Archiwum: Wrzesień 2014

 

     Ciąg dalszy afery gazowej: Merrill Lynch zarobi miliardy dolarów na niekompetencji ekipy rządzącej?
wpis z dnia 30/09/2014

 

Okazuje się, że nasze państwo pod rządami ekipy PO i PSL każdy może doić dowoli. Konsekwencje afery gazowej (opóźnienia przy budowie gazoportu + niekorzystne zapisy "kontraktu katarskiego") przybrały nieoczekiwany kierunek. Pojawiły się informację, że Katarczycy sprzedali słynny "kontrakt" amerykańskiemu bankowi inwestycyjnemu Merrill Lynch. Co to może oznaczać w praktyce? - Merrill kupi ultra tani amerykański gaz po 80$ za 1 tys. m3 i wyśle go do Polski po cenie z "kontraktu katarskiego", czyli po ok. 650$. Za wszystko zapłacą zwykli Polacy w rachunkach za gaz. 

Jak donosi "Gazeta Prawna" nabywcą katarskiego kontraktu na dostawy LNG do Polski miał zostać bank inwestycyjny Merrill Lynch. Eksperci są zgodni - Amerykanie wyczuli, że przy ciągle opóźniającej się budowie gazoportu w Świnoujściu, na "kontrakcie katarskim" można zarobić grube pieniądze. W tym miejscu należy przypomnieć, że polski gazoport miał być gotowy do końca 2013 roku, tak aby od połowy 2014 móc przyjmować gaz z Kataru. Tymczasem coraz częściej mówi się, że prace budowlane zakończą się dopiero w drugiej połowie 2015, a może nawet w 2016 roku. Pośredniej odpowiedzi na pytanie dlaczego w ogóle doszło do opóźnienia udziela nam stenogram podsłuchanej rozmowy byłego wiceprezesa zarządu ds. korporacyjnych PGNiG Andrzeja Parafianowicza z byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem. Dowiadujemy się z niej, że rząd Tuska podpisał bardzo niekorzystne umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu. Pozwalają one głównemu wykonawcy (który okazał się być powiązany biznesowo z Rosjanami) praktycznie bezkarnie opóźniać realizację tej inwestycji. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w 2017 roku.

PGNiG, mimo że nie odebrał pierwszego transportu gazu z Kataru, który miał się znaleźć w Świnoujściu w czerwcu tego roku, tak czy inaczej musi za niego płacić. Wynika to z konstrukcji kontraktu na dostawy gazu, jaki polski monopolista podpisał z Katarczykami. Kontrakt ten zawiera bowiem klauzulę "take or pay" (bierz lub płać), która wymusza na odbiorcy - czyli PGNiG - płacenie za zakontraktowany surowiec nawet wtedy, gdy nie zostanie on odebrany. Dlatego, aby zminimalizować straty, PGNiG rozpoczął negocjacje z gazoportem w Rotterdamie, aby tam odbierać gazowe przesyłki z Kataru. Ponadto zaczął wysyłać sygnały do Kataru z pytaniem, czy ewentualnie mógłby odsprzedać zakontraktowany gaz innym podmiotom. Na tym tle mogły się pojawić kwestie sporne, bowiem w kontraktach na dostawę gazu często stosuje się klauzulę zakazującą podmiotowi kupującemu gaz, dalszej jego sprzedaży lub reeksportu. Katarczycy widząc, że mają do czynienia z kłopotliwym kontrahentem, a jednocześnie nie chcąc renegocjować umowy i tworzyć niebezpiecznego dla ich biznesu precedensu demoralizującego innych kontrahentów, którzy mogliby zażądać podobnych zmian w swoich umowach, postanowili odsprzedać kontrakt innemu podmiotowi (czego zapewne "spece" z PGNiG nie wyłączyli przy negocjacjach). W ten sposób na horyzoncie pojawił się Merrill Lynch, który inwestuje swoje pieniądze tylko wtedy, gdy stopa zwrotu jest spora i bez ryzyka. W przypadku "kontraktu katarskiego" stopa ta może być gigantyczna. Nie wykluczone bowiem, że bank ten będzie chciał dostarczać do Świnoujścia (gdy budowa gazoportu zostanie w końcu ukończona) tani gaz z USA (obecnie ok. 80-100 $ za 1 tys. m3), żądając za niego ceny "wynegocjowanej" z Katarczykami, czyli ok. 650 $ za 1 tys. m3, a wszystko przez 20 lat (bo na tyle pierwotnie zawarto kontrakt). Dodatkowo Amerykanie definitywnie nie zgodzą się na wyłączenie klauzuli "take or pay", przez co PGNiG będzie musiał zapłacić nawet za gaz, którego i tak nie dostanie, bo terminal w Świnoujściu będzie jeszcze budowany przez minimum kilkanaście najbliższych miesięcy. 

Tak się robi biznes! Tak się wykorzystuje niekompetencje ekipy, która od 7 lat rządzi Polską. Szkoda tylko, że za wszystko zapłacą zwykli Polacy w podwyższonych rachunkach za gaz. Nie wykluczone również, że cała "dywersyfikacja" dostaw gazu, prowadzona nieudolnie przez ekipę Tuska, zakończy się jeszcze większym skandalem, gdy Amerykanie z Merrill Lynch po kilku latach zarobią swoje miliardy i postanowią odsprzedać kontrakt na dostawy gazu do Świnoujścia... Gazpromowi. Wszystko wszak jest możliwe. Skoro Katarczycy mogli sprzedać kontrakt Amerykanom, to dlaczego ci ostatni nie mieli by go, za odpowiednią ilość dolarów, pchnąć dalej na Kreml? 

Platformo - dziękujemy!

 

Czytaj więcej: Katar nas sprzedał? Amerykański gigant finansowy przejął kontrakt na dostawy LNG dla Polski (GazetaPrawna.pl)
Czytaj także: Kto odpowiada za kosztowne opóźnienia przy budowie gazoportu w Świnoujściu? Czy ten, który uciekł do Brukseli? (Niewygodne.info.pl) 

wpis z dnia 30/09/2014
    


  
     Lasy Państwowe będą musiały się zadłużyć. Inaczej nie spłacą nałożonych przez rząd PO-PSL zobowiązań
wpis z dnia 29/09/2014

 

Eksperci są zgodni - poziom dodatkowych danin jakie Lasy Państwowe muszą w tym roku wpłacić do budżetu państwa spowoduje popadnięcie tego przedsiębiorstwa w spiralę długów prowadzącą do katastrofy. Czy to będzie dostateczny powód, aby rząd mógł sprywatyzować Lasy i wyprzedać 25 proc. terytorium Polski?

Przypomnijmy, że rząd PO-PSL w latach 2014-2015 zamierza ściągnąć z Lasów Państwowych dodatkowe 1,6 miliarda złotych na pokrycie olbrzymiej dziury budżetowej, do której sam doprowadził. Wszystko w ramach dostosowania zasad gospodarki finansowej Lasów do wymogów ustawy o rachunkowości, co w praktyce przybierze formę dodatkowych opłat na rzecz Skarbu Państwa, które istotnie uszczuplą przychody 430 nadleśnictw funkcjonujących na terenie Polski. Ponadto na Lasy ekipa Tuska nałożyła dodatkowy 2-procentowy podatek od przychodu (nie od dochodu!) oraz kolejną daninę w wysokości 56 milionów złotych. Warto podkreślić, że zdaniem niektórych ekspertów jeśli Lasy Państwowe nie będą w stanie płacić żądanych przez polityków Platformy Obywatelskiej kwot, to będzie to dostateczny powód aby je... sprywatyzować, a wpływy przelać na pokrycie deficytu budżetu państwa i spłatę bieżących długów. - "Ewidentnie wpuszcza się nas w kierunku zadłużeń, a docelowo – mówmy to sobie szczerze i otwarcie – w kierunku katastrofy. Niech nikt później nie dziwi się, jeżeli po tej grabieży usłyszymy ze strony rządowej, że Lasy Państwowe są niewydolną firmą i trzeba stworzyć coś nowego" - twierdzi Grażyna Zagrobelna, szefowa Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ "Solidarność". Dariusz Bąk - zasiadający w sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa - w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" nie ma wątpliwości: - "Działania rządu mają na celu doprowadzenie do niewydolności Lasów, a jak już coś jest niewydolne, to trzeba to sprywatyzować. Niestety, „apetyty” twórców budżetu są tak duże, że mogą doprowadzić do zakłócenia racjonalnego gospodarowania w Lasach poprzez chociażby chęć maksymalizacji zysków. Myślę, że chętnych na zakup Lasów znajdzie się wielu".

