Archiwum: Marzec 2015

 

     Kiszczak, Sawicka, mafia pruszkowska? - Wszyscy niewinni. Człowiek, który skutecznie walczył z korupcją? - 3 lata więzienia. Oto rzeczywistość III RP!
wpis z dnia 31/03/2015

 

Platformiana rzeczywistość III RP właśnie przekroczyła kolejna granicę absurdu. Sąd Rejonowy w Warszawie skazał wczoraj Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, na karę 3 lat więzienia za to, że skutecznie walczył z korupcją w Polsce! Ten absurdalny wyrok każe zadać pytanie: Czy od teraz sądy będą uniewinniać wszystkich aferzystów i przekręciarzy, a skazywać już tylko ludzi, którzy z korupcją i układem postanowili walczyć? 

 

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, co do standardów jakie panują w Polsce, to musi się z nich wyleczyć. Skazanie na więzienie polityka opozycji za to, że ścigał przestępców i aferzystów to jasny sygnał w jakim kraju żyjemy. Polska Platformy Obywatelskiej to Polska, w której afera goni aferę, nepotyzm jest na porządku dziennym, zaś bez korupcji trudno cokolwiek osiągnąć. Mariusz Kamiński był osobą, która postanowiła z tym walczyć. Skutecznie ścigał przestępców i aferzystów, wsadzał ich do więzienia. 

 

To nie mogło się podobać przedstawicielom obecnej władzy, dla których był śmiertelnym zagrożeniem. Postanowili znaleźć na niego "haka". Tym "hakiem" miał być sposób w jaki się rozprawił z głównymi graczami w aferze gruntowej (zastosowano wobec nich kontrolowane wręczenie łapówki w zamian za pomoc w odrolnieniu ziemi. Warto podkreślić, że za przyjęcie tej łapówki zostali skazani na więzienie). Zdaniem przedstawicieli obecnej władzy - tak postępować nie można. Nie wolno wręczać kontrolowanych łapówek. Nie wolno sprawdzać, czy ktoś z urzędników czy polityków, w zamian za korzyść majątkową, jest w stanie przyspieszyć załatwienie danej sprawy. Kiedy akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu pierwszy raz trafił przed oblicze sądu, ten - ku zaskoczeniu całego platformerskiego establishmentu - stwierdził, że w działaniach byłego szefa CBA nie znajduje cech przestępstwa i umorzył całe postępowanie. Władza nie dawała jednak za wygraną i postanowiła ponownie postawić Kamińskiego przed sądem. Znaleziono odpowiedni skład sędziowski, który odpowiednio "zinterpretował" fakty. Interpretacja faktów była do tego stopnia "prawomyślna", że sędzia Łączewski postanowił wymierzyć Kamińskiemu karę wyższą niż wnosiła prokuratura, tj. 3 lat bezwzględnego więzienia...

 

Po tym wyroku możemy powiedzieć jedno: Każdy, kto odważy się podnieść rękę na korupcję, układ i patologie III RP musi się liczyć z tym, że niezawisłe sądy wspomnianej III RP mogą mu tę rękę odciąć! 

 

wpis z dnia 31/03/2015

   


 

     Gdzie są granice ludzkiej przyzwoitości? 9 milionów złotych pensji?!! Zobacz jak zarabiają prezesi największych polskich banków
wpis z dnia 30/03/2015

 

Banki działające na terytorium naszego kraju zdzierają z Polaków mnóstwo pieniędzy tytułem odsetek za pożyczki, opłat za rachunki, czy prowizji za udzielanie kredytów. Okazuje się, że może mieć to związek z gigantycznymi kosztami utrzymania prezesów i członków zarządów tych instytucji (często są to obcokrajowcy - obecnie aż 67,6 proc. banków w Polsce należy do obcego kapitału). Niektórzy z nich otrzymują astronomiczne, jak na polskie warunki, pensje przekraczające 9 milionów złotych rocznie!

Luigi Lovagilo - prezes należącego do Włochów banku PEKAO S.A. w 2014 roku zarobił łącznie 9,26 mln zł (to oznacza, że dziennie zarabiał średnio 25,3 tys. zł). W porównaniu z 2013 rokiem odnotował podwyżkę w wysokości 8,6 proc. Misbah Ur-Rahman-Shah - wiceprezes należącego do Amerykanów Banku CityHandlowego, w ubiegłym roku zarobił 6,57 mln zł (18,0 tys. zł dziennie). W porównaniu z 2013 rokiem zaliczył podwyżkę wynagrodzenia o 21 proc.. Niewiele gorszy był zajmujący 3 miejsce w rankingu najlepiej zarabiających bankierów Richard Gaskin - prezes należącego również do Amerykanów Banku BPH S.A. W 2014 roku zarobił 5,99 mln zł (16,4 tys. zł dziennie). Jego podwyżka wynagrodzenia sięgnęła 20 proc.

Astronomiczne pensje prezesów największych banków łączą się z gigantycznymi zyskami sektora bankowego w Polsce. Warto zauważyć, że zgodnie z danymi NBP i KNF banki działające na terytorium naszego kraju w latach 2008 - 2014 wygenerowały ponad 95 mld zł czystego zysku. Można zadać pytanie - jak to możliwe, że w czasach spowolnienia gospodarczego banki miały tak olbrzymie zyski? - "Zagraniczne banki traktują Polskę jako idealne miejsce na maksymalizację swoich zysków i rekompensowanie niższych dochodów z tytułu obsługi klientów w macierzystym kraju UE" - to wnioski ze sporządzonej w ubiegłym roku analizy ekspertów Biura Analiz Sejmowych na zlecenie sejmowej podkomisji do spraw instytucji finansowych. Maksymalizacja zysków przebiega głównie poprzez stosowanie wysokiego oprocentowania udzielanych pożyczek, naliczania bezzasadnych opłat czy prowizji. 

Ta patologiczna, neokolonialna sytuacja jest wynikiem dzikiej i nieprzemyślanej prywatyzacji polskiego sektora bankowego, który na początku lat 90-tych był warty dziesiątki miliardów dolarów. Niestety decyzje polityków wywodzących się z dawnego PZPR oraz Unii Wolności (dzisiejsza Platforma Obywatelska) spowodowały, że zostały one sprzedane za ledwie ułamek swojej wartości. W tym kontekście racje miał Józef Oleksy, który w 2006 roku w trakcie nagrywanej potajemnie rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym, powiedział, iż "W całej Europie nie ma drugiego kraju, który by tak lekkomyślnie sprzedał banki".

wpis z dnia 30/03/2015

   


  

     Polska ewenementem na skalę światową! Podatki dla najbiedniejszych są tutaj ekstremalnie wysokie, zaś dla najbogatszych - niskie
wpis z dnia 27/03/2015

 

Polska to kraj podatkowych absurdów. Kuriozalnie niska kwota wolna od PIT powoduje, że najbiedniejsi Polacy muszą płacić rządowi stosunkowo wysoką stawkę podatku już od niewielkich - mających zagwarantować egzystencję - dochodów. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku wąskiej grupy najbogatszych. Zarabiający równowartość 1 miliona euro rocznie w Polsce zapłaci znacznie niższy podatek dochodowy aniżeli w Niemczech, Francji, Wlk. Brytanii, Hiszpanii, Austrii czy nawet w uchodzącym za podatkowy raj - Luksemburgu i Cyprze. Oto rzeczywistość III RP... "By zwykłym ludziom żyło się lepiej"? 

Kwota wolna od PIT w Polsce wynosi 3091 zł (tj. równowartość ok. 750 euro), zaś podstawowa stawka podatkowa to 18 proc. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś w ciągu roku zarobi po oskładkowaniu 36 tys. zł (tj. 3 tys. zł miesięcznie), to fiskusowi będzie musiał odprowadzić 6,5 tys. zł podatku dochodowego. Co ciekawe - osiągając takie dochody na Słowacji musiałby zapłacić równowartość ok. 3,7 tys. zł podatku dochodowego, we Francji musiałby zapłacić równowartość ok. 600 zł, w Niemczech - równowartość ok. 140 zł, natomiast w Wielkiej Brytanii podatku dochodowego od takich dochodów nie musiałby zapłacić wcale. Wszystko to efekt obowiązujących w tych krajach kwot wolnych od podatku, które przeważnie stanowią wielokrotność polskiej kwoty wolnej od PIT. Tym samym mniej zamożna część społeczeństwa płaci tam niższe podatki, lub nie płaci ich wcale. W Polsce sytuacja jest zgoła odmienna. Tutaj decyzją rządzącej krajem ekipy PO-PSL ludzie muszą płacić podatek od dochodów, które mają im zapewnić biologiczną egzystencję. Tzw. minimum egzystencji, bez którego niemożliwe jest biologiczne przeżycie, to dochody na poziomie 6502,92 zł rocznie. Tymczasem rząd Platformy z rozmysłem i premedytacją nie podwyższa kwoty wolnej od podatku (3091 zł) już od 2008 roku, a według uchwalonego "Wieloletniego planu finansowego państwa" kwota ta, jeśli ekipa PO nadal będzie utrzymywać się przy władzy, nie zostanie podniesiona aż do 2017 roku!

Jednocześnie warto zauważyć, że w naszym kraju stawki podatkowe są wyjątkowo korzystne dla najbogatszych i najlepiej zarabiających. Dla przykładu: człowiek zarabiający równowartość 1 miliona euro (np. prezes jakiegoś dużego banku zagranicznego) rocznie w zapłaci w Polsce jedynie ok. 319 tys. euro podatku (w Polsce dla zarabiających powyżej 85 tys. zł rocznie obowiązuje 32 proc. stawka podatkowa). Osiągając takie dochody we Francji musiałby oddać fiskusowi 487 tys. euro (stawka 49 proc. przy uwzględnieniu kwoty wolnej na poziomie 5,9 tys. euro), w Niemczech 446 tys. euro (stawka 45 proc. przy kwocie wolnej - 8,3 tys. euro), w Wielkiej Brytanii - 444 tys. euro (45 proc., kwota wolna - 13,5 tys. euro), zaś w uchodzącym za podatkowy raj Cyprze - 343 tys. euro. (stawka 35 proc., kwota wolna 19,5 tys. euro). 

