Archiwum: Październik 2015

 

     Wysokie emerytury bogatych Niemców wzrosną w 2016 roku o kolejne 5 proc. Niskie emerytury biednych Polaków o zaledwie 0,52 proc. I kto jest w kryzysie?
wpis z dnia 30/10/2015

 

Jedną z konsekwencji krachu demograficznego (coraz mniej ludzi pracuje, a tym samym coraz mniej składek trafia do ZUS) oraz potężnego wzrostu zadłużenia (coraz więcej musimy wydawać na obsługę długów) jest to, że przyszłoroczna waloryzacja emerytur będzie najniższą w historii i wyniesie zaledwie 0,52 proc. W tym samym czasie otrzymujący średnio kilkukrotnie wyższe świadczenia seniorzy z Niemiec będą mogli się cieszyć aż 5 procentową podwyżką emerytur. I kto tu jest w kryzysie?

Nie dość, że bogaci emeryci z Niemiec będą mogli liczyć na procentowo blisko 10-krotnie większą podwyżkę swoich świadczeń w porównaniu z emerytami z Polski (5 proc. do 0,52 proc.), to jeszcze niemiecki rząd zdecydował się obniżyć wiek emerytalny do 63. roku życia. Jak to jest możliwe? - Otóż spora w tym zasługa... Polski i polskiego społeczeństwa. 

Po pierwsze: z roku na rok transfer pieniędzy z naszego kraju do Niemiec jest coraz większy. Przepompownia zysków trwa w najlepsze, bowiem niemieckie firmy w dużej części opanowały strategiczne gałęzie polskiego przemysłu, sektora finansowego i komunalnego. Im większe zyski niemieckich firm, tym oczywiście więcej środków z tytułu podatków trafia do federalnego rządu w Berlinie. Po drugie: spora grupa Polaków wyjeżdża do Niemiec, by pracować tam za pół-darmo. Mówimy tutaj o około 300-500 tys. osób, które co roku wspierają niemiecką gospodarkę swoją ciężką pracą, za co otrzymują znacznie mniejsze wynagrodzenia aniżeli rodowici Niemcy. Oszczędności z tego tytułu są oczywiste. To wszystko sprawia, że niemiecki Bundestag mógł uchwalić pakiet ustaw, które umożliwiają obywatelom Niemiec przejście na emeryturę już po osiągnięciu 63 lat, natomiast niemiecki odpowiednik ZUS (Rentenversicherung) jest obecnie w doskonałej kondycji finansowej i mógł zafundować swoim podopiecznym 5 procentową podwyżkę świadczeń w 2016 roku.

I kto jest obecnie w kryzysie...?

 

Źródło danych: Renten könnten 2016 um vier bis fünf Prozent steigen (Welt.de) (DE)

  
wpis z dnia 30/10/2015

   


  

     Czy PO zrealizowała w Polsce "scenariusz grecki"? Deficyt budżetowy zwiększyli aż 3-krotnie: z 16,0 (2007 r.) do 46,1 mld zł (2015 r.)!
wpis z dnia 29/10/2015

 

Po 8 latach rządów ekipy PO i PSL mamy gigantyczną dziurę budżetową (46 mld zł w tym roku i aż 54,6 mld zł w przyszłym), największe zadłużenie i dług publiczny w historii (oficjalnie ok. 1 bln zł, dług ukryty szacowany na 3 bln zł), podniesiony wiek emerytalny, podniesione wszystkie możliwe podatki, zlikwidowane wszystkie ulgi, zrabowane oszczędności emerytów z OFE, wyprzedany majątek narodowy. To, co pozostało to "ch..., dupa i kamieni kupa", czyli czarny scenariusz grecki w dość zaawansowanej postaci.

Warto przypomnieć, że nie dalej jak kilkanaście tygodni temu Ewa Kopacz twierdziła, że Grecja stała się bankrutem bowiem jej rząd wydawał więcej, aniżeli był w stanie zarobić, przez co tworzył deficyt budżetowy wymuszający zaciąganie nowych kredytów. Co ciekawe - rząd Platformy Obywatelskiej przez ostatnich kilka lat postępował jota w jotę tak samo: również wydawał znacznie więcej, niż wynosiły wpływy do budżetu, przez co generował poważny deficyt budżetowy, który następnie zasypywał nowymi pożyczkami. Obecna (jeszcze) premier oraz jej ekipa z premedytacją powielali zatem "scenariusz grecki", a później udawali przysłowiowego "Greka".

Proste wyliczenie na bazie oficjalnych statystyk publikowanych przez Ministerstwo Finansów pokazuje, że skumulowany deficyt budżetowy 8-lecia rządów PO-PSL (lata 2008 - 2015) to 266,8 mld zł! O tyle rząd wydał więcej niż miał, posiłkując się głównie kredytami, które zwiększyły całkowite zadłużenie naszego kraju. 

Jakby tego było mało rząd Ewy Kopacz zaplanował, że w przyszłym roku deficyt budżetowy wyniesie aż 54,6 mld zł! Rekordowy, najwyższy w historii deficyt przełoży się także na rekordowo wysokie potrzeby pożyczkowe brutto. Okazuje się, że aby związać koniec z końcem trzeba będzie pożyczyć gigantyczną kwotę 180 mld zł. Większość z tych pieniędzy pójdzie na rolowanie starych długów. Całkowite zadłużenie kraju (potrzeby pożyczkowe netto) mają się powiększyć o 73 mld zł. Spłata odsetek od długów zaciągniętych przez ekipę Tuska & Kopacz pochłonie kolejne 32 mld zł.

Ekipa Platformy straszyła nas Grecją. Patrząc jednak przez pryzmat ich dokonań z ostatnich 8 lat jestem przekonany, że ostrzeżenia odchodzącej ze stanowiska szefa rządu Ewy Kopacz można porównać do słów złodzieja, który ostrzega nas przed włamaniem, którego sam za chwilę dokona... 

wpis z dnia 29/10/2015

   


  

     Po Berlinie także i Paryż udziela politycznego wsparcia dla Nord Stream 2. Antypolski gazociąg ma w Europie coraz więcej zwolenników
wpis z dnia 28/10/2015

 

Po tym jak zarząd Gazpromu dogadał z niemieckim wicekanclerzem i ministrem energetyki w/s budowy nowej nitki Nord Streamu, przedstawiciele rosyjskiego giganta gazowego pojechali do Paryża, gdzie spotkali się z szefem administracji francuskiego prezydenta. Francuskie władze miały udzielić politycznego wsparcia dla idei budowy tej jawnie antypolskiej inwestycji. Niestety, słabość platformianego rządu - na którego czele nadal jeszcze stoi rozhisteryzowana, prowincjonalna lekarka z ZSL-u - przynosi wymierne rezultaty. 

Przypomnijmy, że po spotkaniu szefa gazowego giganta z Rosji Aleksieja Millera z niemieckim ministrem gospodarki, kanclerz Angela Merkel uznała, że wspólna inicjatywa Gazpromu, niemieckich E.On i BASF-Wintershall, brytyjsko-holenderskiego Royal Dutch Shell, austriackiego OMV i francuskiego Engie jest "czysto komercyjna" i nie spowoduje żadnych zagrożeń geopolitycznych zarówno dla całej UE jak i dla poszczególnych państw członkowskich Wspólnoty. Kolejnym celem Rosjan był Paryż. Tam szef Gazpromu spotkał się z szefem administracji francuskiego prezydenta Jean-Pierre Jouyetem oraz z prezesem francuskiego Engie Gerardem Mestralletem. Podczas spotkania strona francuska stwierdziła, że realizacja projektu Nord Stream 2 znacząco zwiększy bezpieczeństwo dostaw gazu do państw europejskich z Rosji.

Wygląda więc na to, że na oczach bezradnego rządu Ewy Kopacz dogadywana jest jawnie anty-polska inicjatywa gospodarcza, która dla naszego kraju może się okazać współczesną wersją paktu Ribbentrop-Mołotow. Przypomnijmy, że plan przewiduję budowę kolejnej, dwunitkowej magistrali gazowej o przepustowości 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie z ominięciem Polski. W praktyce będzie to oznaczać, że całość gazu z Rosji będzie docierać do Europy Zachodniej przez Niemcy (a nie, jak do tej pory przez Białoruś, Polskę i Niemcy), co zapewni niemieckim firmom przesyłowym stabilne wpływy pieniężne na dziesięciolecia, a Rosji umożliwi stosowanie szantażu energetycznego wobec Polski. Obecnie było to niemożliwe, bowiem wstrzymanie dostaw gazu do Polski (jako kraju tranzytowego) było równoznaczne ze wstrzymaniem dostaw do państw Europy Zachodniej. Po wybudowaniu Nord Stream 2 Rosja będzie mogła dostarczać całość gazu potrzebnego Europie z pominięciem Polski. 

Co ciekawe - premierzy Słowacji i Ukrainy, gdy tylko dowiedzieli się o zawarciu porozumienia w/s budowy kolejnej nitki gazociągu po dnie Bałtyku, natychmiast wydali wspólne oświadczenia potępiające tą niekorzystną dla ich państw inicjatywę. Szef Słowackiego rządu posłużył się nawet określeniem "zdrady", do jakiej - wobec jego kraju - miał się dopuścić rząd w Berlinie. Co na to Ewa Kopacz? - Nic. Wiedziała, że musi milczeć, bo wyrażenie negatywnego stanowiska mogłoby się nie spodobać jej nieformalnej przełożonej, tj. Angeli Merkel.

 

Czytaj więcej: Gazprom lobbuje za Nord Stream 2 we Francji (BiznesAlert.pl)
Czytaj także: Warszawa nie może milczeć na temat Nord Stream (BiznesAlert.pl)

wpis z dnia 28/10/2015

   


  

     Dług znowu rośnie w zastraszającym tempie! W ciągu miesiąca przybyło kolejne 7,723 mld zł (249,1 mln zł dziennie)
wpis z dnia 27/10/2015

 

Ministerstwo Finansów podało w ubiegłym tygodniu kolejną negatywną informację na temat długu naszego kraju. Okazało się, że w ciągu sierpnia b.r. rząd Ewy Kopacz powiększył zadłużenie Polski o kolejne 7 mld 723 mln zł (dzienny przyrost wyniósł 249,1 mln zł). Co więcej - z uwagi na rychłe przekroczenie limitów zadłużenia na rok 2015, przedstawiciele resortu finansów obwieścili również, że już teraz zamierzają rozpocząć zaciąganie nowych długów na poczet roku przyszłego.

Aby lepiej zobrazować skalę wzrostu zadłużenia w samym tylko sierpniu b.r. poniżej prezentuje tradycyjne już porównanie do osiągnięć Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Warto zauważyć, że WOŚP - z tysiącami wolontariuszy na ulicach i wielką machiną promocyjną - podczas tegorocznego finału zebrała łącznie 53,1 mln zł. Aby uzbierać pieniądze, które pokryłyby kwotę o jaką zwiększył się dług naszego kraju w sierpniu (7,723 mld zł), ekipa Jerzego Owsiaka musiałaby zorganizować... 145 takich finałów! 

Ale to nie koniec złych wiadomości. Z uwagi na rychłe przekroczenie limitów zadłużenia na rok 2015, przedstawiciele resortu finansów obwieścili dwa tygodnie temu, że już teraz zamierzają rozpocząć zaciąganie nowych długów na poczet roku przyszłego. Zgodnie z komunikatem Ministerstwa - rząd planuje emisję 6-letnich obligacji denominowanych w euro, a to oznacza, że przy nagłej zmianie kursów PLN/EUR nastąpić może ostry wzrost wartości należności do zwrotu.

Eksperci nie mają wątpliwości: szybko rosnący dług w czasie stosunkowo dobrej koniunktury gospodarczej to bomba z opóźnionym zapłonem. Gdy przyjdzie spowolnienie gospodarcze - a zgodnie z cyklem przyjdzie na pewno już za rok, najdalej za dwa - rząd będzie musiał ponownie ciąć wydatki i podnosić obywatelom podatki, by znaleźć pieniądze na spłatę długów zaciągniętych w czasie prosperity. Nie będzie to już jednak rząd Platformy i stąd - jak zakładam - dodatkowy bodziec u jeszcze aktualnej ekipy rządowej, aby zwiększać zadłużenie szybciej.

 

Informacje źródłowe: Zadłużenie Skarbu Państwa (Mf.gov.pl)

wpis z dnia 27/10/2015

   


  

     Oficjalne wyniki wyborów powszechnych we Francji były znane po 2 godz. i 37 minutach. W III RP głosy potrafią być "liczone" przez tydzień...
wpis z dnia 26/10/2015

 

Jesienią ubiegłego roku we Francji odbyły się wybory samorządowe do lokalnych departamentów. Wygrało je ugrupowanie byłego francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. Dla nas najważniejsza powinna być jednak informacja, że pełne wyniki wyborów były znane po upływie niespełna trzech godzin od momentu zamknięcia lokali wyborczych. Przypomnijmy, że w "Polsce racjonalnej" rok temu głosy "liczono" przez tydzień i na ponad 5 milionach kart do głosowania doszukano się głosów nieważnych...

Szkolenia w Moskwie, awarie systemów wyborczych, a wreszcie totalna kompromitacja z liczeniem głosów. To wszystko poskutkowało jesienią 2014 roku całkowitym brakiem zaufania Polaków do Państwowej Komisji Wyborczej - instytucji, której głównym zadaniem powinno być przeprowadzenie w Polsce sprawnych i uczciwych wyborów. Wierny jej do końca pozostał jedynie ówczesny prezydent Bronisław Komorowski oraz jego polityczne zaplecze. Najwyraźniej musieli mieć jakieś poważne powody, dla których tak bardzo bronili sposobu przeprowadzenia i końcowego efektu wyborów samorządowych sprzed roku...

Francuzi nie muszą się martwić takimi sprawami. Tam nie ma PKW, ani jakiegokolwiek specjalnego gremium do organizowania wyborów, w którym zasiadaliby odpowiednicy naszej sędziowskiej "elyty" III RP. Tam wybory organizuje od początku do końca (i bierze za nie odpowiedzialność!) państwo, w postaci Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Efekt tego jest taki, że oficjalne wyniki wyborów samorządowych, które - z uwagi na liczbę kandydatów i okręgów - uchodzą za najbardziej skomplikowane, są znane po upływie 2 godzin i 37 minut od chwili zamknięcia lokali wyborczych!

W kontekście powyższego gorąco polecam tekst Eryka Mistewicza pt.: "Jak to robią najlepsi? Przenieśmy sposób prowadzenia wyborów z Francji" (WszystkoCoNajwazniejsze.pl).

wpis z dnia 26/10/2015

   


  

     Przez lata "kręcili lody" kosztem obywateli i polskiego państwa. Oto 52 powody, aby nie głosować na Platformę! Udostępniajcie wszystkim!
wpis z dnia 23/10/2015

 

Zdeprawowana, zdegenerowana i bezsilna partia, która brnie w fatalną politykę personalną, agresję i demonstracyjną wręcz pogardę dla większości Polaków. Po 8 latach jej nieprzerwanych rządów wyłania się obraz Polski osłabionej, targanej korupcją czy kryminalnymi układami, zredukowanej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej i łatwego kapitału dla obcych gospodarek. Czas powiedzieć "Stop!" i w najbliższą niedzielę pogonić całe to towarzystwo! Poniżej prezentuję 52 konkretne powody, aby nie głosować na ekipę Platformy.

Mija osiem lat od czasu przejęcia władzy przez ludzi Platformy Obywatelskiej. Myślę, że warto w jakiś sposób podsumować ten okres, szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Zastanowić się co udało się tym ludziom "osiągnąć"? Do czego doprowadzili? Co uchwalili? Na co mieli wpływ (choćby pośredni)? Jak podczas ich rządów działały organy państwa? Czy skutecznie walczyły z nieprawidłowościami, patologią i przestępczymi układami? Czy hasło wyborcze z 2007 roku – "By żyło się lepiej" – zostało wcielone w życie? Jeśli tak, to wobec kogo?

Czy beneficjentami rządów ekipy Tuska / Kopacz nie jest jedynie wąska grupa osób, tak zwana platformerska "sitwa", obstawiająca swoimi osobami zarządy spółek Skarbu Państwa i ustawiająca pod siebie intratne przetargi? Co z resztą społeczeństwa? Czy jego rolą ma być jedynie śledzenie w rządowych telewizjach tematów zastępczych oraz bezrefleksyjne płacenie coraz wyższych podatków?

 

52 powody, aby w najbliższych wyborach parlamentarnych nie głosować na Platformę Obywatelską:

 

1) Afera taśmowa
2) Afera hazardowa
3) Afera wyciągowa
4) Afera stadionowa
5) Afera autostradowa
6) Afera stoczniowa 
7) Afera AmberGold
8) Afera SKOK-Wołomin (b.WSI)
9) Afera Elewarru
10) Afera z informatyzacją MSW (tzw. Infoafera)
11) Afera z ustawą o rajach podatkowych
12) Afera z ustawianiem konkursów w NIK
13) Kompromitacja z budową gazoportu w Świnoujściu oraz dostawami gazu z Kataru
14) Kompromitacja z budową elektrowni atomowej (od 6 lat trwa "wybieranie" jej lokalizacji, a kasa dla zarządów specjalnych spółek leci)
15) Rezygnacja z suwerennej polityki zagranicznej (kluczowe dla Polski decyzje podejmuje Angela Merkel i eurokraci z Brukseli)
16) Decyzja o sprowadzeniu do Polski islamskich imigrantów
17) Wydłużenie obowiązku pracy (wieku emerytalnego) o 7 lat u kobiet i 2 lata u mężczyzn 
18) Grabież Polakom połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE (153 mld zł)
19) Rozrost biurokracji (60 tysięcy nowych etatów)
20) Przyzwolenie na drenaż kapitału z Polski przez zagraniczne firmy i korporacje
21) Drastyczny wzrost zadłużenia kraju (z 530 mld zł do ponad 1 bln zł)
22) Dramatyczny wzrost deficytu budżetowego (z 30 do 54,6 mld zł)
23) Podniesienie VAT-u na wszystko
24) Podwyższenie o 1/3 składki rentowej (ZUS) dla przedsiębiorców
25) Zamrożenie na 8 lat kwoty wolnej od podatku, kwot uzyskania przychodu oraz progów podatkowych
26) Podniesienie akcyzy na paliwo
27) Likwidacja ulg podatkowych (budowlana, internetowa)
28) Zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego
29) Wprowadzenie nowego podatku paliwowego - tzw. opłaty zapasowej
30) Nałożenie na Lasy Państwowe haraczu w postaci podatku od przychodu (a nie dochodu!)
31) Przyjęcie podatku "miedziowego"
32) Prace nad wprowadzeniem podatku smartfonowego i tabletowego
33) Prace nad wprowadzeniem podatku audiowizualnego
34) Prace nad podatkiem katastralnym
35) Rekordowa ilość Polaków przebywająca na emigracji (oficjalne dane 2,32 mln osób, nieoficjalne - ponad 3,0 mln)
36) Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego
37) Zgoda na wprowadzenie do Polski GMO
38) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu dostępu obywateli do informacji publicznej
39) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu wolności zgromadzeń
40) Przyjęcie ustawy o "bratniej pomocy" (tzw. ustawa 1066)
41) Zmielenie w sejmowej niszczarce kilku milionów podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami referendalno-ustawodawczymi
42) Utajnienie raportu o nieprawidłowościach w ZUS do jakich doszło w latach 2008 - 2013
43) Próba nocnej zmiany Konstytucji RP, która umożliwiłaby sprzedaż Lasów Państwowych (w Sejmie zabrakło kilku głosów)
44) Próba przyjęcia ACTA (zdławiona dzięki obywatelskiemu oporowi)
45) Doprowadzenie do tragicznego stanu publicznej służby zdrowia (czekanie po kilka lat na wizytę u lekarza specjalisty)
46) Podpisanie z Rosją niekorzystnej umowy gazowej (najdroższy gaz w Europie)
47) Blisko 3-letni paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego
48) Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej
49) Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów czy PKP Energetyka) 
50) Ograniczenie potencjału militarnego 
51) Kompromitacja z ewakuacją Polaków ze wschodniej Ukrainy
52) Wszechobecny nepotyzm, kolesiostwo i układy.

wpis z dnia 23/10/2015

 


 

     Zimą w polskich domach może zabraknąć prądu. Będzie to jedna z bardziej dotkliwych konsekwencji 8-letniego "skoku cywilizacyjnego"
wpis z dnia 22/10/2015

 

Eksperci są zgodni - zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa energetycznego kraju, do jakich dopuściła się rządząca krajem od 8 lat ekipa PO-PSL, mogą się przyczynić do tego, że zimą w polskich domach zabraknie prądu. Nie wykluczone, że w styczniu będziemy zmuszeni powrócić do świeczek i lamp naftowych. Tak właśnie się dzieje, kiedy rządzący - zamiast budować nowe elektrownie i dbać o strategiczne interesy - wolą haratać w gałę i straszyć Macierewiczem.

Niestety wiele wskazuje na to, że zbliżająca się zima może być niezwykle groźna dla komfortu życia zwykłych ludzi i funkcjonowania całej polskiej gospodarki. Wszystko przez ryzyko wystąpienia długotrwałych zaników zasilania na dużym obszarze kraju. Eksperci są zgodni - w przypadku kilku-kilkunastu mroźnych dni polskie elektrownie mogą nie zapewnić odpowiedniej ilości mocy w sieciach przesyłowych, co w konsekwencji spowoduje odcięcie od dostaw prądu nie tylko energochłonnych zakładów przemysłowych, ale również kilkuset tysięcy zwykłych gospodarstw domowych. 

Przyczyny tego stanu rzeczy są co najmniej dwie - pierwsza z nich to pakiet klimatyczny, a druga - nieudolność rządzących. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to należy podkreślić, że rządy Donalda Tuska oraz Ewy Kopacz niemal bezrefleksyjnie przyjmowały narzucane przez Brukselę nowe wersję unijnej legislacji środowiskowej, które nakazywały wyłączanie starych bloków dominujących w Polsce elektrowni węglowych. Problem by nie istniał, gdyby rząd Platformy Obywatelskiej na miejsce wyłączanych bloków zdołał wybudować nowe elektrownie. Niestety, przez blisko 8 lat nieudolnych rządów tej ekipy w naszym kraju nie powstała ani jedna nowa elektrownia o dużej mocy. Większość strategicznych inwestycji dotyczących bezpieczeństwa energetycznego kraju, których realizacja miała nastąpić w ciągu ostatnich kilku lat, albo nie wyszła jeszcze z fazy projektowej (np. elektrownia atomowa, gdzie od 6 lat trwa proces wyboru jej lokalizacja), albo jest blokowana przez ekologów (elektrownia w Opolu i Rajkowach, przez co występują poważne opóźnienia w ich realizacji), albo z niewiadomych przyczyn jest anulowana (np. elektrownia w Ostrołęce, na którą nadzorowana przez Skarb Państwa spółka Energa miała już wydać 200 mln zł).

Aby konsekwencje zimowego deficytu mocy dotknęły jak najmniejszą liczbę gospodarstw domowych, Polska będzie zmuszona kupować energię potrzebną do zbilansowania całego systemu poza swoimi granicami. Już ubiegły rok był pod tym względem historyczny. Pierwszy raz zdarzyło się bowiem, że polskie elektrownie wyprodukowały mniej energii elektrycznej, niż zużyli krajowi odbiorcy. Zgodnie z oficjalnymi statystykami Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) w ubiegłym roku kupiliśmy za granicą 2,2 TWh energii, zaspokajając w ten sposób ok. 1,4 proc. rocznego zużycia prądu. Jednocześnie z dotychczasowego eksportera energii elektrycznej, staliśmy się jej importerem. Powstaje pytanie: czy taki był cel platformianego rządu? Czy od samego początku ich niesamowita nieudolność w zakresie bezpieczeństwa energetycznego kraju była podyktowana nadrzędnym celem uzależnienia nas od dostaw energii z zagranicy?

Fakty są takie, że obecna ekipa rządowa, poprzez swoją nieudolność i niekompetencje, zaczęła gasić światło nad Polską. Mam już serdecznie dosyć tego "teoretycznego państwa". Czas najwyższy pogonić partaczy! Koniec z pobłażliwością! Za lata zaniedbań muszą ponieść konsekwencje!

Polecam: Zimowe widmo niedoboru mocy (Rp.pl)

wpis z dnia 22/10/2015

    


  

     Wielka Brytania ukróciła złodziejstwo! Brytyjski parlament ustawowo zakazał deficytu budżetowego! A w Polsce...? W 2016 r. wyniesie on -54,6 mld zł...
wpis z dnia 21/10/2015

 

Parlament Wielkiej Brytanii przegłosował ustawę, która zobowiązuje każdy brytyjski rząd do utrzymania wydatków państwa na poziomie jego przychodów. Innymi słowy - ustawowo zakazany został tzw. deficyt budżetowy, czyli największe legalizowane organami państwowymi złodziejstwo, za które płacić muszą wszyscy obywatele. A jak to wygląda w Polsce...? Kilka tygodni temu rząd Ewy Kopacz przyjął projekt budżetu na przyszły rok, w którym deficyt budżetowy osiągnie najwyższy w historii poziom -54,6 mld zł!

Przyszły rok zapowiada się dramatycznie pod względem konsekwencji finansowych spowodowanych nieudolnością i niekompetencją ekipy PO-PSL. Zgodnie z przyjętym przez rząd projektem budżetu na 2016 rok Polska odnotuje najwyższy w historii deficyt budżetowy (czyli różnicę między dochodami państwa, a jego wydatkami) wynoszący -54,6 mld zł. Rekordowy deficyt przełoży się także na rekordowo wysokie potrzeby pożyczkowe brutto. Okazuje się, że aby związać koniec z końcem trzeba będzie w ciągu roku pożyczyć gigantyczną kwotę 180 mld zł. Większość z tych pieniędzy pójdzie na rolowanie starych długów. Całkowite zadłużenie kraju (potrzeby pożyczkowe netto) ma się powiększyć o kolejne 73 mld zł. Spłata odsetek od długów zaciągniętych przez ekipę Tuska & Kopacz pochłonie z kolei 32 mld zł.

Aby uniknąć sytuacji takiej, jaka w przyszłym roku będzie miała miejsce w Polsce, parlament Wielkiej Brytanii przegłosował ustawę, która zobowiązuje każdy brytyjski rząd do utrzymania wydatków państwa na poziomie jego przychodów. Innymi słowy zakazana będzie ewentualność, w której wydatki będą większe od osiąganych przez państwo dochodów. Ustawowy zakaz deficytu budżetowego będzie mógł być zawieszony tylko w wyjątkowych przypadkach, takich na przykład jak zagrożenie państwa wojną (koszty związane z obronnością i prowadzeniem działań wojennych będą mogły spowodować powstanie deficytu). Ale to wyjątek. Co do zasady bowiem ukrócone zostanie największe legalizowane przez państwo złodziejstwo, dające podstawę do ciągłego powiększania zadłużenia, za które do tej pory odpowiadali zwykli obywatele swoim prywatnym majątkiem. Brawo brytyjscy parlamentarzyści! Oby śladem Zjednoczonego Królestwa poszły inne kraje!

 

Czytaj więcej: Wielka Brytania z ustawowym zakazem deficytu budżetowego (Bankier.pl)

wpis z dnia 21/10/2015

   


  

     8-lecie rządów PO-PSL kończy się rekordową liczbą samobójstw, masową emigracją oraz ujemnym przyrostem naturalnym
wpis z dnia 20/10/2015

 

Bieda, niskie zarobki czy brak perspektyw na lepsze jutro - to główne przyczyny, dla których ludzie w Polsce popełniają samobójstwa, decydują się na zarobkową emigrację czy odmawiają sobie posiadania dzieci. Równolegle do tragicznej rzeczywistości premier Ewa Kopacz stara się czarować swoich wyborców narracją o "złotym okresie", 8-letnim paśmie sukcesów czy dobrobycie zwykłych Polaków... Coraz więcej osób dostrzega jednak, że to, co mówi przewodnicząca PO to zwykłe kłamstwa i jałowa propaganda.

Narracja przedstawicieli władzy o tym, że Polska przeżywa swój "złoty okres", że ostatnie lata to pasmo nieustających sukcesów, dobitnie pokazuje, w jak bardzo odległej galaktyce żyją platformiani politycy w stosunku do zwykłych ludzi. Narracja ta może być również odebrana jako swego rodzaju pogarda dla własnego kraju i uczciwych obywateli, którzy nie zarabiają po 12 tys. miesięcznie, nie robią przekrętów na "kilometrówkach", na wizytę do lekarza specjalisty czekają w kilkumiesięcznych kolejkach, a mimo to uczciwie płacą podatki, ledwo wiążąc koniec z końcem.

III RP wcale nie jest taka różowa, jak ją w podległych sobie mediach rysuje Ewa Kopacz. Przypomnijmy, że według oficjalnych danych w 2014 roku życie odebrało sobie 6165 osób, a samobójstwo stało się 7. najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce! To rekordowy wynik od 1999 r., czyli od momentu, kiedy dane te są upubliczniane przez policję. Jakby tego było mało ubiegły rok był także rekordowym pod względem ilość osób, które zaginęły bez wieści. Według danych policji odnotowano 20 845 zaginięć. Co ciekawe liczba osób zaginionych zaczęła lawinowo rosnąć około 2010 roku. To jednak nie koniec fatalnych statystyk. Z najnowszych danych GUS na temat populacji wynika, że na pod koniec 2014 r. pobity został emigracyjny rekord: poza krajem przebywało na stałe 2 mln 320 tys. Polaków! To o 124 tys. osób więcej niż na koniec 2013 r. Co gorsze - w ciągu pierwszego półrocza br. przewaga zgonów nad urodzinami sięgnęła 13 tys., a to oznacza największy od czasu zakończenia II wojny światowej ujemny przyrost naturalny!

8-lecie rządów PO-PSL kończy się rekordową liczbą samobójstw, masową emigracją oraz ujemnym przyrostem naturalnym. Tymczasem ekipa rządowa żyje w zupełnie innej rzeczywistości! Dla nich III RP jest sukcesem, bo pozwoliła im się dorobić gigantycznych majątków. Im żyje się dostatnie. Dlatego - mimo wielkiej emigracji, biedy, ubóstwa, czy wielu patologii trawiących państwo od środka - usilnie narzucają Polakom narrację o "złotym okresie". Dlatego hucznie świętują każdą kolejną rocznicę istnienia III RP - tworu stworzonego przez Jaruzelskiego, Kiszczaka, Bolka i Michnika - twierdząc przy tym, że mijające ćwierćwiecze to pasmo nieustających sukcesów i podstawa dobrobytu. Pytanie tylko, kto jest beneficjentem tego dobrobytu? Zwykli Polacy? - Śmiem w to powątpiewać... 

wpis z dnia 20/10/2015

   


  

     Przedstawiciele Nowoczesnej występują na antenie TVP kilkukrotnie częściej i dłużej od przedstawicieli Kukiz'15 i KORWiN
wpis z dnia 19/10/2015

 

Nowoczesna, Kukiz'15 oraz KORWiN to z pewnością porównywalne komitety wyborcze. Wszystkie walczą o wejście do Sejmu, a w sondażach mają bardzo zbliżone wyniki. Co je różni? Przede wszystkim czas antenowy jaki TV publiczna poświęca na pokazywanie tego, co ich przedstawiciele mają do zaoferowania wyborcom. Okazuje się, że w okresie od 5.10 do 11.10 przedstawiciele Nowoczesnej spędzili na wizji TVP1, TVP2 oraz TVPInfo 5-krotnie więcej czasu od przedstawicieli KWW Kukiz'15 oraz 12-krotnie więcej czasu od przedstawicieli KW KORWiN!

Pomimo tego, że komitety Nowoczesnej, Kukiz'15 oraz KORWiN są do siebie bardzo zbliżone pod względem potencjału wyborczego (wszystkie mają wyrazistych liderów, wszystkie walczą o wejście do parlamentu, a w publikowanych sondażach mają bardzo podobne wyniki), to z jakiegoś powodu telewizja publiczna zdecydowanie bardziej forsuje na antenie Ryszarda Petru i przedstawicieli jego partii. 

Okazuje się, że w drugim tygodniu października (okres od 5.10.2015 r. do 11.10.2015 r.) przedstawiciele Nowoczesnej występowali na na wizji TVP1, TVP2 oraz TVP Info łącznie 80 razy, a całkowity czas spędzony na antenie przez Ryszarda Petru oraz jego ekipę wyniósł 1 godz. 30 min. 24 sek. W tym samym okresie przedstawiciele KWW Kukiz'15 zanotowali w telewizji publicznej 42 wystąpienia (2-krotnie mniej niż ludzie Nowoczesnej) przy całkowitym czasie spędzonym na antenie wynoszącym 18 min. 22 sek. (blisko 5 razy krócej niż Nowoczesna). Jeszcze gorzej wyglądało to w przypadku przedstawicieli KW KORWiN. W drugim tygodniu października występowali oni na antenie publicznej telewizji 31 razy (ponad 2,5-krotnie mniej niż ekipa Nowoczesnej) przy całkowitym czasie spędzonym na wizji wynoszącym zaledwie 7 min. 15 sek. (12 razy krócej niż Nowoczesna)! 

Poniżej prezentuje szczegółowe zestawienie czasu wystąpień przedstawicieli Nowoczesnej, Kukiz'15 oraz KORWiN za okres od 5.10.2015 r. do 11.10.2015 r.:

TVP 1:
Nowoczesna: 7 min. 34 sek. (11 wystąpień)
Kukiz'15: 6 min. 49 sek. (6 wystąpień)
KORWiN: 0 min. 8 sek. (1 wystąpienie)
źródło danych - tutaj.

TVP 2:
Nowoczesna: 1 min. 14 sek. (8 wystąpień)
Kukiz'15: 0 min. 42 sek. (5 wystąpień)
KORWiN: 0 min. 24 sek. (4 wystąpienia)
źródło danych - tutaj.

TVP Info:
Nowoczesna: 1 godz. 21 min. 36 sek. (61 wystąpień)
Kukiz'15: 10 min. 51 sek. (31 wystąpień)
KORWiN: 6 min. 43 sek. (26 wystąpień)
źródło danych - tutaj.

# Podsumowanie:
1. Nowoczesna: 1 godz. 30 min. 24 sek. (80 wystąpień)
2. Kukiz'15: 0 godz. 18 min. 22 sek. (42 wystąpienia)
3. KORWiN: 0 godz. 7 min. 15 sek. (31 wystąpień)

Wniosek z tego taki - telewizja publiczna z jakiegoś powodu nachalnie pompuje Ryszarda Petru i jego Nowoczesną kosztem KWW Kukiz'15 oraz KW KORWiN. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

 

Źródło danych: Politycy w TVP 2015 r. (Tvp.pl)

wpis z dnia 19/10/2015

    


  

     Drogie francuskie śmigłowce będą jeszcze droższe?! Kolejny skandal z przetargiem na Caracale wisi w powietrzu!
wpis z dnia 18/10/2015

 

Przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki w rządzie Ewy Kopacz potwierdzają - aby zrealizować podpisany w atmosferze skandalu kontrakt na zakup francuskich Caracali, Polska będzie musiała wyłożyć dodatkowe 1,6 mld zł! Dla uświadomienia skali brakujących środków warto zauważyć, że kwota ta stanowi równowartość ponad trzydziestu tegorocznych finałów WOŚP! Pewne jest jedno - śmigłowców dla wojska będzie mniej i będą one droższe niż pierwotnie zakładano. 

Przypomnijmy - w kwietniu br. MON, ustami byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, poinformowało, że z trwającego przetargu na dostawę dla polskiej armii wielozadaniowych śmigłowców zostały wykluczone dwie oferty (na trzy złożone). Wykluczono możliwość zakupu amerykańskich śmigłowców Black Hawk (produkowanych w Polsce przez zakłady PZL Mielec należące do grupy Sikorsky) oraz brytyjsko-włoskich AW149 (również produkowanych w Polsce przez zakłady PZL Świdnik należące do grupy AgustaWestland). Przesłanki formalne miała spełnić jedynie oferta francuskiego Airbus Helicopters, który produkuje śmigłowce Caracal.

Kilka dni temu Ministerstwo Gospodarki wystosowało do związkowców PZL Świdniku (Grupa AgustaWestland) dokument, z którego wynika, iż na zakup francuskich Caracali trzeba będzie wydać o niemal 1,6 mld zł więcej niż pierwotnie zakładano. Zgodnie z informacjami przedstawicieli ministerstwa - całkowita wartość kontraktu przekroczy 13,4 mld złotych, mimo że pierwotnie zakładano, iż Polska na zakup śmigłowców przeznaczy maksymalnie 11,8 mld zł. Co gorsze - ze względu na żądaną przez Francuzów cenę wojsko, zamiast planowanych 70 sztuk śmigłowców, kupi ich jedynie 50. 

W kontekście powyższego warto przypomnieć o wcześniejszych deklaracjach przedstawicieli platformianej władzy, którzy zapowiadali, że "sukces modernizacji wojska polskiego będzie źródłem sukcesu polskiego przemysłu". Co ciekawe - nawet ważny funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej - Jerzy Buzek - zauważył, że wybór francuskiego Caracala to szokująca decyzja: - "Nie wyobrażam sobie, żeby Francja, USA, czy jakikolwiek inny kraj, który produkuje na swoim terenie dwa niezłe śmigłowce, które kupuje cały świat, zdecydował się na zakup innych maszyn" - powiedział były polski premier. - "Siła kraju zależy od jego gospodarki. Wobec tego dla MON powinna mieć znaczenie siła naszej gospodarki, by Polska była krajem znaczącym na arenie międzynarodowej" - dodał Buzek. No cóż - trudno się z byłym przewodniczącym europarlamentu nie zgodzić. Zamiast wspierać polski przemysł rząd Platformy wybrał opcję wspierania przemysłu francuskiego. No cóż... jaki rząd, takie decyzje.

 

Czytaj także: Kolejna afera wokół przetargu. Śmigłowce droższe o 1,5 mld złotych (Dziennik.pl)

wpis z dnia 18/10/2015

   


  

     Merkel chce wysłać do Polski kolejne, wielotysięczne trans- porty islamskich imigrantów, tymczasem rząd Kopacz już teraz nie ma dla nich mieszkań
wpis z dnia 16/10/2015

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała w Bundestagu, że będzie zabiegać o wprowadzenie w UE stałego i obowiązkowego mechanizmu podziału nowych uchodźców. W praktyce oznacza to, że Polska będzie musiała przyjąć kolejne fale islamskich imigrantów. Problem w tym, że rząd Ewy Kopacz już teraz nie ma dla nich mieszkań, a utrzymanie przybyszów z Syrii, Erytrei i Afganistanu planuje de facto przerzucić na gminy.

Zdaniem unijnej agencji ds. zarządzania granicami Frontex od początku tego roku do Unii Europejskiej przybyło ponad 710 tys. imigrantów. Większość z nich to mężczyźni wyznający islam. Zdecydowana większość z nich chce się dostać do Niemiec. Właśnie z tego powodu Angela Merkel zapowiedziała, iż nie odpuści dopóki w UE nie zostanie wprowadzony stały i obowiązkowy dla wszystkich państw członkowskich mechanizm podziału nowych uchodźców. W praktyce oznaczałoby to kolejne, wielotysięczne transporty imigrantów do Polski. 

Problem w tym, że Ewa Kopacz obiecała Polakom, iż zgoda na przyjęcie 7 tys. imigrantów miała charakter jednorazowy i nie ma mowy o stałej procedurze przyjmowania nowych imigrantów. Poza tym, rząd już obecnie ma poważny problem ze znalezieniem mieszkań i lokali, w których będzie mógł ulokować przybyszów z Syrii, Erytrei i Afganistanu. "Rzeczpospolita" donosi, że jeśli rząd nie przekona gmin do zorganizowania imigrantom dachu nad głową, to roczny koszt wynajmu lokali na rynku komercyjnym dla wspomnianych 7 tys. osób może wynieść nawet 35 mln zł. 

Liczenie na to, że gminy pomogą rządowi może być daremne. Lokalne samorządy nie kwapią się do organizowania lokali, bowiem wiedzą, że później będą musiały opłacać także koszty pobytu imigrantów w Polsce. Z informacji jakie napływają do nas z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że pieniądze UE wystarczą tylko na transport imigrantów do Polski oraz początkowy, około półroczny okres, w którym mają oni przebywać w specjalnych ośrodkach dla uchodźców. Później obowiązek ich utrzymania ma spaść na barki poszczególnych samorządów lokalnych, do których mają być rozlokowani. Te jednak nie mają na to odpowiednich środków. Utrzymanie, zapewnienie jedzenia i opieki zdrowotnej, nauka języka i pomoc w znalezieniu pierwszej pracy - to wszystko kosztuje realne pieniądze, których gminy najzwyczajniej w świecie nie mają. I należy pamiętać, że mówimy cały czas o grupie 7 tys. osób. Strach pomyśleć, co będzie jeśli Angela Merkel narzuci Polsce stały mechanizm przyjmowania nowych uchodźców.

 

Czytaj więcej: Merkel: potrzebujemy stałego i obowiązkowego mechanizmu podziału uchodźców (tvn24.pl)
Czytaj więcej: Bez mieszkań dla uchodźców (rp.pl)
Czytaj także: Zanosi się niezły kocioł! Rząd chce, aby gminy z własnych środków opłacały pobyt uchodźcom, bowiem UE nie da na to pieniędzy! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 16/10/2015

   


  

     W Niemczech gigantyczne protesty przeciwko TTIP i islamizacji Europy. W Berlinie demonstracja na 250 tys. osób! A w polskich mediach cisza...
wpis z dnia 15/10/2015

 

W całej Europie wybuchają masowe protesty przeciwko nowej umowie handlowej UE z USA oraz polityce imigracyjnej. W ostatnich dniach największe z nich miały miejsce bezpośrednio za naszą zachodnią granicą, w Niemczech. Ruch PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciwko Islamizacji Zachodu) zorganizował kolejną demonstrację przeciwko islamskim imigrantom w Dreźnie, a w Berlinie odbyły się gigantyczne, bo liczące aż ćwierć miliona uczestników, protesty przeciwko TTIP. Tymczasem w polskich mediach cisza na ten temat.

Niemcy coraz mocniej buntują się przeciwko polityce imigracyjnej własnego rządu. Mają dość przyjmowania nieograniczonych i niekontrolowanych ilości islamskich imigrantów. Ruch PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciwko Islamizacji Zachodu) coraz częściej organizuje demonstracje przeciwko polityce Angeli Merkel. W ostatni weekend 10 tys. osób protestowało na ulicach Drezna. Uczestnicy marszu nieśli ze sobą atrapę szubienicy z napisem "zarezerwowane dla Angeli Merkel".

Ale to nie jedyne protesty jakie w ostatni weekend miały miejsce za naszą zachodnią granicą. O wiele większą frekwencję zgromadził protest przeciwko nowej umowie handlowej, która ma być zawarta między UE a USA. Na ulice Berlina wyrazić swój sprzeciw wyszło aż ćwierć miliona osób! Czym jest TTIP? Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (z ang. Transatlantic Trade and Investment Partnership - TTIP) to porozumienie handlowe między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. W założeniu ma ono ułatwić prowadzenie biznesu między firmami z USA i UE. Krytycy tego porozumienia twierdzą jednak, że będzie ono działało przede wszystkim na korzyść wielkich amerykańskich korporacji, które na terytorium UE będą mogły stosować amerykańskie prawo arbitrażowe ( umożliwiające kwestionowanie np. lokalnego prawa pracy, gospodarczego czy ochrony środowiska).

Czy polskojęzyczne media głównego nurtu informowały o ww. protestach? Odpowiedź brzmi: Nie. Poza kilkoma wpisami na portalach internetowych próżno było szukać jakichkolwiek informacji na ten temat. Jaki widać - wiadomości o masowych demonstracjach przeciwko polityce imigracyjnej, islamizacji Europy i TTIP w serwisach informacyjnych największych stacji telewizyjnych w Polsce mogłyby skutecznie uderzyć w obecną ekipę rządową, której polityka była do tej pory w 100 procentach zgodna z polityką Angeli Merkel (a może lepiej - była w 100 procentach wytyczana przez niemiecką kanclerz). Stąd też w sumie się nie dziwie, że w sprawie wspomnianych protestów zapadła kurtyna milczenia zgodnie z zasadą - im społeczeństwo mniej wie, tym łatwiej można nim manipulować.

wpis z dnia 15/10/2015

   


 

     Rekord emigracyjny pobity, ale to nie koniec! Z powodów ekonomicznych z kraju chce wyjechać kolejne 3 mln osób!
wpis z dnia 14/10/2015

 

Z najnowszych danych GUS na temat emigracji wynika, że na koniec 2014 r. poza krajem przebywało 2 mln 320 tys. Polaków. To o 124 tys. osób więcej niż na koniec 2013 r. Niestety, wiele wskazuje na to, że emigracyjny rekord zostanie jeszcze wyśrubowany. Okazuje się bowiem, że opuszczenie kraju z powodów ekonomicznych w najbliższym czasie bierze pod uwagę kolejne 3 miliony osób, z czego ponad połowa to ludzie młodzi! Czyżby "złoty okres" 8-lecia rządów Platformy wchodził w fazę kryzysu?

W Polsce trwa najpoważniejszy kryzys demograficzny od czasu zakończenia II wojny światowej. Jest on spowodowany masową emigracją ludzi w wieku produkcyjnym (wg ostatnich danych GUS na koniec ub.r. poza krajem przebywało 2 mln 320 tys. rodaków), dramatycznym wzrostem liczby emerytów (w ciągu ostatniego roku ich liczba wzrosła aż o 227,3 tys. osób), wysokimi obciążeniami podatkowymi (przecięty Polak oddaje fiskusowi 41,6 proc. swoich dochodów), niewolniczo niskimi płacami (średnie wynagrodzenie w Polsce jest jednym z najniższych w Europie) oraz brakiem konkretnej i skutecznej polityki prorodzinnej zachęcającej do posiadania dzieci (w pierwszej połowie b.r. GUS odnotował ujemny przyrost naturalny).

Niestety, wiele wskazuje na to, że wspomniany kryzys demograficzny może się jeszcze pogłębić. Z raportu firmy Work Service i CEED Institute, opublikowanego przez "Rzeczpospolitą", wynika, że opuszczenie kraju z powodów ekonomicznych w najbliższym czasie rozważa 3 miliony osób, z czego milion chciałoby wyemigrować na stałe. Co gorsze - większość osób planujących opuszczenie Polski to ludzie młodzi, którzy nie przekroczyli 35. roku życia.

Fakty są takie, że na naszych oczach być może bezpowrotnie tracimy niezwykły atut, jakim do tej pory był potencjał ludnościowy. Jeśli masowa emigracja za granicę nie zostanie powstrzymana, to już za kilka, najdalej za kilkanaście lat populacja naszego kraju spadnie z obecnych 36 do zaledwie 30 milionów, a taką wyrwę niezwykle trudno będzie już naprawić. W takich okolicznościach potrzeba nam politycznych liderów z prawdziwego zdarzenia, mężów stanu, którzy nie będą się bali podejmować odważnych decyzji, które przyczynią się do odwrócenia niekorzystnych tendencji, a interes wspólnoty będą potrafili przedłożyć ponad swój własny. Bez zmiany w tym aspekcie czeka nas totalna katastrofa.

 

Czytaj także: Niepokojące statystyki. Co siódmy Polak chce wyjechać (RMF24.pl)

wpis z dnia 14/10/2015

   


 

     OECD potwierdza: Utrzyma- nie polskiej administracji podatkowej kosztuje najwięcej w Europie! Pod tym względem nie mamy sobie równych!
wpis z dnia 13/10/2015

 

Administracja podatkowa w Polsce na swoje utrzymanie pochłania proporcjonalnie największą część środków pieniężnych zabranych podatnikom spośród wszystkich administracji podatkowych państw należących do UE. Jest także jedną z najdroższych na świecie - wynika z najnowszego raportu OECD pt. "Tax Administration 2015". Polski fiskus, nie dość że drogi i niewydolny, to jeszcze gnębi swoimi działaniami głównie tych najmniejszych. Zagraniczne korporacje, stosujące metody "optymalizacji podatkowych", mogą spać spokojnie.

Działanie aparatu skarbowego w Polsce pochłania aż 1,6 proc. tego, co zbiera on z podatków. Zdaniem ekspertów z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) jest to najgorszy wynik spośród wszystkich państw należących do Unii Europejskiej. Zgodnie z raportem "Tax Administration 2015" np. w Niemczech współczynnik ten wynosi 1,35 proc., w Czechach - 1,13 proc., a w Wielkiej Brytanii - zaledwie 0,73 proc. Wśród 56 krajów, które bada OECD, wyższy niż w Polsce wskaźnik kosztu poboru podatków występuje jedynie w Japonii (1,7 proc. przychodów) oraz w Arabii Saudyjskiej (1,62 proc.). 

Polski fiskus, nie dość że jest drogi, to jeszcze niewydolny. Szacuje się, że tzw. luka z tytułu nieściągniętego podatku VAT wynosi ponad 50 mld zł w skali roku. Jakby tego było mało w opublikowanym przez Komisję Europejską raporcie na temat unikania opodatkowania możemy przeczytać, iż agresywne optymalizacje podatkowe (stosowane najczęściej przez zagraniczne koncerny i spółki) powodują straty budżetu naszego kraju w wysokości 46 mld zł rocznie z tytułu nieściągniętego podatku CIT! W dużej mierze wynika to z faktu nienależytego przygotowania organów podatkowych w Polsce do weryfikowania prawidłowości rozliczeń pomiędzy podmiotami z udziałem kapitału zagranicznego w kontekście unikania płacenia podatków na rzecz budżetu państwa. 

Zamiast skupić się na poprawie wyników ściągania podatku CIT od zagranicznych przedsiębiorstw, rządowe organy podatkowe wolały gnębić kontrolami i drenować kieszenie zwykłych obywateli oraz niewielkich firm z polskim kapitałem. W tym kontekście warto przypomnieć treść tajnej notatki jaka pod koniec ubiegłego roku wyciekła ze spotkania dyrektorów izb skarbowych z szefostwem Ministerstwa Finansów. Okazało się, że aparat podatkowy rządu w 2015 roku miał być jeszcze bardziej opresyjny wobec Polaków. Resort finansów chciał, aby urzędnicy zmienili tok myślenia - "nie ma być kontroli w celach prewencyjnych. Kontrole podatkowe mają przynosić wpływy do budżetu".

 

Źródło informacji: Tax Administration 2015 (OECD.org)
Czytaj także: Fiskus drogi i nieskuteczny (Rp.pl)
Czytaj także: Wyciekła tajna notatka ze spotkania dyrektorów izb skarbowych z szefostwem Min. Finansów (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 13/10/2015

  


 

     Dlaczego platformiane władze gnębią podatkami polskie firmy, a zagranicznym pozwalają ich nie płacić?
wpis z dnia 12/10/2015

 

Fiskalny amok to jedna z charakterystycznych cech Platformy. W ciągu ostatnich 8 lat aż 20 razy podnosili podatki lub nakładali nowe obciążenia. Co jednak najgorsze - platformerską działalność najmocniej odczuli w swoich portfelach zwykli Polacy oraz firmy z polskim kapitałem. Te zagraniczne, szczególnie największe korporacje, mogły liczyć na przychylność władzy i organów podatkowych. Dla nich przymykano oczy, kiedy drenowano poza granicę naszego kraju grube miliardy tytułem "optymalizacji podatkowych" i innych nielegalnych transakcji. 

Ekipa Platformy Obywatelskiej, oprócz znanych wszystkim podwyżek stawek podatku VAT, akcyzy na paliwo czy składek na ubezpieczenia społeczne, wymyślała także podatki celowe, których ostrze było wymierzone w 100 procentowo polskie przedsiębiorstwa. Tak było w przypadku zabójczego podatku w wysokości 2 proc. przychodów (nie dochodów, a to gigantyczna różnica!) dotyczącego Lasów Państwowych, czy też tzw. podatku miedziowego, który w praktyce był wymierzony w tylko jedno przedsiębiorstwo, czyli KGHM.

W ciągu ostatnich 8 lat władze gnębiły podatkami i drenowały kieszenie głównie zwykłych obywateli i firm z polskim kapitałem. W tym samym czasie firmy z kapitałem zagranicznym mogły czuć się bezpiecznie. Platforma odrzucała inicjatywy nałożenia na banki (w większości zagraniczne), sklepy wielkopowierzchniowe (znowu zagranica) czy telekomy (2/3 to podmioty zagraniczne) jakichkolwiek dodatkowych podatków. Ostatnie 8 lat to dla tych przedsiębiorstw prawdziwy złoty okres. Dla przykładu - działające na terytorium naszego kraju Banki (67,6 proc. z nich ma zagranicznych właścicieli) osiągnęły w latach rządów PO-PSL ponad 95 mld zł zysku na czysto! 

Jakby tego było mało rządowy aparat skarbowy przymykał oko na transferowanie przez zagraniczne firmy gigantycznych dochodów poza polski system podatkowy. W opublikowanym kilka tygodni temu przez Komisję Europejską raporcie na temat unikania opodatkowania mogliśmy przeczytać, że oszustwa i agresywne optymalizacje podatkowe, do których dopuszczają się zagraniczne koncerny i spółki, przy jednoczesnym braku reakcji rządowych organów skarbowych, powodują, że co roku budżet naszego kraju może tracić nawet 46 mld zł wpływów z tytułu podatku CIT! Dla uzmysłowienia sobie skali patologii warto zauważyć, że 46 mld zł to suma tegorocznego deficytu budżetowego. Wcześniejszy raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) potwierdził z kolei, że organy podatkowe nie są należycie przygotowane do weryfikowania prawidłowości rozliczeń pomiędzy podmiotami z udziałem kapitału zagranicznego a budżetem państwa, dzięki czemu możliwe jest uchylanie się od opodatkowania przez zagraniczne koncerny i skuteczne transferowanie dochodów poza polski system podatkowy. 

Zamiast gnębić podwyżkami podatków zwykłych Polaków i firmy z polskim kapitałem, rząd mógł zacząć walczyć z nielegalnym transferem dochodów poza Polskę i obciążyć nowymi podatkami zagraniczne podmioty, które osiągają w naszym kraju gigantyczne zyski. Niestety, ekipa Platformy Obywatelskiej przez 8 lat trwania u steru władzy, miała zupełnie inne priorytety...

 

Czytaj także: Raport Komisji Europejskiej: Zagraniczne spółki co roku drenują z platformianej Polski grube miliardy nieopodatkowanych zysków! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 12/10/2015

  


 

     Oto jak wygląda bananowa demokracja PO: Zmienili dla siebie prawo, by móc obsadzić większość sędziów w Trybunale Konstytucyjnym
wpis z dnia 11/10/2015

 

W czwartek wieczorem - kiedy spora część Polaków czekała już na mecz Szkocja-Polska, a media podgrzewały z tego tytułu atmosferę do czerwoności - PO z PSL sfinalizowały skok na Trybunał Konstytucyjny. Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu przed wyborami obsadzili oni stanowiska sędziów TK swoimi kandydatami, mimo iż powinny one być wybrane dopiero po wyborach, przez Sejm nowej kadencji. Rządowa koalicja potwierdziła tym samym, jak bardzo gdzieś ma standardy demokratycznego państwa prawa. Czy był to ich ostatni przekręt?

Przypomnijmy sekwencję wydarzeń. Tuż po przegranej Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich - kiedy okazało się, że z pałacu prezydenckiego znika człowiek, który do tej pory był w stanie podpisać każdą wymyśloną przez rządową koalicję ustawę - posłowie Platformy Obywatelskiej i PSL-u w ekspresowym tempie przyjęli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Według treści tej noweli, jeszcze przed wyborami z 25.X platformiana większość w Sejmie mogłaby obsadzić swoimi ludźmi stanowiska nowych członków TK, którzy w normalnym trybie powinni być wybrani w grudniu - czyli przez Sejm nowej kadencji. Pośpiech nad procedowaniem ustawy był wskazany, bowiem kadencja Komorowskiego biegła ku końcowi, a nowy prezydent takiej ustawy z pewnością by nie podpisał. 

Tak jak można się tego było spodziewać odchodzący Komorowski nowelę o TK podpisał. To pozwoliło rządowej kolalicji dokonać na ostatnim posiedzeniu Sejmu przed wyborami parlamentarnymi swoistego "skoku" na Trybunał. Udało im się obsadzić w TK miejsca po odchodzących w listopadzie trzech sędziach oraz kolejnych dwóch, którzy odchodzą dopiero w grudniu. Tych ostatnich miał wybrać Sejm nowej kadencji. Decyzją rządowej koalicji, która w d... ma standardy demokratycznego państwa prawa, wybrano ich już teraz. Tym samym zdecydowana większość obecnych członków Trybunału Konstytucyjnego została wybrana przez grupę Platformy Obywatelskiej. 

wpis z dnia 11/10/2015

   


  

     Rząd nakazał wlepić Polakom w 2014 r. ponad 1,8 mln mandatów! Okazało się, że Policja polecenie rządu zrealizowała z nawiązką
wpis z dnia 9/10/2015

 

Plan rządu na 2014 rok zakładał wlepienie pieszym 356 tys. mandatów. Kierowcy mieli z kolei otrzymać co najmniej 1,49 mln mandatów. Założenia udało się osiągnąć i to z nawiązką. Policja wlepiła 420,6 tys. mandatów pieszym oraz 1,76 mln mandatów kierowcom. Rząd może być dumny. Państwo znowu zdało egzamin!

Rząd Ewy Kopacz przedstawił w Sejmie sprawozdanie na temat stanu bezpieczeństwa na polskich drogach w 2014 roku. Z dokumentu możemy się dowiedzieć szokujących informacji. I wcale nie chodzi o liczbę wypadków drogowych.

Okazuje się bowiem, że tworząc założenia do strategii dot. bezpieczeństwa na polskich drogach, rządowa ekipa wyznaczyła policji limity ilości mandatów, jakie w ciągu 2014 roku winna wlepić pieszym i kierowcom. W przypadku tych pierwszych miało to być minimum 356 tys. mandatów. W przypadku kierowców pojazdów mechanicznych rząd nakazał wlepienie minimum 1,49 mln mandatów. Z przedstawionego przez rząd sprawozdania wynika, że plany te policja zrealizowała i to z nawiązką! Piesi otrzymali w ubiegłym roku 420,6 tys. (co stanowiło 117,9 proc. normy), natomiast kierowcy aż 1,76 mln mandatów (112,5 proc. normy). 

Przyjmując, że uśredniony koszt jednego mandatu, to 150 zł - łatwo można wyliczyć, że w ten sposób rząd zgarną od Polaków około 327 mln zł.