 

Czytaj więcej: Leśnicy: To grabież (NaszDziennik.pl)
Czytaj więcej: Szykuje się kolejna grabież Lasów Państwowych (NaszDziennik.pl)

wpis z dnia 29/09/2014

 


 

     Polscy przedsiębiorcy chcą tworzyć zakładowe grupy obrony cywilnej wchodzące w skład obrony terytorialnej kraju. Czy rząd storpeduje ten pomysł?
wpis z dnia 27/09/2014

 

Polscy przedsiębiorcy doskonale wiedzą co oznaczałaby dla ich biznesów rosyjska okupacja. Większość z nich zdaje sobie sprawę, że normalne funkcjonowanie firm byłoby w takich warunkach bardzo trudne. Wystarczy spojrzeć na przykład zaatakowanego przez Rosjan ukraińskiego Donbasu, gdzie sytuacja jest skrajnie nieprzyjazna dla prowadzenia działalności gospodarczej. Dlatego aż 49 proc. polskich przedsiębiorców jest zainteresowana tworzeniem zakładowych grup obrony cywilnej wchodzących w skład komponentu obrony terytorialnej kraju.

Szkolić militarnie i dozbrajać swoich pracowników - tego chce aż 49 proc. polskich przedsiębiorców. Przeciwnego zdania jest 27 proc. przedstawicieli biznesu. To wyniki ankiety Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, który skierował zapytania do 515 firm działających na terenie Polski. ZPiP zadał pytanie czy gdyby rząd dał możliwość tworzenia cywilnych grup obrony terytorialnej, a także sfinansował zakup broni i amunicji, to czy przedsiębiorcy zachęcaliby pracowników do powołania zakładowych formacji tego typu? Idea ta cieszy się największym poparciem u właścicieli małych firm zatrudniających od 10 do 50 pracowników. 17 proc. z nich deklaruje, że sami założą takie grupy, a 27 proc. będzie aktywnie zachęcać podwładnych do powołania takiej jednostki. Warto podkreślić, że ZPiP oraz Warsaw Enterprise Institute tworzą obecnie projekt rozwiązań legislacyjnych, które gdyby weszły w życie umożliwiłyby tworzenie zbrojnych grup obrony cywilnej przy firmach. Projekt ten ma być gotowy do końca października. Niestety wątpliwe jest, aby ekipa PO-PSL chciała poprzeć tą inicjatywę. W tym kontekście należy przypomnieć, że na początku września minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, pytany przez dziennikarzy o obywatelski pomysł utworzenia przez białostockich biznesmenów Gwardii Narodowej Białegostoku, która jako komponent sił obrony terytorialnej miałaby liczyć do 5 tys. ochotników (przeszkolonych, dozbrojonych przez biznesmenów w broń lekką oraz ręczne wyrzutnie rakiet), zakpił, że lepiej by było gdyby biznesmeni ci zajęli się robieniem biznesu niż dbaniem o obronność kraju. Tym samym obecny szef MON dał pokaz bezmyślności i krótkowzroczności. Zamiast wesprzeć oddolną, obywatelską inicjatywę, na wstępie próbuje ją zniszczyć. Czy z projektem ZPiP oraz Warsaw Enterprise Institute będzie tak samo? Pozostaje mieć nadzieję, że Siemoniak jeszcze przemyśli swoje słowa. Chyba, że takie stanowisko jest efektem dyspozycji płynących z góry (Tusk i Komorowski jak do tej pory byli bardzo pro-kremlowscy w działaniu. Nie wykluczone, że sprzeciw grupy ludzi PO-PSL wobec armii obrony terytorialnej, wynika z kierunku działań nakreślonego w Moskwie).

 

Czytaj więcej: Przedsiębiorcy chcą się zbroić w obawie przed Rosją. Jeśli rząd zakupi broń i amunicję (GazetaPrawna.pl) 
wpis z dnia 27/09/2014
    


  
     Budżet 2015: Rząd Kopacz stawia sobie za cel utrzymanie wysokiego deficytu i rosnącego zadłużenia przy wysokich obciążeniach podatkowych
wpis z dnia 26/09/2014

 

Rząd Ewy Kopacz przyjął mało ambitny projekt budżetu na 2015 rok. Zakłada on utrzymanie wysokiego deficytu, rosnącego zadłużenia i wysokich obciążeń podatkowych. By zwykli ludzie mogli nadal płacić podatki na milionowe pensje dla platformianych kolesi i raty kredytów u zagranicznych wierzycieli...

Niestety nic nie wskazuje na to, aby zlepiony w dużej części z przypadkowych osób rząd Ewy Kopacz zajął się na poważnie reperowaniem stanu finansów państwa. Przyjęty projekt budżetu na 2015 rok potwierdza tylko negatywny kierunek zmian w trzech zasadniczych obszarach: deficytu, zadłużenia i obciążeń podatkowych. Według założeń rządzących w przyszłym roku deficyt budżetowy ma osiągnąć gigantyczny poziom 46 mld zł. Tyle środków zabraknie, aby zbilansować wydatki z dochodami. W jaki sposób platformiana ekipa będzie chciała go pokryć? Proste: prowadząc w dalszym ciągu politykę nieustającego zwiększania zadłużenia. Żadnych reform. Żadnych cięć administracji czy zbędnych wydatków. Tylko wzrost zadłużenia. Okazuje się jednak, że aby związać koniec z końcem, rząd będzie musiał w przyszłym roku pożyczyć nie 46 mld zł, lecz astronomiczną kwotę 155 miliardów złotych! Na bieżące wydatki pójdą 54 miliardy (głównie sfinansowanie wspomnianej dziury budżetowej). Pozostałe 101 miliardów będzie przeznaczone na rolowanie starych długów. Innymi słowy - aby spłacić wymagalne zadłużenie ekipa Tuska musi zaciągać nowe długi. W takich okolicznościach nie ma szans na zmniejszenie bardzo wysokich obciążeń podatkowych. Warto odnotować, że w rankingu World Economic Forum mierzącym wysokość średniej stopy podatkowej zajęliśmy 87. miejsce na świecie. Przeciętny Polak za rządów PO-PSL oddaje w różnego rodzaju podatkach i daninach publicznych aż 41,6 proc. dochodów.

 

Czytaj więcej: Rząd przyjął projekt budżetu na 2015 r. (Bankier.pl)
wpis z dnia 26/09/2014

    


   

     Polska liczy 38,5 mln osób tylko na papierze. W rzeczywistości nad Wisłą żyje znacznie mniej ludzi
wpis z dnia 25/09/2014

 

Słaba sprawność państwa zarządzanego przez ekipę PO-PSL, niewolniczo niskie zarobki oraz ogólny brak perspektyw spowodowały, że w ciągu ostatnich lat miliony osób opuściły nasz kraj. Niestety nic nie wskazuje na to, że emigracyjny exodus miałby się zatrzymać.

Trwała emigracja istotnie ogranicza potencjał naszego kraju. Według oficjalnych danych GUS w 2013 roku około 2,2 mln Polaków przebywało za granicą. To oznacza, że populacja Polski jest znacznie mniejsza niż podawane w rządowych dokumentach 38,5 mln osób. W praktyce może to być 36,3 miliona, a może nawet mniej. Trudno bowiem zweryfikować metodologię wyliczania przez GUS aktualnej liczby ludzi żyjących nad Wisłą. 

 

Trzeba to powiedzieć wprost - emigracja to jeden z mierników jakości życia w danym państwie. W przypadku Polski jest on jednoznacznie niekorzystny. Nie ma się jednak czemu dziwić. Standardy życia publicznego preferowane przez ekipę PO-PSL (afery, nepotyzm, kolesiostwo), wysokie podatki, niskie nakłady na innowacyjność czy służbę zdrowia oraz hamujące rozwój prawodawstwo zrobiło swoje. Większość emigrantów do Polski A.D. 2014 już nie wróci. Działania rządzących sprawiły, że obecne pokolenie żyjące poza granicami jest dla Polski niemal w większości stracone. Tą demograficzną wyrwę niestety ciężko będzie naprawić.

 

Czytaj więcej: Emigracja bliska rekordu. Ci ludzie już nie wrócą (Rp.pl)
wpis z dnia 25/09/2014

    


   

     Rząd utajnia raport o ZUS. Czyżby bał się reakcji opinii publicznej na temat przekrętów przy informatyzacji za 3 miliardy złotych?
wpis z dnia 24/09/2014

 

Rząd PO-PSL postanowił utajnić raport na temat efektów kontroli przeprowadzonej w ZUS. Oficjalnie nie wiadomo jaki był zakres kontroli i co podczas niej wykryto. Nieoficjalnie mówi się, że kontrola wykazała poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu informatycznego, na który do tej pory wydano 3 miliardy złotych z publicznej kasy. 

 

Niestety opinii publicznej nie jest dane poznać szczegóły. Ekipa Tuska-Kopacz opatrzyła bowiem efekty kontroli pieczęcią "informacja niejawna o klauzuli zastrzeżone", a członkowie rady nadzorczej ZUS otrzymali bezwzględny zakaz mówienia o treści raportu. Celnie sprawę komentuje Krzysztof Kolany z portalu Bankier.pl: "Jeśli władza coś utajnia, to można być pewnym, że mamy do czynienia z oszustwem, korupcją lub zwykłą nieudolnością. Skandal jest tym większy, że przecież ZUS operuje pieniędzmi podatników, którzy mają prawo wiedzieć, co dzieje się z ich „składkami”. To fundament demokratycznego państwa prawa".

 

Czytaj więcej: Kancelaria premiera utajnia raport o ZUS. Zakład nie znał faktycznego zadłużenia firm do 2013 r. (GazetaPrawna.pl)
Czytaj także: Kancelaria premiera utajnia raport o ZUS (Bankier.pl)
wpis z dnia 24/09/2014

  


  

     Kto odpowiada za kosztowne opóźnienia przy budowie gazoportu w Świnoujściu? Czy ten, który uciekł do Brukseli?
wpis z dnia 23/09/2014

 

Gazoport w Świnoujściu miał być gotowy do końca 2013 roku, tak aby od połowy 2014 móc przyjmować gaz z Kataru. Tymczasem coraz częściej mówi się, że prace budowlane zakończą się dopiero w drugiej połowie 2015, a może nawet w 2016 roku. Każdy miesiąc spóźnienia przy budowie tego strategicznego obiektu przyczynia się do osłabienia bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz gigantycznych strat finansowych PGNiG.

PGNiG, mimo że nie odebrał pierwszego transportu gazu z Kataru, który miał się znaleźć w Świnoujściu w czerwcu tego roku, tak czy inaczej musi za niego płacić. Wynika to z konstrukcji kontraktu na dostawy gazu, jaki polski monopolista podpisał z Katarczykami. Kontrakt ten zawiera bowiem klauzulę "take or pay" (bierz lub płać), która wymusza na odbiorcy - czyli PGNiG - płacenie za zakontraktowany surowiec nawet wtedy, gdy nie zostanie on odebrany. Warto podkreślić, że roczna wartość kontraktu opiewa na kwotę 550 mln USD. Obecnie, aby zminimalizować straty, PGNiG rozpoczął negocjacje z gazoportem w Rotterdamie, aby tam odbierać gazowe przesyłki z Kataru. Póki co jednak nie znamy efektu tych rozmów. Problemem może być jednak to, że terminal w Rotterdamie - gdzie Katarczycy mogliby awaryjnie zostawić gaz dla PGNiG - nie ma połączenia gazociągowego z Polską. Jedyna nadzieja w możliwości odsprzedaży katarskiego gazu innym podmiotom. Tutaj niestety też mogą się pojawić kwestie sporne - w kontraktach na dostawę gazu często stosuje się klauzulę zakazującą podmiotowi kupującemu gaz, dalszej jego sprzedaży lub reeksportu. Pewne jest zatem to, że spółka ponosi gigantyczne straty z powodu opóźnienia przy budowie gazoportu w Świnoujściu. 

Pośredniej odpowiedzi na pytanie dlaczego w ogóle doszło do opóźnienia udziela nam stenogram podsłuchanej rozmowy byłego wiceprezesa zarządu ds. korporacyjnych PGNiG Andrzeja Parafianowicza z byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem. Dowiadujemy się z niej, że rząd Tuska podpisał bardzo niekorzystne umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu. Pozwalają one głównemu wykonawcy (który okazał się być powiązany biznesowo z Rosjanami) praktycznie bezkarnie opóźniać realizację tej inwestycji. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w 2017 roku.

Spowodowanie potężnych strat finansowych polskiej spółki oraz osłabienie bezpieczeństwa naszego kraju nie może ujść na sucho. Czy właśnie z tego powodu osoba odpowiedzialna - wiedząc co ją czeka, jeśli zostanie w kraju - postanowiła uciec na brukselską synekurę?

 

Czytaj także: Kosztowne opóźnienie w budowie gazoportu (NaszDziennik.pl)
Czytaj także: Za chwile wybuchnie kolejna wielka afera! Tym razem chodzi o miliardy złotych! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Szok! Powiązany interesami z Rosją wykonawca gazoportu w Świnoujściu grozi przerwaniem prac! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Komisja śledcza ws. gazoportu dopełni upadek rządu Tuska? (Niewygodne.info.pl)
wpis z dnia 23/09/2014

    


  

     Rząd Ewy Kopacz jednoczy platformiane sitwy?
wpis z dnia 23/09/2014

 

Powołana na stanowisko premiera Ewa Kopacz, nawet nie ukrywa, że jednym z głównych zadań jej gabinetu będzie zjednoczenie różnych frakcji Platformy Obywatelskiej. W tym miejscu należy się głęboko zastanowić - dlaczego tak niewielu ludzi to oburza? Dlaczego utrzymanie kondycji partii jest przez nową premier traktowane co najmniej na równi z interesem Polski i Polaków?

Ekipa Platformy Obywatelskiej wielokrotnie pokazywała w przeszłości, że jest klasyczną partią władzy. Rządzi głównie po to, aby mieć wpływy i możliwość obsadzania swoimi ludźmi intratnych stanowisk. Za wszystko i tak zapłacą podatnicy. Interes kraju? Priorytety rozwojowe? Gdzie tam! Najważniejsza jest partia i ludzie do niej należący. To oni muszą czuć się dobrze. Obywatele mogą poczekać. Ważne, aby regularnie płacili podatki i nie wychodzili na ulice. Niestety wszystko wskazuje na to, że nowy gabinet Ewy Kopacz będzie kontynuował ten niekorzystny dla na nas kierunek. Jak może być inaczej, skoro sama premier sugeruje, że jednym z jej głównych zadań będzie jednoczenie różnych platformianych frakcji i sitw. Choć sformułowanie takie, płynące z ust szefa rządu, wydaje się być doszczętnie żenujące, to napotyka jedynie na bardzo ograniczone oburzenie wśród zwykłych ludzi. Czyżby przez 7 lat rządów kolesi z PO, opinia publiczna przyzwyczaiła się już do trwania w nieustającym "Roku 1984"? Czyżby ludzie zapomnieli, że wybierana w demokratycznych procedurach władza ma przede wszystkim służyć nam - wyborcom i obywatelom - a nie sobie i swoim interesom?

 

Czytaj także: Przyjaciółki i ludzie z partyjnego klucza. Nowy rząd od razu budzi wątpliwości (Forsal.pl)
Czytaj również: Mamy rząd groteski narodowej (wPolityce.pl) 

wpis z dnia 23/09/2014

    


  

     Przeciętne płace brutto w Polsce i Europie - porównanie. Nasz kraj nadal dostarczycielem taniej siły roboczej
wpis z dnia 22/09/2014

 

Przeciętny Niemiec zarabia blisko 4 razy więcej niż przeciętny Polak. Podobnie sytuacja się ma jeśli porównamy zarobki statystycznego Polaka ze statystycznym Szwedem, Belgiem, Finem czy Holendrem. To pokazuje, że nasz kraj, mimo trwającej ćwierć wieku transformacji gospodarczej, nadal jest dostarczycielem taniej siły roboczej. 

Poniżej klasyfikacja państw należących do Unii Europejskiej pod względem wysokości przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. 
Podane kwoty są kwotami brutto. W nawiasie przelicznik ile średnich polskich pensji brutto można przeciętnie zarobić w innych państwach należących do UE:

Dania - 5 111 euro (5,86)
Luksemburg - 4 616 euro (5,29)
Niemcy - 3 449 euro (3,95)
Szwecja - 3 345 euro (3,84)
Belgia - 3 258 euro (3,74)
Finlandia - 3 255 euro (3,73)
Holandia - 3 175 euro (3,64)
Irlandia - 2 984 euro (3,42)
Wlk. Brytania - 2 571 euro (2,95)
Austria - 2 477 euro (2,84)
Francja - 2 449 euro (2,81)
Włochy - 2 073 euro (2,38)
Cypr - 1 968 euro (2,26)
Hiszpania - 1 894 euro (2,17)
Słowenia - 1 523 euro (1,75)
Malta - 1 322 euro (1,52)
Grecja - 1 265 euro (1,45)
Portugalia - 1 100 euro (1,26)
Chorwacja - 1 041 euro (1,19)
Estonia - 949 euro (1,09)
Czechy - 903 euro (1,04)
Polska - 872 euro (1,00)
Słowacja - 821 euro (0,94)
Węgry - 735 euro (0,84)
Łotwa - 716 euro (0,82)
Litwa - 661 euro (0,76)
Rumunia - 508 euro (0,58)
Bułgaria - 409 euro (0,47)

Czytaj więcej: Zarobki w Polsce i Unii: na co stać Kowalskiego, a na co Müllera? (Bankier.pl)
wpis z dnia 22/09/2014

   


  

     Niemieccy prezesi & oligarchowie z Rosji knują za plecami Ukrainy. "Ma być neutralna jak Szwajcaria"
wpis z dnia 20/09/2014

 

Prezesi największych firm z Niemiec spotkali się w Genewie z rosyjskimi oligarchami. Podczas spotkania opracowali 10-punktowy plan, według którego mają być zniesione wszystkie sankcje nałożone na Rosję, a Ukraina - zgodnie z postulatem Kremla - ma ogłosić neutralność (sic!). 

Do spotkania pomiędzy szefami największych niemieckich firm a oligarchami z Rosji doszło 14 września w Genewie. Uczestniczyło w nim 17 szefów wielkich koncernów i polityków, wśród nich prezes Sbierbanku German Gref oraz szef Siemensa - Joe Kaeser. Uczestnicy spotkania stworzyli 10-punktowy "plan dla Ukrainy". Zgodnie z jego postanowieniami wszystkie sankcje wobec Rosji mają być zniesione, a sama Ukraina ma ogłosić neutralność wzorem Szwajcarii (sic!). Symptomatyczne, że to właśnie Niemcy z Rosjanami spotykają się - pomimo formalnego embarga - i uzgadniają status innego, niezależnego, niepodległego państwa jakim jest Ukraina. W razie czego Angela Merkel zawsze może powiedzieć, że Siemens czy Basf to prywatne firmy, a oficjalne stanowisko niemieckiego rządu jest zupełnie inne. Takie tłumaczenie będzie jednak dla naiwnych pokroju Ewy Kopacz. Przedstawiciele niemieckiego biznesu i przemysłu, którzy spotkali się w Genewie z rosyjskimi oligarchami, w rzeczywistości bowiem reprezentują trzon niemieckiej racji stanu...

 

Czytaj więcej: Szef Siemensa wspiera Putina (Rp.pl)

wpis z dnia 20/09/2014

      


  

     Polacy! Nic się nie stało! Sponsorowany przez rząd CBOS daje Platformie 38 procent poparcia :-)))
wpis z dnia 19/09/2014

 

Afery, korupcja, zadłużenie państwa, rozbrojenie armii, fatalna sytuacja w służbie zdrowia, poczucie zagrożenia czy nieporadność na arenie międzynarodowej nie mają znaczenia dla respondentów przepytywanych przez CBOS. Dla nich liczy się tylko Platforma, która - gdyby wybory odbyły się dzisiaj - miałaby rzekomo wygrać z gigantycznym poparciem. Czy ktoś wierzy jeszcze w tą propagandę? W PRL musiało być podobnie...

Po pierwsze - według najnowszego sondażu CBOS, partia Tuska może liczyć na najlepszy wynik od 2012 roku. Gdyby wybory odbyły się dzisiaj, miałaby rzekomo wygrać z poparciem 38 proc. 

 

Po drugie - CBOS to uzależniony finansowo od rządu ośrodek badania opinii publicznej. Powołany do życia w stanie wojennym na zlecenie Wojciecha Jaruzelskiego, dziś formalnie jest fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów. Warto podkreślić, że działalność CBOS jest współfinansowana z budżetu państwa. W 2011 dotacja podmiotowa dla CBOS wyniosła 3,124 mln zł, zaś w 2012 oraz 2013 roku - po 3,2 mln zł.

 

Po trzecie - w kontekście kuriozalnych rezultatów sondażu CBOS warto przypomnieć główne osiągnięcia ekipy Tuska: Grabież oszczędności Polaków z OFE (153 mld zł); Podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat; Wzrost zadłużenia kraju (z 530 do 970 mld zł); Osłabienie armii; Wzrost fiskalizmu, zamrożenie progów podatkowych (coraz biedniejsi muszą płacić coraz większe podatki), podwyżka podatku VAT do 23 proc., kilkukrotne podwyżki akcyzy, podwyżki składek ZUS, likwidacja ulg podatkowych (budowlanej i internetowej), zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego; Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego; Paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego; Rozrost biurokracji (sto tysięcy nowych etatów); Doprowadzenie do agonii służby zdrowia (czekanie po kilka lat na wizytę u lekarza specjalisty); Ograniczenie roli naszego kraju w relacjach międzynarodowych; Przyjęcie ustawy o tzw. bratniej pomocy; Podpisanie długoterminowego kontraktu na dostawy gazu z Gazpromem; Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów); Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej; Zmielenie miliona podpisów w/s JOW; Odrzucenie podpisanych przez miliony Polaków wniosków o referenda w/s 6-latków i wieku emerytalnego; Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo, a ponadto: afera taśmowa, afera hazardowa, afera wyciągowa, afera stadionowa, afera autostradowa, afera stoczniowa, afera AmberGold, afera gazowa, Info-afera.

Po blisko 7. latach rządów ekipy Tuska wyłania się obraz Polski osłabionej, targanej korupcją czy kryminalnymi układami, zredukowanej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej i łatwego kapitału dla innych gospodarek. 

 

wpis z dnia 19/09/2014

    


  

     Rząd PO-PSL sztucznie obniży liczbę osób uprawnionych się do zasiłku rodzinnego
wpis z dnia 18/09/2014

 

To, że rząd przewiduje spadek liczby osób otrzymujących socjalne świadczenia rodzinne nie oznacza, że liczba osób potrzebujących rzeczywiście się obniży. Ekipa Platformy szykuje zmiany w prawie, które sztucznie pozbawią nawet 200 tys. najuboższych osób uprawnień do zasiłku rodzinnego. By żyło im się lepiej! 

Rząd planuje, że w przyszłym roku liczba osób uprawnionych do świadczeń rodzinnych zmaleje o około 8 proc. W liczbach bezwzględnych oznacza to spadek o 190 tys. osób. Wszystko przez szykowaną zmianę przepisów, która podwyższy tzw. ulgę rodzinną w podatku PIT. W ślad za tym spadnie jednak liczba osób uprawnionych do zasiłku rodzinnego, bowiem próg dochodu kwalifikującego do uzyskania takiego zasiłku się nie zmieni i nadal będzie wynosił kuriozalnie niską kwotę 539 zł na miesiąc. Warto sobie uświadomić, jakie psie pieniądze trzeba zarabiać, by uzyskać prawo do zasiłku. Czteroosobowa rodzina, której całkowite dochody wynoszą raptem 2200 zł miesięcznie, już nie kwalifikuje się do zasiłku rodzinnego. Kto odpowie jak można wyżyć za 550 zł na miesiąc?

Co więcej - mimo, że państwo coraz mniej wspiera rodziny zasiłkami wypłacanymi na podstawie ustawy o świadczeniach rodzinnych, to - paradoksalnie - system wspierania rodzin oraz urzędnicy go obsługujący generują coraz większe koszty. W ubiegłym roku sama tylko obsługa wypłat zasiłków kosztowała nas 323,4 mln zł i wzrosła aż o 14 proc. w porównaniu z rokiem 2012. Jakby tego było mało - aż o 21 proc. zwiększyła się liczba urzędników pracujących przy obsłudze świadczeń! W tym samym czasie wydatki na zasiłki dla rodził zmalały o 2 proc., a liczba rodzin objętych pomocą spadła o 6 proc.

 

Czytaj więcej: Ulgi pożerają zasiłki (Rp.pl)
Czytaj więcej: System wspierania rodzin jest drogi i nieefektywny (Rp.pl)

wpis z dnia 18/09/2014

    


  

     Polska armia zniknie? Z 41 tys. żołnierzy frontowych zostanie zwolnionych aż 34,6 tys.! To nie są żarty!
wpis z dnia 17/09/2014

 

Ministerstwo Obrony Narodowej w rządzie PO-PSL jest nieugięte: do 2022 roku zamierza zwolnić ze służby zawodowej 34,6 tys. z 41 tys. żołnierzy frontowych. Eksperci nie mają wątpliwości - bardzo ciężko będzie uzupełnić te braki bez uszczerbku dla zdolności bojowych naszej armii. Informacja znamienna w kontekście 75. rocznicy zbrojnej agresji Rosji na Polskę. 

Powodem decyzji o zwolnieniu ze służby 34,6 tys. żołnierzy frontowych jest niekorzystne prawo oraz nieugięta w tym względzie postawa decydentów z resortu obrony rządu PO-PSL. Okazuje się bowiem, że zawodowym żołnierzem frontowym w naszym kraju można być jedynie przez 12 lat (służba kontraktowa). Po tym czasie albo się awansuje na stanowisko oficerskie lub podoficerskie (służba stała), albo jest się usuwanym z wojska. Niestety MON nie chce w tym zakresie żadnych wyjątków i odstępstw, dlatego w latach 2016-2022 wojsko będzie zmuszona opuścić znaczna większość żołnierzy frontowych, czyli tych którzy w czasie konfliktu mogliby podjąć realną walkę z agresorem. Szacuje się, że aż 34,6 z 41 tys. żołnierzy frontowych z tego powodu przejdzie do cywila. Będzie to prawdziwa demobilizacja naszej armii, tym bardziej, że - jak uważają eksperci - nasze ośrodki szkoleniowe w obecnym kształcie i potencjale nie będą w stanie przygotować do zawodowej służby odpowiedniej liczby żołnierzy, którzy mieliby wejść na miejsce wojskowych zmuszonych do odejścia. W ten sposób realnie zmniejszy się liczebność naszej armii oraz jej zdolność bojowa, bowiem ciężko będzie toczyć walki mając do dyspozycji jedynie oficerów (obecnie jest ich 19,7 tys.) oraz podoficerów (36,4 tys.). Do prowadzenia wojny potrzeba żołnierzy frontowych (szeregowych), a tych po prostu zabraknie. Czy rząd Tuska realizuje w ten sposób dyspozycje jakie płyną z Berlina i Moskwy?

 

Czytaj więcej: Czeka nas wielka demobilizacja armii: Ponad 30 tys. żołnierzy odejdzie z wojska (GazetaPrawna.pl) 
wpis z dnia 17/09/2014

 


 

     Kontrakt na F-16: Odraczając zapłatę za samoloty ekipa Tuska zapewniła Amerykanom dodatkowe kilkaset milionów złotych odsetek?
wpis z dnia 16/09/2014

 

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że rząd Tuska w roku 2009 oraz w latach 2011-2014 postanowił odroczyć płatność rat kapitałowych za dostawę z USA wielozadaniowego myśliwca F-16 (nie wpłacił na ten cel ani złotówki). Dzięki tej operacji Amerykanie mogli zyskać nawet kilkaset milionów złotych z tytułu odsetek.

Zgodnie z informacją Ministerstwa Finansów - łączny koszt zakupu przez Polskę wielozadaniowych myśliwców F-16 to 3,25 mld USD. Od 2003 roku Polska spłaciła Amerykanom jedynie 1,42 mld USD. Powód? Okazuje się, że w latach 2009, 2011, 2012, 2013 oraz 2014 nasz kraj całkowicie zaprzestał spłaty rat kapitałowych, przenosząc ich płatność na 2015 rok. W tym czasie regulował jedynie odsetki, które wyniosły 108,5 mln USD (~ ok. 340 mln zł). Warto podkreślić, że gdyby ekipa Tuska nie zdecydowała się przerzucić płatności rat z okresu 2009-2014 na 2015 rok, to kwota odsetek jaką Polska musiała zapłacić byłaby o wiele niższa. W ten oto sposób Platformersi marnują pieniądze polskiego podatnika, transferując je bezpowrotnie poza granice naszego kraju na poczet spłaty odsetek od wymagalnego zadłużenia. Ciekawe czy za tego typu "deale" obowiązują jakieś stawki prowizji dla miejscowych decydentów?

 

Czytaj więcej: MON nie wykorzystał 10 miliardów złotych. Większość spłat za F-16 w 2015 roku (Defence24.pl)
wpis z dnia 16/09/2014

   


  

     Gigantyczne rolowanie długu przez ekipę Tuska w 2015 roku! Rząd będzie musiał pożyczyć aż 155 miliardów złotych!
wpis z dnia 15/09/2014

 

Aby związać koniec z końcem, rząd będzie musiał w przyszłym roku pożyczyć łącznie aż 155 miliardów złotych. Na bieżące wydatki pójdą 54 miliardy (głównie sfinansowanie dziury budżetowej). Pozostałe 101 miliardów będzie przeznaczone na rolowanie starych długów. Innymi słowy - aby spłacić wymagalne zadłużenie ekipa Tuska musi zaciągać nowe długi. 

Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega zwykłych Polaków, aby pod żadnym pozorem nie rolowali długów, czyli nie brali nowych, większych pożyczek w celu spłaty starych i wymagalnych. Niestety ekipa Tuska ma głęboko gdzieś te rady i roluje zadłużenie na potęgę. Okazuje się, że w przyszłym roku Platformersi zamierzają pozaciągać 155 miliardów złotych nowych długów. Według planu jedynie 54 miliardy mają iść na bieżące wydatki związane głównie z finansowaniem dziury budżetowej (w 2015 roku deficyt budżetowy ma wynieść ok. 46 mld zł). Reszta - tj. 101 miliardów złotych - ma być przeznaczona na tzw. rolowanie wymagalnych długów. W praktyce oznacza to, że rząd, aby spłacić stare długi będzie zaciągał nowe i to jeszcze większe pożyczki. To pokazuje w jak fatalnym stanie znajdują się finanse naszego państwa. Rząd zamiast przeznaczać pieniądze podatników na rozwój i inwestycje, musi je przelewać na zagraniczne konta wierzycieli, od których wcześniej ponabierał kredytów i pożyczek. Co gorsze - z roku na rok pieniędzy, które opuszczają w ten sposób Polskę, jest coraz więcej. Nie wykluczone, że właśnie za doprowadzenie do takiego stanu, Donald Tusk dostał "nagrodę" w postaci dobrze płatnej brukselskiej synekury.

 

Czytaj więcej: Budżet 2015: ponad 100 mld zł na spłatę długów (Rp.pl)
wpis z dnia 15/09/2014

   


  

     Polski przemysł wciąż jest tylko naśladowcą. W dużej mierze wynika to z drenażu naszej gospodarki przez państwa zachodnie
wpis z dnia 13/09/2014

 

Raport Komisji Europejskiej na temat konkurencyjności przemysłu w UE nie pozostawia złudzeń. Ćwierćwiecze "transformacji" (czytaj: przejęć i likwidacji) przyczyniło się do tego, że polska gospodarka stała się uzależniona od kosztownego transferu technologii z Zachodu, a przez to mało innowacyjna. Nie ma się czemu dziwić skoro w Polsce powstają głównie montownie, a większość fabryk z prawdziwego zdarzenia została zamknięta.

Nie ulega wątpliwości, że szalona prywatyzacja i likwidacja sporej części sektora przemysłowego w latach 90-tych była na rękę państwom zachodnim. Jaki bowiem miałyby pożytek z konkurencyjnej gospodarki? Jaki miałyby pożytek z mocnego gospodarczo kraju, którego sukces byłby oparty na silnym przemyśle? Odpowiedź jest prosta - żaden. Państwa zachodnie, a głównie Niemcy, upatrywały w polskim przemyśle wroga, z którym trzeba było podjąć walkę. Stąd fala przejęć, a następnie likwidacji sporej części sektora wytwórczego w Polsce. Zamiast wspierających innowacje fabryk i zakładów przemysłowych, powstały należące do zagranicznych właścicieli montownie, których produkcja oparta jest na kosztownym transferze technologii. Stopniowe ograniczanie potencjału polskiej gospodarki i przejmowanie kontroli nad kluczowymi jej obszarami stało się faktem. Dzięki temu owoce polskiego wzrostu przejadane są we Frankfurcie, Londynie czy Paryżu. Tam są bowiem ulokowane centrale owych montowni, składających dostarczone z zagranicy części za 1/4 tego, co zarobi przeciętny robotnik spod Hamburga czy Rotterdamu. Drenaż zysków za granice widać najlepiej na wskaźniku kosztów związanych z zatrudnieniem w relacji do PKB. Statystyka ta pokazuje, jaka część wytworzonego PKB została przeznaczona na potrzeby ludzi w formie wynagrodzeń za pracę, składek emerytalno-rentowych i zdrowotnych oraz podatków na sfinansowanie tzw. konsumpcji zbiorowej, np. szkolnictwa i transportu publicznego, przychodni i szpitali itp. Generalnie zasada jest prosta: im wyższy udział kosztów związanych z zatrudnieniem w relacji do PKB danego kraju, tym większy panuje dobrobyt. W Szwajcarii do pracowniczych kieszeni i fiskusa trafia prawie 60 proc. PKB. W USA – ponad 55 proc. PKB, w Niemczech i większości państw Europy Zachodniej od 42 do 55 proc. PKB. Jak ten wskaźnik wygląda w Polsce? W 2008 r. wynosił 37,1 proc., a w ciągu kolejnych kilku lat obniżył się do zaledwie 36 procent (przedostatnie miejsce w Europie).

 

Czytaj więcej: Polski przemysł ciągle jest tylko naśladowcą (Rp.pl)
Czytaj także: Rachunek za wyprzedaż (NaszDziennik.pl)

wpis z dnia 13/09/2014
    


  
     PO otwarcie lekceważy wyrok Trybunału Konstytucyjnego! Składki za rolników nadal będzie płacić budżet państwa
wpis z dnia 12/09/2014

 

Rząd Tuska lekceważy wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2010 roku i wydłuża okres opłacania składek zdrowotnych dla rolników przez budżet państwa. Koszt do poniesienia przez podatników to 3,5 miliarda złotych. Czego się jednak nie robi w roku wyborczym, by koalicjant z PSL mógł zachować swoje udziały we władzy...

"Niedopuszczalne lekceważenie wyroku trybunału z przyczyn politycznych" - tak eksperci oceniają projekt nowelizacji ustawy wydłużający o kolejne dwa lata opłacanie przez podatników składek zdrowotnych za rolników, członków ich rodzin i domowników. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2010 roku zakazał takiej formy wparcia dla rolników ze strony państwa i dał półtora roku na zmianę zakwestionowanych przepisów. Rząd Tuska, obawiając się że PSL straci poparcie wśród rolników, pod koniec 2011 roku zdecydował się wymyślić tymczasowy unik prawny. Postanowiono wówczas, że rolnicy posiadający więcej niż 6 hektarów ziemi sami będą uiszczać składki zdrowotne na śmiesznie niskim poziomie - 1 zł miesięcznie za każdy hektar, natomiast za rolników posiadających mniej 6 ha ziemi składki nadal będą płacić podatnicy (na marginesie przypomnijmy, że zwykli pracownicy oraz przedsiębiorcy opłacają składkę zdrowotną wysokości 270,40 zł miesięcznie z własnej kieszeni). Rozwiązanie to miało być "tymczasowe", przewidziane jedynie na dwa lata. W tym czasie rządzący naszym krajem politycy mieli opracować nową ustawę o podatku dochodowym dla rolników (Tusk zapowiedział ją w swoim w exposee w 2011 r.).

Niestety Tusk, jak to ma w zwyczaju, skłamał i ustawa nie została przygotowana. Prowizorkę z prawnym unikiem implementacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego do polskiego porządku prawnego przedłużono na cały 2014 rok. Obecnie zaś rząd proponuje wydłużyć o kolejne dwa lata (2015-2016) opłacanie przez budżet państwa (podatnicy) składek zdrowotnych za rolników. To znaczy, że platformersi mają głęboko w d... wyrok Trybunału z 2010 roku.

 

Czytaj więcej: Rząd ignoruje wyrok trybunału (PB.pl)
wpis z dnia 12/09/2014

   


 

     Ekipa Tuska skutecznie likwiduje struktury polskiego państwa
wpis z dnia 11/09/2014

 

Jeśli spróbować podsumować główne dokonania ekipy Tuska, to z pewnością jednym z nich było spektakularne zlikwidowanie sporej części struktur polskiego państwa. W ciągu ostatnich 7 lat z mapy kraju znikło blisko 1000 szkół podstawowych, około 400 posterunków policji oraz 900 placówek pocztowych. Zmiany te realnie wpływają na jakość życia. Zamiast załatwić sprawę na miejscu, trzeba jeździć do sąsiednich miejscowości, poświęcając przy tym czas i pieniądze. 

Donald Tusk, gdy przejmował władzę w Polsce, obiecywał, że ludziom będzie żyło się lepiej. Szybko okazało się jednak, że był to pusty frazes, nic nie znaczące hasło wyborcze, które miało przekonać do oddania głosu na Platformę większą ilość ludzi. W ciągu blisko 7 lat rządów ekipy Tuska w Polsce zlikwidowano blisko 1000 szkół (większość na terenach wiejskich), ograniczono liczbę posterunków policji (na początku 2007 r. istniały 804 posterunki, podczas gdy na początku 2014 r. było ich już jedynie 430) oraz zredukowano ilość placówek i urzędów pocztowych (ich liczba zmniejszyła się o około 1000). Między innymi dzięki tym niekorzystnym zmianom Polska małych miasteczek i wsi zamieniła się w przygnębiającą pustynię, na której spotkać można jedynie coraz starszych, coraz bardziej schorowanych i bezbronnych ludzi, skazanych na powolne wymieranie w biedzie i poczuciu beznadziei.

 

Czytaj więcej: Raport ze znikającego państwa (NowyObywatel.pl)
wpis z dnia 11/09/2014

   


  

     Krach systemu emerytalnego coraz bliżej. Odpowiedzialny za ten stan Tusk ucieka do Brukseli
wpis z dnia 10/09/2014

 

W całym 2014 roku na bieżącą wypłatę emerytur i rent zabraknie 33,9 mld zł. Ale to jeszcze nic - w 2015 roku deficyt ten będzie większy i wyniesie 47 mld zł. Aby system nie runą rząd, zamiast przeznaczać pieniądze podatników na inwestycje czy obronność, musi przelewać bajońskie sumy na konta Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Same składki pracujących Polaków nie wystarczą. Grabież OFE na nic się zdała. Wszystko przez brak jakichkolwiek reform w systemie emerytalnym w ciągu ostatnich lat, a za to jest odpowiedzialny Donald Tusk.

Zlikwidowanie KRUS, ograniczenie przywilejów emerytalnych dla mundurowych, sędziów, prokuratorów i górników. Zmiany te mogłyby zlikwidować deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Dzięki temu podatnicy nie musieliby się dokładać do wypłaty świadczeń emerytalno-rentowych. W tym celu wystarczyły by same składki ZUS pracujących Polaków. Niestety rząd Tuska przez 7 lat tkwił w paraliżu przed jakąkolwiek reformą. To na co było go stać, to złupienie oszczędności zgromadzonych w OFE. Ale "skok stulecia" na niewiele się zdał. Pieniędzy jak nie było tak nie ma, a deficyt ZUS cały czas rośnie. O ile w tym roku wyniesie 33,9 mld zł (tyle pieniędzy zabraknie na wypłatę bieżących emerytur i rent - brakującą kwotę pokryją podatnicy), o tyle w roku przyszłym dziura powiększy sie do 47 mld zł. W latach kolejnych będzie nadal rosła. Taka sytuacja zrujnuje budżet kraju. Rząd, zamiast wydawać pieniądze podatników na inwestycje czy obronność, jest zmuszony do ich bezzwrotnego przelewania na konta ZUS. Taka sytuacja nie może trwać jednak wiecznie. Eksperci szacują, że cały system emerytalny zawali się w okolicach 2020 roku. 

 

Czytaj więcej: Emerytury rujnują budżet (Rp.pl)
wpis z dnia 10/09/2014

    


  

     Tusk nie zapłaci w Polsce ani grosza podatku dochodowego od gigantycznych unijnych pensji
wpis z dnia 9/09/2014

 

Okazuje się, że Donald Tusk i Elżbieta Bieńkowska, którzy będą otrzymywać równowartość - odpowiednio - ok. 1,3 miliona i 1,0 miliona złotych rocznie, nie odprowadzą z tego tytułu ani grosza podatku dochodowego w Polsce. Wszelkie podatki będą za nich płacić europejscy podatnicy bezpośrednio do unijnej kasy. 

Informacje o niepłaceniu podatku dochodowego w Polsce przez Tuska i Bieńkowską obiegły wczoraj sporą część serwisów informacyjnych. Warto jednak sprostować wydźwięk tej wiadomości. Urzędnicy, co do zasady, nie wytwarzają żadnych dóbr ani usług. Co za tym idzie, Donald Tusk będąc, czy to premierem, czy szefem Rady Europejskiej, nie płacił i nie będzie musiał płacić podatków z własnej kieszeni. Podatki zapłacą za niego w rzeczywistości... podatnicy. Prawda jest taka, że zarówno urzędnicze pensje, jak i podatki naliczane od tych pensji są opłacane z podatków zabranym przez aparat fiskalny zwykłym ludziom. Dzięki temu każdy z nas po części dołoży się do pensji Tuska, jak i każdy z nas zapłaci za niego podatek dochodowy. By żyło mu się lepiej.

 

Czytaj więcej: Tusk i Bieńkowska nie zapłacą podatku dochodowego od gigantycznych unijnych pensji (Rmf24.pl)
wpis z dnia 9/09/2014

   


  

     Po 18 latach walki z fiskusem nie wytrzymała. Zażyła tabletki, które spowodowały jej śmierć
wpis z dnia 8/09/2014

 

Tragiczny finał walki Krystyny Chojnackiej z fiskusem potwierdza, że organy podatkowe rządu wolą gnębić niż pomagać obywatelom. Wnioski jakie możemy przeczytać w najnowszym raporcie NIK na ten temat tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że żyjemy w opresyjnym państwie fiskalnym, a administrujący nami politycy z roku na rok chcą coraz więcej. 

Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli fiskus woli ścigać niż pomagać. Urzędnicy nierówno traktują podatników, kwestionują prawo do ulg i nie informują o możliwości domagania się zwrotu, gdy podatnik zapłaci zbyt wysoką daninę. Wszystko po to, aby rząd mógł przywłaszczyć jak najwięcej pieniędzy, choć średnio i tak płacimy bardzo wiele. Zdaniem raportu Światowego Forum Ekonomicznego skala opresji fiskalnej w naszym kraju jest bardzo wysoka. Pod tym względem zajęliśmy odległe 87. miejsce na świecie (przeciętnie oddajemy fiskusowi 41,6 proc. dochodów). Wśród rządzących naszym krajem mało kto zdaje sobie jednak sprawę z tego, że takie zachowanie może się przyczynić do czyjejś życiowej tragedii a nawet śmierci. Pani Krystyna Chojnacka z Kartuz w 1996 roku musiała zapłacić blisko 3 miliony złotych niesłusznie naliczonej akcyzy. Mimo korzystnego rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego (stwierdził, że rozporządzenie ministra finansów z 1996 r. - na podstawie którego urząd skarbowy naliczył 3 miliony zł akcyzy - było niekonstytucyjne), pani Chojnacka nie mogła odzyskać zabranych przez fiskusa pieniędzy. W ciągu 18 lat walki z urzędnikami zmuszona była ogłosić upadłość swojej firmy oraz zwolnić 30 osób. Aby pokryć długi sprzedała po zaniżonej cenie swój własny dom. Gdy na wiosnę tego roku sąd administracyjny w Gdańsku po raz 17. odesłał jej sprawę do ponownego rozpatrzenia, ta nie wytrzymała i popełniła samobójstwo... Państwo fiskalne zbiera swoje krwawe żniwo.

 

Czytaj więcej: NIK skontrolował fiskusa i ostro skrytykował (Rp.pl)
Czytaj więcej: Samobójstwo po walce z fiskusem (Rp.pl)

wpis z dnia 8/09/2014
    


  

     W 2015 roku ekipa Tuska chce zwiększyć zadłużenie Polski o kolejne 54 miliardy złotych
wpis z dnia 5/09/2014

 

Zgodnie z dokumentem, do którego dotarła Polska Agencja Prasowa, w przyszłym roku ekipa Tuska chce zwiększyć zadłużenie Polski o kolejne 54 miliardy złotych. To blisko 7 miliardów więcej niż wynosi plan wzrostu zadłużania na rok bieżący (47,3 mld zł). By żyło się lepiej... zagranicznym wierzycielom Polski!

Warto odnotować, że całkowity dług sektora instytucji rządowych i samorządowych na koniec czerwca 2014 r. przekroczył już pułap 975 mld zł (nie uznaje tutaj rządowego skoku na oszczędności zgromadzone w OFE jako operacji, która miała częściowo obniżyć zadłużenie). Przez pierwsze 6 miesięcy tego roku zadłużenie wzrosło o 42,4 mld zł. To już niemal cały limit wzrostu zadłużenia zaplanowany na ten rok (47,3 mld zł). W przyszłym roku ma być jeszcze gorzej - ekipa Tuska planuje powiększyć zadłużenie o kolejne 54 miliardy złotych. Obawiam się jednak, że szacunek ten jest mocno zaniżony, skoro plan wzrostu zadłużenia po upływie zaledwie 6 miesięcy tego roku został zrealizowany w niemal 90 procentach. Jak tak dalej pójdzie to całkowite zadłużenie Polski do końca tego roku wzrośnie o kolejne 40 miliardów złotych przebijając astronomiczną barierę biliona złotych. Zachowując podobne tempo zadłużania w przyszłym roku, rząd powinien szacować powiększenie długu o ponad 100 miliardów złotych, a nie skromne 54 miliardy. By żyło się lepiej... zagranicznym, głównie niemieckim wierzycielom, którzy będą wypompowywać z Polski coraz większe pieniądze z tytułu odsetek. Nie wykluczone, że za doprowadzenie do takiego stanu rzeczy Donald Tusk dostał nagrodę w postaci dobrze płatnej unijnej synekury.

 

Czytaj więcej: Rząd zadłuży Polskę na 54 mld zł. To jest więcej niż w tym roku (wGospodarce.pl)
Czytaj także: Zadłużenie Skarbu Państwa w czerwcu wzrosło o 0,8 proc. (Rp.pl)

wpis z dnia 5/09/2014

    


  

     Donald Tusk sprzedał Polaków w zamian za dobrze płatną synekurę w Brukseli?
wpis z dnia 4/09/2014

 

Skrupulatne wypełnianie wytycznych płynących z Berlina i Brukseli oraz utrwalenie roli Polski jako gospodarczej kolonii i dostarczyciela taniej siły roboczej musiało zaowocować odpowiednią gratyfikacją finansową. Tusk za to, że sprzedał Polaków dostał dobrze płatne stanowisko szefa Rady Europejskiej. Jemu będzie się żyło lepiej. Polakom - niekoniecznie.

Donald Tusk dopiął swego. Za długoletnią posługę wobec Angeli Merkel oraz unijnych biurokratów załatwiono mu intratną synekurę asesora europejskiej wspólnoty, na której będzie zarabiał bardzo poważne pieniądze. Premier spełnił tym samym swoją przedwyborczą obietnicę. Jemu "żyje się lepiej". On będzie miał ponad 100 tys. zł miesięcznego wynagrodzenia oraz 20 tys. zł emerytury. Aby jednak było to możliwe musiał dokonać bardzo wielu szkodliwych wobec Polaków posunięć. Zgodnie z dyspozycjami płynącymi z Berlina i Brukseli miał przede wszystkim utrwalić znaczenie naszego kraju jako gospodarczej kolonii. To Polska, za czasów jego rządów, miała dostarczać na Zachód miliony młodych, zdolnych, ale przede wszystkim - tanich pracowników. To Polska miała ograniczyć swój potencjał, stać się zarówno gospodarczym jak i politycznym wasalem Niemiec. To Polska miała przyjąć, niezwykle szkodliwe i ograniczające naszą konkurencyjność, zapisy pakietu klimatycznego. To Polska miała zrezygnować z suwerenności w zakresie polityki międzynarodowej. To Polska miała zrezygnować z budowy nowoczesnej i innowacyjnej gospodarki, która byłaby śmiertelnym zagrożeniem dla gospodarki Niemiec. To wszystko zostało zrealizowane z nawiązką w okresie rządów Donalda Tuska. Nie zaklinajmy rzeczywistości statystykami, z których i tak wynika, że jesteśmy w tyle. Donald Tusk doprowadził do istotnego ograniczenia naszego potencjału. 

 

Jakby tego było mało - negocjując poparcie Davida Camerona dla swojej osoby w wyścigu o stanowisko szefa Rady Europejskiej, zgodził się na ograniczenie praw socjalnych Polaków w Wielkiej Brytanii. Zaszkodził zatem nie tylko rodakom znad Wisły, ale również tym, którzy w poszukiwaniu lepszego życia "Zieloną Wyspę" opuścili. W nagrodę otrzymał nic nie znaczące, ale dobrze płatne stanowisko w europejskich strukturach oraz immunitet chroniący go przed karną odpowiedzialnością. By żyło się lepiej...

Czytaj więcej: Imigranci zapłacą za Tuska (Rp.pl)
wpis z dnia 4/09/2014

    


  

     Zadbajmy o obronność swojego kraju skoro ekipa Tuska nam tego nie zapewnia!
wpis z dnia 3/09/2014

 

Wielki szacunek dla organizatorów oddolnych inicjatyw stworzenia komponentów armii obrony terytorialnej w Białymstoku i Szczecinie. Niech reszta Polski bierze przykład jak należy się organizować. Niestety administrująca Polską ekipa Tuska jest sceptycznie nastawiona do tego typu pomysłów. Czyżby wytyczne płynące z Moskwy i Berlina stały w sprzeczności do oddolnych inicjatywy Polaków? 

Przypomnijmy, że grupa białostockich biznesmenów chce powołać lokalną Gwardię Narodową Białegostoku. Mogłaby ona liczyć do 5 tys. ochotników - mieszkańców Białegostoku i okolic - którzy cyklicznie odbywaliby szkolenia z zakresu obronności. Ekwipunek oraz uzbrojenie w postaci lekkich karabinów mają zapewnić fundusze zgromadzone przez wspomnianych biznesmenów. Pomysłodawcy chcą w inicjatywę włączyć także lokalny samorząd, który miałby doposażyć gwardzistów w ręczne wyrzutnie rakiet typu Stinger. Gwardia Narodowa formuje się także w Szczecinie. Jej organizatorzy chcieliby szkolić ochotników z zakresu samoobrony i strzelectwa. 

Oddolne inicjatywy, takie jak w Białymstoku czy w Szczecinie, są odpowiedzią na wyraźną potrzebę tworzenia komponentów obrony terytorialnej w naszym kraju. Sondaż Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych pokazuje, że aż 64 proc. społeczeństwa chciałoby wprowadzenia w każdym powiecie ochotniczych jednostek obrony terytorialnej. Wygląda jednak na to, że do pomysłu tworzenia obywatelskich inicjatyw zwiększających obronność kraju sceptycznie nastawiona jest obecna władza. Na przykład wymieniany jako kandydat do objęcia stanowiska premiera, obecny minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, publicznie zakpił z obywatelskiej inicjatywy budowy armii obrony terytorialnej w Białymstoku. Zapytany przez dziennikarzy co sądzi o tej inicjatywie stwierdził, że lepiej by było gdyby biznesmeni zajęli się robieniem biznesu, a nie dbaniem o obronność kraju. 

Przypomnijmy, że np. kraje skandynawskie mają bardzo silne struktury armii obrony terytorialnej. Licząca pięć milionów mieszkańców Finlandia ma siły zbrojne składające się z 60 tys. żołnierzy zawodowych i 230 tys. ochotników wojsk obrony terytorialnej. Szwedzka Gwardia Krajowa Hemvarnet (odpowiednik wojsk obrony terytorialnej) liczy z kolei 600 tys. żołnierzy-ochotników. Szacuje się, że około 800 tys. osób w Polsce działało bądź działa w organizacjach paramilitarnych. Jest to spora baza, na fundamencie której można by stworzyć liczące 100-200 tys. żołnierzy-ochotników wojska obrony terytorialnej. Należy pamiętać, że żadna armia na świecie nie odważy się wejść na terytorium, na którym stacjonują liczne oddziały wojsk obrony terytorialnej uzbrojone w karabiny i ręczne wyrzutnie rakiet.

 

Czytaj więcej: Przygotują ludzi do wojny. W Szczecinie formuje się Gwardia Narodowa (PolskieRadio.pl)
Czytaj więcej: Pobór rezerwistów, Gwardia Narodowa, Armia Krajowa. Polacy chcą być gotowi na wojnę z Rosją (Niezalezna.pl)
Czytaj więcej: Odbudujmy Armię Krajową (Rp.pl)

Niewygodne.info.pl zachęca do wsparcia inicjatywy "Odbudujmy Armię Krajową". Więcej informacji znajdziecie poniżej: 
- https://www.facebook.com/OdbudujmyAK  
- http://zoba.to/-/9KQZHg/  
- http://odbudujmyak.pl/  

wpis z dnia 3/09/2014

    


  

     Polska sponsorem Rosji. W ciągu najbliższych 8 lat przelejemy na rosyjskie konta równowartość ok. 160 mld zł!
wpis z dnia 2/09/2014

 

Sprowadzamy z Rosji ok. 70 proc. zużywanego gazu i ponad 90 proc. ropy, płacąc przy tym niemal najwięcej w Europie. Gdyby Polsce udało się uniezależnić od dostaw surowców zza wschodniej granicy, to Rosja momentalnie popadłaby w bardzo poważne problemy finansowe.

Szacuje się, że w ciągu najbliższych 8 lat PGNiG, Orlen oraz Lotos, w ramach realizacji długoterminowych kontraktów na dostawy ropy i gazu, przeleją na konta kontrolowanych przez Kreml spółek kwotę około 160 mld zł. Eksperci są zgodni - gdyby Polsce udało się uniezależnić od dostaw zza wschodniej granicy, rosyjska gospodarka momentalnie popada w poważne tarapaty. Z uwagi na powyższe Rosjanom bardzo zależy na tym, aby kontynuowany był "łupkowy paraliż" (rząd Tuska tkwi w nim już od kilku lat). Na rękę włodarzom Kremla są także opóźnienia przy budowie gazoportu w Świnoujściu czy wszelkie zaległości w modernizacji polskiej sieci przesyłowej (celem rozbudowy i modernizacji wspomnianej sieci jest umożliwienie sprowadzania ropy lub gazu z innego niż wschodni kierunek). Niestety ekipa Tuska i Pawlaka w ciągu 7 lat swoich rządów nie tylko nie przybliżyła naszego kraju do energetycznej niezależności, ale wręcz pogorszyła pod tym względem naszą sytuację. Wspomniane 7 lat to naprawdę długi okres czasu. Wystarczający do tego, aby realnie zmienić politykę surowcową i energetyczną. W przypadku Tuska i Pawlaka było to jednak niemożliwe. Oni tańczyli tak jak im Putin zagrał.

 

Czytaj więcej: Opłacalne uzależnienie od Kremla (Rp.pl)
Czytaj także: Polska finansuje wojnę Putina (Rp.pl)

wpis z dnia 2/09/2014

  


  

     Ludzie! Strach pomyśleć kto będzie nami rządził! Czy naprawdę o wszystkim musi decydować Putin?!
wpis z dnia 1/09/2014

 

Nowym szefem NATO zostanie przyjazny Putinowi norweski polityk, który wcześniej domagał się wystąpienia swojego kraju ze struktur NATO. Nową minister spraw zagranicznych UE zostanie pro-kremlowsko nastawiona włoska lewaczka, opisywana przez ekspertów jako "marionetka prezydenta Rosji". Nowym przewodniczącym Rady Europejskiej zostanie premier Polski - jak do tej pory całkowicie uległy i podporządkowany decyzjom wydawanym przez Putina. Ludzie! Kto nami będzie rządził?! 

Od 1 października nowym sekretarzem generalnym NATO zostanie były premier Norwegii - Jens Stoltenberg. Problem w tym, że w odróżnieniu do swego poprzednika - Andersa Fogha Rasmussena - jest politykiem umiarkowanym i przyjaźnie nastawionym do Rosji. Warto też odnotować, że Stoltenberg swoją polityczną karierę zaczynał jako zdecydowany przeciwnik NATO. Ubiegając się o stanowisko szefa młodzieżówki norweskiej partii socjalistycznej, domagał się wystąpienia Norwegii ze struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jego współpracownicy twierdzą, że panicznie boi się wchodzić w konflikty i różnice zdań. Ta cecha charakteru jest u przyszłego szefa NATO podobno tak silna, że w sytuacjach konfliktowych zdarzało mu się po prostu nie odbierać telefonu. 

Od 1 listopada stanowisko wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa obejmie Włoszka Federica Mogherini. Eksperci nie mają wątpliwości - to czytelny znak dla Putina. Mogherini uchodzi bowiem za pro-kremlowską lewaczkę. Korespondent "The Economist" w Europie Wschodniej Edward Lucas już w lipcu opisywał ją przymiotnikami "słaba, ignorancka, pro-kremlowska, zgubna". Potwierdziło to się w jej pierwszych publicznych wypowiedziach na temat agresji Rosji na Ukrainę: - "Działania wojskowe nie rozwiążą kryzysu na Ukrainie. Musimy działać na poziomie sankcji oraz utrzymywać drogę dyplomatyczną, mając nadzieję, ze ta kombinacja będzie skuteczna". Już po ogłoszeniu nominacji na wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych Mogherini na pytanie o Ukrainę odpowiedziała, że jej priorytetem jest walka z bezrobociem wśród młodzieży i Bliski Wschód (sic!).

Począwszy od 1 grudnia nowym przewodniczącym Rady Europejskiej zostanie Donald Tusk - człowiek, który przez blisko 7 lat premierowania Polską wiernie tańczył jak mu Putin zagrał. Największy serwis internetowy w Rosji - gazeta.ru - na początku 2008 roku stwierdził proroczo o Tusku: "To jest nasz człowiek w Warszawie". Decyzje polskiego premiera podejmowane w kolejnych latach, tylko potwierdziły tą tezę. Rozpanoszenie rosyjskie agentury, otwarcie granic z Kaliningradem, podpisanie długoterminowej i bardzo korzystnej dla Moskwy (a niekorzystnej dla Polski) umowy gazowej, umorzenie 1,2 mld zł długu Gazpromu za przesył przez polskie terytorium gazu na Zachód oraz skuteczne sabotowanie (przez trzy lata, a końca tego paraliżu jeszcze nie widać) powstanie ustawy regulującej kwestie wydobywania gazu łupkowego w Polsce. O uległości Tuska wobec Moskwy w sprawie Smoleńska nawet nie wspomnę, bo to temat na osobny artykuł. Pod tym względem nie mam żadnych wątpliwości, co do tego, że Donald Tusk powinien otrzymać od Władimira Putina order za zasługi dla Federacji Rosyjskiej.

 

Czytaj więcej: Nowy szef NATO będzie życzliwszy dla Rosji. ”Łagodny” (PolskieRadio.pl)
Czytaj więcej: "Marionetka Putina" wygrała ze #stopfederica (Tvn24.pl)

wpis z dnia 1/09/2014