Z powyższego płynie następujący wniosek: Pod względem podatkowym Polska jest wyjątkowa w skali świata. Obciążenia fiskalne dla najbiedniejszej części społeczeństwa są tutaj ekstremalnie wysokie, zaś dla wąskiej grupy najbogatszych - stosunkowo niskie. By żyło się lepiej! Prezesom, "Misiom" i innym beneficjentom patologicznego systemu III RP, nad którym pieczę sprawuje ekipa Platformy Obywatelskiej!

wpis z dnia 27/03/2015

   


  

     Dlaczego rząd zdziera z małych przedsiębiorców tak wysokie podatki? Przenosząc firmę do Wielkiej Brytanii można zaoszczędzić nawet 16 tys. zł rocznie!
wpis z dnia 26/03/2015

 

Fiskalne zdzierstwo ekipy PO-PSL wobec małych przedsiębiorców widać szczególnie, gdy porówna się skalę obciążeń publiczno-prawnych panującą w Polsce z innymi krajami europejskimi. Okazuje się, że rejestrując swoją działalność w Wielkiej Brytanii polski przedsiębiorca, którego roczne przychody nie przekraczają 60 tys. zł, mógłby zaoszczędzić na ZUS-ach i podatkach dochodowych nawet 16 tys. zł! To efekt tego, że na Wyspach obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne są kilkukrotnie niższe niż w Polsce, a kwota dochodu wolna od podatku jest 20-krotnie wyższa niż nad Wisłą.

Niełatwe jest życie drobnego przedsiębiorcy w III RP zarządzanej przez ekipę Platformy Obywatelskiej. Nie dość, że musi płacić wysokie składki ZUS (co miesiąc 1095,37 zł), to podatek dochodowy naliczany jest mu już od bardzo niskiej kwoty dochodu (od czasu przejęcia władzy przez PO-PSL limit ten nie został zaktualizowany i wynosi jedynie 3091 zł). To sprawia, że osoba prowadząca 1-osobową działalność gospodarczą, której roczne przychody wynoszą 60 tys. zł, na konta ZUS-u i fiskusa musi w ciągu 12 miesięcy przelać około 18,4 tys. zł. Tymczasem przenosząc swoją firmę do Wielkiej Brytanii ten sam przedsiębiorca mógłby zaoszczędzić około 16,2 tys. zł. Okazuje się bowiem, że przy rocznych przychodach wynoszących 60 tys. zł (równowartość ok. 10,5 tys. funtów) obowiązkowe daniny na ubezpieczenia społeczne (National Insurance) wyniosłyby około 390 funtów (tj. równowartość ok. 2,2 tys. zł), natomiast podatku dochodowego nie musiałby płacić wcale (w 2015 roku na Wyspach kwota wolna od podatku dochodowego wynosi 10,5 tys. funtów, czyli ok. 60 tys. zł)! 

Niestety wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, do których zalicza się między innymi obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne oraz wysokie podatki dla najbiedniejszych, znacząco hamują rozwój naszej gospodarki. Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej, obiecując pod koniec 2007 roku stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych najzwyczajniej w świecie kłamał. Zamiast pobudzać gospodarkę, zaczął ją tłumić poprzez decyzje o podniesieniu stawek podatku VAT czy akcyzy, likwidując szereg ulg podatkowych, zamrażając kwoty wolne od podatku oraz zwiększając przedsiębiorcom obowiązkowe składki, które co miesiąc muszą odprowadzać do ZUS, jeśli chcą legalnie prowadzić biznes.

Kopacz jest tylko kontynuatorką kierunku działań obranego uprzednio przez Tuska. Nie ma wizji jak pomóc przedsiębiorcom. W takich warunkach prowadzenie w naszym kraju biznesu często przypomina nierówną walkę. Machina urzędniczo-fiskalna ma nad ludźmi prowadzącymi małe firmy gigantyczną przewagę. W każdej chwili może ich zniszczyć wysokimi podatkami, dla których legitymacje prawną daje Platforma Obywatelska i prezydent Bronisław Komorowski.

wpis z dnia 26/03/2015

   


   

     Afery, wzrost zadłużenia, masowa emigracja i wyprzedaż resztek majątku narodowego... Czyli "Złoty Okres" dla ekipy Bronisława Komorowskiego
wpis z dnia 25/03/2015

 

Nie potrafię zrozumieć dlaczego urzędujący prezydent próbuje nam wmówić, że gigantyczne afery, korupcja, nepotyzm, wzrost zadłużenia o 100 proc., 3 miliony emigrantów, 100 tys. nowych urzędników, pluszowy militaryzm i wyprzedaż resztek majątku narodowego to "złoty okres dla Polski". Czy on naprawdę żyje już w zupełnie innej rzeczywistości? 

"Trzeba być ślepym żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski" - krzyczał kilkanaście dni temu podczas swojej konwencji wyborczej Bronisław Komorowski. Ja ślepy nie jestem, ale złotego okresu nie potrafię dostrzec. Widzę za to niekończące się pasmo afer (hazardowa, stoczniowa, autostradowa, stadionowa, informatyczna, taśmowa, gazowa, wyciągowa, ambergold), korupcji i nepotyzmu na szczytach władzy. Widzę masową emigrację moich rodaków (szacuje się, że w ubiegłym około 3 miliony osób przebywało na stałe poza granicami Polski). Widzę drastyczny wzrost zadłużenia mojego kraju spowodowany bezmyślną polityką ciągłego zaciągania przez rząd nowych długów. Widzę jak kurczy się armia i liczba żołnierzy zdolnych bronić terytorium Polski w razie agresji nieprzyjaciela, zaś rośnie "armia" urzędników i biurokratycznych barier. Widzę jak władza wyprzedaje resztki majątku narodowego (banki, fabryki, zakłady przemysłowe) i kombinuje jak zabrać się za wyprzedaż dóbr naturalnych (nocna próba zmiany Konstytucji w sprawie Lasów Państwowych jest tego najlepszym przykładem). 

Mając na uwadze powyższe nie mam pojęcia dlaczego Bronisław Komorowski uważa, że Polska przeżywa właśnie swój "złoty okres"? Wypowiadając te słowa urzędujący prezydent być może miał na myśli swoich kolegów z Platformy (którym w ostatnich latach z pewnością się powodzi) lub byłych ubeków, albo komunistycznych zbrodniarzy, którzy w spokoju dożywają swoich dni otrzymując od państwa wysokie uposażenia emerytalne. Dla nich z pewnością III RP jest synonimem "złotego okresu". Niestety dla większości społeczeństwa państwo zarządzane przez platformianą ekipę kojarzy się przede wszystkim z olbrzymim podatkowym złodziejstwem, aferami, korupcją i ogólną nieudolnością w każdym niemal zakresie. Stąd też w mojej opinii nieuprawnione było stwierdzenie Komorowskiego, jakoby trzeba być ślepym, aby nie widzieć, że żyjemy w złotym dla Polski okresie. Panie prezydencie - to chyba pan jest ślepy, albo nie chce pan widzieć ogromu patologii jaki trawi nasz kraj. Proszę czasem wyjrzeć poza swoje najbliższe WSI-platformerskie otoczenie pławiące się w dostatkach. Może zweryfikowałby pan wówczas swoje poglądy.

wpis z dnia 25/03/2015

   


 

     Komorowski chciał sprzedać polskie lasy? Czy rząd Platformy planował w ten sposób znaleźć pieniądze na odszkodowania za pożydowskie mienie?
wpis z dnia 24/03/2015

 

Z ujawnionej przez WikiLeaks tajnej notatki sporządzonej przez ambasadora USA po spotkaniu z Bronisławem Komorowskim można wysnuć tylko jeden wniosek: władze naszego kraju planowały sprzedać wartościowe nieruchomości należące do Skarbu Państwa oraz Lasy Państwowe, aby uzyskać środki na wypłatę odszkodowań dla spadkobierców Żydów, których mienie zostało zagrabione przez Niemców i Sowietów. - "We have to look for extra funds by selling government-owned real estate, including forests" - miał przekazać swojemu rozmówcy z USA obecny prezydent RP. 

WikiLeaks ujawniła treść tajnej notatki autorstwa ambasadora USA w Warszawie, który w styczniu 2009 roku wysłał ją do Departamentu Stanu USA. Relacjonował w niej konkluzje ze spotkań, jakie odbył z ówczesnym marszałkiem Sejmu RP Bronisławem Komorowskim. Panowie omawiali wówczas między innymi kwestię restytucji i odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców w podczas II wojny światowej oraz przez sowietów - dekretami Bieruta - już po wojnie. Z notatek jednoznacznie wynika, że polskie władze planowały sprzedać wartościowe nieruchomości należące do Skarbu Państwa oraz Lasy Państwowe, aby uzyskać środki na wypłatę ewentualnych odszkodowań. W notatce czytamy m.in.:

 

 

"Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości."

W kontekście powyższej informacji przypomnijmy, że w nocy 18 grudnia o godz. 0:45 koalicja rządowa próbowała zmienić Konstytucję RP. Chcieli wprowadzić zapisy, które umożliwiłyby wyprzedaż Lasów Państwowych. Na szczęście dla nas wszystkich ten projekt przepadł, bo ekipie Kopacz zabrakło pięciu głosów do jego przeforsowania przez Sejm. W głównych mediach oczywiście zapanowało standardowe embargo informacyjne na ten niewygodny dla rządu temat. Warto jednak drążyć kwestię zadając jedno, acz kluczowe pytanie: Czy powodem próby modyfikacji Konstytucji RP przez ekipę PO-PSL była chęć zrealizowania planu zakładającego wypłaty przez Polskę odszkodowań dla spadkobierców Żydów z pieniędzy pozyskanych ze sprzedaży polskich Lasów Państwowych? Pytanie to warto powtarzać szczególnie teraz, tuż przed wyborami prezydenckimi, w których bierze udział główny bohater przecieku z Wikileaks.

