie znajdzie ok. 800 górników. Jednocześnie podkreśla to, co nie wszyscy chcą słyszeć - że mimo restrykcyjnej polityki energetyczno-klimatycznej węgiel będzie odgrywał znaczącą rolę w zaspokajaniu zapotrzebowania na energię jeszcze przez najbliższych 40-60 lat.

(12/07/2017)

 

     W piątek zadał na antenie radia niewygodne pytanie pani premier. W poniedziałek został odsunięty od pracy

Dobra zmiana niestety ostro się przepoczwarza. Po tym, jak z publicznych mediów zniknęły Lisy, Tadle i inne Kraśki (czego można było się spodziewać i co - w sumie - było nawet pożądane) rewolucja zaczęła pożerać własne dzieci. Wojciech Dąbrowski, prowadzący w Programie 1 Polskiego Radia "Sygnały dnia", w piątek rano robił wywiad z premier Beatą Szydło. Zapytał się m.in. o powody jej nieobecności na spotkaniu z Donaldem Trumpem. Poruszył również temat kongresu PiS, na którym Szydło nie zabrała głosu. W poniedziałek został odsunięty od pracy i skierowany na urlop.

(12/07/2017)

 

     Smutna prawda o sprzedaży samochodów elektrycznych: Bez dotacji rządowych przestają być kupowane w ogóle!

Coraz więcej znaków wskazuje na to, że popyt na eko-elektryczne samochody jest sztucznie napędzany potężnymi dotacjami lub zwolnieniami z podatków. W Danii, gdzie ekologiczne wzmożenie powoli zaczęło ustępować zdrowemu rozsądkowi, czego skutkiem jest decyzja rządu o wycofaniu się ze wspierania kupujących elektryczne auta podatkowymi zwolnieniami, sprzedaż takich pojazdów w I kw. 2017 r. zmniejszyła się o ponad 60 proc. r/r. W Hongkongu, gdzie lokalne władze postąpiły podobnie, sprzedaż elektrycznych aut Tesli nagle spadła do zera!

(11/07/2017)

 

     Akcyza ze sprzedaży paliw dała w ub.r. 30 mld zł. Na drogi wydano tylko 16 mld zł. Po co zatem nowy podatek drogowy?!

Skoro koniunktura jest dobra, bezrobocie spada, spółki Skarbu Państwa dają rekordowe zyski, a walka z mafią VAT przynosi rewelacyjne rezultaty, to dlaczego w kręgach władzy pojawiają się pomysły podnoszenia podatków (vide: nowy podatek drogowy)? Aż strach pomyśleć co będzie, gdy przyjdzie gospodarczy kryzys? Jeśli w warunkach prosperity do Sejmu trafia projekt ustawy, która nakłada na niemal wszystkich obywateli większe obciążenia fiskalne, to z niepokojem powinniśmy patrzeć na kolejne lata. Wszak nic nie trwa wiecznie, a VAT można podnieść nawet do 25 proc.

(11/07/2017)

    

Przegląd wiadomości:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu