Archiwum: Sierpień 2015

 

     Biurokratyczny tupet na całego! Najpierw założyli Agencję Kosmiczną w Gdańsku. Teraz tworzą jej delegaturę w Rzeszowie... By żyło się lepiej!
wpis z dnia 31/08/2015

 

Platformiany marsz w kierunku stworzenia z Polski biurokratyczno-stołkowej krainy trwa w najlepsze! Obecna władza non stop tworzy nowe instytucje, fundusze i agencje. W konsekwencji powstają nowe urzędnicze etaty, na które wydajemy dodatkowe kilkaset milionów złotych więcej. Idealnym przykładem takiego działania jest powołana kilka miesięcy temu Polska Agencja Kosmiczna z siedzibą w Gdańsku. Szybko okazało się, że do "koordynowania działań" w zakresie badania przestrzeni kosmicznej oraz "usprawniania dzielenia się kosmiczną wiedzą" agencja ta potrzebuje... oddziału terenowego w Rzeszowie (sic!). By żyło się lepiej! A jak!

Głównym celem powołanej w ubiegłym roku Polskiej Agencji Kosmicznej z siedzibą w Gdańsku miało być "koordynowanie działań" innych instytucji w zakresie badania przestrzeni kosmicznej oraz "usprawnianie dzielenia się wiedzą" dla celów przemysłowych, obronnych i bezpieczeństwa państwa. Obecnie okazało się, że do tych działań potrzebny jest... dodatkowy oddział terenowy Agencji Kosmicznej w Rzeszowie (sic!). Na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów właśnie ukazało się ogłoszenie o naborze na stanowisko dyrektora wspomnianego oddziału terenowego. Link do ogłoszenia dostępny jest tutaj.

Powyższa historia idealnie wpisuje się w ogólną strategię działania platformianej ekipy, której celem jest rozrost biurokracji i urzędniczej samowoli. Przypomnijmy, że od pierwszego expose Donalda Tuska pod koniec 2007 roku liczba urzędników zwiększyła się o kilkadziesiąt tysięcy, ich średnie wynagrodzenia urosły o blisko 40 proc., a biurokracja, skomplikowane prawo i proceduralne utrudnienia nie zmniejszyły się nawet o trochę. Oficjalne statystyki mówią, że na koniec 2008 roku (czyli po pierwszych 13-tu miesiącach rządzenia krajem przez ekipę Platformy Obywatelskiej) liczba pracujących w administracji centralnej, samorządowej, bezpieczeństwie publicznym oraz ubezpieczeniach społecznych urzędników wyniosła 600,6 tys. osób. Na koniec 2014 roku liczba ta urosła do poziomu 643,9 tys. osób. Średnie zarobki urzędników również wzrosły z poziomu 3527 zł (w 2008 roku) do 4798 zł (2014 rok). Oczywiście najwięcej zarabiają urzędnicy ministerialni i rządowi - tam średnia pensja miesięczna wynosi około 7,3 tys. zł. Szacuje się, że w 2015 roku na nowe urzędnicze etaty wydamy o około 500 mln zł więcej, niż w roku ubiegłym. Łącznie podatnicy będą musieli wyłożyć na ten cel około 37,6 mld zł.

Pół biedy, gdyby rosnące koszty utrzymania armii urzędników miały przełożenie na przyjazne prawo, niewielką biurokrację, jasne i czytelne procedury oraz transparentność działań władzy. Niestety tutaj również rządy Platformy i PSL-u przyczyniły się jedynie do pogłębienia kryzysu. Odwołajmy się do Globalnego Rankingu Konkurencyjności za 2014 rok tworzonego przez World Economic Forum. W kategorii "Czas potrzebny do założenia własnej działalności gospodarczej" zajęliśmy odległe 111. miejsce na świecie, natomiast w rankingu mierzącym przejrzystość i transparentność działań rządu zajęliśmy 110. miejsce na świecie. Bardziej transparentne i przejrzyste władze funkcjonują w takich krajach jak Gabon, Uganda, Mongolia, Albania, Ukraina czy Rosja. Ten fatalny wynik jest niestety prostą konsekwencją przejęcia całości sterów władzy przez ekipę Platformy i PSL. To oni doprowadzili do wspomnianego rozrostu biurokracji, przyzwolili na szerzenie się nepotyzmu, wygenerowali mnóstwo afer gospodarczych z udziałem najważniejszych osób w państwie oraz jeszcze bardziej skomplikowali obowiązujący w naszym kraju system podatkowy. 

Jedyną szansą na zmianę tych negatywnych tendencji jest odsunięcie wspomnianej ekipy od władzy. Czy uda się to uczynić już w tym roku? Październikowa okazja wydaje się być ku temu doskonała.

 

Źródło informacji: Nabór na wolne stanowiska pracy w Polskiej Agencji Kosmicznej (BIP.kprm.gov.pl)

wpis z dnia 31/08/2015

  


  

     Fenomen rządu PO-PSL! Zatrudniają aż 89 wiceministrów. To ewenement na skalę światową!
wpis z dnia 28/08/2015

 

Jak powiadają - ryba psuje się od głowy, a przykład idzie z góry. Jeśli tak, to w Polsce ciężko będzie walczyć z biurokracją i rozdmuchaną administracją. Okazuje się, że w rządzie Ewy Kopacz zatrudnionych jest obecnie aż 89 wiceministrów w randze sekretarzy i podsekretarzy stanu, którzy co miesiąc dostają od 10 do 15 tys. złotych wypłaty. Pod względem ilości zatrudnionych urzędników w jednym rządzie, to wynik na skalę światową!

Poniżej zestawienie poszczególnych ministerstw w rządzie Kopacz (w tym także KPRP) oraz aktualnej ilości pracujących tam sekretarzy i podsekretarzy stanu. Dane liczbowe zsumowałem na podstawie informacji dostępnych na ministerialnych stronach internetowych (gov.pl). Należy podkreślić, że stanowiska te są bardzo "upolitycznione". Z tego co udało mi się ustalić jako sekretarze i podsekretarze stanu najczęściej zatrudniani są działacze Platformy Obywatelskiej i PSL-u. 

W kontekście "światowego" wyniku warto zauważyć, że w uznawanych za przesadnie zbiurokratyzowane Włoszech, wiceministrów jeszcze do niedawna było tylko 34 (posiadam dane za 2013 rok). Z kolei w rządzie dwukrotnie ludniejszych od Polski Niemczech, generujących siedmiokrotnie większy PKB niż Polska, wiceministrów było 51 (dane za 2013 rok). 

Ministerstwo Finansów: 8
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów: 7
Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju: 7
Ministerstwo Środowiska: 6
Ministerstwo Gospodarki:
Ministerstwo Zdrowia: 6
Ministerstwo Spraw Zagranicznych: 6
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej: 6
Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji: 5
Ministerstwo Obrony Narodowej: 4
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych: 4
Ministerstwo Sprawiedliwości: 4
Ministerstwo Skarbu Państwa: 4
Ministerstwo Edukacji Narodowej: 4
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego: 3
Ministerstwo Sportu i Turystyki: 3
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego: 3
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi: 3


Łącznie: 89 sekretarzy i podsekretarzy stanu. By platformianym i peeselowskim działaczom żyło się lepiej!

Źródło informacji: Oficjalne strony internetowe poszczególnych ministerstw oraz KPRM


wpis z dnia 28/08/2015

   


  

     Zobacz jak pięknie nas doją! W 2014 r. 10 największych sieci handlowych miało 110 mld zł przychodu, a zapłaciło jedynie 0,5 mld zł podatku!
wpis z dnia 27/08/2015

 

Właściciele 10 największych sieci handlowych działających na terytorium naszego kraju (wśród nich są m.in. Biedronka, Tesco, Rossmann, Lidl, Real) osiągnęli w ubiegłym roku około 110 miliardów przychodu, a zapłacili z tego jedynie ok. 500 mln zł podatku dochodowego CIT, co stanowi równowartość jedynie 0,45 proc. osiągniętych przychodów. Powyższe jest wystarczającą przesłanką do wprowadzenia specjalnego podatku obrotowego dla największych sieci handlowych wynoszącego minimum 2 proc. wartości przychodów (na wzór nałożonego przez rząd PO-PSL na Lasy Państowe 2-procentowego podatku od przychodów).

Przypomnijmy - zgodnie z decyzją posłów Platformy Obywatelskiej oraz prezydenta Komorowskiego od przyszłego roku Lasy Państwowe będą musiały odprowadzać do budżetu państwa specjalny podatek w wysokości 2 proc. rocznych przychodów (a nie dochodów!). W kontekście powyższego powstaje pytanie - dlaczego ekipa rządowa nałożyła tak wysoki podatek na polskie Lasy, a nie na zagraniczne koncerny telekomunikacyjne, banki czy największe sieci handlowe, które co roku drenują z naszego kraju grube miliardy do swoich central we Frankfurcie, Londynie czy Paryżu? 2-procentowy podatek obrotowy wydaje się być zupełnie naturalną oczywistością, szczególnie w przypadku wielkich sieci handlowych (np. Biedronka, Tesco, Rossmann, Lidl, Real) osiągających gigantyczne przychody (szacuje się, że w 2014 roku 10 największych sieci osiągnęło przychody w wysokości 110 mld zł), lecz odprowadzających do kasy państwa stosunkowo niskie podatki dochodowe CIT (ok. 500 mln zł za 2014 rok). 

Gigantyczna dziura budżetowa za ubiegły rok (ponad 55 mld zł) zostałaby w sporej części zasypana, gdyby platformiana władza odważyła się wprowadzić podatek od przychodu na największe firmy zagraniczne działające na terytorium naszego kraju. Niestety zamiast reformować, naprawiać finanse publiczne i szukać pieniędzy tam, gdzie jest ich najwięcej (np. wśród zagranicznych koncernów telekomunikacyjnych, banków czy wspomnianych największych sieci handlowych) rząd Kopacz, a wcześniej Tuska, wolał łupić i zabierać coraz więcej w podatkach zwykłym ludziom lub podmiotom, które nie mają na tyle silnego lobby, aby skutecznie się przeciwstawić fiskalnemu uciskowi (np. wspomniane Lasy Państwowe). W ten sposób realizowane było hasło: "łupić Polaków i polskie przedsiębiorstwa podatkami ile wlezie, a zagranicznym koncernom pozwolić na spokojny transfer kapitału do swoich central. By to IM, a nie Polakom, żyło się lepiej...".

 

Czytaj także: Dlaczego największe sieci handlowe płacą tak niskie podatki? (se.pl)

 

wpis z dnia 27/08/2015

  


  

     Codziennie przybywa nam ćwierć miliarda zł nowego długu! Rząd Kopacz utracił kontrolę nad zadłużeniem Skarbu Państwa!
wpis z dnia 26/08/2015

 

252,3 miliony złotych - o tyle dziennie (!) powiększało się zadłużenie Skarbu Państwa w miesiącu czerwcu, wynika z oficjalnych danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów. W ciągu całego czerwca dług Polski wzrósł o 7,569 mld zł, a licząc od początku roku (styczeń-czerwiec) aż o 37,871 mld zł. Tymczasem w mediach... cisza. Nikt nie bije na alarm, żaden Kraśko, Lis, Sobieniowski czy inny Gugała nie informują w swoich programach, że rząd Kopacz zadłuża nasz kraj w tempie do tej pory niespotykanym i że prawdopodobnie utracił już kontrolę nad rozrastającym się długiem.

Dlaczego zadłużenie Polski rośnie w tak dramatycznie szybkim tempie? Powody są co najmniej dwa. Pierwszy z nich to tzw. zapadalność starych długów, czyli moment, kiedy zaciągnięty kilka lat temu kredyt należy oddać. Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów w tym roku zapadalność miało osiągnąć aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Z racji tej, że Polska nie ma pieniędzy na spłatę tych długów (kasa państwa świeci pustkami o czym najlepiej świadczy gigantyczny deficyt budżetowy, który po lipcu wynosił 26,6 mld zł), rząd Ewy Kopacz jest zmuszony do ich "rolowania", czyli zaciągania nowych pożyczek na poczet spłaty starych długów.

Drugi powód, dla którego zadłużenie naszego kraju rośnie w tym roku w tempie dotąd niespotykanym, to deficyt w kasie ZUS. Warto pamiętać, że w tym roku na wypłatę świadczeń zabraknie aż 52,4 mld zł (ściągane od czynnych zawodowo składki ZUS nie wystarczają na wypłatę bieżących emerytur)! Deficyt ten pokrywany jest z dotacji i bezzwrotnych pożyczek przekazywanych przez rząd (pieniądze podatników) oraz... ze środków pozyskanych z tytułu nowych kredytów. Innymi słowy - powiększając zadłużenie rząd znajduje pieniądze na wypłatę bieżących emerytur i rent. Niestety z roku na rok sytuacja będzie się pogarszać. Lata zaniedbań i brak reform systemowych powoduje, że ZUS będzie potrzebował coraz większych ilości pieniędzy na wypłatę świadczeń, bowiem coraz więcej ludzi będzie przechodziło na emerytury, a to - bez poważnych zmian systemowych - najprostsza droga do bankructwa całego kraju (im więcej emerytów tym większe potrzeby kredytowe na które już teraz nas nie stać).

Fakty są takie: rządzący utracili kontrolę nad wzrostem zadłużenia Skarbu Państwa. Dzienny przyrost długu na poziomie 252,3 mln zł pokazuje w jak dramatycznej sytuacji się znaleźliśmy. Państwo zaczęło żyć z długu, którego nie będzie w stanie spłacić. W mojej opinii rząd całkowicie utracił już nad tym kontrolę. Niestety media mainstreamowe nie pisną o tym ani słowa. Wszak mogłoby to uderzyć w wizerunek platformianej sitwy.

 

Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa (Finanse.mf.gov.pl)
Czytaj także: Dramatyczna sytuacja ZUS: Na wypłatę świadczeń zabraknie w tym roku aż 52,4 mld zł! To równowartość tysiąca finałów WOŚP... (Niewygodne.info.pl)

 

wpis z dnia 26/08/2015 

   


  

     Porażające efekty ostatnich miesięcy rządów PO: Ciech i PKP Energetyka sprzedane. KGHM zagrożony wrogim przejęciem. Dług rośnie w tempie ćwierć miliarda zł dziennie...
wpis z dnia 25/08/2015

 

Wyprzedaj wszystko co cenne i przynosi zyski, a otrzymaną kasę utop w spłatę kredytów i pożyczek. Przy okazji staraj się rolować stare długi i zaciągaj nowe - ostatnie miesiące rządów PO-PSL potwierdziły nam aż z nawiązką powyższą definicję nieudolności w zarządzaniu państwem. Ekipa Tuska & Kopacz najpierw sprzedała Kulczykowi za połowę obecnej wartości zakłady chemiczne Ciech, a teraz próbuje wypchnąć zagranicznemu inwestorowi strategiczną dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju spółkę PKP Energetykę. Do tego doszła jeszcze gigantyczna niekompetencja w zakresie utraty kontroli nad KGHM oraz wzrost zadłużenia Skarbu Państwa, nad którym nikt już nie panuje... Kiedy ten dramat nareszcie się zakończy??!

Platformiana ekipa w ciągu dwóch parlamentarnych kadencji konsekwentnie wyprzedawała w majątek narodowy przynoszący co roku dla państwa gigantyczne zyski. Bezpowrotnie traciliśmy podstawy do stworzenia silnej gospodarki opartej na polskim kapitale. Nie inaczej była także w ostatnich miesiącach. Przypomnijmy tylko kontrowersyjną prywatyzację Ciechu. W czerwcu ubiegłego roku rząd Tuska sprzedał należący do Skarbu Państwa większościowy pakiet akcji grupy chemicznej Ciech S.A. Nabywcą okazała się być spółka "KI Chemistry" z siedzibą w Luksemburgu, która była kontrolowana przez zmarłego kilka tygodni temu Jana Kulczyka. Rząd sprzedał łącznie 19.972.900 akcji, tj. 37,9 proc. udziałów w Ciech-u. Cenę jednostkową za akcje ustalono wówczas na 31 zł, co łącznie dało 619,16 mln zł. W tym kontekście warto podkreślić, że od chwili dokonania wyprzedaży Ciech osiągnął zysk netto (na czysto) na poziomie 278 mln zł (skumulowane dane za III i IV kwartał 2014 oraz I i II kwartał 2015 roku). Ponadto, za jedną akcję Ciechu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie trzeba obecnie płacić ok. 70,00 zł - to jest o 39 zł więcej niż wynosiła cena jednostkowa akcji, po której rząd sprzedał Ciech spółce należącej do Kulczyka. To oznacza, że gdyby spadkobiercy dra Jana zechcieli spieniężyć pakiet akcji, który nabył ich ojciec od rządu PO-PSL, to na takiej operacji zyskaliby ok. 779 mln zł!

W kontekście dziwnych i niepotrzebnych prywatyzacji dokonywanych w ostatnim czasie koniecznie trzeba wspomnieć o sprzedaży PKP Energetyki. Przypomnijmy, że spółka ta ma monopol (infrastrukturę) na dostarczanie energii elektrycznej wszystkim działającym w Polsce podmiotom kolejowym, dzięki czemu przynosi co roku spore, liczone w dziesiątkach milionów złotych, zyski. Ponadto jest uznawana za spółkę mającą wpływ na bezpieczeństwo energetyczne całego kraju. Nie przeszkodziło to jednak rządowi Ewy Kopacz podjąć decyzję o sprzedaży tej spółki funduszowi private equity z Luksemburga. Co ciekawe - kasa uzyskana ze sprzedaży PKP Energetyki ma iść na spłatę... "historycznych długów Grupy PKP" (sic!).

Ale to nie koniec nieudolności ekipy Platformy i PSL. Rząd już dawno temu miał przygotować mechanizmy prawne chroniące polskiego giganta miedziowego - KGHM - przed scenariuszem wrogiego przejęcia poprzez zmasowany wykup akcji, które na giełdzie osiągają cenowe minima. Niestety wieloletnia opieszałość ekipy Tuska, Kopacz i Piechocińskiego sprawiła, że jedna z niewielu polskich firm o zasięgu globalnym może wkrótce zostać przejęta przez podmiot z zagranicy i to w majestacie prawa! Rządzący z niewiadomych przyczyn zwlekają z wydaniem stosownego rozporządzenia, bez którego nie da się obronić KGHM przed wrogim przejęciem poprzez giełdę!

Jakby tego było mało rządzący utracili kontrolę nad wzrostem zadłużenia Skarbu Państwa. Tylko przez pierwsze sześć miesięcy tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o gigantyczną kwotę 37 mld 871 mln zł! Ostatni raport Ministerstwa Finansów za czerwiec potwierdził skok wysokości długu o kolejne 7 mld 569 mln zł. To oznacza dzienny przyrost długu o 252,3 mln zł...

Powstaje pytanie - kiedy ten dramat się skończy? Czy rzeczywiście przyjdzie nam czekać jeszcze 2 miesiące, aż do 25 października? Czy Polacy zdecydują się raz na zawsze pogonić szkodniczo-aferalną ekipę Platformy Obywatelskiej?

 

Czytaj więcej: Cuda Platformy: Rok temu sprzedali Kulczykowi państwową spółkę "CIECH" za 619 mln zł. Wyzbyte udziały są dziś wyceniane na... 1,4 mld zł! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj więcej: Wielki pośpiech rządu ws. prywatyzacji PKP Energetyki! Jeszcze przed wyborami chcą sprzedać strategiczną spółkę zagranicznemu funduszowi! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj więcej: Wrogie przejęcie KGHM wisi na włosku! Opieszałość i nieudolność rządowej ekipy może się przyczynić do najgorszego scenariusza... (Niewygodne.info.pl)
Czytaj więcej: Odchodząca ekipa rządowa powiększa dług w zastraszającym tempie! W ciągu miesiąca urósł on o kolejne 7,5 mld zł!! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 25/08/2015 

   


  

     Odchodząca ekipa rządowa powiększa dług w zastraszają- cym tempie! W ciągu miesiąca urósł on o kolejne 7,5 mld zł!!
wpis z dnia 24/08/2015

 

Ministerstwo Finansów podało w ubiegłym tygodniu bardzo negatywną informację na temat długu naszego kraju. Okazało się, że w czerwcu rząd Ewy Kopacz powiększył zadłużenie Polski o kolejne 7 mld 569 mln zł (dzienny przyrost wyniósł 252,3 mln zł). Tylko przez pierwsze sześć miesięcy tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o gigantyczną kwotę 37 mld 871 mln zł! By żyło się lepiej... zagranicznym wierzycielom Polski!

Aby lepiej zobrazować skalę wzrostu zadłużenia w pierwszym półroczu b.r. poniżej prezentuje ciekawe, jak mi się wydaje, porównanie - Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP) z tysiącami wolontariuszy na ulicach i wielką machiną promocyjną podczas tegorocznego finału zebrała łącznie 53,1 mln zł. Aby uzbierać pieniądze, które pokryłyby kwotę o jaką zwiększył się dług naszego kraju od stycznia do czerwca (37,871 mld zł), ekipa Jerzego Owsiaka musiałaby zorganizować... 713 takich finałów! 

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - powiększając zadłużenie w tak zastraszającym tempie platformiana ekipa działa według zasady: "Po nas choćby potop!". Za spłatę długów zaciągniętych dzisiaj będą bowiem odpowiadać kolejne rządy. Ludzie Ewy Kopacz wiedzą już, że ich czas dobiegł końca, że 25 października zostaną odsunięci od władzy. Być może właśnie dlatego postanowili zaszaleć i w ostatnich miesiącach swoich rządów dokonać "skoku na dług", podpisując z zagranicznymi wierzycielami nowe umowy kredytowe. W tym miejscu warto jeszcze wskazać na dodatkowy paradoks, jaki obecnie dotyka finanse naszego kraju. Polega on na tym, że mimo dobrej sytuacji makroekonomicznej i wysokiego (jak na Europę) wzrostu gospodarczego, rząd Platformy powiększa zadłużenie naszego kraju w tempie dotąd niespotykanym. Eksperci nie mają wątpliwości: szybko rosnący dług w czasie stosunkowo dobrej koniunktury gospodarczej to bomba z opóźnionym zapłonem. Gdy przyjdzie spowolnienie gospodarcze - a zgodnie z cyklem przyjdzie na pewno już za rok, najdalej za dwa - rząd będzie musiał ponownie ciąć wydatki i podnosić obywatelom podatki, by znaleźć pieniądze na spłatę długów zaciągniętych w czasie prosperity. Nie będzie to już jednak rząd Platformy i stąd - jak zakładam - dodatkowy bodziec u obecnej ekipy rządowej, aby zwiększać zadłużenie jeszcze szybciej.