 

Czytaj także: AMBASSADOR'S FAREWELL CALL ON SEJM SPEAKER KOMOROWSKI (WikiLeaks.org)
Czytaj także: Standardy PO, czyli nocna próba zmiany Konstytucji (Niewygodne.info.pl)

 

wpis  z dnia 24/03/2015

  


  

     Polska 2014: Rekordowa liczba samobójstw. Rekordowa liczba zaginięć. Rekordowa liczba emigrantów. Tymczasem władza twierdzi, że jest super
wpis z dnia 23/03/2015

 

W zeszłym roku odnotowano w naszym kraju rekordową liczbę popełnionych samobójstw oraz rekordową liczbę zgłoszonych zaginięć. Jakby tego było mało, rekordowo wielu naszych rodaków przebywało na stałe poza granicami Polski w celach zarobkowych. Tymczasem rząd i prezydent, równolegle do tragicznej rzeczywistości, hucznie obchodzili 25-lecie istnienia III RP, twierdząc, że mijające ćwierćwiecze to pasmo nieustających sukcesów i podstawa obecnego dobrobytu zwykłych Polaków... Powyższe dobitnie pokazuje w jak bardzo odległej galaktyce żyje obecna władza w stosunku do zwykłych ludzi. 

 

Bieda, niskie zarobki czy brak perspektyw na lepsze jutro - to główne powody dla których ludzie w Polsce decydują się na emigrację. Szacuje się, że w 2014 roku poza granicami kraju przebywało na stałe około 3 milionów Polaków. Niestety ich liczba cały czas rośnie i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się nagle odwrócić. Ubóstwo i brak pieniędzy to również główna przyczyna samobójstw czy zaginięć bez wieści, których w ubiegłym roku policyjne statystyki odnotowały najwięcej w historii. Psychologowie biją na alarm - według oficjalnych danych w 2014 roku życie odebrało sobie 6165 osób, a samobójstwo stało się 7. przyczyną zgonów w Polsce! To rekordowy wynik od 1999 r., czyli od momentu, kiedy dane te są upubliczniane przez policję. Wówczas samobójstw było 4695. Jakby tego było mało ubiegły rok była także rekordowym pod względem ilość osób, które zaginęły bez wieści. Według danych policji odnotowano 20 845 zaginięć. Co ciekawe liczba osób zaginionych zaczęła lawinowo rosnąć około 2010 roku. 

 

Tymczasem Bronisław Komorowski na swojej wyborczej konwencji sprzed kilku tygodni powiedział: "Trzeba być ślepym żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski". Czy "złotym okresem" dla urzędującego prezydenta jest zatem czas największej w historii Polski emigracji zarobkowej, masowego eksodusu młodych i zdolnych, którzy już nigdy do Polski nie powrócą? Czy "złotym okresem" są lata wyrzeczeń i nieustającego zaciskania pasa spowodowanego między innymi regularnym podnoszeniem przez władze podatków i innych danin publicznych, co pośrednio przyczynia się do największej w historii ilości popełnionych samobójstw? Czy "złotym okresem" zdaniem prezydenta są w końcu czasy afer, przekrętów i korupcji dosięgającej najważniejszych osób w państwie?

 

Widzimy, że obecna ekipa rządowa żyje w zupełnie innej rzeczywistości. Dla nich III RP jest sukcesem, bo pozwoliła im się dorobić gigantycznych majątków. Im żyje się dostatnie. Dlatego - mimo wielkiej emigracji, biedy, ubóstwa, czy wielu patologii trawiących państwo od środka - hucznie świętowali w ubiegłym roku 25-lecie istnienia tworu stworzonego przez Jaruzelskiego, Kiszczaka i Michnika, twierdząc przy tym, że mijające ćwierćwiecze to pasmo nieustających sukcesów i podstawa obecnego dobrobytu. Pytanie tylko - kogo dobrobytu? Bo na pewno nie zwykłych Polaków...

 

wpis z dnia 23/03/2015

  


  

     Fatalne dane Banku Światowego: Z uwagi na niskie zarobki 80 proc. Polaków żyje "od pierwszego do pierwszego"
wpis z dnia 22/03/2015

 

Pod względem poziomu oszczędności gospodarstw domowych nie mamy się czym chwalić. Zgodnie z raportem Banku Światowego w 2012 roku wartość posiadanych przez Polaków oszczędności oscylowała w granicach 3 proc. PKB. Jeśli jednak odjąć fundusze zgromadzone przez OFE (eksperci Banku Światowego - w odróżnieniu od rządu - traktują je jako prywatną własność), to poziom oszczędności dobrowolnych spada do zaledwie 0,2 proc. PKB, co stanowi jedną z najniższych wartości w całej Europie. 

Fatalne dane Banku Światowego nie powinny nas jednak dziwić. W społeczeństwie, w którym 1/4 populacji żyje w biedzie, a większość zarabia tak marne pieniądze, że wystarczy jedynie na egzystencję "od pierwszego do pierwszego", nie ma miejsca na regularne oszczędzanie. Tymczasem eksperci Banku Światowego ostrzegają, że za 20-30 lat Polacy, którzy będą przechodzić na emerytury, nie poradzą sobie bez odpowiednio wysokich oszczędności zgromadzonych w trakcie swojego zawodowego życia. Wszystko przez fakt, że świadczenia emerytalne wypłacane przez ZUS cały czas będą spadać, osiągając za kilkadziesiąt lat poziom głodowy. Bez zapasów w postaci dodatkowych funduszy odłożonych przed przejściem na emeryturę, funkcjonowanie jako senior w naszym kraju po prostu nie będzie możliwe.

A może o to chodzi? Może plan jest taki żeby w ogóle nie płacić emerytur? Fakty są takie, że tym którzy w warunkach polskiej służby zdrowia jakimś cudem doturlają się na etacie do 67-70 roku życia, dużo tego życia na wyczekiwanej emeryturze prawdopodobnie nie zostanie. Zwłaszcza, że końcówka zawodowego życia może być dla większości bardzo stresująca. Trudno mi bowiem wyobrazić sobie 67-letniego zawodowego kierowcę, robotnika fabrycznego czy budowlańca. Stąd też tak ważne jest regularne oszczędzanie. Jak jednak to robić jeśli miesięcznie zarabia się nie więcej niż 2000 zł i wszystko idzie na bieżące potrzeby?

wpis z dnia 22/03/2015

  


  

     To się nazywa fiskalny amok! Od kiedy rządzi PO-PSL realna wysokość podatku PIT płaco- nego przez najbiedniejszych wzrosła aż o 111 proc.!
wpis z dnia 20/03/2015

 

W 2008 roku podatek dochodowy naliczany od płacy minimalnej (wówczas 1126 zł brutto) wynosił ok. 485 zł rocznie. W roku 2015 osoba zarabiająca minimalną płacę (obecnie 1750 zł brutto) w ciągu roku będzie musiała odprowadzić 1025 zł podatku dochodowego, co oznacza wzrost aż o 111 proc. w stosunku do roku 2008 (mimo że płaca minimalna zwiększyła się w tym okresie jedynie o 55 proc.). Wszystko przez brak aktualizacji kwoty wolnej od podatku, która od momentu przejęcia władzy przez ekipę PO-PSL cały czasu utrzymuje się na tym samym - dziś już absurdalnie niskim - poziomie 3091 zł.

Platforma, nie aktualizując od 8 lat kwoty wolnej od podatku, łupi Polaków niemiłosiernie. Najmocniej czują to najbiedniejsi, którzy zarabiają tzw. minimalną krajową. W 2008 roku osoba otrzymująca za swoją pracę pensję minimalną (wówczas było to 1126 zł brutto) płaciła fiskusowi ok. 485 zł podatku dochodowego rocznie. W 2015 roku osoba pracująca za minimalną krajową (obecnie jest to 1750 zł) będzie zmuszona zapłacić fiskusowi w ciągu roku ok. 1025 zł podatku dochodowego. To oznacza wzrost aż o 111 proc., mimo że w tym czasie minimalne wynagrodzenie wzrosło jedynie o 55 proc. To jeden z najbardziej odczuwalnych efektów fiskalnego amoku rządowej ekipy, który przejawia się m.in. w zamrożeniu kwoty wolnej od PIT. Dzięki takiemu działaniu Ministerstwo Finansów zgarnia od najbiedniejszych obywateli w podatkach dodatkowe miliardy złotych. W 2010 r. było to ok. 1,5 mld zł więcej. Szacuje się, że w tym roku będzie to już ok. 1,8 mld zł więcej. 

Przypomnijmy, że przeciętny Polak oddaje w podatkach rządowi Platformy i PSL-u około 41,6 proc. swoich dochodów. Pod tym względem nasz kraj zajmuje odległe, bo 87. miejsce na świecie (ranking World Economic Forum). Władza zamiast obniżać podatki nieustannie je podnosi, likwiduje kolejne ulgi i cały czas opracowuje koncepcje nowych obciążeń fiskalnych. Jakby tego było mało w naszym kraju obowiązuje kuriozalnie już niska kwota wolna od podatku, która stawia nasz kraj w jednym szeregu z zacofanymi i biednymi państwami Afryki, takimi jak Kongo, Mauretania czy Tanzania. Niestety nic nie wskazuje na to, aby pod rządami Ewy Kopacz i Bula-Komorowskiego miało się cokolwiek zmienić. Plany rządu przewidują do minimum 2017 roku utrzymywanie podatków na dotychczasowym poziomie, brak jakichkolwiek reform i wyczekiwanie na gospodarczy cud, który ma przyjść z zewnątrz. Niestety wiele wskazuje na to, że także i tutaj rząd może się pomylić, a wówczas nie pozostanie mu nic innego jak tylko jeszcze mocniej zacisnąć pętle fiskalnego ucisku na szyjach najbiedniejszych Polaków. By żyło się lepiej!

wpis z dnia 20/03/2015 

   


 

     Kwota wolna od podatku: Tanzania - 4236 zł, Mauretania - 3204 zł, Polska - 3091 zł. Dlaczego PO skazuje nas na bycie krajem "trzeciego świata"?
wpis z dnia 19/03/2015

 

W kwestii kwoty wolnej od podatku nasz kraj może się porównywać jedynie z biednymi i zacofanymi państwami Afryki. W Mauretanii kwota wolna od PIT to równowartość 3204 zł. W blisko 30 razy biedniejszej od Polski Tanzanii, kwota wolna od podatku to równowartość 4236 zł. Pewne jest jedno - rząd Platformy łupi Polaków niemiłosiernie, pytany zaś o możliwość obniżenia podatków odpowiada, że to "melodia przyszłości". Powstaje pytanie: Jak taki rząd mógł się utrzymać przy władzy przez 8 lat??!