 

Czytaj więcej: Szokujące sprawozdanie Kopacz: policja wykonała 120 proc. normy w mandatach dla pieszych i kierowców (BRD24.pl)

wpis z dnia 9/10/2015

   


  

     Pętla długu coraz ciaśniejsza? Rząd Kopacz już teraz zamierza zadłużać Polskę na poczet przyszłego roku!
wpis z dnia 8/10/2015

 

Z uwagi na rychłe przekroczenie limitów zadłużenia na rok 2015, przedstawiciele resortu finansów właśnie obwieścili, że już teraz zamierzają rozpocząć zaciąganie nowych długów na poczet roku przyszłego. Jakby tego było mało, pożyczki w formie obligacji mają być wyrażone w walutach zagranicznych (euro), co przy nagłej zmianie kursów może oznaczać ostry wzrost należności do zwrotu. Czyżby po nas choćby potop?

 

Zgodnie z najnowszym komunikatem Ministerstwa Finansów - rząd planuje emisję 6-letnich obligacji denominowanych w euro. Organizatorem emisji mają być zagraniczne banki: Santander, Barclays, Societe Generale i UniCredit. Cytowana w komunikacie wiceminister finansów Dorota Podedworna-Tarnowska powiedziała, że "Środki z emisji powinny stanowić prefinansowanie przyszłorocznych potrzeb pożyczkowych". Co to oznacza w praktyce? - Niewykluczone, że limity nowych długów na ten rok dobijają do krańcowych wartości, a kasy na bieżące funkcjonowanie państwa coraz mniej. Stąd pomysł, aby już teraz zacząć wykorzystywać limity na rok 2016.

Co gorsze - nowe długi mają być wyrażone w euro. W praktyce oznacza to dla Polski potężne ryzyko walutowe, które może się objawić przy wzroście kursu euro do złotówki (a to w perspektywie cyklu koniunkturalnego jest bardzo możliwe). Na marginesie przypomnijmy, że na początku września rząd Kopacz już raz pokusił się o zaciągnięcie nowych długów w euro. Zgodnie z oficjalnym komunikatem - ministerstwo Finansów pożyczyło (głównie od zagranicznych funduszy inwestycyjnych i banków) kwotę 1 miliarda euro, która po przeliczeniu na złotówki stanowiła równowartość ok. 4,2 miliardów złotych.

 

Czytaj więcej: MF zorganizuje emisję 6-letniej obligacji benchmarkowej (Bankier.pl)
Czytaj także: Rząd znowu zadłuża Polskę za granicą. Tym razem pożyczył od banków i funduszy inwestycyjnych ponad 4 miliardy zł (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 8/10/2015

  


  

     Fatalne dane GUS: Co miesiąc z Polski emigruje ponad 10 tys. osób, a w ciągu pierwszego półrocza br. przewaga zgonów nad urodzinami sięgnęła 13 tys.!
wpis z dnia 7/10/2015

 

Narracja objeżdżającej po kraju premier Kopacz, jakoby w Polsce było "super", nie specjalnie współgra z oficjalnymi danymi publikowanymi przez GUS, zgodnie z którymi Polacy wciąż uciekają z kraju. Okazuje się, że liczba osób, która co miesiąc opuszcza Polskę w poszukiwaniu lepszego życia za granicą jest o ponad 10 tys. większa od liczby osób, która decyduje się do kraju wrócić. Jakby tego było mało od początku roku mamy ujemny przyrost naturalny. Liczba zgonów odnotowana przez Urzędy Stanu Cywilnego jest aż o 13 tys. większa od liczby urodzeń!

Najnowszy biuletyn statystyczny Głównego Urzędu Statystycznego potwierdza nam fatalne dane dotyczące demografii. Okazuje się, że w okresie I - VII b.r. przewaga zgonów nad urodzinami sięgnęła 13 tys. Jeśli takie tempo zostanie podtrzymane w kolejnych miesiącach, to 2015 rok pod względem ujemnego przyrostu naturalnego może się okazać najgorszym od czasów zakończenia II wojny światowej. 

Niestety wiele wskazuje na to, że kolejne lata będą jeszcze gorsze. Masowa emigracja ludzi w wieku produkcyjnym, dramatyczny wzrost liczby emerytów, wysokie obciążenia podatkowe, niewolniczo niskie płace oraz brak konkretnej i skutecznej polityki prorodzinnej zachęcającej do posiadania dzieci przyczynią się do dalszego pogłębiania kryzysu demograficznego. Zgodnie z treścią innego raport GUS pt. "Powierzchnia i ludność w przekroju terytorialnym w 2015 r." - w ciągu ostatniego roku liczba osób w wieku przedprodukcyjnym (0-17 lat) zmniejszyła się o 52,3 tys. Znacząco zwiększyła się za to liczba emerytów - aż o 227,3 tys. Jakby tego było mało z najnowszych danych GUS na temat emigracji wynika, że na koniec 2014 r. poza krajem przebywało 2 mln 320 tys. Polaków. To o 124 tys. osób więcej niż na koniec 2013 r. (wzrost o 5,6 proc.), a jednocześnie najwyższa liczba Polaków przebywających na emigracji od początku przystąpienia naszego kraju do UE.

Tymczasem objeżdżająca kraj w ramach prowadzonej kampanii wyborczej pani premier mówi, że jest super, a były prezydent jeszcze nie tak dawno krzyczał na swoim wiecu, że tylko ślepy nie może dostrzec, iż żyjemy w złotym okresie. To pokazuje jak bardzo platformiana władza jest daleko od realiów życia w Polsce.

 

Czytaj więcej: GUS: w 2014 r. wzrosła liczba Polaków na emigracji (Bankier.pl)
Czytaj więcej: Biuletyn Statystyczny nr 8/2015 (Stat.gov.pl)

wpis z dnia 7/10/2015

   


  

     Przez sześć lat symulowali budowę elektrowni atomowej wydając w tym celu grube miliony?! Kopacz właśnie się wysypała, że "nie ma w tyle głowy planu jej budowy"
wpis z dnia 6/10/2015

 

Zobacz jak działa ekipa Platformy: Najpierw ogłaszają, że zrobią coś dla Polski (elektrownia atomowa). Potem tworzą specjalne spółki, gdzie obsadzają swoich ludzi i pompują w nie setki milionów złotych, by na koniec, po upływie kilku lat, stwierdzić, że pomysł był jednak bez sensu i nie warto go kontynuować. Co jednak trafiło na konta platformianych kolesi jako atomowe pensje, tam już pozostanie.

Tzw. "pierwsza polska elektrownia atomowa" okazała się być wymysłem czysto politycznym, dającym ciepłe posadki i wymierne korzyści dla wąskiej grupy członków ekipy rządowej, nie mającym jednak z ekonomicznego punktu widzenia najmniejszego sensu. Mimo upływu wielu lat od ogłoszenia przez Donalda Tuska projektu budowy elektrowni jądrowej w Polsce (co miało miejsce w 2009 roku) i potoku kasy płynącej na ten cel szerokim strumieniem (łącznie wydano już około 200 mln zł) żadnych efektów nadal nie widać. W ciągu wspomnianych 6 lat atomowi eksperci nie potrafili nawet wybrać lokalizacji, w której budowa elektrowni miałaby się rozpocząć. Specjalnie w tym celu stworzone spółki (PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1) stały się skupiskiem ciepłych i dobrze płatnych posadek. Zatrudniani w nich platformiani kolesie zarabiali naprawdę gigantyczne pieniądze. Gazeta Wyborcza dotarła np. do oświadczenia majątkowego Zdzisława Gawlika - byłego wiceprezesa w atomowych spółkach PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1. W pierwszej połowie 2013 r. uzyskał dochód w wysokości 599.340,00 zł, czyli niemal 100 tys. zł miesięcznie. Co ciekawe i warte podkreślenia - Gawlik w latach 2007 - 2012 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, zaś w wyborach parlamentarnych w 2011 roku kandydował z ramienia Platformy Obywatelskiej do Senatu.

Powyższe ustalenia potwierdziła pośrednio w ostatni weekend premier Ewa Kopacz, która na oficjalnej konferencji prasowej palnęła, że "nie ma w tyle głowy budowania po cichu elektrowni atomowych". Czyli co - ponad 6 lat przygotowań, specjalne spółki i rządowy pełnomocnik ds. budowy atomu - to wszystko nie miało znaczenia? Po jakiego diabła twierdziliście zatem, że elektrownia jądrowa jest priorytetem dla bezpieczeństwa energetycznego Polski?! Po co wydaliście w tym celu setki milionów? No i najważniejsze - czy kiedykolwiek je zwrócicie?

 

Czytaj także: Spór Ewy Kopacz i Beaty Szydło o elektrownię atomową w Polsce (PolskieRadio.pl)
Czytaj także: Sowite zarobki przy szykowaniu elektrowni atomowej (wyborcza.biz)

wpis z dnia 6/10/2015

    


  

     Zanosi się niezły kocioł! Rząd chce, aby gminy z własnych środków opłacały pobyt uchodźcom, bowiem UE nie da na to pieniędzy!
wpis z dnia 5/10/2015

 

Niepokojące informacje dochodzą z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Okazuje się, że utrzymanie 7 tys. islamskich uchodźców i imigrantów, którzy decyzją Ewy Kopacz niebawem trafią do naszego kraju, będzie nie lada wyzwaniem dla gmin w jakich będą oni mieszkać. Pieniądze UE wystarczą bowiem tylko na ich transport do Polski oraz początkowy, około półroczny okres, w którym uchodźcy będą przebywać w specjalnych ośrodkach. Później obowiązek ich utrzymania ma spaść na barki poszczególnych samorządów lokalnych, które nie mają na to środków.