 

Źródło informacji: Zadłużenie Skarbu Państwa (Finanse.mf.gov.pl)
wpis z dnia 23/08/2015

   


  

     Platforma przez 8 lat olewała społeczeństwo ciepłym, żółtym moczem. Najwyższy czas odwdzięczyć się za tę pogardę
wpis z dnia 22/08/2015

 

Przedstawiciele ekipy PO w ciągu 8 lat swoich rządów spuścili w sejmowym klozecie, zmielili bądź totalnie olali ponad 7,5 milionów podpisów złożonych przez Polaków pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczo-referendalnymi. Pogarda z jaką traktowali zwykłych ludzi przekraczała wszelkie granice. Wyśmiewali swoich wyborców, Polaków dzielili na różne grupy, które następnie skłócali pomiędzy sobą. Z olbrzymią niechęcią odnosili się do idei budowy społeczeństwa obywatelskiego. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz.

Szacuje się, że Platforma w trakcie swoich rządów spuściła do sejmowego klozetu, zmieliła lub totalnie olała już łącznie ponad 7,5 milionów podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi. Warto w tym miejscu pokrótce przypomnieć największe anty-obywatelskie działania tej ekipy: Tuż po przejęciu władzy zmielili ok. miliona podpisów w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych (J.O.W.). Nieco później do niszczarki wpadło dwa miliony podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum dot. podniesienia wieku emerytalnego. W 2011 roku Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców zebrało prawie 350 tys. podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakładał m.in. odstąpienie od wprowadzenia obowiązku szkolnego dla 6-latków. Projekt ten został oczywiście odrzucony głosami posłów Platformy, a wszystkie podpisy obywateli spuszczone w klozecie. To samo czekało 250 tys. podpisów pod wnioskiem o ustawę w/s pozostawienia LOTOSu w rękach Skarbu Państwa. Dwa lata później partie Tuska i Piechocińskiego odrzuciły obywatelski wniosek o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego. W tym przypadku zmielonych zostało prawie milion podpisów. Na początku bieżącego roku zaplecze polityczne Komorowskiego zdecydowało, że do sejmowych szaf na wyczekanie do końca kadencji trafi ok. 2,5 miliona podpisów w sprawie referendum dotyczącego zachowania przez Skarb Państwa własności nad Lasami Państwowymi (jeśli kadencja parlamentu dobiegnie końca, to zebrane podpisy automatycznie trafiają do niszczarki). 300 tys. osób podpisało się pod rozpatrywanym w marcu bieżącego roku przez Sejm projektem ustawy pozostawiającym rodzicom możliwość wyboru, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku 6 czy 7 lat. Decyzją Platformy "Obywatelskiej" projekt ten również trafił do kosza. Pod koniec maja ekipa Ewy Kopacz odrzuciła obywatelski projekt ws. zmian w Kodeksie wyborczym, który miał uczynić wybory bardziej transparentnymi i odpornymi na manipulacje. Tym razem zmielono w sejmowej niszczarce 130 tys. podpisów. 

Rządząca Polską od 8 lat Platforma regularnie pokazywała swoją anty-obywatelskość. Wyśmiewała swoich wyborców, gardziła Polakami i pokazywała, że ma ich głęboko w d... Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem społeczeństwo ostatecznie porzuci wszelką dla nich nadzieję i już 25 października pokaże przedstawicielom tej formacji czerwoną kartkę.

wpis z dnia 22/08/2015

 


 

     Zobacz jak Komorowski ostro masakruje Ewę Kopacz w sprawie dopisania pytań do referendum (VIDEO)
wpis z dnia 21/08/2015

 

W odpowiedzi na ogłoszone przez Andrzeja Dudę drugie referendum w dniu wyborów parlamentarnych, Ewa Kopacz zasugerowała, aby do kwestii związanych z wiekiem emerytalnym, 6-latkami i Lasami Państwowymi dopisać jeszcze kilka dodatkowych pytań. Nikt się jednak nie spodziewał tego, że w stosunku do szefowej PO ciętą ripostę wyprowadzi były prezydent Polski - Bronisław Komorowski. Pani premier została - mówiąc językiem młodzieży - masakrycznie zaorana. Zobacz wideo! ;-)

 

 

Źródło: https://youtu.be/-t_qfLEI-tA 
wpis z dnia 21/08/2015

  


  

     Sztokholm światową stolicą... gwałtów! Oczywiście nie ma to nic wspólnego z multi-kulti i masowym zalewem islamskich imigrantów
wpis z dnia 21/08/2015

 

W ciągu ostatnich 40 lat, kiedy szwedzkie społeczeństwo stało się multi-kulti a imię Mohammed stało się jednym z najczęściej nadawanych dla nowonarodzonych dzieci, łączna liczba przestępstw dokonywanych przy użyciu siły wzrosła tam o 300 proc., natomiast liczba gwałtów aż o 1472 proc.! Dzisiaj, pod względem liczby gwałtów na 100 tys. mieszkańców Szwecja ustępuje jedynie Republice Lesoto w południowej Afryce. Aby było śmieszniej - za powiązanie faktów, tj. zestawienie wzrastającej liczby przestępstw ze wzrastającą liczbą islamskich imigrantów, w Szwecji czekała by mnie sprawa w sądzie! (sic!)

W 1975 roku populacja Szwecji wynosiła 8,2 mln osób. W ciągu następnych 40 lat urosła do 9,7 mln osób. Przyczyną wzrostu populacji nie był jednak przyrost naturalny generowany przez rodowitych Szwedów, lecz otwarcie szwedzkich władz na multi-kulti i napływ setek tysięcy islamskich imigrantów. 

Wraz z napływem imigrantów zmieniły się także policyjne statystyki. W ciągu ostatnich 40 lat, mimo że całkowita liczba ludności wzrosła jedynie o 18 proc. (z 8,2 do 9,7 mln osób), to aż o 300 proc. wzrosła liczba przestępstw dokonywanych przy użyciu siły. Ze wszystkich przestępstw kryminalnych największy wzrost odnotowano jednak w przypadku liczby dokonanych gwałtów. W 1975 roku w całej Szwecji dokonano 421 gwałtów. W 2014 roku statystyki policyjne mówiły już o 6620 gwałtach, co oznacza wzrost aż o 1472 proc.! Obecnie, biorąc pod uwagę współczynnik liczby gwałtów na 100 tys. mieszkańców, Szwecja ustępuje jedynie Republice Lesoto w południowej Afryce.

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że wzrost przestępczości w Szwecji wynika bezpośrednio z faktu otwarcia granic dla setek tysięcy imigrantów. Kuriozalne jest to, że za szerzenie takiego poglądu w samej Szwecji, groziła by mi rozprawa w sądzie.

 

Źródło: Sweden: Rape Capital of the West (GateStoneInstitute.org)
wpis z dnia 21/08/2015

  


  

     Od początku roku w kasie państwa zabrakło już 26,6 mld zł. Konsekwencją gigantycznego deficytu jest silny wzrost długu
wpis z dnia 20/08/2015

 

Zgodnie z oficjalnymi danymi Ministerstwa Finansów - w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku nasze państwo zarobiło z tytułu podatków i innych danin publicznych kwotę 163,5 mld zł. W tym samym czasie wydatki wyniosły aż 190,1 mld zł. Aby pokryć różnicę między dochodami a wydatkami resort finansów musiał zaciągać coraz to nowe pożyczki u zagranicznych wierzycieli. Taka polityka możne oznaczać tylko jedno - drastyczny wzrost długu publicznego.

Deficyt budżetowy (różnica pomiędzy dochodami a wydatkami państwa) po lipcu wyniósł 26,6 mld zł, czyli 57,7 proc. założonego przez ekipę Ewy Kopacz limitu na cały 2015 rok. To oznacza, że do końca roku urośnie on jeszcze do poziomu ok. 46 mld zł! Wysokie deficyty budżetowe są główną przyczyną silnego wzrostu zadłużenia. To one zmuszają rządzących do zaciągania coraz to nowych kredytów i pożyczek, dzięki którym wprowadzenie niepopularnych reform, które uzdrowiłyby finanse państwa, odkładane jest na nieokreśloną przyszłość.

Warto zauważyć, że skumulowany deficyt budżetowy rządów PO-PSL (lata 2008 - VII 2015) to 247,3 mld zł! O tyle rząd wydał więcej niż miał, posiłkując się głównie kredytami, które zwiększyły całkowite zadłużenie naszego kraju. Najgorszy pod tym względem był rok 2010, kiedy w kasie państwa na wydatki zabrakło 44,6 mld zł oraz rok 2013 - wówczas deficyt budżetowy wyniósł 42,5 mld zł. Niestety wiele wskazuje na to, że obecny rok przebije pod tym względem wszystkie dotychczasowe. Plan rządu Ewy Kopacz przewiduje deficyt na poziomie ok. 46 mld zł. Przed nami wybory parlamentarne, a co za tym idzie - pasmo wielu rządowych obietnic, na których realizację nie ma pieniędzy. Aby środki się znalazły trzeba będzie pozaciągać nowe długi, co naturalnie będzie skorelowane z wysokością deficytu budżetowego na ten rok. 

Ekipa Platformy straszyła nas kilka tygodni temu "scenariuszem greckim" w przypadku dojścia opozycji do władzy. Patrząc jednak na ich dokonania z ostatnich 8 lat jestem przekonany, że ostrzeżenia premier Ewy Kopacz można porównać do słów złodzieja, który ostrzega nas przed włamaniem, którego sam za chwilę dokona.

 

Źródło informacji: Ministerstwo Finansów
Czytaj także: Eurostat potwierdza: Dług Polski znowu rośnie w zastraszającym tempie! W maju b.r. przybywało go z szybkością... 273 mln zł DZIENNIE! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 20/08/2015

   


  

     Wrogie przejęcie KGHM wisi na włosku! Opieszałość i nieudolność rządowej ekipy może się przyczynić do realizacji najgorszego scenariusza...
wpis z dnia 19/08/2015

 

Prezes KGHM publicznie stwierdził, że tani kurs akcji miedziowego potentata z Lubina może doprowadzić do sytuacji, w której konkurencja dokona - za pośrednictwem skupu akcji na giełdzie - wrogiego przejęcia kontrolowanej, póki co, przez Skarb Państwa spółki. Rząd PO-PSL już dawno miał przygotować mechanizmy prawne chroniące KGHM przed takim scenariuszem. Niestety wieloletnia opieszałość ekipy Tuska, Kopacz i Piechocińskiego sprawiła, że jedna z niewielu polskich firm o zasięgu globalnym może wkrótce zostać przejęta przez podmiot z zagranicy.

Przypomnijmy, że Skarb Państwa jest obecnie właścicielem jedynie 31,79 proc. akcji KGHM. Reszta, tj. 68,21 proc. akcji jest w rękach polskich i zagranicznych akcjonariuszy, tworząc tzw. "free float", który może być skupywany i koncentrowany w ramach obrotów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Obecnie cena za 1 akcję wynosi 86,60 zł i w ciągu ostatniego roku obniżyła się aż o 33 proc. (z poziomu 135 zł za akcję). Taki spadek ceny sprawia, że scenariusz tzw. wrogiego przejęcia - kiedy podmiot z zagranicy decyduje się skupić z giełdy ponad 31,79 proc. akcji spółki - staje bardzo realny. 

 

W kontekście powyższego warto zacytować wypowiedź Ryszarda Zbrzyznego, przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego: 

– "Potężną część udziałów, około jedną czwartą kapitału, posiadają amerykańskie spółki i fundusze, z których każdy ma mniej niż 5 proc., by nie musieć się z nimi ujawniać na giełdzie. Jeśli za tymi spółkami i funduszami kryje się jeden właściciel zainteresowany wrogim przejęciem, to korzystając z niskiej ceny KGHM‑u, skupuje akcje, a kiedy ma ich więcej niż 31,79 proc., pojawia się na walnym zgromadzeniu, odkrywa karty i przejmuje kontrolę. Przy obecnej wycenie KGHM‑u, nowy właściciel może mieć cały koncern za mniej niż 10 mld zł. Tyle wystarczy, by przejąć nie tylko polskie kopalnie i huty, ale też zagraniczne projekty koncernu."

Scenariusz ten byłby trudniejszy do wykonania, gdyby nie decyzja rządu Donalda Tuska z 2010 roku, kiedy postanowił sprzedać na giełdzie 10 proc. akcji KGHM należących do Skarbu Państwa (dostali za to ok. 2 mld zł) i tym samym zmniejszyć udziały państwa w spółce do wspomnianych 31,79 proc. Wówczas to pojawiły się plany, aby prawnie zabezpieczyć dominująca pozycję Skarbu Państwa w KGHM, tak aby tzw. wrogie przejęcie poprzez giełdę było niemożliwe. Ostatecznie w lipcu br. przyjęta została spec-ustawa o kontroli Skarbu Państwa nad niektórymi spółkami i inwestycjami, ale rząd Kopacz z niewiadomych przyczyn zwleka z wydaniem odpowiedniego rozporządzenia, bez którego nie da się obronić KGHM przed wrogim przejęciem poprzez giełdę. 

 

Powstaje pytanie: Czy oni robią to celowo? Niestety w przypadku platformianej ekipy niczego nie można wykluczyć...

Na marginesie warto jeszcze przypomnieć historię z 1992 roku, kiedy to już raz usiłowano przejąć pakiet kontrolny nad KGHM (51 proc. akcji) za kwotę 400 mln USD. Nabywcą miała być amerykańsko-australijska firma Asarco. Wmawiano wówczas opinii publicznej że, to "złoty" interes i dziejowa konieczność po upadku PRL. Na szczęście pracownicy KGHM-u, nie zgadzając się na sprzedaż firmy zagranicznemu podmiotowi, ogłosili strajk. Po 32 dniach protestu Asarco się wycofała z transakcji, a rządowi nie udało się sfinalizować tej dzikiej prywatyzacji (Asarco zbankrutowała kilka lat później). Zgadnijcie kto był wówczas ministrem przekształceń własnościowych? - Tak, tak! Był nim platformiany baron, Janusz Lewandowski...!

 

Czytaj także: KGHM grozi wrogie przejęcie. Tanie akcje i opieszałość rządu niebezpieczne dla koncernu (Niezalezna.pl)

Czytaj także: Strajk, który ocalił KGHM (zzppm.pl

Czytaj także: Resort skarbu sprzedał 20 mln akcji KGHM (Newsweek.pl)

 

wpis z dnia 19/08/2015

  


  

     Trzy konkretne powody, aby odwołać referendum z 6.09 i przenieść je - z dodatkowymi pytaniami - na 25.10
wpis z dnia 18/08/2015

 

Zbliżające się 6 września "referendum Komorowskiego" wzbudza coraz większe emocje. I nie chodzi tutaj wcale o sens jego przeprowadzenia. Wątpliwości dotyczą bowiem daty (6 września) oraz kosztów jakie są związane z jego organizacją. Pod tym względem o wiele lepszym terminem byłby 25 października, czyli dzień wyborów parlamentarnych. Pytanie - czy prezydent Andrzej Duda odważy się odwołać referendum ogłoszone jeszcze przez swojego poprzednika, a jednocześnie zapowiedzieć nowe - z dodatkowymi pytaniami na temat wieku emerytalnego, lasów państwowych i 6-latków?

Nie mam żadnej wątpliwości co do tego, że ogłoszone przez Bronisława Komorowskiego referendum 6 września było w głównej mierze elementem politycznej walki w ramach trwającej wówczas kampanii wyborczej na urząd Prezydenta RP. Poza pytaniem o JOW-y ("Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?") pozostałem dwa pytania są albo absurdalne (pytanie dot. rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika), albo fatalnie skonstruowane i niczego w praktyce nie zmienią ("Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?" - nawet odpowiedź przecząca niczego jeszcze nie zmieni).

Z uwagi na fakt, że dwa pytania z trzech są lipne, a same JOW-y nie zagwarantują odpowiedniej frekwencji do tego, aby uznać wyniki referendum za wiążące, należałoby rozpatrzyć czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby całkowite odwołanie "referendum Komorowskiego" z 6 września i rozpisanie nowego referendum w dniu wyborów parlamentarnych, tj. 25 października. Korzyści z takiej zmiany byłby co najmniej trzy:

1) Po pierwsze - koszty. Organizacja referendum 6 września pochłonie ok. 100 mln zł, co - rzecz jasna - małą kwotą nie jest. Gdyby jednak połączyć referendum z wyborami do parlamentu, to można by spokojnie przyoszczędzić z 90 mln zł. W takich okolicznościach nie trzeba by było wypłacać podwójnych pensji członkom komisji wyborczych (referendalnych), dwukrotnie organizować lokali wyborczych (referendalnych), czy też podwójnie wszczynać całej machiny proceduralnej przez PKW/KBW.

2) Po drugie - frekwencja. Organizacja referendum 6 września niemal gwarantuje brak odpowiedniej frekwencji do tego, by wynik referendum uznać za wiążący. Co z tego, że Polacy, którzy pójdą na referendum zdecydują o tym, aby zmienić dotychczasowy sposób finansowania partii politycznych czy opowiedzą się za JOW-ami w wyborach do Sejmu, skoro absolutnie nie będzie to miało żadnego znaczenia dla dalszego procesowania tych spraw przez władze. Aby referendum było wiążące musi się odbyć 25 października. Inaczej 100 mln zł będzie kwotą wyrzuconą w błoto.

3) Po trzecie - pytania. Tak jak wspominałem powyżej - referendum z 6 września ma lipne 2 z 3 pytań. Referendum 25 października mogłoby składać się z pytania o JOW-wy oraz trzech dodatkowych pytań, których platformiana ekipa bała się najmocniej, czyli: pytania o status Lasów Państwowych, pytania o wiek emerytalny oraz pytania o możliwość posyłania 6-latków do szkół. Ponadto można by przeredagować pytanie o finansowanie partii politycznych, tak by miało ono sens i w przypadku opowiedzenia się społeczeństwa po którejś z opcji, zmuszało polityków do podjęcia odpowiednich kroków prawnych.

Otwartą pozostaje kwestia, czy prezydent Andrzej Duda odważy się odwołać ogłoszone przez swojego poprzednika referendum, a jednocześnie zapowiedzieć na 25 października nowe - z pytaniami, o których mowa powyżej? Najbliższe dni powinny dać nam wyjaśnienie tej wątpliwości. 

wpis z dnia 18/08/2015

  


 

     W biednej Albanii kwota wolna od podatku jest już 3,5- krotnie wyższa niż w platformia- nej Polsce. Tutaj funkcjonuje podatkowy zamordyzm
wpis z dnia 17/08/2015

 

Albania to obecnie jedno z najbiedniejszych państw leżących w Europie. Przeciętna płaca wynosi tam równowartość ok. 260 euro miesięcznie, a PKB liczone na głowę jest 3-krotnie niższe niż w Polsce. Mimo tak fatalnych danych ekonomicznych albańska kwota wolna od podatku PIT to równowartość blisko 11 tys. zł i jest ona 3,5-krotnie wyższa niż kwota wolna obowiązująca w platformianej Polsce!

Jaki jest sens istnienia kwoty wolnej od podatku dochodowego? - W największym skrócie chodzi o to, aby państwo nie naliczało podatku od kwot naszych zarobków, które mają nam zapewnić biologiczną egzystencję. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - minimalny miesięczny dochód, który (przynajmniej teoretycznie) powinien pozwolić na zaspokojenie niezbędnych potrzeb egzystencjalno-życiowych to obecnie 542 zł. W skali roku daje to nam kwotę 6504 zł. Tymczasem miesięczny limit kwoty wolnej od podatku dochodowego wynosi w naszym kraju zaledwie 257,58 zł, co w skali roku daje nam 3091 zł. Innymi słowy - Polacy muszą płacić podatek dochodowy od kwot, które mają im zapewnić biologiczną egzystencję, co jest ewenementem na skalę światową. To efekt zamordyzmu podatkowego rządzącej od 8 lat naszym krajem Platformy Obywatelskiej, która od czasu przejęcia sterów władzy nie aktualizowała kwoty wolnej od PIT. 

Mimo, że Albania jest znacznie biedniejszym państwem od Polski, to władze tego kraju - w odróżnieniu od ekipy Platformy Obywatelskiej - zdają się rozumieć na czym polega istota kwoty wolnej od podatku. Od 2013 roku limit ten wynosi bowiem 360.000 albańskich leków. 1 lek to obecnie równowartość 0,03 zł. Łatwo zatem policzyć, że kwota wolna od podatku w Albanii to równowartość ok. 10.800 polskich złotych, tj. 3,5-krotność kwoty wolnej obowiązującej od 2007 roku nad Wisłą.

 

Niestety, w kwestii kwoty wolnej od podatku nasz kraj może się porównywać jedynie z biednymi i zacofanymi państwami Afryki. W Mauretanii kwota wolna od PIT to równowartość 3204 zł. W blisko 30 razy biedniejszej od Polski Tanzanii, kwota wolna od podatku to równowartość 4236 zł. Pewne jest jedno - rząd Platformy łupi Polaków niemiłosiernie, pytany zaś o możliwość obniżenia podatków odpowiada, że to "melodia przyszłości". Powstaje pytanie: Jak taki rząd mógł się utrzymać przy władzy przez 8 lat??!

 

Źródło informacji: Albania Plan to Raise Taxes Causes Outrage (Balkaninsight.com)
Źródło informacji: MKJohnston (Wykop.pl)

wpis z dnia 17/08/2015

    


  

     Szokujące ustalenia prokura- tury: Mafia stworzona przez b. oficera WSI za pomocą SKOK Wołomin wyłudziła 800 mln zł!
wpis z dnia 14/08/2015

 

Piotr P., były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych (wcześniej prezes fundacji Pro Civili), jako członek rady nadzorczej SKOK-u Wołomin wymyślił proceder wyłudzania kredytów z formalnie nadzorowanej przez siebie instytucji. Śledczym udało się ustalić, że w latach 2009 - 2014 w ten sposób zdefraudowano gigantyczną kwotę 800 mln zł (stanowiącą równowartość 15-tu tegorocznym finałom WOŚP)! Powstaje pytanie - gdzie podziały się te pieniądze i kogo w ostatnich latach sponsorowały?

Prowadząca w tej sprawie postępowanie Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp. podała do publicznej wiadomości informacje, zgodnie z którą łączna kwota wyłudzeń dokonanych w SKOK-u Wołomin przez mafię byłego oficera WSI to 800 mln zł. W sprawie postawiono już zarzuty 64 osobom, ale śledztwo trwa i niewykluczone są kolejne zatrzymania. Pytanie - do kogo prowadzą tropy? Czy na jaw wyjdą wszystkie powiązania? 

W kontekście powyższego warto przypomnieć ustalenia parlamentarnego zespołu zajmującego się skutkami likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych w zakresie działania Fundacji Pro Civili i SKOK Wołomin:

"(...) W rzeczywistości jedynym celem fundacji "Pro Civili" było prowadzenie działalności przestępczej opartej na wyłudzeniach kredytów, podatku VAT, czy sprzedaż nieistniejących towarów oraz praniem brudnych pieniędzy dla Polskich i międzynarodowych grup przestępczych. 

Grupą tą dowodzili oficerowie WSI Piotr P, ps. „czarny piotruś” vel bentley, Jerzy K. i Marek W. Z uwagi na fakt, iż Piotr P. był oficerem obiektowym Wojskowej Akademii Technicznej, gros jego działań było ukierunkowanych na wyłudzenia z kas tej uczelni. WAT podpisała z fundacją oraz spółkami zarządzanymi przez członków grupy Piotra P. setki niekorzystnych umów, m.in. na kupno nieistniejącego programu komputerowego, na eksploatację złóż żwiru, czy eksploatację nie nadającego się do użytku jachtu. Taką usługą był na przykład handel nieistniejącym programem komputerowym „axis”, czy też „united” .Programy istniały tylko na papierze, dzięki czemu można było wyłudzać wielomilionowe podatki VAT, przy czym wartość usług dodatkowo zawyżano. Raz ten sam program kosztował 10 tys. zł za licencję, a raz 25 tys. zł. Firmy zamiast pieniędzy dostawały z Wojskowej Akademii Technicznej fakturę, która świadczyła o gwarancji zapłaty. Na tej podstawie firmy związane z fundacją Pro Civili występowały do banków o kredyty. Bank PKO BP stracił w ten sposób około 100 mln zł. Pracownik banku, który współpracował z Piotrem P. zginął w tajemniczych okolicznościach. Następnie jeden z członków grupy został zadźgany nożem, inny zginął w wypadku samochodowym, a kolejny dwukrotnie postrzelił się przypadkowo w brzuch. 

 

Łącznie wyłudzono około 400 mln zł, które wytransferowano na Cypr. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu dopiero po dwudziestu latach od założenia fundacji Pro Civili, tj. w 2014 roku. Do sądu okręgowego Warszawa-Prawa wpłynął w kwietniu 2014 roku akt oskarżenia w tej sprawie wyłudzania kredytów z banków przez firmy współpracujące z Wojskową Akademią Techniczną. Sprawa jeszcze się nie rozpoczęła. Akt oskarżenia obejmuje 10 osób, pracowników uczelni WAT. Główni oskarżeni to Piotr P., Krzysztof W. i Karol G. Zawiadamiającymi o procederze były poszkodowane banki. 

Dzięki pomocy nadzorowanego przez Bronisława Komorowskiego WSI, Piotr P. i jego grupa działali dalej, także po rozwiązaniu WSI. Prasa donosiła o przejęciu przez nich za bezcen gruntów po fabryce w Ursusie. Dokonano tego za pośrednictwem spółki należącej do adwokata Lwa Rywina, którą wpisano do KRS na kilka dni przed przetargiem na grunty po fabryce. Wymagane wadium wpłaciła z pieniędzy otrzymanych ze spółki należącej do Piotra P., a które to pieniądze pochodziły z kredytu zaciągniętego w SKOK-Wołomin. Ostatecznie spółkę, która kupiła grunty za 94 mln zł sprzedano za 212 mln zł. Konsorcjum, które kupiło grunty wyodrębniono spółkę celową „Med Investments”, której niezwykle dobrze płatną posadę zajął syn Bronisława Komorowskiego – Tadeusz."

 

Czytaj także: Prokuratura: 800 mln zł wyłudzono ze SKOK Wołomin (Bankier.pl)
Czytaj także: Seryjny samobójca znowu zaatakował. Nie żyje kluczowy świadek w sprawie SKOK Wołomin (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Silny cios w wiarygodność Bronisława Komorowskiego. Kto tworzył parasol ochronny nad przestępstwami ludzi WSI? (wPolityce.pl)
Czytaj także: Komorowski i WSI. Fakty, daty, nazwiska, powiązania (Niezalezna.pl)

wpis z dnia 14/08/2015

   


  

     Kopacz całkowicie utraciła kontakt z rzeczywistością! Twierdzi, że niedożywione dzieci w Polsce to wymysł rosyjskiej propagandy
wpis z dnia 13/08/2015

 

Premier polskiego rządu z dnia na dzień przekracza kolejne granice absurdu. Wczoraj palnęła, że jeśli ktoś w debacie publicznej wypomina niewygodne fakty o głodujących i biednych dzieciach, to w rzeczywistości wpisuje się w rosyjską propagandę. Przypomnijmy zatem pani Kopacz, że ubóstwo i niedożywienie wśród dzieci w naszym kraju, to nie żaden wymysł rosyjskiej propagandy, lecz jeden z wielu palących problemów, od których ekipa Platformy Obywatelskiej odwraca wzrok lub stara się go zabuczeć. Takie są fakty, a nie propaganda!

"- Jak ktoś mówi, że w Polsce dzieci głodują, to dają argument naszym niekoniecznie przyjaciołom, którzy dzisiaj, w tej rosyjskiej propagandzie, wykorzystują to przeciw Polsce. Czy to jest obywatelska i patriotyczna postawa?" - powiedziała wczoraj urzędująca premier polskiego rządu. W tym kontekście powstaje pytanie - czy obywatelską postawą będzie zatem udawanie, że problemu głodujących dzieci nie ma? Albo, czy będziemy patriotami głośno bucząc na informacje o liczbie osób zmagających się z biedą i ubóstwem? To chyba ostateczny dowód na to, że Ewa Kopacz całkowicie utraciła kontakt z rzeczywistością i obecnie nie ma już bladego pojęcia co się dzieje w kraju. 

Przypomnijmy zatem pani premier, że zgodnie z oficjalnymi statystykami publikowanymi przez rządowy (podkreślam: rządowy) Główny Urząd Statystyczny (GUS), głodujących dzieci w naszym kraju jest ok. 450-470 tys. (raport pt. "Warunki życia rodzin w Polce"). Rodziców tych dzieci nie stać na to, by zapewnić im codziennie trzy kompletne posiłki. Prawie 36 proc. dzieci w Polsce rodzi się w biedzie, czyli w rodzinach, gdzie dochód netto na osobę nie przekracza 539 zł. W skrajnej nędzy (poniżej tzw. minimum egzystencji) żyje blisko 10 proc. rodzin wychowujących troje dzieci i aż 26,6 proc. mających ich czworo lub więcej. Zatrważające dane dostępne są także w Ministerstwie Finansów. W ubiegłym roku ponad 5,1 mln osób zadeklarowało fiskusowi dochody na poziomie nieprzekraczającym 10 tys. zł w ciągu roku. To oznacza, że ich średnio-miesięczne dochody - po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne, kosztów uzyskania przychodu i innych odliczeń przewidzianych prawem - wynoszą mniej niż 834 zł! 

Ponad 5 milionów osób, które na co dzień muszą walczyć z ubóstwem, wykluczeniem czy głodem, nie da się nie zauważyć lub wybuczeć. Twierdzenie, że to "rosyjska propaganda" jest najzwyczajniej w świecie chamskie. Mam nadzieję, że ta wczorajsza wypowiedź ostatecznie przypieczętuje los formacji, która przez długie 8 lat rządziła naszym krajem. 

wpis z dnia 13/08/2015

   


  

     W niemieckich sklepach Lidla właśnie zlikwidowano ostatni polski związek zawodowy
wpis z dnia 12/08/2015

 

Atmosfera strachu przed utratą niskopłatnej pracy w działającym na terytorium Polski Lidlu, doprowadziła do kuriozalnej i niespotykanej nigdzie w Europie sytuacji. Mimo, że niemiecka sieć sklepów zatrudnia w Polsce 14 tys. osób, to obecnie nie ma tam ani jednego zakładowego związku zawodowego. Ostatni z nich - NSZZ Solidarność - właśnie został zlikwidowany.

W należącym do niemieckiego multimiliardera Dieter'a Schwarz'a Lidlu funkcjonowała jedna organizacja związkowa. Była nią Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność".  Założycielka i szefowa tego związku - Justyna Chrapowicz - została jednak przez władze Lidla zwolniona dyscyplinarnie. Taki sam los czekał również jej zastępcę. Ludzie widząc to, co się dzieje wokół związku, zaczęli się bać. Wielu z nich uznało, że przynależność do organizacji zrzeszającej pracowników będzie równoznaczna z otrzymaniem wypowiedzenia o pracę. Konsekwencją zbudowanej w ten sposób atmosfery strachu było uniemożliwienie odtworzenia struktur związkowych na terenie sieci sklepów Lidla, a ostatecznie likwidacja Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność".

Na marginesie warto podkreślić, że Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) od początku 2014 roku przeprowadziła ponad 70 kontroli w sklepach sieci Lidl. Podczas ich przebiegu stwierdzono 106 naruszeń praw pracownika i nałożyła 25 mandatów o łącznej wartości ok. 30 tys. zł. Tymczasem przychody Lidla za rok finansowy 2013 wyniosły - uwaga - 10 mld zł i były o 333 tys. razy większe niż suma nałożonych mandatów. Z danych opublikowanych przez Fundację Republikańską wynika, że w 2011 roku przychody Lidla wyniosły 7,6 mld zł. Jednak podatku CIT do polskiego budżetu ta niemiecka firma zapłaciła jedynie 57,4 mln zł (suma podatku wyniosła zatem jedynie ok. 0,75 % sumy przychodów).

Przypomnijmy również, że na początku lipca brytyjski dziennik "The Guardian" opublikował materiały, z których wynika, że Bank Światowy oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju pożyczyły blisko 1 mld dolarów właścicielowi niemieckich sieci handlowych Lidl i Kaufland, w celu agresywnej ekspansji w krajach Europy środkowo-wschodniej, a w konsekwencji wykoszenia lokalnej konkurencji ze strony małych sklepów m. in. w Polsce.

 

Czytaj więcej: W Lidlu związków zawodowych nie będzie (Wyborcza.biz)
Czytaj także: Bank Światowy i EBOiR pożyczyły niemieckiemu Lidlowi 1 mld $, aby ten wykosił konkurencję małych sklepów w Polsce? (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 12/08/2015

 


 

     Kopacz gasi światło nad Polską! Kilka dni upałów i następuje rozkład infrastruktury kraju. Oto istota "teoretycznego państwa" PO-PSL!
wpis z dnia 11/08/2015

 

Zaniedbania ekipy PO-PSL w zakresie bezpieczeństwa energetycznego są porażające. 8 lat przebywania u władzy ludzi pokroju Ewy Kopacz czy Donalda Tuska doprowadziło do sytuacji, w której kilkudniowe upały lub mrozy mogą spowodować trwałe zaniki zasilania na obszarze całego kraju. Tak właśnie się dzieje, kiedy rządzący - zamiast budować nowe elektrownie i dbać o strategiczne interesy - wolą haratać w gałę i tłuc w oddanych telewizjach jałowy pijar o "zielonej wyspie" i "złotym okresie", w którym rzekomo przyszło nam żyć. Czas pogonić tę bandę złodziei i nieudaczników! 

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE - czyli państwowy operator systemu przesyłu energii w Polsce) wydały wczoraj komunikat, zgodnie z którym na terytorium całego kraju możliwe są ograniczenia w dostawach prądu. Premier Ewa Kopacz, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, przyznała: "- Częściowe ograniczenia będą dotykać ponad 1600 przedsiębiorstw (...). Będziemy robić wszystko, by ograniczenia w dostawach prądu były jak najmniej uciążliwe dla tych, dla których te ograniczenia będą stosowane". Jednocześnie premier zaapelowała do Polaków o "obywatelską postawę", zgodnie z którą mamy ograniczyć zużycie prądu między 11.00 a 15.00 (sic!).

Oficjalnie wszystkiemu winne są kilkudniowe upały, które mocno zmniejszają potencjał produkcyjny zlokalizowanych w naszym kraju elektrowni. To wersja pro-rządowych mediów. Rzeczywistym jednak powodem tej kryzysowej sytuacji są gigantyczne zaniedbania platformianej ekipy, która mimo ostrzeżeń ekspertów, przez blisko 8 lat miała gdzieś bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Zamiast skupić się na realnych działaniach i budować nowe elektrownie, przedstawiciele rządu woleli haratać w gałę i tłuc w oddanych mediach jałowy pijar o "zielonej wyspie" i "złotym okresie", w którym rzekomo przyszło nam żyć. 
Co ciekawe - Ministerstwo Gospodarki już w sierpniu 2013 roku wydało po cichu dokument pt.: "Sprawozdanie w wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej". Wynikało z niego, że w ciągu kolejnych 3-4 lat Polsce zaczną występować energetyczne blackouty, czyli długotrwałe zaniki zasilania na dużym obszarze kraju. Ryzyko miało być szczególnie wielkie w okresach szczytowego zużycia energii elektrycznej, tj. podczas silnych mrozów zimą i ekstremalnych upałów latem. Zgodnie z tym dokumentem latem 2016 roku ma nam zabraknąć 520 MW, natomiast zimą 2017 roku już nawet 1100 MW. Tymczasem oficjalne informacje z wczoraj mówiły, iż nieplanowane ubytki mocy w krajowych elektrowniach już teraz wynoszą prawie 2500 MW i w następnych dniach mogą się dramatycznie powiększać!

Dlaczego w Polsce brakuje energii elektrycznej? Wszystko przez... unijną politykę "klimatyczną", na którą bezrefleksyjną zgodę wyraził najpierw Donald Tusk, a w ubiegłym roku potwierdziła ją Ewa Kopacz. Zgodnie z wyśrubowanymi normami unijnych eurokratów polscy producenci prądu muszą stopniowo wyłączać z użytkowania stare bloki elektrowni węglowych (do lata 2016 roku trzeba wyłączyć bloki działających w naszym kraju elektrowni o łącznej mocy 3000 MW). Problem by nie istniał, gdyby rząd Platformy Obywatelskiej na miejsce wyłączanych bloków zdołał wybudować nowe elektrownie. Niestety, przez blisko 8 lat rządów tej ekipy, w Polsce nie powstała ani jedna nowa elektrownia o dużej mocy. Większość strategicznych inwestycji dotyczących bezpieczeństwa energetycznego kraju, których realizacja miała nastąpić w ciągu ostatnich kilku lat, albo nie wyszła jeszcze z fazy projektowej (np. elektrownia atomowa, gdzie od 6 lat trwa proces wyboru jej lokalizacja, mimo że w tym celu wydano już ponad 182 miliony złotych i wielu platformianych kolesi wzbogaciło się atomowymi pensjami za zasiadanie w zarządach specjalnych spółek), albo jest blokowana przez ekologów (elektrownia w Opolu i Rajkowach), albo z niewiadomych przyczyn jest anulowana (np. elektrownia w Ostrołęce, na którą nadzorowana przez Skarb Państwa spółka Energa miała już wydać 200 mln zł).

Fakty są takie, że Ewa Kopacz zaczęła gasić światło nad Polską. Dodatkowo urządza przy tym kabaret, kiedy odwołuje się do "obywatelskiej postawy", zgodnie z którą mamy ograniczać zużycie prądu między 11.00 a 15.00... Mam już serdecznie dosyć tego "teoretycznego państwa" serwowanego przez ekipę Platformy! Gdzie nie spojrzeć, tam czarna rozpacz, syf i przekręty. Młodzi ludzie wyjeżdżają, zadłużenie publiczne rośnie, ZUS nieuchronnie zmierza do bankructwa, stocznie zlikwidowane, majątek wyprzedany za bezcen, drenaż kapitału trwa w najlepsze, a teraz jeszcze prądu zaczyna brakować. Dobrze, że nie ma deszczu, bo by się jeszcze okazało, że wałów przeciwpowodziowych również nie ma (mimo kilku powodzi w ostatnich latach). Czas najwyższy pogonić tę bandę pasożytów, partaczy i złodziei! Koniec z pobłażliwością. Za lata zaniedbań muszą ponieść konsekwencje!

wpis z dnia 11/08/2015

   


  

     Na biednej Ukrainie becikowe za urodzenie dziecka jest 6-razy wyższe niż w Polsce! O innych krajach lepiej nie wspominać...
wpis z dnia 10/08/2015

 

Katastrofa demograficzna staje się faktem. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Przyrost naturalny w 2015 roku prawdopodobnie będzie ujemny po raz drugi od czasu zakończenia II wojny światowej (pierwszy raz miało to miejsce w 2013 roku). Przyczynia się do tego masowa emigracja ludzi w wieku 18-34 lata, niskie zarobki, brak stabilizacji, ale również brak wsparcia instytucji państwowych dla młodych rodziców. Jako przykład może tu posłużyć tzw. becikowe. Wprowadzone w 2006 roku nie było od tego czasu w ogóle waloryzowane. Obecnie wynosi ono 1 tys. zł i jest ponad 6-krotnie niższe niż becikowe wypłacane na biednej Ukrainie.

Od lutego 2006 roku w Polsce wypłacane jest tzw. becikowe, czyli jednorazowa zapomoga z tytułu urodzenia się dziecka. Wynosi ona 1000 zł na dziecko i od chwili wprowadzenia w życie kwota ta nie była waloryzowana. Ponadto - od 1 stycznia 2013 roku otrzymanie wspomnianej zapomogi uzależnione jest od spełnienia kryterium dochodowego. Dochód na osobę w rodzinie nie może bowiem przekroczyć kwoty 1.922,00 zł.

Tymczasem na biednej i pogrążonej w kryzysie gospodarczym Ukrainie zapomoga państwa dla matki z tytułu urodzenia pierwszego dziecka wynosi obecnie 30-krotność tamtejszego minimum socjalnego (30 x 1.176 hrywien). W przeliczeniu na polskie złotówki (1 hrywna = 0,18 zł) daje nam to kwotę 6.350,00 zł. Ale to nie koniec - za urodzenie drugiego dziecka matka otrzymuje od państwa równowartość 60-krotnego minimum socjalnego. To z kolei odpowiada kwocie 12.700,00 zł. Za trzecie i każde kolejne dziecko obywatelka Ukrainy otrzymuje - i tu uwaga - 120-krotność minimum socjalnego, czyli równowartość 25.400,00 zł! To jest 25-razy wyższa kwota becikowego niż wypłacana w Polsce.

W innych państwach Europy zapomogi i programy pomocowe dla osób decydujących się mieć dzieci są również znacznie bardziej rozbudowane niż w Polsce. Dla przykładu: W Niemczech na każde dziecko w wieku do 18 lat przysługuje zasiłek w miesięcznej wysokości 184 euro (równowartość ok. 760 zł). Za trzecie dziecko przysługuje zasiłek w kwocie 190 euro (790 zł), a na czwarte i każde kolejne - 215 euro miesięcznie (ok. 890 zł). W wariancie podstawowym w przypadku jednego dziecka państwo w ciągu 18 lat wypłaci niemieckim rodzicom łącznie 39,7 tys. euro bezpośredniej pomocy socjalnej. W Szwecji zasiłek w wysokości 95 euro miesięcznie przysługuje na każde dziecko w wieku do 16 lat niezależnie od dochodów rodziny. We Francji matka może liczyć na ok. 900 euro becikowego. Dodatkowo, jeśli rodzice dziecka nie zarabiają więcej niż 44,6 tys. euro rocznie, państwo będzie wypłacało zasiłek w wysokości 182 euro miesięcznie.

Polska, z becikowym w wysokości 1 tys. zł i symbolicznymi zapomogami dla najbiedniejszych w postaci zasiłku rodzinnego w wysokości 77 zł miesięcznie, może się schować. Mając na uwadze powyższe nie powinny nas szokować dane publikowane przez ONZ, zgodnie z którymi w wariancie pesymistycznym Polskę czeka totalna katastrofa demograficzna. Nie dalej jak za 30 lat liczba ludności naszego kraju zbliży się do około 30 mln, a w 2100 roku na terytorium Polski pozostanie zaledwie 12,8 mln Polaków!

 

Czytaj także: Raport ONZ: Populacja Polski będzie dramatycznie szybko spadać. Z obecnych 36,0 mln do zaledwie 12,8 mln ludzi! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Raport "Polityka prorodzinna w wybranych krajach Unii Europejskiej" (FundacjaRepublikanska.org)

wpis z dnia 10/08/2015

  


  

     Zobacz jak nas łupią na stacjach! Cena ropy spada, ale PKN Orlen ciągle podbija swoje marże. Ktoś przez rok zbił fortunę na akcjach tej spółki
wpis z dnia 8/08/2015

 

Kiedy na światowych rynkach cena ropy naftowej nieustannie spada osiągając wieloletnie minima, na polskich stacjach benzynowych prawie w ogóle nie można tego odczuć. Wszystko za sprawą rosnących w szalonym tempie marż polskich rafinerii, które "zjadają" cały efekt obniżek cen ropy. Jakie są tego konsekwencje? - Kurs akcji PKN Orlen w ciągu roku poszybował do góry aż o 119 proc., z poziomu 36 zł do 82 zł za akcję. Ktoś dorobił się fortuny. 

Ropa na światowych rynkach jest obecnie najtańsza od 2009 roku. Tylko w ciągu ostatniego roku jej cena spadła z poziomu 105 USD za baryłkę do poziomu ok. 50 USD za baryłkę, tj. obniżyła się o ponad 50 proc. Tymczasem cena paliw, jakie można zatankować na polskich stacjach przestała spadać. Co więcej - począwszy od lutego zaczęła rosnąć, aż do teraz. Powód takiego stanu rzeczy jest prosty - posiadające monopol na produkcję tankowanych w Polsce paliw PNK Orlen oraz LOTOS w ciągu kilku ostatnich miesięcy istotnie podniosły stosowane przez siebie marże - rafineryjną oraz petrochemiczną. 

Marże te mają kolosalny wpływ na cenę paliwa kupowanego przez nas na stacjach benzynowych. W przypadku największego polskiego koncernu petrochemicznego, tj. PKN Orlen - po siedmiu miesiącach roku przeciętna marża rafineryjna wyniosła 8,91 dolarów za baryłkę, tj. ponad czterokrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku (2,2 dol./b) i ponad dwuipółkrotnie więcej niż w całym roku 2014. Obecnie marża ta nieustannie rośnie i wynosi już 11,7 dolarów za baryłkę. To samo dotyczy drugiej ze stosowanych marż, tj. petrochemicznej. Ostatnimi czasy wzrosła ona do rekordowego i nigdy wcześnie nie notowanego poziomu 1.175 euro za tonę z 1.035 euro za tonę w drugim kwartale. Warto przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno (w drugiej połowie ubiegłego roku) wynosiła ona ok. 800 euro za tonę. 

Rosnące marże w praktyce "zjadły" cały efekt obniżek cen ropy naftowej na światowych rynkach. To, że jest ona obecnie najtańsza od 2009 roku nie ma znaczenia dla cen paliw, jakie kupujemy na stacjach. Poza tym jest jeszcze jedna - bardzo poważna - konsekwencja stosowania coraz większych marż. W przypadku PKN Orlen jest nią pompowanie gigantycznych zysków, dzięki którym kurs akcji tej spółki poszybował w ciągu roku do góry aż o 119 proc., z poziomu 36 zł do 82 zł za akcję. Ktoś, kto wiedział jak będzie wyglądała polityka marżowa największego polskiego koncernu naftowego, mógł się dorobić się fortuny.

 

Czytaj także: Na stacji drogo? PKN Orlen pompuje marże szybciej niż paliwo (StrefaInwestorow.pl)
Czytaj także: W III kw. 15 r. wciąż rosną marże rafineryjna i petrochemiczna - PKN (Bankier.pl) 

wpis z dnia 8/08/2015

  


  

     Kiedy polski ZUS ledwie zipie, jego niemiecki odpowiednik ma się doskonale. Wszystko dzięki napływowi setek tysięcy imigrantów z Polski
wpis z dnia 7/08/2015

 

ZUS, a dokładnie obsługujący jego finanse Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS), jest w opłakanym stanie. W tym roku na wypłatę świadczeń zabraknie aż 52,4 mld zł. Dla zobrazowania - to równowartość tysiąca finałów WOŚP. Co gorsze - nieustannie rośnie liczba emerytów, a ubywa osób, które pracują i przekazują składki na ubezpieczenia społeczne. Spora grupa z nich wyemigrowała do Niemiec i tam opłaca składki, dzięki czemu niemiecki ZUS (Rentenversicherung) jest w doskonałej kondycji, a rząd w Berlinie postanowił obniżyć wiek emerytalny do 63 roku życia. 

ZUS jest już faktycznym bankrutem. Obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne nie wystarczają na wypłatę bieżących rent i emerytur. Powstający z tego tytułu deficyt sięgnie w tym roku aż 52,4 mld zł. Lata zaniedbań i brak reform powoduje, że z roku na rok sytuacja będzie się pogarszać. ZUS będzie potrzebował coraz większych ilości pieniędzy na wypłatę świadczeń, bowiem coraz więcej ludzi będzie przechodziło na emerytury, a to - bez poważnych zmian systemowych - najprostsza droga do bankructwa całego kraju. Według oficjalnych danych GUS tylko w ciągu ostatniego roku w Polsce ubyło 57 tys. ludzi młodych (0-17 lat). Przybyło za to 227 tys. emerytów.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Niemczech, gdzie problem starzejącego się społeczeństwa miał być podobno nie do przejścia. Okazało się jednak, że na ratunek przyszli imigranci, a w szczególności Polacy, którzy po 2011 roku (kiedy Niemcy otworzyły swój rynek pracy dla nowych państw UE) masowo ruszyli pracować za Odrą. Zgodnie z oficjalnymi danymi w latach 2008-2013 liczba pracujących w Niemczech i odprowadzających składki cudzoziemców wzrosła z 3,7 mln do ponad 4,7 mln, czyli o ok. milion osób. W tym czasie wzrosła także liczba osób z niemieckim obywatelstwem, którzy obowiązkowo lub dobrowolnie odprowadzają składki - z 35,2 mln do 35,3 mln osób. Właśnie dzięki temu - dzięki pracy ok. 500 tys. Polaków, którzy co roku wspierają niemieckie PKB swoją ciężką pracą, za co otrzymują znacznie mniejsze wynagrodzenia aniżeli rodowici Niemcy - w momencie gdy Donald Tusk podwyższył Polakom wiek emerytalny do 67. roku życia, jego przełożona, Angela Merkel, umożliwiła swoim obywatelom przechodzenie na emerytury w wieku 63 lat (oczywiście pod pewnymi warunkami, m. in. po osiągnięciu odpowiedniego stażu pracy, ale jednak). Niestety w Polsce nie możemy na to liczyć. Ujemny przyrost naturalny, wielomilionowa emigracja, a w konsekwencji - szybkie starzenie społeczeństwa prowadzą nieuchronnie do katastrofy demograficznej, jak i finansowej. Czasu na zmianę negatywnych trendów mamy już bardzo niewiele. Szanse na skokowy wzrost przyrostu naturalnego są niemal zerowe. Stąd coraz częściej pojawiają się koncepcje mówiące o Polsce jako "kraju masowej migracji". Czy zostaną one zrealizowane? W perspektywie kilku lat niczego nie można wykluczyć. Wszak jeśli Niemcy podkradają populację Polsce, to Polska mogłaby to robić np. Ukrainie.

 

Czytaj więcej: Zaskakująco dobre wyniki niemieckiego ZUS-u. Polacy mają w tym swój udział (Dw.com)
Czytaj także: Kiedy ekipa PO-PSL podnosi w Polsce wiek emerytalny do 67 lat, rząd w Niemczech obniża go do 63. Można? Można! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 7/08/2015

    


  

     Rząd zapowiada podwyżki pensji dla urzędników. Niestety nie wspomina, że będą one finansowane nowymi kredytami, które powiększą zadłużenie
wpis z dnia 6/08/2015

 

O rzeczywistym stanie finansów państwa świadczy to, czy pieniądze na wynagrodzenia dla urzędników rządzący są w stanie wygospodarować z tradycyjnych wpływów budżetowych (podatki), czy też zaciągają na ten cel kredyty i pożyczki. Rząd Ewy Kopacz zapowiedział na przyszły rok podwyżki wynagrodzeń dla urzędników i służb mundurowych. Problem polega na tym, że aby zrealizować ten cel będzie musiał zaciągnąć u zagranicznych wierzycieli nowe, gigantyczne pożyczki. A to oznacza, że finanse naszego państwa są w opłakanym stanie (a będą w jeszcze gorszym).

8 lat bezmyślnej, anty-rozwojowej polityki gospodarczej i fiskalnej przynosi wymierne efekty. Rząd Ewy Kopacz zapowiedział, że w przyszłym roku urzędnicy, funkcjonariusze służb i żołnierze będą mogli liczyć na podwyżki. I chwała im za to, szczególnie jeśli podwyżki miałyby dotyczyć szeregowych urzędników i funkcjonariuszy, którzy dzisiaj wykonują swoją pracę za absurdalnie niskie pieniądze. Problem polega jednak na tym, że rząd nie ma pieniędzy na wspomniane podwyżki. W budżecie na ten rok panuje potężny deficyt (wydatki rządu są znacznie większe niż wpływy) i nic nie wskazuje, aby w przyszłym roku sytuacja miała ulec zmianie. A to oznacza, że aby na obiecane podwyżki pieniądze się znalazły rządzący będą musieli pozaciągać jeszcze więcej kredytów u zagranicznych wierzycieli.

Warto zwrócić uwagę, że pętla długu już teraz zaciska się w zabójczo szybkim tempie. W samym tylko lipcu rząd Ewy Kopacz podpisał z Bankiem Światowym kolejną umowę kredytową, zgodnie z którą Polska otrzyma pożyczkę w wysokości 912,7 mln euro (co stanowi równowartość ok. 3,78 mld zł). Ponadto odbyły się dwie zorganizowane przez Ministerstwo Finansów aukcje papierów dłużnych, na których nasz kraj pożyczył kolejne 7,8 mld zł. Z danych dostępnych na stronie Ministerstwa Finansów wynika, że w okresie od stycznia do maja b.r. zadłużenie Skarbu Państwa powiększyło się o gigantyczną kwotę 30 mld 302 mln zł. W samym tylko maju odnotowano wzrost wysokości długu o 8 mld 197 mln zł, co oznacza, że dzienny (podkreślam - DZIENNY) przyrost kształtował się na poziomie 273,2 mln zł!

 

Czytaj także: Zdesperowany rząd Ewy Kopacz powiększa zadłużenie w szalonym tempie! Właśnie podpisał kolejną gigantyczną umowę kredytową! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Kalendarze przetargów (Finanse.mf.gov.pl) 

wpis z dnia 6/08/2015

   


  

     Służby ścigają przydrożnych handlarzy jagodami, a przepuszczają zagraniczne firmy drenujące z Polski grube miliardy!
wpis z dnia 5/08/2015

 

Okrągłostołowa III RP to państwo rażących kontrastów. Z jednej strony nadzorowani przez Ministerstwo Finansów urzędnicy skarbowi zupełnie nie radzą sobie z dokonywanym przez zagraniczne podmioty gigantycznym, wielomiliardowym drenażem dochodów poza polski system podatkowy. Z drugiej - policja ściga przydrożnych handlarzy jagodami i grzybami, wystawiając zabójcze dla nich mandaty do 5 tys. zł. Czy tak ma wyglądać realizacja postulatu "sprawnego państwa"??!

Do skandalicznej sytuacji doszło w okolicach Goleniowa w województwie zachodniopomorskim. Jak donosi lokalny serwis 24kurier.pl - od kilku dni przydrożnych handlarzy jagodami i grzybami zebranymi w lasach nękają funkcjonariusze policji, którzy grożą im, że jeśli dalej będą sprzedawać przy drogach bez stosownych zezwoleń, to otrzymają mandaty karne w wysokości 500 zł (dla osób karanych pierwszy raz) oraz do 5.000 zł dla "recydywistów", którzy będą przyłapani na "procederze" handlu jagodami i grzybami po raz kolejny. - "Dlaczego policjanci nas tak prześladują, czy w Polsce nie ma już gorszych przestępców?" - pyta jeden z zastraszanych przez policji mężczyzn. 

Gorsi przestępcy oczywiście istnieją, ale stworzone przy okrągłym stole państwo daje im "taryfę ulgową" w postaci gwarancji spokojnego prowadzenia nielegalnych biznesów ze szkodą dla wszystkich Polaków. Jako przykład niech nam posłuży kwestia gigantycznego transferu nieopodatkowanego kapitału poza granice Polski przez zagraniczne spółki prowadzące działalność na terytorium naszego kraju. Kwestia ta została nie dawno dostrzeżona przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK), która wydała w tej sprawie specjalny raport. Z jego treści wynika, że nadzorowane przez Ministerstwo Finansów urzędy skarbowe zupełnie nie radzą sobie z transferowaniem gigantycznych dochodów przez zagraniczne podmioty poza polski system podatkowy. Osiągane w Polsce dochody są najczęściej transferowane do tzw. rajów podatkowych (Luksemburg, Cypr, Bahamy). Powyższe nie powinno nas jednak dziwić. NIK ustaliła, że urzędy kontroli skarbowej i urzędy skarbowe - zamiast skupić się na podmiotach z udziałem kapitału zagranicznego - koncentrowały się, zgodnie z zaleceniami Ministra Finansów, na łupieniu i gnębieniu kontrolami małych przedsiębiorców z polskim kapitałem. Duże zagraniczne spółki i koncerny mogły w tym czasie spokojnie transferować dochody poza granice Polski. 

Oto jak wygląda realizacja postulatu "sprawnego państwa"! Rozpasane i pazerne państwo stworzone przy okrągłym stole gnoi małych szaraków, a przymyka oko na drenaż miliardów przez zagraniczne koncerny...

 

Czytaj więcej: Policja ściga biedaków (24kurier.pl)
Czytaj także: NIK o kontroli firm z udziałem kapitału zagranicznego (NIK.gov.pl)

wpis z dnia 5/08/2015

   


  

     Bilionowe zadłużenie, gigantyczny drenaż kapitału i drastyczne obniżenie potencjału - czyli co nam zostanie po 8-leciu rządów ekipy PO-PSL
wpis z dnia 4/08/2015

 

Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że 8-lecie rządów Platformy Obywatelskiej i PSL będziemy pamiętać przez pryzmat (1) drastycznego wzrost zadłużenia, (2) gigantycznego drenażu kapitału przez zagraniczne spółki oraz (3) istotnego obniżenie potencjału naszego kraju na arenie międzynarodowej. Te trzy kwestie udało im się zrealizować w sposób wzorcowy! I właśnie dlatego podczas najbliższych wyborów ekipa Platformy powinna zostać definitywnie odsunięta od władzy. 

Dwie kadencje parlamentarne to wystarczająco długi okres czasu, by móc dokonać podsumowania działalności ekipy rządowej. Stwierdzić co było ich największym dokonaniem? Co udało się im osiągnąć przez blisko 8 lat sterowania krajem? Czy przedwyborcze hasła i obietnice zostały zrealizowane? 

Na pewno jednym z takich postulatów była obietnica obniżenie długu publicznego. Platforma Obywatelska w 2007 roku obiecywała rozprawienie się z nadmiernym deficytem budżetowym powodującym ciągły przyrost zadłużenia państwa. Jakże szybko okazało się jednak, że postulat walki z nadmiernym deficytem budżetowym był jedynie pustym i nic nie znaczącym hasłem wyborczym. Efekty są porażające. W ciągu 8-lecia rządów ekipy Tuska i Kopacz nastąpił gigantyczny wzrost zadłużenia, które przebiło granicę biliona złotych. 

Lata 2008-2014 to także "złota era" dla zagranicznych spółek i przedsiębiorstw, które wydrenowały z Polski setki (podkreślam - SETKI!) miliardów złotych. Z raportu organizacji Global Financial Integrity (GFI) wynika, że Polska jest liderem w całej UE jeśli chodzi o drenaż środków finansowych przez zagraniczne podmioty. NIK opublikowała niedawno raport, z którego wynika, że nadzorowane przez Ministerstwo Finansów urzędy skarbowe zupełnie nie radzą sobie z transferowaniem gigantycznych dochodów przez zagraniczne podmioty poza polski system podatkowy. Powyższe nie powinno nas jednak dziwić. NIK ustaliła, że urzędy kontroli skarbowej i urzędy skarbowe - zamiast skupić się na podmiotach z udziałem kapitału zagranicznego - koncentrowały się, zgodnie z zaleceniami Ministra Finansów, na łupieniu i gnębieniu kontrolami małych przedsiębiorców z polskim kapitałem. Duże zagraniczne spółki i koncerny mogły w tym czasie spokojnie transferować dochody poza granice Polski.

Ale to nie koniec głównych "osiągnięć" ekipy Platformy Obywatelskiej. Ostatnie lata to stopniowe, acz konsekwentne ograniczanie potencjału Polski na arenie międzynarodowej. Ważną rolę odegrali tutaj niemieccy politycy, którzy przez kilka lat hodowali sobie Tuska poprzez wręczane mu medale, honory, wyróżnienia i poklepywanie po plecach. Kiedy już go odpowiednio urobili, to wstawili na eksponowane europejskie stanowisko, mimo braku znajomości angielskiego czy francuskiego. Ważne jednak, że zna niemiecki, dzięki czemu może przyjmować bezpośrednie instrukcje płynące z Berlina. Tusk w tym czasie zdążył ograniczyć potencjał Polski na arenie międzynarodowej do roli satelity polityki zagranicznej Niemiec. Dzisiaj mało kto liczy się z nami, bo każdy wie, że kluczowe decyzje za Warszawę podejmuje Berlin.

 

Czytaj także: W okresie rządów Tuska i Kopacz zadłużenie kraju zwiększyło się o 100% osiągając pułap biliona zł (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: NIK o kontroli firm z udziałem kapitału zagranicznego (NIK.gov.pl)
Czytaj także: Kim jest Donald Tusk w Brukseli? Odpowiedź brzmi: nikim (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 4/08/2015

   


  

     Neokolonializm wersja 2.0: Hinduska montownia samochodów powstanie w Polsce, bo tu jest... tania siła robocza!
wpis z dnia 3/08/2015

 

Jak informuje "Economics Times of India" - hinduski koncern motoryzacyjny TATA wybrał Polskę jako miejsce, w którym wybuduje swoją montownie samochodów. Dlaczego Polska? - Bo w całej Europie nie ma drugiego takiego kraju, gdzie siła robocza byłaby tak tania, a zwykli ludzie zarabiali by tak niewiele. Oto efekty gospodarczego cudu 26-lecia III RP!

Wyprzedając wszystko to, co prezentowało jakąkolwiek wartość (banki, fabryki, huty, kopalnie), nie posiadając przy tym odpowiednich zasobów w postaci własnego kapitału, "elity" rządzące III RP uzależniły gospodarkę naszego kraju od łaski bądź niełaski inwestorów z zagranicy. Lata dzikiej prywatyzacji majątku narodowego oraz nieustanne powiększanie zadłużenia u zagranicznych wierzycieli spowodowały, że dziś jesteśmy innowacyjną pustynią, która z innymi gospodarkami w Europie konkuruje głównie niskimi kosztami pracy i tanią siłą roboczą. Nie powinno nas zatem dziwić informacje publikowane przez "Economics Times of India", zgodnie z którymi hinduski koncern TATA to właśnie nasz kraj wybrał jako miejsce, gdzie wybuduje swoją montownie samochodów. Hindusi uznali, że w Polska jest idealnym krajem do takiej inwestycji, bowiem posiada niezbędne przy produkcji samochodów, świetnie działające huty żelaza (sprzedane przez rząd SLD-PSL za bezcen koncernowi ArcelorMittal - czytaj więcej na ten temat: Przedawniły się zarzuty dotyczące prywatyzacji Polskich Hut Stali. Wg NIK nasz kraj stracił na tej sprzedaży blisko 2 mld zł!) oraz potężną bazę - często dobrze wykwalifikowanych - pracowników, którzy będą w stanie pracować za bardzo niskie pensje. W zakresie tego ostatniego warto przypomnieć, że przeciętny Niemiec zarabia blisko 4 razy więcej niż przeciętny Polak, a zgodnie z oficjalnymi danymi GUS - ok. 80 proc. pracujących w naszym kraju ludzi zarabia miesięcznie mniej niż wynosi wysokość minimalnej (podkreślam - MINIMALNEJ!) pensji w takich krajach jak Francja, Holandia czy Irlandia. 

Należy pamiętać, że zagraniczni inwestorzy robią biznes w Polsce tylko dlatego, że mogą zatrudniać ludzi za równowartość 500 euro miesięcznie. W ten sposób utwierdza się rola naszego kraju jako dostarczyciela taniej siły roboczej, swoistego Bangladeszu Starego Kontynentu, który zachęca firmy z całego świata do inwestowania u siebie poprzez Specjalne Strefy Ekonomiczne, gdzie - w odróżnieniu od lokalnych przedsiębiorców - mogą one płacić o wiele niższe podatki. Zatrudniani przez takich inwestorów pracownicy, którzy zarabiają równowartość wspomnianych 500 euro, nie mają szans na rozwój, nie mogą odkładać pieniędzy i się bogacić. Aby zarobić jakiekolwiek sensowne pieniądze są oni gotowi pracować dłużej, ciężej i wydajniej niż ich koledzy z Europy Zachodniej. Ponadto - zagraniczni inwestorzy, zachęceni niskimi kosztami pracy, budują w Polsce przede wszystkim montownie wytwarzające na masową skalę w dużej mierze to, co koncepcyjnie powstaje gdzie indziej. Taka sytuacja obniża innowacyjność naszego kraju, co z resztą ma potwierdzenie we wszelkiego rodzaju rankingach, w których Polska okupuje ostatnie miejsca wśród państw europejskich. Niestety, w ten sposób nigdy nie osiągniemy gospodarczej niezależności.

 

Czytaj także: Fabryka Tata Motors, właściciela Jaguara i Land Rovera, powstanie w Polsce? (PolskieRadio.pl)
Czytaj także: Przedawniły się zarzuty dotyczące prywatyzacji Polskich Hut Stali. Wg NIK nasz kraj stracił na tej sprzedaży blisko 2 mld zł! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 3/08/2015