Przeciętny Polak oddaje w podatkach około 41,6 proc. swoich dochodów. Pod tym względem nasz kraj zajmuje odległe, bo 87. miejsce na świecie (ranking World Economic Forum). Tymczasem premier polskiego rządu Ewa Kopacz, pytana w ubiegłym roku o możliwość obniżenia podatków, stwierdziła, że to "melodia przyszłości" i w obecnie nie mamy na to liczyć. Potwierdza to rządowy dokument pt. "Wieloletni plan finansowy państwa. 2014–2017". Wynika z niego, że celem ekipy Platformy nie są reformy, które miałyby uzdrowić finanse państwa. Zamiast tego rządzący chcą nadal utrzymywać podatki na wysokim poziomie i liczyć, że nadejdzie lepsza koniunktura gospodarcza. Co więcej - zdaniem rządowego planu obniżenie podatków poprzez zwiększenie kwoty wolnej od podatku mogłoby nastąpić nie szybciej niż w... 2018 roku.

Jakby tego było mało platformerska ekipa próbuje nam wmówić, że podatki w Polsce są niskie! Rządowa funkcjonariuszka, wiceminister finansów - Izabela Leszczyna (absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz studiów podyplomowych w zakresie filozofii i etyki) nie tak dawno przekonywała na łamach "Rzeczpospolitej", że dalsze utrzymywanie najniższej w Europie kwoty wolnej (3091 zł) od podatku ma sens. Powód? - Alternatywą dla wzrostu tej kwoty do poziomu postulowanego przez Rzecznika Praw Obywatelskich (6503 zł) miałoby być zlikwidowanie ulg podatkowych, jakie w okresie rządów PO-PSL jeszcze nie zostały skasowane (sic!). W ten sposób "autorytet" rządowy w zakresie podatków próbuje nas przekonać, że wysokie obciążenia fiskalne są dobre i spełniają postulat wyborczy "by żyło się lepiej". Jak widać buta ludzi wywodzących się z Platformy nie zna granic. 

Źródło informacji: MKJohnston (Wykop.pl)

wpis z dnia 19/03/2015

   


  

     Władze Kostaryki podniosły kwotę wolną od podatku do równowartości ok. 69600 zł. Rząd Platformy nadal utrzymuje ją na poziomie... 3091 zł
wpis z dnia 18/03/2015

 

Kostaryka, kraj położony w Ameryce Łacińskiej, właśnie podniósł swoim obywatelom kwotę wolną od podatku dochodowego do poziomu 9,5 mln kolonów rocznie, co w przeliczeniu na polską walutę stanowi równowartość ok. 69.600,00 zł. Tymczasem rząd Platformy od 8 lat utrzymuje w naszym kraju kwotę wolną od PIT na niezmienionym i absurdalnie niskim poziomie 3091 zł. By żyło się lepiej!

Obywatele Kostaryki, gdzie PKB na głowę wynosi 10,4 tys. USD, podatek PIT płacą swojemu fiskusowi dopiero po przekroczeniu dochodów o równowartości 69.600,00 zł w skali roku. To oznacza, że kwota wolna od podatku jest tam ponad 22 razy (!) wyższa niż w Polsce, gdzie PKB na głowę wynosi 14,3 tys. USD. 

Absurdalnie niski w naszym kraju pułap kwoty wolnej od PIT to bezpośredni efekt rządów Platformy Obywatelskiej i PSL, które z premedytacją 8 lat temu zamroziły ją na poziomie 3091 zł i ani myślą ją podwyższyć choćby do równowartości kwoty dochodów mających zapewnić egzystencję. Fiskalny amok ekipy rządowej objawia się nie tylko w kwestii kwoty wolnej od podatku. Warto przypomnieć, że to Platforma podniosła podatek VAT, kilkukrotnie podnosiła akcyzę, podwyższyła składki na ZUS (składkę rentową dla przedsiębiorców), zlikwidowała ulgi: budowlaną i internetową, obniżyła o 1/3 zasiłek pogrzebowy, opodatkowała lokaty 1-dniowe oraz kilkukrotnie podnosiła maksymalne limity na podatki lokalne. Jakby tego było mało trwają pracę nad nowymi podatkami: audiowizualnym i smartfonowym. 

Aby cokolwiek zmieniło się w tej kwestii kluczowym jest odsunięcie od władzy osób, które odpowiadają za nieustający ciąg wzrostu fiskalnego ucisku. Pierwsza dobra okazja już niebawem - 10 maja. Nie możemy dopuścić do tego, aby Bronisław Komorowski - który podpisał się pod wszystkimi ustawami Platformy zwiększającymi zwykłym ludziom podatki - został wybrany na kolejną kadencję. To pierwszy krok do powstrzymania podatkowego amoku Platformy Obywatelskiej!

Źródło: KPMG / Wykop.pl
wpis z dnia 18/03/2015

   


  

     Ustawodawstwo II RP przewidywało dla skorumpowa- nych urzędników państwowych karę śmierci. Może czas powrócić do sprawdzonych rozwiązań?
wpis z dnia 17/03/2015

 

Praktycznie nie ma tygodnia, w którym nie dowiadujemy się o nowej aferze, przekręcie czy malwersacji z udziałem wysokich urzędników lub polityków partii rządowej. Gigantyczne przekręty powodujące straty Skarbu Państwa w rzeczywistości obciążają rachunki zwykłych Polaków, którzy muszą płacić wyższe podatki, aby wspomniane straty mogły być pokryte. Czy w takich okolicznościach zasadnym byłby powrót do przedwojennego ustawodawstwa, które przewidywało surowe kary (z karą śmierci włącznie) dla skorumpowanych funkcjonariuszy rządowych?

Zgodnie z treścią Ustawy z dnia 18 marca 1921 r. "o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez urzędników" - urzędnik, który w związku z pełnioną funkcją, dopuścił się kradzieży lub oszustwa popełnionego w zamiarze osiągnięcia dla siebie lub osoby trzeciej korzyści majątkowej, a jednocześnie wywołał tym szkodę finansową u innej osoby - był karany śmiercią przez rozstrzelanie. To samo dotyczyło urzędników, którzy przyjęli korzyść majątkową w zamian za "pogwałcenie obowiązków urzędowych lub służbowych". Kara ciężkiego więzienia (od min. 4 lat do maks. 15 lat) groziła urzędnikowi w przypadku przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za rozstrzygnięcie sprawy urzędowej lub służbowej. Jeśli jednak dany urzędnik łapówki w zamian za korzystne rozstrzyganie spraw urzędowych brał notorycznie - groziła mu kara śmierci przez rozstrzelanie.

W rzeczywistości III RP nie ma tygodnia, aby na jaw nie wyszła nowa afera, przekręt czy malwersacja ze szkodą dla Skarbu Państwa. Często byłoby to nie możliwe, gdyby nie zachowanie rządzących nami polityków i urzędników najwyższego szczebla. Przykład? - Infoafera. Szacuje się, że kosztowała nas (podatników) kilkaset milionów złotych. Okazało się, że odpowiedzialnymi za tę patologie byli skorumpowani ministerialni urzędnicy, którzy brali za ustawianie publicznych przetargów grubą kasę od zagranicznych firm informatycznych. Pytanie - czy taka "infoafera" byłaby możliwa, gdyby w naszym kraju funkcjonowało prawo surowo piętnujące korupcyjne zachowania opłacanych z naszych pieniędzy funkcjonariuszy publicznych? I nie mówię tutaj wcale o karze śmierci. Wystarczyłoby minimum 15 lat więzienia wraz z całkowitym przepadkiem posiadanego majątku. Pytanie retoryczne: dlaczego w obowiązującym w Polsce porządku prawnym nie regulacji wprowadzającej surowe i nieuchronne kary za przestępstwa korupcyjne?

 

Źródło informacji: Ustawa z dnia 18 marca 1921 r. o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez urzędników (Sejm.gov.pl)
wpis z dnia 17/03/2015

    


   

     Czy wiesz, że w biednej Kambodży kwota wolna od podatku jest już blisko 3-krotnie wyższa niż w Polsce?
wpis z dnia 16/03/2015

 

Kilka tygodni temu władze Kambodży - jednego z najbiedniejszych państw na świecie - podniosły swoim obywatelom kwotę wolną od podatku do równowartości ok. 8600 zł. W Polsce kwota ta wynosi 3091 zł i od czasu kiedy do władzy dostała się ekipa PO-PSL nie była aktualizowana w ogóle!

Przypomnijmy, że w Polsce obowiązuje najniższa w Europie kwota wolna od podatku (3091 zł), która na domiar złego nie była aktualizowana od 8 lat, czyli czasu kiedy do władzy dostała się ekipa Tuska i Komorowskiego. Taka polityka przyczyniła się do kuriozalnej i niespotykanej nigdzie indziej sytuacji, kiedy podatek dochodowy należy płacić nawet od dochodów, które mają zapewnić biologiczną egzystencję najbiedniejszym. Grupa posłów chciała to zmienić i wniosła do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną do poziomu ok. 6500 zł, czyli równowartości rocznego minimum egzystencji. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i projekt ten na początku lutego uwalili już na pierwszym czytaniu. 

Co istotne - odrzucenie przez ekipę Tuska i Komorowskiego pomysłu podniesienia kwoty wolnej od podatku najmocniej uderza w grupę około 3 milionów najbiedniejszych, którzy na co dzień zmagają się z ubóstwem i nędzą. Dla nich niezwykle istotne jest to czy kwota od której nie muszą płacić podatku wyniesie 3091 zł czy 6500 zł. Niestety, tak jak syty głodnego nie zrozumie, tak i chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL także nie są w stanie pojąć, że utrzymując podatki dla najbiedniejszych na tak wysokim poziomie mogą doprowadzić do wielu życiowych dramatów. 

Tymczasem w Kambodży - jednym z najbiedniejszych państw świata - kwotę wolną od podatku, w odróżnieniu od Polski, podniesiono. Premier tego kraju podniósł swoim obywatelom próg dochodu wolnego od podatku do 800 tys. rieli miesięcznie, tj. równowartości ok. 720 zł. W skali roku daje to kwotę ok. 8600 zł, czyli niemal razy więcej niż w kraju rządzonym przez ekipę Platformy i PSL-u. 

wpis z dnia 15/03/2015

   


  

     Przypominamy cztery decyzje prezydenta Komorowskiego, które kosztowały podatników dziesiątki miliardów złotych
wpis z dnia 15/03/2015

 

Media mainstreamowe jak ognia unikają pytań dotyczących krytycznego podsumowania pięciolecia urzędowania Bronisława Komorowskiego na stanowisku Prezydenta RP. A szkoda, bo jego kadencja obfitowała w szereg niekorzystnych decyzji, które kosztowały Polaków miliardy złotych. Przypomnijmy tylko, że obecny prezydent zatwierdził podwyżkę VAT, zwiększenie składki rentowej, grabież oszczędności w OFE oraz podwyższenie wieku emerytalnego. Tymczasem media lansują "Bula" jako "dobrego wujka" wszystkich Polaków oraz ordynarnie prostują każdą jego wpadkę i kompromitację.
 
Przypomnijmy cztery kluczowe decyzje Bronisława Komorowskiego, które kosztowały polskiego podatnika miliardy złotych:

1) Bronisław Komorowski na początku czerwca 2012 roku podpisał ustawę o podwyższeniu wieku emerytalnego do 67. roku życia. To oznacza, że mężczyźni muszą pracować dłużej o 2 lata, a kobiety aż o 7. Tym samym o taki właśnie okres czasu pracujący Polacy oraz zatrudniający ich przedsiębiorcy muszą wpłacać do ZUS horrendalnie wysokie składki na ubezpieczenia społeczne. W praktyce oznacza to co roku kilka miliardów złotych więcej w kasie ZUS

2) 14 grudnia 2010 roku Komorowski zatwierdził ustawę podnoszącą wysokość płaconego przez Polaków podatku VAT. Wyższe stawki tego podatku miały obowiązywać od 2011 do 2013 roku. Okazało się jednak, że pod koniec 2013 roku prezydent podpisał się pod ustawą utrzymującą wyższe stawki VAT na lata 2014 - 2016. Szacuje się, że z tego tytuł Polacy płacą co roku od 4 do 5 miliardów zł więcej podatku VAT. To oznacza, że w latach 2011 - 2014 dzięki decyzji "Bula" przelali do kasy państwa dodatkowe 16 - 20 mld zł.

3) Pod koniec grudnia 2011 roku obecny prezydent podpisał ustawę podwyższającą składkę rentową dla przedsiębiorców o 2 proc. Na skutek podwyżki składka ta wzrosła z 6 proc. do 8 proc., co przełożyło się na zwiększenie wpływów do budżetu ZUS o około 7 miliardów zł w skali roku. Dzięki tej decyzji Komorowskiego portfele polskich przedsiębiorców skurczyły się w latach 2012 - 2014 o minimum 21 miliardów złotych.

4) 27 grudnia 2013 roku Komorowski podpisał ustawę o grabieży oszczędności Polaków zgromadzonych na funduszach emerytalnych. Dzięki tej decyzji około 150 miliardów złotych trzymanych na indywidualnych kontach emerytalnych Polaków zostało bezpowrotnie przemielonych przez ZUS na wypłatę bieżących emerytur i spłatę wymagalnego zadłużenia.  

wpis z dnia 15/03/2015

   


  

     MON po cichu wprowadza w Polsce rozporządzenia wojenne. Czyżby szykowali się do czegoś większego?
wpis z dnia 13/03/2015

 

W ciągu ostatnich paru dni w Dzienniku Ustaw opublikowano kilka rozporządzeń i obwieszczeń MON dotyczących m. in. rozpatrywania roszczeń z tytułu szkód wyrządzonych przez obce wojska, pokrywania przez Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej kosztów pogrzebu żołnierzy niezawodowych oraz przekraczania granicy państwowej. Czyżby szykowali się do czegoś większego?

Poniżej pełne zestawienie obwieszczeń i rozporządzeń wojennych (wraz z linkami do ich wersji PDF dostępnych na serwerach Sejmu) jakie zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw w ciągu ostatnich kilku dni. Myślę, że warto zapoznać się z ich treścią. Znamienne jest to, że media mainstreamowe póki co nie informowały o publikacji tych aktów prawnych. Czyżby implementacja do polskiego porządku prawnego obwieszczenia dot. Komisji do rozpatrywania roszczeń z tytułu szkód wyrządzonych przez wojska obce czy rozporządzenia w sprawie kosztów pogrzebów żołnierzy niezawodowych, miała przejść niezauważona?

 

Obwieszczenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 4 lutego 2015 r. w sprawie Komisji do rozpatrywania roszczeń z tytułu szkód wyrządzonych przez wojska obce
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000256 

Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 17 lutego 2015 r. w sprawie płatności uposażenia i innych należności pieniężnych oraz pokrywania przez Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej kosztów pogrzebu żołnierzy niezawodowych [wejdzie w życie 2015-03-20]
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000309 

Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 6 lutego 2015 r. w sprawie przydziałów mobilizacyjnych i pracowniczych przydziałów mobilizacyjnych
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000258 

Obwieszczenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 4 lutego 2015 r. w sprawie przekraczania granicy państwowej i lotów obcych wojskowych statków powietrznych w przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000273 

Obwieszczenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 4 lutego 2015 r. w sprawie sposobu odbywania zasadniczej służby wojskowej
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000294 

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 11 lutego 2015 r. w sprawie wprowadzenia obowiązkowych ćwiczeń wojskowych [wejdzie w życie 2015-03-24]
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000321 

wpis z dnia 13/03/2015

  


  

     Masowe strajki w Niemczech. Pracownicy chcą podwyżek o równowartość min. 720 zł. Tymczasem w Polsce embargo informacyjne na ten temat
wpis z dnia 12/03/2015

 

Niemcy, którzy zarabiają przeciętnie czterokrotnie więcej niż Polacy, rozpoczęli masowe protesty. W ośmiu landach pracownicy służby publicznej (głównie nauczyciele, lekarze, policjanci i urzędnicy) rozpoczęli kilkugodzinne strajki ostrzegawcze. Żądają podwyżek płac o 5,5 procent, przy czym minimalna podwyżka miałaby wynieść 175 euro miesięcznie (równowartość 720 zł). Zastanawiające, że główne media w Polsce całkowicie zignorowały tę informację. Czyżby władza wydała prykaz, aby o tym nie mówić?

Niemieckie związki zawodowe reprezentujące pracowników sektora publicznego domagają się wyższych pensji (wzrost o 5,5 procent, przy czym minimalna podwyżka miałaby wynieść 175 euro miesięcznie) oraz ograniczenia zatrudniania na czas określony. Strajki mają charakter ostrzegawczy. Trwają po kilka godzin i będą się powtarzać w ciągu najbliższych dni. Jeżeli postulaty nie zostaną spełnione przez rząd w Berlinie związki zawodowe (skupiające w odróżnieniu od Polski zdecydowaną większość zatrudnionych) planują zorganizować strajk generalny, który sparaliżuje cały kraj.

W tym kontekście warto przypomnieć, że średnia niemiecka pensja jest o blisko 300 proc. wyższa od polskiej, mimo podobnych kosztów życia (różnice w cenach poszczególnych usług czy produktów nie przekraczają 20-40 proc.), a liczba osób zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych i na czas określony jest w naszym kraju najwyższa w całej Unii Europejskiej. Zatem to w Polsce, a nie w Niemczech, powinny co chwila wybuchać strajki i akcje protestacyjne. Dlaczego tak się nie dzieje? - Między innymi dlatego, że media rządowe celowo i z premedytacją ograniczają Polakom dostęp do informacji na temat akcji protestacyjnych organizowanych przez zachodnie społeczeństwa. Celowo nakładają embargo informacyjne, tak aby jak najmniej ludzi pomyślało o zorganizowaniu podobnej akcji w Polsce. Tak było w przypadku masowych protestów w Belgii, kiedy na ulice wyszło kilkaset tysięcy ludzi zamanifestować swój sprzeciw wobec planom tamtejszego rządu, aby podwyższyć wiek emerytalny do 67. roku życia (czytaj więcej: tutaj). Tak też jest obecnie w przypadku masowych strajków ostrzegawczych sektora publicznego tuż zza Odrą. Podejrzewam, że platformerska władza panicznie boi się wszelkiego rodzaju obywatelskich protestów, dlatego prewencyjnie nakazała oddanym sobie mediom temat strajków w Niemczech przemilczeć.

wpis z dnia 12/03/2015

  


  

     Co roku grube miliardy wypływają bezpowrotnie z Polski. Zagraniczne koncerny bezlitośnie drenują owoce polskiego wzrostu
wpis z dnia 11/03/2015

 

Statystyki bilansu płatniczego są zatrważające. W latach 2005-2014 Polska była najobficiej drenowanym z kapitału państwem Europy! Zagraniczne koncerny transferują gigantyczne zyski osiągane w naszym kraju do swoich central we Frankfurcie, Londynie czy Paryżu. Dzięki temu w ciągu ostatnich 10 lat z Polski wyprowadzono równowartość około 540 mld zł! Banana Republic of Poland...

Z Polski co roku wypływają gigantyczne transfery dywidend i nieopodatkowanych zysków zagranicznych koncernów, które traktują nasz kraj przede wszystkim jako rynek zbytu dla swoich dóbr i usług. Przy okazji tworzą u nas montownie, magazyny czy centra usług wykorzystujące Polaków jako tanią siłę roboczą. Płacą nam 3, 4-krotnie niższe pensje niż pracownikom zatrudnionym w swoich krajach. Gdy do tego doliczymy kosztujące naprawde ciężkie pieniądze różnego rodzaju opłaty licencyjne za możliwość używania przez lokalne oddziały zagranicznych przedsiębiorstw znaków firmowych i towarowych swoich właścicieli, to mamy jasną odpowiedź dlaczego w Polsce nadal na wszystko brakuje pieniędzy. 

Oficjalne statystyki NBP na temat bilansu płatniczego Polski są zatrważające. W ciągu pierwszych trzech kwartałów ubiegłego roku "wypłynęło" z naszego kraju 16,6 mld zł (taki deficyt zanotowało saldo rachunku bieżącego). Aby zrozumieć skalę wielkości - wspomniana kwota jest o ponad 300 razy większa aniżeli suma zebrana przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy podczas ostatniego finału. Wynik ten i tak jest dla nas rekordowo dobry. Warto zauważyć, że deficyt salda rachunku bieżącego za 2012 rok wyniósł bowiem 57,3 mld zł, a w 2011 roku wyparowało z naszego kraju aż 80,4 mld zł! Skumulowany deficyt salda rachunku bieżącego Polski za ostatnie 10 lat wyniósł około 540 mld zł! Te porażające swoją wielkością kwoty mówią nam jedno: z naszego kraju szerokim strumieniem nieustannie wypływa kapitał. Wszelkie owoce polskiego wzrostu gospodarczego bezlitośnie drenowane są przez zagraniczne spółki i przedsiębiorstwa. Wynika ze struktury naszego przemysłu (w dużej części zlikwidowany lub ograniczony do peryferyjnych montowni) oraz relacji właścicielskich sektora finansowo-usługowego (w większości przejęty przez koncerny mające swoje siedziby za granicą). Swoją cegiełkę dorzuca także rząd, który konsekwentnie powiększając zadłużenie naszego kraju sprawia, że z roku na roku musimy płacić zagranicznym wierzycielom coraz większe odsetki za pożyczone pieniądze. W ten sposób spełniła się wizja nakreślona na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia przez "liberałów", powiązanych dziś ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej. Polska stała się największą neokolonią w Europie. Klasyczną "Banana Republic". By żyło się lepiej... innym gospodarkom Europy i świata.

 

Źródło informacji: Bilans płatniczy NBP (NBP.pl)
wpis z dnia 11/03/2015

   


   

     Polska kupuje od Rosjan gaz po najwyższej cenie w Europie. To efekt uległości rządu PO-PSL wobec Kremla
wpis z dnia 10/03/2015

 

Z informacji ujawnionych przez rosyjską agencję prasową Interfax wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat to właśnie Polska płaciła Rosjanom za sprowadzany gaz zdecydowanie najwięcej w Europie (w naszym kraju informacje te są traktowane przez PGNiG jako tajemnica handlowa). Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to efekt urzędowania w Warszawie pro-kremlowskiego rządu, który przepełniony paraliżującym strachem przed jakimkolwiek sprzeciwem wobec Moskiewskich włodarzy, dla dobrego samopoczucia Putina jest w stanie zrobić naprawdę wiele - w tym zawrzeć całkowicie niekorzystny kontrakt na dostawy gazu, którego finansowe konsekwencje odczują zwykli Polacy.

Z informacji upublicznionych przez Interfax wynika, że średnia cena sprzedawanego nam przez Gazprom 1 tys. m3 gazu w 2013 roku wynosiła 429 USD i była najwyższa w Europie. W 2014 roku spadła do poziomu 379 USD, ale mimo to nadal płaciliśmy Rosjanom najwięcej. Dla porównania - według danych zaprezentowanych przez Interfax średnie ceny rosyjskiego gazu dla państw Europy Zachodniej wyniosły w latach 2013-2014 odpowiednio: 385 i 341 USD za 1 tys. m3., to jest o 44 i 38 USD mniej niż wyniosły ceny gazu dla Polski. 

Średnia cena 1 tys. m3 gazu sprzedawanego przez Gazprom:


rok ------------- 2013 ------- 2014
Polska ------- 429 USD --- 379 USD
Włochy ------ 399 USD --- 341 USD
Węgry ------- 418 USD --- 338 USD
Francja ------ 404 USD --- 338 USD
Austria ------ 402 USD --- 329 USD
Niemcy ------ 366 USD --- 323 USD
Słowacja ---- 438 USD --- 308 USD
Śr. EU Zach. - 385 USD --- 341 USD

Nie mam wątpliwości, że najwyższa cena gazu dla Polski to efekt uległości rządu PO-PSL wobec Kremla. W ciągu roku dzięki takiej postawie rządzących nami polityków płacimy około 2 miliardy złotych więcej, aniżeli w przypadku, gdyby ceny sprowadzanego zza wschodniej granicy gazu były "europejskie". Nie da się tego ukryć, że obecna ekipa rządowa zrobiła bardzo wiele dla dobra rosyjskiego przemysłu gazowego. Najpierw podpisała niekorzystną dla Polski (a bardzo korzystną dla Rosjan), długoterminową umowę gazową (pierwotnie Tusk z Pawlakiem chcieli ją zawrzeć aż do 2037 roku, ale na takie rozwiązanie nie zgodziła się Unia Europejska). Następnie umorzyła 1,2 mld zł długu Gazpromu za przesył przez polskie terytorium gazu na Zachód oraz skutecznie sabotowała powstanie ustawy regulującej kwestie wydobywania gazu łupkowego w Polsce. Jakby tego było mało w sprawie budowy gazoportu w Świnoujściu podpisała z głównym wykonawcą umowę, która w praktyce pozwala przeciągać w nieskończoność termin oddania do użytku tej inwestycji. Mając to na względzie Tusk - jako najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel tej ekipy - powinien otrzymać od Putina order Bohatera Federacji Rosyjskiej.

 

Źródło informacji: Teraz już czarno na białym, Polska płaci najdrożej za rosyjski gaz (wPolityce.pl)

wpis z dnia 10/03/2015

   


  

     Platforma wcale nie chce być "blisko ludzi". Chce być blisko ich kieszeni i rachunków bankowych
wpis z dnia 9/03/2015

 

Żadna inna ekipa rządząca po 1989 roku nie zafundowała Polakom tak wielkiego wzrostu obciążeń podatkowych, co partia Platformy, która dla zmylenia wyborców używa w swej nazwie przymiotnika "obywatelska". Politycy tego ugrupowania wcale nie chcą być "blisko ludzi", jak sugerowali podczas kampanii wyborczej z jesieni ubiegłego roku. Oni chcą być blisko naszych kieszeni, rachunków bankowych i zgromadzonych na nich oszczędności. Chcą nam zabierać w podatkach i innych daninach jak najwięcej pieniędzy, by to im - a nie nam - żyło się lepiej!

Tak jak Platforma kłamała, że jest "obywatelska", tak też platformiany rząd ustami swojego premiera Donalda Tuska - kłamał, że naczelną zasadą jego polityki finansowej będzie stopniowe obniżanie podatków i danin publicznych. Obecny "król" Europy stwierdził to w listopadzie 2007 roku, podczas wygłaszania swojego pierwszego expose. Tymczasem po wypowiedzeniu tych słów Tusk lekką ręką - przy wsparciu posłów swojej partii - podniósł stawki podatku VAT, kilkukrotnie podnosił akcyzę, podwyższył składki na ZUS, podwyższył składkę rentową dla przedsiębiorców, zlikwidował ulgi: budowlaną i internetową, obniżył o 1/3 zasiłek pogrzebowy, opodatkował lokaty 1-dniowe, kilkukrotnie podnosił maksymalne limity na podatki lokalne, zamroził kwotę wolną od podatku oraz progi podatkowe, jak również rozpoczął prace nad nowymi podatkami: audiowizualnym i smartfonowym. Jakby tego było mało ekipa Platformy dokonała gigantycznego skoku na oszczędności Polaków zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych, jednorazowo grabiąc około 131 miliardów złotych.

W kontekście powyższego warto przypomnieć, że kilka tygodni temu do mediów wyciekła tajna notatka ze spotkania dyrektorów izb skarbowych z szefostwem Ministerstwa Finansów. Zgodnie z treścią tej notatki, aparat podatkowy rządu w 2015 roku ma być jeszcze bardziej opresyjny wobec Polaków. Urzędnicy mają zmienić tok myślenia w sprawie przeprowadzanych kontroli podatkowych: "nie ma być kontroli w celach prewencyjnych. Kontrole podatkowe mają przynosić wpływy do budżetu" - czytamy w notatce. Ponadto Ministerstwo Finansów wyznaczyło dyrektorom izb skarbowych w Polsce bardzo konkretne cele na 2015 rok: wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących oraz wzrost kontroli zakończonych pozytywnie (czyli nałożeniem domiaru podatkowego). Czy tak ma wyglądać realizacja platformianego postulatu "przyjaznego państwa"? Czy tak ma wyglądać realizacja hasła wyborczego "bliżej ludzi"?! Nie mam wątpliwości, że bezkarność i samowola urzędników, niestabilność prawa, biurokracja oraz rozrastający się fiskalizm są przykładem totalitarnego traktowania własnych obywateli w imię interesów partii rządzącej. Oni wcale nie chcą być "bliżej ludzi". Oni chcą być po prostu bliżej naszych pieniędzy.

 

wpis z dnia 9/03/2015

    


  

     16 Bronkobusów z politykami skompromitowanej Platformy rusza w Polskę. Będą szerzyły postrach?
wpis z dnia 8/03/2015

 

Szef sztabu wyborczego Komorowskiego oświadczył, że Bronkobusy odwiedzą wszystkie województwa w Polsce. Sam "Bul" nie będzie jednak nimi podróżował. Zamiast niego w autobusach będą podróżowali oficjele skompromitowanej Platformy Obywatelskiej, których głównym celem będzie rozdać miejscowej ludności jak najwięcej posterów z twarzą Bronka. Genialne!

Robert Tyszkiewicz, szef sztabu Komorowskiego, tłumacząc pomysł 16 "bronkobusów" bredził coś o "fenomenie Bronisława Komorowskiego", który "jest autentyczny w zdolności pozyskiwania sympatii różnych środowisk" i odznacza się "nieplastikowym językiem komunikacji". Koń by się uśmiał! Nie wiem o jakim "fenomenie" mowa? Chyba o fenomenie ilości kompromitacji. Jeśli zaś chodzi o zdolności pozyskiwania sympatii różnych środowisk, to obawiam się, że szef sztabu "Bula" miał na myśli sympatię środowiska byłych WSI i eshablishmentu PRL. 

Jakby tego było mało "Bronkobusami" będą jeździć różni platformerscy oficjele z plakatami i ulotkami w ręku. Pomysł genialny! Sztab Dudy chyba pije z radości. Nic bowiem tak nie przekona potencjalnych wyborców jak skompromitowany polityk rządowy, który odpowiada za podwyżki podatków, burdel w służbie zdrowia czy rozrost biurokracji. Brawo! Oby tak dalej! Ciekawe czy rejestracje autobusów będą się zaczynały od liter WSI...?

wpis z dnia 8/03/2015

   


  

     Platforma spuściła w sejmowym klozecie już ponad 5 milionów podpisów. Zobacz z jaką pogardą traktują obywateli!
wpis z dnia 6/03/2015

 

"Platforma bliżej ludzi" - głosiło jedno z haseł partii Ewy Kopacz, promowane podczas jesiennej kampanii przed wyborami samorządowymi. Wczoraj Platforma doskonale pokazała jak blisko jest ludzi, mieląc w sejmowej niszczarce kolejne kilkaset tysięcy podpisów złożonych pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą. 

Paradoksalnie racje miał Stefan Niesiołowski, który ponad 10 lat temu - nie będąc jeszcze posłem Platformy - twierdził, że partia ta jest jedną wielką mistyfikacją i oszustwem. Przymiotnik "obywatelska" w nazwie ugrupowania Ewy Kopacz ma za zadanie wprowadzać ludzi w błąd. W rzeczywistości bowiem partia ta jest skrajnie anty-obywatelska, a do swoich wyborców odnosi się z głęboką pogardą, którą mierzyć można w liczbie odrzuconych inicjatyw obywatelskich. Wczoraj wrzucili do kosza kolejną, pod którą podpisało się ponad 300 tys. osób. 

Szacuje się, że Platforma w trakcie swoich rządów spuściła do sejmowego klozetu już łącznie ponad 5 milionów podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi. Warto w tym miejscu pokrótce przypomnieć największe anty-obywatelskie działania tej ekipy: Tuż po przejęciu władzy zmielili ok. miliona podpisów w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych (J.O.W.). Nieco później do niszczarki wpadło dwa miliony podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum dot. podniesienia wieku emerytalnego. W 2011 roku Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców zebrało prawie 350 tys. podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakładał m.in. odstąpienie od wprowadzenia obowiązku szkolnego dla 6-latków. Projekt ten został oczywiście odrzucony głosami posłów Platformy, a wszystkie podpisy obywateli spuszczone w klozecie. To samo czekało 250 tys. podpisów pod wnioskiem o ustawę w/s pozostawienia LOTOSu w rękach Skarbu Państwa. Dwa lata później partie Tuska i Piechocińskiego odrzuciły obywatelski wniosek o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego. W tym przypadku zmielonych zostało prawie milion podpisów. Pod rozpatrywanym wczoraj przez Sejm projektem ustawy pozostawiającym rodzicom możliwość wyboru, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku 6 czy 7 lat, podpisało się około 300 tys. osób. Decyzją Platformy "Obywatelskiej" projekt ten również trafił do kosza. 

Rządząca Polską Platforma regularnie pokazuje swoją anty-obywatelskość. Wyśmiewa swoich wyborców, gardzi Polakami i pokazuje, że ma ich głęboko w d... Pozostaje mieć nadzieję, że ta część społeczeństwa, która do tej pory jeszcze w PO wierzyła, ostatecznie porzuci wszelką dla nich nadzieję i pokaże im czerwoną kartkę przy najbliższej wyborczej okazji.

wpis z dnia 6/03/2015

  


  

     Komorowski kojarzy się przede wszystkim z obciachem. Nie wolno jednak zapominać, że to groźny reprezentant platformerskiego układu i WSI
wpis z dnia 5/03/2015

 

Publicysta Stanisław Janecki słusznie zauważa, że dla przeciętnego Polaka Bronisław Komorowski kojarzy się przede wszystkim z obciachowym i niezdarnym safandułą-burakiem. Problem jednak w tym, że w rzeczywistości jest on groźnym dla suwerenności i zapewnienia nam pełni swobód obywatelskich reprezentantem platformerskiego układu powiązanego z WSI i ekipą aparatu władzy z PRL. 

- "Owszem, on i jego otoczenie popełniają niezliczone gafy, dzielnie walczą z protokołem dyplomatycznym, elementarnymi zasadami dobrego wychowania oraz polszczyzną. To prawda, że prezydent często się przejęzycza, robi podstawowe błędy składniowe, semantyczne czy ortograficzne, mamrocze i gubi sens oraz logikę wypowiedzi. (...) Tymczasem pod maską safanduły kryje się całkiem bezwzględny i twardy gracz." czytamy w najnowszym artykule publicysty tygodnika "wSieci". 

Trudno się z powyższym nie zgodzić. Komorowski przez wielu Polaków odbierany jest jako niezdarny, obciachowy "misio", który coraz częściej zalicza kompromitujące wpadki. Co do tego pełna zgoda. Pamiętać jednak należy, że Komorowski jest przede wszystkim reprezentantem platformerskiego układu. To nie kto inny, jak właśnie on zatwierdzał swoim podpisem wszystkie negatywne rozwiązania legislacyjne uchwalane przez polityków Platformy i PSL. Jest niczym notariusz akceptujący wszystko to, co wcześniej przepchnie przez Sejm ekipa Kopacz. No okej - można powiedzieć. Taka jego polityczna rola. Gorzej, że obecny prezydent reprezentuje również środowiska ludzi powiązanych z aparatem władzy PRL. To on umieścił jako swoich najbliższych doradców wywodzącego się z PZPR Tomasza Nałęcza, czy moskiewskich kursantów Kozieja i Kuźniara. Efekt tego był taki, że BBN wydał w 2012 roku strategie, zgodnie z którą to Rosja, a nie NATO, winna być gwarantem naszego militarnego bezpieczeństwa w Europie. Jakby doliczyć do tego wątek WSI, to mamy obraz prezydenta, który jest realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa i suwerenności. I to - a nie jego obciachowość czy ciągle powtarzające się kompromitacje - winno być rozpatrywane w debacie publicznej jako główny argument przeciwko jego reelekcji.

 

Czytaj więcej: Komorowski i jego ludzie realizują strategię zupaków i trepów. Pozornie śmieszną, faktycznie groźną
Czytaj więcej: Bronisław Komorowski ramię w ramię z Dukaczewskim. Obrona WSI pcha prezydenta w odmęty zakłamania i manipulacji
wpis z dnia 5/03/2015
  


  

     Gigantyczny wzrost zadłużenia Polski w 2014 roku. Rząd zadłużył nas na kolejne 72 miliardy złotych!
wpis z dnia 4/03/2015

 

Wygląda na to, że dokonana w ubiegłym roku grabież oszczędności Polaków zgromadzonych w OFE tylko rozzuchwaliła rządzących nami polityków Platformy i PSL. Okazuje się, że po wyłączeniu efektu umorzenia obligacji skarbowych związanych z grabieżą OFE zadłużenie naszego państwa wzrosło aż o 72 miliardy złotych! By żyło się lepiej... zagranicznym wierzycielom Polski!

Jeśli nie uwzględnimy skutków rządowego "skoku na OFE", to zgodnie z oficjalnymi statystykami Ministerstwa Finansów zadłużenie Polski w ubiegłym roku wzrosło aż o 72,09 mld zł, czyli o 8,6 proc. w stosunku do 2013 r. Wynikało to głównie z finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa i rolowania zadłużenia (+43,3 mld zł), osłabienia kursu złotego w stosunku do walut, w których rząd zaciągał pożyczki (+13,8 mld zł) oraz prefinansowania potrzeb pożyczkowych na 2015 r. (+12,7 mld zł). 

Co ciekawe - w tym roku zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów w ciągu jednego roku. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby to rządzący odpowiadali za spłatę tych zobowiązań. Niestety za regulowanie długów odpowiadają własnym majątkiem wszyscy Polacy. To ich ciężko zarobione pieniądze, uprzednio zabrane w podatkach, są przekazywane przez rząd na konta zagranicznych wierzycieli tytułem spłaty zadłużenia. To zwykli Polacy, a nie rządzący krajem politycy Platformy i PSL, są również najbardziej narażeni na niekorzystne konsekwencje gigantycznego długu, który nie dość, że wpływa to na wysokość płaconych przez nich podatków, to jeszcze determinuje sposób wydatkowania pieniędzy przez państwo. Zamiast na infrastrukturę, innowacyjność, służbę zdrowia czy bezpieczeństwo - rząd najwięcej środków zabranych podatnikom kieruje na konta wierzycieli naszego kraju. By żyło im się lepiej...

wpis z dnia 04/03/2015
    


  

     Rząd próbował utajnić przed opinią publiczną niekorzystny dla siebie raport NIK na temat Gazoportu!
wpis z dnia 3/03/2015

 

NIK po raz kolejny zmiażdżył rząd za gigantyczną skalę niekompetencji i nieudolności. Tym razem chodzi o gazoport w Świnoujściu. Zgodnie z opublikowanym właśnie raportem ekipa rządowa wraz z państwowymi spółkami mogła się przyczynić do powstania wielomilionowych strat, a przede wszystkim istotnie zagroziła bezpieczeństwu energetycznemu naszego kraju. Jakby tego było mało Ministerstwo Skarbu - wiedząc o tym, że NIK zmiażdży rząd za szereg poważnych nieprawidłowości - chciało utajnienia raportu przed opinią publiczną! 

NIK nie ma wątpliwości: Polska wciąż nie może uruchomić gazoportu w Świnoujściu, odbierać dostaw skroplonego gazu i przesyłać go do odbiorców w kraju, bowiem gigantyczną niekompetencją i nieudolnością wykazała się ekipa rządowa oraz państwowe spółki GAZ-SYSTEM oraz PLNG, które są odpowiedzialne za kluczowe działania związane z tą inwestycją. Zdaniem kontrolerów wspomniane spółki nieprawidłowo realizowały swoje zadania, a nadzór nad procesem budowy terminalu LNG ze strony właściwych ministerstw okazał się niewystarczający. W efekcie gazoport w Świnoujściu nie został oddany do użytkowania ani na koniec czerwca 2014 r. (czyli w terminie przyjętym w umowie z głównym wykonawcą), ani też do końca 2014 r. (czyli w terminie wynikającym z aneksu do umowy). NIK słusznie zwróciła uwagę na fakt, że budowa terminalu w Świnoujściu została zainicjowana na podstawie uchwały Rady Ministrów w roku 2006 (gdy rządził PiS). Jednak do roku 2009 rząd Tuska nie podjął absolutnie żadnych prac legislacyjnych niezbędnych do usunięcia barier przeszkadzających w realizacji tej inwestycji. Ponadto kontrolerzy zwrócili uwagę, że przygotowanie i realizacja skomplikowanych projektów inwestycyjnych o znaczeniu strategicznym (takich jak budowa terminala LNG) wymaga od administracji rządowej dysponowania zasobem kadrowym o wysokich kwalifikacjach. Rząd PO-PSL oczywiście nie był w stanie zapewnić tego rodzaju kadry, która dokonywałaby na bieżąco analiz oraz weryfikacji opinii i stanowisk uczestników procesu inwestycyjnego. Tym samym nadzór ze strony administracji rządowej był najzwyczajniej w świecie nieskuteczny. Nie dysponując wsparciem eksperckim na najwyższym poziomie trudno było bowiem zidentyfikować kluczowe ryzyka i zaproponować środki prowadzące do ich minimalizacji lub usunięcia zanim przyczyniły się do powstania gigantycznych opóźnień w realizacji tej inwestycji.

Zmiażdżenie przez NIK strony rządowej za niedostateczny nadzór i doprowadzenie do poważnych opóźnień przy budowie gazoportu w Świnoujściu, to tylko jedna część historii. Drugą jest fakt, że władze naszego kraju próbowały utajnić raport NIK, tak aby opinia publiczna nie mogła się dowiedzieć niczego o jego szczegółach. Dokładnie chciało tego Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Ewy Kopacz. Rzeczniczka tego resortu - Agnieszka Jabłońska-Twaróg - w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wyjaśniła, że to ze względu na toczące się kolejne negocjacje finansowe z wykonawcą terminalu, włoską spółką Saipem. Warto odnotować, że Włosi już raz wynegocjowali aneks do umowy, dzięki któremu przesunięto o pół roku termin realizacji inwestycji (na grudzień 2014). Ponadto, na mocy podpisanego aneksu, strona polska musiała dopłacić Włochom ok. 280 mln zł. Obecnie, wykorzystując słabość rządowej ekipy oraz spartaczoną treść pierwotnej umowy, Włosi zażądali nowego aneksu, który prawdopodobnie przesunąłby termin oddania inwestycji o kolejne kilka- może nawet kilkanaście miesięcy. 

W kontekście powyższego warto przypomnieć, że na ujawnionych w czerwcu 2014 r. przez tygodnik "Wprost" nagraniach, były wiceminister finansów w rządzie Tuska, a od 2013 roku wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG - Andrzej Parafianowicz - w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem stwierdził, że podpisane przez rząd Tuska umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu są bardzo niekorzystne, bowiem pozwalają wykonawcy bezkarnie opóźniać budowę wspomnianej infrastruktury. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w... 2017 roku! 

Warta blisko 2,5 miliarda złotych inwestycja miała być ukończona rok temu, tak aby od czerwca 2014 roku przyjmować skroplony gaz z Kataru i być argumentem w negocjacjach z Gazpromem na temat obniżenia ceny sprowadzanego z Rosji gazu (płacimy najwięcej w Europie). Niestety budowa gazoportu się przedłuża i generuje coraz większe koszty, a strona rządowa nie potrafi określić, kiedy w Świnoujściu będziemy mogli odbierać gaz LNG. Nieudolność i niekompetencję ekipy Platformy i PSL-u widać na tym przykładzie jak w soczewce, co potwierdził także raport NIK (który miał być utajniony przed opinią publiczną). To wystarczający powód, aby odsunąć tą ferajnę od władzy przy najbliższej nadarzającej się okazji.

wpis z dnia 3/03/2015
  


  

     Rząd oficjalnie ogłosił, że nie planuje zwiększyć Polakom kwoty wolnej od podatku. Najwyższa pora zatem zmienić ten rząd!
wpis z dnia 2/03/2015

 

Ministerstwo Finansów oficjalnie ogłosiło, że nie planuje w najbliższym czasie wzrostu kwoty wolnej od podatku. Po tym jak Ewa Kopacz powiedziała, że obniżki podatków dla Polaków to "melodia przyszłości", a posłowie jej partii uwalili projekt ustawy, która zakładała niewielkie tylko obniżenie nominalnych wartości płaconych w Polsce podatków dochodowych, stanowisko resortu finansów wydaje się być jedynie kontynuacją realizowanej od wielu lat rządowej polityki fiskalnego ucisku. 

Przypomnijmy, że w naszym kraju obowiązuje najniższa w Europie kwota wolna od podatku (3091 zł), która na domiar złego nie była aktualizowana od 8 lat, czyli od czasu kiedy do władzy dostała się ekipa Tuska i Komorowskiego. Grupa posłów chciała to zmienić i wniosła do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną do poziomu ok. 6500 zł, czyli równowartości rocznego minimum egzystencji. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i projekt ten uwalili już na pierwszym czytaniu. Tłumaczyli to potem tym, że niższe podatki pogorszyłyby sytuację finansową najbiedniejszych.

Oświadczenie przedstawicieli Ministerstwa Finansów o tym, że nie planują zwiększyć Polakom kwoty wolnej od podatku, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ekipa rządowa nadal konsekwentnie i z premedytacją realizuje politykę fiskalnego ucisku. Jest to swego rodzaju forma gospodarczego totalitaryzmu. Wysokie podatki wpływają na jakość i komfort ich życia. Dotyczy to szczególnie najbiedniejszych, którzy trzy razy się zastanowią zanim wydadzą jedną złotówkę. Niestety uprawiająca agresywną politykę fiskalną wobec najuboższych warstw społecznych ekipa Platformy doprowadziła do kuriozalnej w skali świata sytuacji, w której podatek dochodowy należy płacić nawet od dochodów, które najbiedniejszym mają zapewnić biologiczną egzystencję. Aby do takiej sytuacji nie dochodziło kwota wolna musiałaby wynosić około 6500 zł. Niestety na to nie chce się zgodzić ani Ewa Kopacz, ani minister Szczurek, ani - stanowiący ich polityczne zaplecze - posłowie z PO i PSL... 

...Skoro oni nie chcą tego zmienić, to zmienić należy ich. Najwyższy czas. 

wpis z dnia 2/03/2015

   


  

     Komorowski w Japonii zachował się jak wiejski głupek. Wstydzę się, że taki człowiek jest naszym prezydentem...
wpis z dnia 1/03/2015

 

Komorowski swoim zachowaniem po raz kolejny skompromitował urząd Prezydenta RP. Wyobrażacie sobie, aby Angela Merkel podczas oficjalnej wizytacji parlamentu obcego państwa, nagle zaczęła zachowywać się jak przysłowiowa małpa wypuszczona z klatki? Wyobrażacie sobie, aby właziła bez przyczyny na podesty, podniecała się mikrofonami, przyciskami i innymi gałkami na parlamentarnej mównicy, a przy tym kazała swojemu głównemu doradcy ds. bezpieczeństwa robić sobie zdjęcia telefonem komórkowym?

To co Bronisław "Bul" Komorowski pokazał w Japonii to jakaś masakra. Wyszło z niego prawdziwe prostactwo i mentalność wiejskiego naczelnika PGR. Pojechali dwaj resortowi z WSI na wycieczkę i oglądają mikrofony, przyciski, gałki. Włażą bez przyczyny na podesty, robią sobie jaja i zdjęcia aparatem z telefonu komórkowego. Sypią przy tym wyrafinowanymi żartami o "szogunie". Jednym słowem - pełna kompromitacja i obciach.

W kontekście powyższego czekam na kolejny "sondaż", zgodnie z którym poparcie dla Komorowskiego będzie oscylowało w granicach 60 procent. Przy tym wszystkim nie mam jednak wątpliwości, że w kraju ze zdrową demokracją i normalnymi mediami, ktoś taki jak "Bul" miałby problem z przekroczeniem tzw. progu wyborczego. Pozostaje mieć nadzieję, że Andrzej Duda podczas debaty przed II turą zgasi go jak peta, co przyczyni się do tego, że nawet masowe fałszerstwa wyborcze nie pomogą wygrać naczelnemu obrońcy WSI.

 

 

wpis z dnia 1/03/2015