Wiele wskazuje na to, że gminy, do których trafią sprowadzeni do Polski przez rząd Ewy Kopacz uchodźcy i imigranci z Syrii oraz Erytrei, będą musiały same znaleźć sposoby na sfinansowanie tej operacji. Okazuje się bowiem, że pieniądze z Unii Europejskiej (6 lub 10 tys. euro osobę - w zależności, czy transport danej osoby jest organizowany z terytorium Grecji, Włoch czy też z Bliskiego Wschodu), o których tak głośno mówiła pani premier przekonując nas o dziejowej konieczności przyjmowania uchodźców, pokryją jedynie koszty ich przewiezienia do Polski oraz utrzymania w czasie oczekiwania na decyzję o nadaniu statusu uchodźcy. Przeważnie jest to okres pół roku, w którym osoby ubiegające się o wspomniany status mieszkają w specjalnych rządowych ośrodkach dla uchodźców. Po wydaniu decyzji o uzyskaniu statusu uchodźcy, ludzie ci mają trafić do poszczególnych gmin w całej Polsce, które będą musiały ich utrzymywać, zapewniać mieszkanie, jedzenie, naukę języka i pomoc w znalezieniu pierwszej pracy. Problem w tym, że w ślad za uchodźcami nie mają iść już żadne dodatkowe pieniądze, co w praktyce będzie oznaczało dołożenie gminom kolejnego, bardzo kosztownego i trudnego w realizacji zadania. 

Nie wykluczone, że w takich okolicznościach powtórzy się u nas sytuacja, która dzieje się obecnie w Szwajcarii, gdzie gminy skarżą się władzom centralnym, iż przebywający u nich uchodźcy w ogóle nie podejmują pracy zarobkowej i cały czas trzeba ich utrzymywać, co z kolei skutecznie drenuje budżety samorządów lokalnych miejscowości, do których uchodźcy zostali przydzieleni. Przypomnijmy - zgodnie z informacjami opublikowanymi przez szwajcarską gazetę "Basler Zeitung" - aż 95 proc. uchodźców z Erytrei, którzy w ostatnich latach otrzymali prawo do pobytu w Szwajcarii, nie podejmuje żadnej zarobkowej pracy. Żyją z zasiłków socjalnych wypłacanych im przez tamtejsze gminy.

 

Czytaj więcej: Nie ma chętnych na uchodźców (Rp.pl)
Czytaj także: Szwajcarskie gminy skarżą się, że przebywający u nich uchodźcy w ogóle nie pracują. Aż 87 proc. Syryjczyków jest na socjalu! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 5/10/2015

   


  

     Ustawowy przekręt? Czy rząd przekaże wielkim korporacjom 3 mld zł, aby obniżyć im koszty funkcjonowania w Polsce??!
wpis z dnia 2/10/2015

 

Kilka miesięcy temu rząd Kopacz wpadł na "genialny" pomysł. Stwierdził, że aby pomóc młodym na rynku pracy, państwo powinno... refundować pracodawcom wypłatę ich pensji. W ten sposób młode osoby zatrudnione na etacie u prywatnego przedsiębiorcy nadal otrzymywałyby np. 2 tys. zł miesięcznie, z tą różnicą, że większość ich pensji (do 27 tys. zł rocznie) byłaby finansowana pieniędzmi podatników. Pojawiły się wątpliwości, czy aby największymi beneficjentami proponowanych zmian nie będą przypadkiem wielkie firmy i korporacje z zagranicy?

Przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia przewiduje, że państwo będzie dofinansowywać tych przedsiębiorców, którzy zdecydują się zatrudnić pracowników do 30. roku życia. Przez pierwsze 12 miesięcy pracy takiej osoby przedsiębiorca będzie mógł liczyć na refundację wypłacanych pensji do wysokości ok. 27 tys. zł rocznie (równowartość rocznej płacy minimalnej brutto). Jedynym warunkiem otrzymania refundacji ma być gwarancja zatrudnienia przez kolejnych 12 miesięcy. Twórcy tej nowelizacji przewidują, że dzięki państwowej pomocy powstanie dla młodych dodatkowe 100 tys. etatów. Szacunkowy koszt tej inicjatywy dla podatników to ok. 3 miliardy złotych.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być okej (państwo wydaje publiczne pieniądze w słusznym celu, jakim jest aktywizacja młodych na rynku pracy). Im bardziej jednak będziemy się przyglądać tej ustawie, tym mocniej będziemy nabierać przekonania, że została ona napisana głównie dla dobra i interesu wielkich korporacji i firm z zagranicy. Jako pierwszy zauważył to główny ekonomista portalu Bankier.pl - Łukasz Piechowiak:

 

"Nie da się jedną prostą ustawą zlikwidować bezrobocia wśród młodych. Jednak za pomocą ustawy da się przekazać wielkim korporacjom miliardy złotych na zmniejszenie kosztów zatrudnienia. I tak właśnie się stało."

 

O co chodzi? Zdaniem Piechowiaka z nowelizacji ustawy nie skorzystają mali przedsiębiorcy, którzy zatrudniają niewielką liczbę osób. Ich strategia zatrudnienia z reguły nie wybiega bowiem dalej niż na rok do przodu, a przypomnijmy, że warunkiem otrzymania refundacji kosztów zatrudnienia młodego pracownika będzie gwarancja zatrudnienia przez kolejnych 12 miesięcy po wygaśnięciu rządowej pomocy. Kto zatem może liczyć na benefity? Nie kto inny, jak duże firmy i korporacje - gdzie najczęściej dominuje zagraniczny kapitał. Piechowiak słusznie zauważa:

 

"W ich [dużych firm] przypadku dofinansowanie jest korzystne, bo liczy się efekt skali – zatrudniając 200 nowych pracowników do pracy przy taśmie lub w call center, ryzyko zwrotu dotacji za część zwolnionych lub tych, którzy odeszli z innych przyczyn, będzie mniejsze niż korzyści jakie mogą uzyskać w ramach wsparcia. Ponadto ich plany rozwoju przedsiębiorstw zwykle opracowywane są na co najmniej 3 lata do przodu, zatem wiedzą dokładnie ile skorzystają, a ile ewentualnie mogą stracić."

 

Poza tym pojawia się jeszcze jedno ryzyko. Może się bowiem okazać, że duże firmy pozwalniają 100 tys. osób, którym wypłacają pensje z własnych środków, a na ich miejsce zatrudnią 100 tys. osób, których pensje będzie refundował polski podatnik... Im dalej w las, tym więcej wątpliwości czy przypadkiem nie mamy do czynienia z ustawą-przekrętem, której rzeczywistym celem jest wydojenie z państwowej kasy gigantycznych środków... By żyło się lepiej!

 

Polecam: Jak państwo dotuje przedsiębiorców, czyli 100 tys. nowych miejsc pracy za 3 mld zł (Bankier.pl)

wpis z dnia 2/10/2015

   


  

     Nowe taśmy: "Sam sobie wypłacił 400 tys., a potem opłacił ekspertyzy, które potwierdziły, że mógł sobie wziąć" - czyli sitwa w formie
wpis z dnia 1/10/2015

 

Diagnoza platformianego państwa jaka wyłania się z fragmentów właśnie opublikowanych taśm jest porażająca. Z ich treści można wywnioskować, że członkowie rządu i wysocy przedstawiciele władzy wiedzieli o przekrętach dokonywanych przez swoich bezpośrednich podwładnych, ale nie specjalnie na to reagowali. Niejednokrotnie starali się też pomagać w tuszowaniu ujawnionych nieprawidłowości, czy też odsuwać od siebie podejrzenia wszelkimi dostępnymi metodami. Degrengolada level HARD.

W jednej z opublikowanych rozmów Zbigniew Rynasiewicz (wiceminister infrastruktury) w ten sposób referował Patrycji Zielińskiej (prezes należącego do Skarbu Państwa Bumaru) dokonania swojego bezpośredniego podwładnego, tj. szefa Instytutu Transportu Drogowego:

 

"On sam sobie wypłacał [pieniądze] za projekty europejskie, sam ze sobą podpisywał umowy, 400 tys. sobie wziął. I najlepsze, że zapłacił w Warszawie ekspertom, którzy zrobili mu opinię, że tak naprawdę to mógł to sobie wziąć. Mógłby siedzieć, bo sam ze sobą podpisał te umowy, sam sobie zlecił, sam podpisał i sam wypłacił".

 

W innej nagranej rozmowie minister Skarbu w rządzie Tuska - Włodzimierz Karpiński - skarży się współtowarzyszom konwersacji (m.in. ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi i szefowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu), że państwo polskie "utopiło" w LOT-cie 400 mln zł z uwagi na... ucieczkę przed "politycznym samobójstwem", jakim byłby upadek tego przewoźnika lotniczego. Karpiński stwierdził, że nie można dopuścić, by "nasze rządy były pod znakiem bankructwa narodowego przewoźnika" po czym dodał, że nie mają innego wyjścia i muszą to "dalej ciągnąć".

Ciekawie prezentuje się także stenogram rozmowy pomiędzy Tomaszem Tomczykiewiczem (wiceministrem gospodarki), Bartoszem Arłukowiczem (ministrem zdrowia) i Elżbietą Bieńkowską (wicepremier, minister infrastruktury). Rozmowa dotyczy kontroli NIK dotyczącej wykorzystania funduszy unijnych w służbie zdrowia. Bieńkowska stwierdziła, że posłuży się wynikami kontroli z 2011 r. i zrobi tak, "by wyszło dobrze":

 

"To znaczy wiadomo, że to nie jest prawda, ale co, kto będzie te pieniądze zwracał? Ja wiem, jak jest, kontrole robiliśmy po to, żeby wyszło, że jest dobrze. A jest źle, ale to są setki milionów złotych".

 

Jeszcze ciekawiej brzmi wątek załatwiania przez telefon dla nieustalonej dotąd osoby posady asystentki w Brukseli:

 

"Ty masz od 1 lipca pracę, ale kto ci mówi, żebyś ty chodziła do pracy. Masz etat, a nie to, że masz chodzić do roboty, bo wiesz, to jest różnica. Będziesz tam referentką do spraw różnych, no i tyle, nie będziesz się ruszać, będziesz leżeć..."

 

Powyższe dosadnie pokazuje stopień degrengolady platformerskiego państwa. Nowe taśmy to pełowska sitwa w pigułce. Mam nadzieję, że sprawą zajmie się prokuratura, a wyborcy już 25 października w sposób jednoznaczny pokażą, co o tym wszystkim sądzą.

wpis z dnia 1/10/2015